1.Natalia Osińska-Fanfik

SPIS TREŚCI Rozdział I Rozdział II Rozdział III Rozdział IV Rozdział V Rozdział VI Rozdział VII Rozdział VIII Roz - pdf za darmo

6 downloads 39321 Views 3MB Size

Recommend Stories

No stories

Story Transcript


SPIS TREŚCI Rozdział I Rozdział II Rozdział III Rozdział IV Rozdział V Rozdział VI Rozdział VII Rozdział VIII Rozdział IX Rozdział X Rozdział XI Rozdział XII Rozdział XIII Rozdział XIV Rozdział XV Rozdział XVI Rozdział XVII Rozdział XVIII Rozdział XIX Rozdział XX Rozdział XXI Epilog

Coś się zmieniło we mnie, Inaczej tętni krew. Już nigdy nie zostanę Cudzym pionkiem w cudzej grze. Za późno na wahanie, Nie wrócę spać, o nie, Coś mówi mi: kochanie, Zaufaj sobie, leć! Czas wzlecieć ponad prawa fizyki, Wzlatuję ponad prawa fizyki. Nie zatrzymasz mnie. (Elfaba, Wicked)

ROZDZIAŁ I Tosia wymiotowała w szkolnej toalecie. W tym samym czasie sopran przejętej dyrektor Jastrzębskiej rozbrzmiewał w auli i wzmocniony przez głośniki roznosił się echem także po korytarzach i łazienkach: – Niech w tym roku szkolnym zdobywanie wiedzy będzie dla was ekscytującą przygodą, odkrywaniem nowych lądów, poznawaniem waszego przeznaczenia. Kochani, nie zapominajcie nigdy, że liceum to nie tylko sprawdziany i testy, to także miejsce, w którym uczycie się rozumieć świat i samych siebie, w którym zawieracie najcenniejsze przyjaźnie… Tosia usiłowała jednocześnie zapanować nad skurczami żołądka i nad fałdami białej sukienki. Projektant ciasnej kabiny nie przewidział, że będzie się w niej musiała zmieścić kreacja z pełnego koła wzmocniona sztywną halką. Tosia przeklinała ciocię Idalię i jej wyrafinowany gust, nade wszystko jednak własną głupotę. Poczwórna dawka proszków i to bez śniadania, coś ty sobie właściwie myślała, kretynko? – …w gablocie naprzeciw wejścia oraz na stronie internetowej szkoły… Niech to się już skończy – błysnęło w głowie Tosi, nim znów zgięła się w pokłonie przed muszlą. Nie była pewna, czy życzy rychłego zgonu jedynie sobie, czy również Jastrzębskiej. Dyrektorka miała zwyczaj akcentować każde zdanie w szczególnie obiecujący sposób, tak jakby zmierzała już do ostatecznej konkluzji. Jej głos wznosił się coraz wyżej w piętrowych antykadencjach, publiczność zamierała w oczekiwaniu na finał, a ona zdążała dalej, z coraz większym przejęciem, i mogła tak wzlatywać przez długie kwadranse. Tosia oparła czoło o cienkie drzwi kabiny. Mdłości powoli odpuszczały, mimo to za nic w świecie nie wyszłaby teraz na zewnątrz. W głowie miała watę, z trudem kojarzyła fakty. Podłoga z beżowych płyt uginała jej się pod stopami. Trzeba czekać. W końcu ktoś zabierze Jastrzębskiej mikrofon. Tłum licealistów wyleje się z auli, przepłynie przez szkołę i wycieknie na ulice, do kawiarni i pubów, celebrować rozpoczęcie kolejnego semestru niewoli. Może wtedy Tosia odważy się wreszcie przemknąć do domu. – …o składkach na ubezpieczenie poinformują was także nauczyciele na lekcjach wychowawczych… Tosia zezowała na haczyk przykręcony do drzwi kabiny. Jej wzrok na przemian tracił i odzyskiwał ostrość. Kolejny interesujący skutek uboczny połykania proszków zamiast śniadania. A chciała tylko przeżyć w spokoju ten koszmarny pierwszy dzień szkoły! Wiedziała, że będzie koszmarny, przeczuwała to już od kilku dni. Wakacje spędziła komfortowo w zaciszu własnego pokoju. Czytała książki, pisała fanfiki, przeglądała fanarty, obejrzała na YouTubie bootlegi z zaległej listy, słowem robiła to wszystko, do czego ma prawo każdy uczeń, który zdołał przeżyć pierwszą klasę liceum. Ale pod koniec sierpnia zaczął ją męczyć niepokój. Za plecami cioci Idalii podwoiła sobie dzienną dawkę kapsułek, ale to nie pomogło. Tego poranka łyknęła trzy, a po namyśle jeszcze czwartą. Nie oczekiwała wiele, chciała tylko zagłuszyć to wewnętrze rozstrojenie, które odczuwała za każdym razem, gdy musiała wychynąć z własnego świata i zmierzyć się z rzeczywistością. No i miała za swoje. Już na początku szkolnej akademii dopadła ją rzeczywistość w wersji Pro, z efektami specjalnymi i bonusem w postaci kompletnego zaćmienia umysłu. Ledwo zdołała

