13 Clive Cussler, Graham Brown NUMA 13 Tajemnica faraona

Clive Cussler Graham Brown Tajemnica faraona Przekład: Jacek Złotnicki Tytuł oryginału: Pharaoh’s Secre - pdf za darmo

11 downloads 22175 Views 2MB Size

Story Transcript


Clive Cussler Graham Brown

Tajemnica faraona Przekład: Jacek Złotnicki Tytuł oryginału: Pharaoh’s Secret Cykl: NUMA - Tom 13

Prolog Miasto Umarłych Abydos, Egipt 1353 p.n.e., siedemnasty rok panowania faraona Echnatona Blask pełni księżyca spływał na piaski Egiptu niebieskawą poświatą, nadając diunom barwę śniegu i spowijając opuszczone świątynie Abydos odcieniami alabastru i kości. W zimnym świetle ostro rysowały się sylwetki uczestników ponurej procesji, sunącej przez Miasto Umarłych. Wlekli się noga za nogą, trzydzieścioro mężczyzn i kobiet z nasuniętymi na twarze kapturami obszernych szat i wzrokiem wbitym w aleję przed nimi. Właśnie mijali grobowce faraonów pierwszej dynastii oraz kapliczki i pomniki wzniesione ku czci bogów w drugim okresie przejściowym. Na zasypanym przez lotne piaski skrzyżowaniu kamiennej alei pochód zatrzymał się w milczeniu. Manuhotep, ich przywódca i przewodnik, wpatrzył się w mrok, nadstawił ucha i zacisnął dłoń na drzewcu włóczni. – Słyszałeś coś? - spytała kobieta, która znieruchomiała tuż obok niego. Jego żona. Za nimi stały inne rodziny wraz ze sługami, dźwigającymi na noszach dzieci, złożone tą samą, tajemniczą chorobą. – Jakieś głosy, szepty - odrzekł Manuhotep. – Przecież miasto jest zupełnie wyludnione - zdziwiła się. - Zgodnie z rozkazem faraona przebywanie w nekropolii to przestępstwo. Wchodząc tutaj, nawet my ryzykujemy życiem. – Nikt nie jest tego bardziej świadom niż ja - odparł Manuhotep, odrzucając kaptur. Ogolona głowa i złoty naszyjnik świadczyły o jego przynależności do dworu Echnatona. Abydos, Miasto Umarłych, rozwijało się od stuleci, zamieszkane przez kapłanów i akolitów Ozyrysa, władcy zaświatów i boga odrodzonego życia. To tutaj spoczywali faraonowie najwcześniejszych dynastii, a i późniejsi królowie,

chociaż chowano ich gdzie indziej, nadal stawiali tu świątynie i pomniki ku czci Ozyrysa. Wszyscy, z wyjątkiem Echnatona. Wkrótce po wstąpieniu na tron Echnaton uczynił coś niebywałego - odrzucił starych bogów. Jednym zarządzeniem zminimalizował ich znaczenie, a potem obalił, rozbijając w pył cały egipski panteon i zastępując go wiarą w jednego, wybranego przez siebie boga słońca, Atona. To dlatego Miasto Umarłych opustoszało, odeszli kapłani i wierni. Za wejście na jego teren groziła śmierć. Dostojnika ze świty faraona, takiego jak Manuhotep, czekałaby kara stokroć gorsza: długotrwałe, nieprzerwane tortury, aż do chwili, gdy błagałby o litość i skrócenie cierpień. Zwracając się ponownie do swych ludzi, Manuhotep wyczuł jakiś ruch. Zza zasłony mroku wypadli trzej uzbrojeni ludzie. Manuhotep odepchnął żonę w cień i rzucił się z włócznią na napastników. Trafił pierwszego prosto w pierś i zatrzymał go w miejscu, ale drugi zamierzył się na niego brązowym sztyletem. Uchylając się od ciosu, Manuhotep padł na ziemię. Oswobodził włócznię i ciął z ukosa drugiego napastnika. Nie trafił, ale mężczyzna zrobił krok w tył i nadział się na włócznię jednego ze sług. Ostry szpic wbił mu się w plecy i wyszedł przez brzuch. Ranny opadł na kolana, otwierając szeroko usta w niemym okrzyku bólu. Zanim upadł, trzeci napastnik skoczył w mrok, salwując się ucieczką. Manuhotep poderwał się i posłał za nim włócznię potężnym skrętem całego tułowia. Chybił o włos i uciekinier zniknął w ciemnościach. – Hieny cmentarne? - spytał ktoś. – Albo szpiedzy - odparł Manuhotep. - Od wielu dni wydawało mi się, że ktoś idzie za nami krok w krok. Nie mamy chwili do stracenia. Jeśli wieść o nas dotrze do faraona, nie dożyjemy świtu. – Lepiej stąd odejdźmy - poradziła jego żona. - Być może popełniamy błąd. – Błędem było podporządkowanie się Echnatonowi - zaoponował Manuhotep. - Faraon to heretyk. Ozyrys ukarał nas za to, że z nim trzymaliśmy. Dobrze wiesz, że tylko nasze dzieci zapadły w sen, tylko nasze bydło leży martwe na polach. Musimy ubłagać Ozyrysa o łaskę, i to natychmiast. Wraz z każdym wypowiadanym słowem rosła jego determinacja. Podczas długich lat panowania Echnatona wszelki opór został złamany siłą, w końcu