dobiec do łazienki. Jastrzębskiej chyba skończyło się powietrze w płucach, bo ucichła na sekundę. Natychmiast rozbrzmiał huragan braw, który trwał i trwał. Najwyraźniej zdesperowani uczniowie postanowili zrobić wszystko, by nie dopuścić jej już więcej do głosu. Zabrzmiały słabo takty szkolnego hymnu, a chwilę później drzwi łazienki otworzyły się z trzaskiem. Na płytkach zastukały czyjeś obcasy. Tosia usłyszała podwójny zgrzyt otwieranych kosmetyczek. – …jeszcze lepsze ciacho niż przed wakacjami. – A Witolda widziałaś? Jak urósł! – …że pęknę ze śmiechu, Roksana wyglądała jak panda z tym makijażem. Jak ktoś ma takie żabie oczy, to mu już nic nie pomoże. Beztroski dziewczęcy śmiech odbił się echem po wykafelkowanej po sufit łazience. Potem ucichł – dziewczyny poprawiały usta. Tosia czekała. Znów ktoś wszedł, szarpnął za klamkę jej kabiny. Chciała krzyknąć „Zajęte!”, ale gardło miała zaciśnięte i nie zdołała wydobyć z siebie głosu. Czekała cierpliwie. Wreszcie dziewczyny wybiegły, stukając obcasami. Zza uchylonego okna wciąż dobiegały odgłosy wrzawy z boiska. Tosia nie ruszała się z miejsca. Minął kwadrans i radosny szczebiot młodzieży nieco przygasł. Po raz ostatni usłyszała trzaśnięcie furtki. Odczekała dla pewności jeszcze dziesięć minut, zdjęła torebkę z haczyka i powoli uchyliła drzwi. Nad umywalkami przez całą szerokość ściany ciągnęło się duże lustro. Tosia umyła rozdygotane ręce i przepłukała usta, unikając wzrokiem swojego odbicia. Był to nawyk, nad którym się już nawet nie zastanawiała. Nie lubiła patrzeć na siebie i już. Ale kiedy otrzepywała ręce z wody, jej wzrok podążył odruchowo za rozbryzgującymi się na lustrze kroplami i choć nie chciała, spojrzała sobie prosto w twarz. Szybko odwróciła głowę, ale to, co zdążyła zobaczyć, pozostało jej przed oczami jak blady slajd. Całkiem ładna dziewczyna, choć należałoby chyba powiedzieć: bardzo dobrze zrobiona dziewczyna, profesjonalnie umalowana i wykonturowana w sposób, który zmyślnie maskował jej nieco zbyt wydatny podbródek i podkreślał po kociemu kości policzkowe. Duże niebieskie oczy pod wyregulowanymi brwiami. Wokół fale jasnych włosów, przedzielone pośrodku i spływające na policzki. I nie zapominajmy o tej wykwintnej białej kreacji, przylegającej u góry, sutej u dołu, nie pomińmy wypielęgnowanych paznokci, pończoch i lśniących pantofelków. Tosia właśnie próbowała zapomnieć. Wygrzebała z torebki miętową gumę i przeżuwając ją z wysiłkiem, niepewnym krokiem podążyła do wyjścia. Potknęła się na progu, ale jakimś cudem udało jej się odzyskać równowagę. Śmieszne rzeczy działy się w jej głowie. Bardzo chciało jej się spać, ale jednocześnie czuła przymus wpakowania się w jakąś awanturę. Tylko w ten sposób mogłaby zapomnieć, że wygląda dziś jeszcze bardziej niż zwykle jak przerośnięta wersja Alicji w Krainie Czarów. Na ogół kiedy ta świadomość zaczynała jej szczególnie doskwierać, oznaczało to, że już czas na kolejną kapsułkę. Ponieważ jednak organizm dopiero co dał jej do zrozumienia, że ma już dosyć kapsułek, dziękuję bardzo, Tosia musiała sobie jakoś poradzić sama. Dotarła do schodów i zawahała się chwilę, po czym rozpoczęła długą wędrówkę w dół na półpiętro. Stopień za stopniem, stopień za stopniem, jakby dopiero uczyła się po nich schodzić. Zaczynała już nabierać wprawy, gdy z opóźnieniem dotarło do niej, że słyszy szybkie kroki, i w następnej chwili ktoś na nią wpadł. Straciła równowagę, w ostatniej chwili jednak udało się jej złapać poręczy i nie upaść.