jednak bogowie sami zaczęli się mścić, a największe cierpienia spłynęły wówczas na tych, którzy byli wierni faraonowi. – Tędy - powiedział Manuhotep. Ruszyli dalej. Wchodzili w głąb opustoszałego miasta i wkrótce dotarli do największego budynku nekropolii, Świątyni Ozyrysa. Okazałą budowlę o płaskim dachu otaczały wysokie kolumny, wyrastające z ogromnych granitowych bloków. Długa pochyła rampa ze schodami prowadziła na pięknie zdobiony, kamienny podest z czerwonego etiopskiego marmuru i sprowadzonego z Persji granitu z lazurowymi intruzjami. We frontowej ścianie znajdowały się odlane z brązu, ogromne dwuskrzydłowe wrota. Manuhotep pociągnął je, a one otworzyły się zadziwiająco łatwo. Wewnątrz zaskoczył ich rozchodzący się w powietrzu silny zapach kadzideł, widok ognia płonącego przed ołtarzem i zapalone pochodnie pozatykane na ścianach. W migotliwym świetle dostrzegli ustawione w półkole ławy. Leżeli na nich martwi ludzie, kobiety, mężczyźni i dzieci, w otoczeniu rodzin. Słychać było cichy szloch i odmawiane szeptem modlitwy. – Chyba nie tylko my złamaliśmy zakaz Echnatona - stwierdził Manuhotep. Zgromadzeni w świątyni popatrzyli na niego i była to ich jedyna reakcja. – Pospieszcie się - rozkazał swoim sługom. Wsunęli się do środka i złożyli ciała dzieci tam, gdzie było jeszcze wolne miejsce. Manuhotep podszedł do wielkiego ołtarza Ozyrysa. Ukląkł ze spuszczoną głową przy ogniu i skłonił się z pokorą, wyciągając spomiędzy fałd swej sukni dwa strusie pióra. – Wielki władco umarłych, przychodzimy do ciebie w bólu - wyszeptał. Nasze rodziny popadły w choroby. Nasze domy zostały dotknięte klątwą, a ziemie zmieniły się w jałowe ugory. Prosimy, abyś zabrał naszych zmarłych i błogosławił im w zaświatach. O, ty, który strzeżesz Wrót Śmierci, który nakazujesz wydać plon zasianemu ziarnu, ciebie błagamy: ześlij na powrót życie na nasze ziemie i domy. W nabożnym skupieniu położył na ołtarzu pióra, posypał je krzemionką zmieszaną ze złotym pyłem, po czym odstąpił od ołtarza. Gwałtowny przeciąg pochylił w bok płomienie pochodni. Chwilę później rozległ się głośny, dudniący huk i poniósł się echem po sali.