– O, przepraszam – usłyszała poprzez szum w uszach. Młody człowiek, który z rozmachem wziął zakręt na półpiętrze i nie zauważył, że ktoś nadchodzi z góry, przystanął o kilka stopni niżej. – Dostanę się tędy do sekretariatu? Tosia musiała się chwilę zastanowić, a myślenie nie było w tej chwili jej mocną stroną. Zmysły płatały jej figle, pracując wybiórczo i dostarczając tylko przypadkowych detali. Chłopak miał piwne oczy w ciemnej oprawie, co ją niejasno oburzyło, bo nie znosiła procesu tuszowania własnych jasnych rzęs. Bezwiednie poprawił węzeł zmiętego krawata i zauważyła lśniące paznokcie o podłużnym kształcie – kolejny dowód na bezsensowną dystrybucję dóbr natury. Pytał o sekretariat. Chętnie by mu odpowiedziała, gdyby tylko była w stanie skojarzyć, w którym skrzydle szkoły się znajdują. – Chyba tak – odezwała się wreszcie, bo cisza przedłużała się ponad miarę, a chłopak zaczynał jej się przyglądać z tym charakterystycznym zainteresowaniem, które zazwyczaj poprzedza pytanie w rodzaju „Czy wszystko z tobą w porządku?” – Chyba w górę i na prawo. – Nie była do końca pewna, czy to, co w tej chwili było w jej głowie prawą stroną, jest nią również dla reszty świata. – Dziękuję – powiedział chłopak i dodał z wahaniem: – Czy ty się dobrze czujesz? W swoim szesnastoletnim życiu Tosia słyszała to pytanie już tyle razy, że mogła na nie odpowiadać automatycznie. Oczywiście, że się dobrze czuje. Doskonale. I wyniosłe spojrzenie: kimże w ogóle jesteś, by pytać? Broda w górę, dąs księżniczki. Dziś jednak coś nie wyszło, bo kiedy wstępnie zarzucała lokiem, zakręciło jej się w głowie i musiała jeszcze mocniej zacisnąć ręce na poręczy. Odchrząknęła. – Zaspałam i nie zjadłam śniadania. – To była tylko częściowo prawda, ale Tosia nie przeżywała z tego powodu moralnych dylematów. Prawda jako taka była dla niej mało interesującym konceptem ludzi z niedostatkiem wyobraźni. – Zjem coś w bufecie na dole. – Miała nadzieję, że teraz chłopak się od niej odczepi, ale natręt tylko się ożywił i postąpił krok wyżej. – Macie tu bufet? Pokażesz mi drogę? – A sekretariat?… – To nic pilnego. A nic nie jadłem od rana. Chodźmy. Wyciągnął rękę w jej stronę. Tosia zawahała się. Rola niewiasty prowadzonej jak bezwolne cielę zupełnie jej nie odpowiadała, z drugiej jednak strony obawiała się trochę, że jeśli się nie zgodzi, spędzi na tych schodach resztę przedpołudnia. Zacisnęła usta i podała nieznajomemu rękę, starając się na niego nie patrzeć. Na szczęście chłopakowi nie udzieliło się jej skrępowanie. Sprowadzał ją na parter stopień po stopniu, a jednocześnie nie przestawał mówić – o tym, że to jego pierwszy dzień w tej szkole, że nikogo jeszcze nie zna, ale chętnie pozna, że jest głodn...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.