Manuhotep odwrócił się i zdążył jeszcze ujrzeć zatrzaskujące się wrota świątyni. Rozejrzał się nerwowo dokoła, bo pochodnie migotały, jakby miały zgasnąć. Jednak nie przestały się palić, płomienie się uspokoiły i znów zrobiło się jaśniej. W tym świetle ujrzał zarysy kilku postaci stojących za ołtarzem, w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą nikogo nie było. Czterej mężczyźni mieli na sobie czarno-złote szaty - byli to kapłani Ozyrysa. Piąty nosił się inaczej, tak, jakby sam był wcieleniem władcy zaświatów. Jego nogi i talię spowijała tkanina, używana przy mumifikowaniu zmarłych. Złote bransolety i takiż naszyjnik kontrastowały z zielonkawym odcieniem skóry. Na głowie miał koronę, przyozdobioną strusimi piórami. W jednej ręce dzierżył kij pasterski, w drugiej - złoty cep do młócenia pszenicy w celu oddzielenia żywych ziaren od martwych plew. – Jam jest posłaniec Ozyrysa - oznajmił piąty kapłan. - Awatar wielkiego władcy zaświatów. Jego głęboki, donośny głos brzmiał, jakby dochodził z zaświatów. Wszyscy obecni w świątyni zgięli się w ukłonie, a pozostali kapłani, stojący dotąd po obu stronach centralnej postaci, wysunęli się do przodu. Zatoczyli krąg wokół zmarłych, rozrzucając suche liście, płatki kwiatów i coś, co przypominało Manuhotepowi wyschnięte skórki gadów i płazów. – Szukacie pociechy u Ozyrysa - powiedział awatar. – Moje dzieci są martwe - odrzekł Manuhotep. - Dopraszam się dla nich łaski w zaświatach. – Pracujesz dla zdrajcy - padło w odpowiedzi - a przez to nie jesteś godzien wysłuchania. Manuhotep spuścił głowę. – Oddałem swój język na usługi Echnatona - przyznał. - Za to możecie mnie ukarać, ale zabierzcie moich najbliższych w zaświaty, tak jak to mieli obiecane, zanim Echnaton nas zdeprawował. Manuhotep odważył się podnieść wzrok i ujrzał, że kapłan wpatruje się w niego nieruchomymi, czarnymi oczami. – Nie - padło wreszcie spomiędzy jego warg. - Ozyrys rozkazuje ci działać. Musisz czynem okazać swoją skruchę. Kościstym palcem wskazał czerwoną amforę stojącą na ołtarzu.

– W tym oto naczyniu znajduje się trucizna, niewyczuwalna w smaku. Weź ją i dodaj Echnatonowi do wina. To sprowadzi pomrokę na jego oczy i odbierze mu wzrok. Nie będzie już mógł wpatrywać się w swoje umiłowane słońce, a jego władza ulegnie skruszeniu i runie. – Co z moimi dziećmi? - spytał Manuhotep. - Czy wtedy zostaną obdarzone łaską w zaświatach? – Nie. – Dlaczego? Myślałem, że... – Jeśli pójdziesz tą drogą - przerwał mu kapłan - Ozyrys uzdrowi twoje dzieci i pozostawi je na tym świecie. Sprawi, że Nil znów będzie Rzeką Życia, a na twoich polach ponownie zagości urodzaj. Czy przyjmujesz ten zaszczyt? Manuhotep zawahał się. Złamanie zakazu faraona to jedno, ale uczestnictwo w wymierzonym przeciw niemu spisku... Kiedy tak stał, nie mogąc się zdecydować, kapłan nagle wetknął koniec cepa w ogień palący się obok ołtarza. Skórzane rzemienie zajęły się gwałtownie, jakby były nasączone olejem. Jednym ruchem przegubu dłoni przytknął płonące narzędzie do rozrzuconych przez swych pomocników suchych liści i skórek, które natychmiast stanęły w ogniu. Płomień szybko sunął po posadzce i po chwili ognisty krąg otoczył żywych i umarłych. Pod wpływem żaru Manuhotep musiał się cofnąć. Dym gęstniał coraz bardziej, wdzierał się do oczu, utrudniał widzenie i zaburzał poczucie równowagi. Ściana ognia oddzielała go od kapłanów opuszczających świątynię. – Coś ty narobił?! - krzyknęła jego żona. Kapłani znikali na schodach za ołtarzem. Płomienie strzelały na wysokość piersi, zmarli i żałobnicy tkwili w ognistej pułapce. – Zawahałem się - mruknął. - Ze strachu. Ozyrys dawał im szansę, a on ją odrzucił. Zrozpaczony Manuhotep spojrzał jeszcze raz na stojącą na ołtarzu amforę z trucizną. Widział ją niewyraźnie, powietrze falowało od gorąca. Nagle, zdławiony gęstym dymem, stracił ją z oczu. Obudziła go jasność, sącząca się do środka przez otwar...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.