2 OSTATNI POCAUNEK Laurelin Paige

Prolog Tego niedzielnego popołudnia po moich siedemnastych urodzinach Amber czule żegnała się z Robem, nie - pdf za darmo

4 downloads 52269 Views 1MB Size

Story Transcript


Prolog Tego niedzielnego popołudnia po moich siedemnastych urodzinach Amber czule żegnała się z Robem, nie spiesząc się zbytnio. Całowali się i gruchali w drzwiczkach jego kabrioletu, a ja stałam przy krawężniku, nerwowo poruszając kolanem i martwiąc się, że spóźnimy się na autobus, jeśli zaraz nie pobiegniemy na dworzec. Martwiłam się, że moja matka dowie się, jak spędziłyśmy moje urodziny – baraszkując z bogatym „wujkiem” Amber w jego miłosnym gniazdku. Jakoś zniosłabym jej gniew, ale strasznie się bałam, że może mi zabronić spotykać się z Amber. Właśnie w ten weekend zaczęłam odkrywać własną seksualność. Po raz pierwszy poczułam się zmysłowo. Po raz pierwszy doświadczyłam prawdziwego pożądania. Nagle w moim życiu pojawiły się możliwości. Nie chciałam wracać do tego, co było kiedyś. – Amber… – Chciałam ją delikatnie ponaglić, ale nie potrafiłam ukryć niepokoju. Jej imię było jednocześnie modlitwą i przekleństwem. Gwałtownie obróciła ku mnie głowę, uniesieniem brwi dając mi poznać, że nie życzy sobie, by ją poganiać. Ten grymas pozostał na jej twarzy tylko kilka sekund, potem jej rysy złagodniały, a usta wygięły się w figlarnym uśmiechu. – Emily – zawołała cukierkowym tonem. – Nie sądzisz, że Rob zasługuje na porządnego buziaka za wszystko, co dla nas zrobił? – Jasne, że tak – odparłam równie słodko, choć byłam pewna, że większość tego wszystkiego zrobił dla siebie. Nie żebym narzekała. Dobrze się bawiłam,

a on kupował nam ładne rzeczy, dla których warto było mu obciągnąć i nabawić się bólu mięśni ud. – Tylko że autobus… Albo nie dosłyszała, albo nie przejmowała się czasem, bo przywołała mnie kiwnięciem głowy. – Chodź się pożegnać, Em. Pocałuj go. Słysząc to, poczułam, jak serce zaczyna mi walić, policzki płoną, a między udami rozlewa się żar, i to nie tylko dlatego, że pragnęłam tego ostatniego pocałunku. Obawy, że spóźnimy się na autobus osłabły, więc zrobiłam trzy kroki, które mnie od nich dzieliły, i uniosłam podbródek, by dotknąć ustami jego ust i językiem musnąć czubek jego języka, zanim przesunęłam nim wzdłuż jego górnej wargi. – Jezu, Em. Autobus zaraz odjedzie. Musimy biec – powiedziała Amber przekornym tonem, niezbicie świadczącym, że przez cały czas doskonale zdawała sobie sprawę z moich udręk. Złapała mnie za rękę i odciągnęła od naszego „wujka”. Pomachała mu jeszcze raz, zanim zerwałyśmy się do biegu, dopadając autobusu w chwili, kiedy drzwi już się zamykały. Zajęłyśmy miejsca z tyłu. Ledwo złapałyśmy oddech, zaraz znowu go straciłyśmy w niekontrolowanym ataku śmiechu. – Jest świetny, co nie? – zapytała, gdy wreszcie się uspokoiłyśmy, ale zanim zdążyłam odpowiedzieć, dodała: – Wiedziałam, że ci się spodoba. Chyba się nie obraziłaś, kiedy zaczęłam się tam rządzić, nie? Gdy kazałam ci pocałować Roba na pożegnanie? – Nie, skąd. Podobało mi się, że mam go pocałować. – Poczułam się tak, jakbym kłamała, a przynajmniej nie mówiła całej prawdy. Podobało mi się wszystko, co razem robiliśmy w ten weekend, cała nasza trójka. Każde nowe doświadczenie. Jednak ten ostatni pocałunek podobał mi się tak bardzo nie tylko dlatego, że był dotykiem dwojga ust, zespoleniem wilgotnych, jędrnych języków, ale po części też dlatego, że Amber kazała mi to zrobić… w połowie dla

żartu, w połowie z miłości. Nie po raz pierwszy uświadomiłam sobie swój pociąg do uległości. W ciągu kilku miesięcy, odkąd poznałam Amber, uzmysłowiła mi ona moje pragnienie podporządkowania się. Zadowalania. Oddania się. Jednak tym razem jej rozkaz ożywił też moje upodobania seksualne. Coś we mnie obudziła – głęboko ukrytą bestię o ogromnym apetycie na zmysłowość, rozpaczliwie potrzebującą pieszczot ze strony żywiciela, u którego stóp klęczy. To właśnie wtedy zaczęłam rozumieć, kim się stanę i jaką rolę odegra w moim życiu Amber – będzie moją pierwszą panią, a ja będę pragnęła ją zadowolić.

1 Odruchowo ruszyłam naprzód, napędzana siłą, której nazwanie współczuciem, ciekawością lub powinnością byłoby nadmiernym uproszczeniem. Przykucnęłam obok Reeve’a i ujęłam w dłonie bezwładny nadgarstek Amber. Byłam obecna ciałem, pozornie zachowując się, jak przystało na zatroskaną przyjaciółkę, ale mój umysł zasnuwała mgła. Nadal czułam na sobie woń seksu, a echo orgazmów, które przed chwilą przeżyłam z Reeve’em, wciąż rozbrzmiewało w moim ciele, jak najsubtelniejsze drgania kamertonu. I jeszcze to wyznanie Reeve’a… Dał mi do zrozumienia, że mnie kocha i wie, co łączyło mnie z Amber. Dlatego poczułam się wstrząśnięta, jeszcze zanim stanęłam twarzą w twarz z wcielonym duchem. Ona powinna nie żyć. W głowie miałam mętlik. Czułam ulgę. I bałam się, bardziej niż trochę. Otaczał mnie gwar. Wszyscy mówili o Amber, ale nie docierał do mnie sens wypowiadanych słów. Rejestrowałam tylko jednostajny szum głosów i ledwo słyszalne kwilenie, jeszcze słabsze, niż kiedy tylko ją ujrzałam. Choć wydawała się nieprzytomna, dręczące ją cierpienie było tak potężne, że aż przedzierało się przez barierę snu. Reeve próbował skłonić Amber do otwarcia oczu, klepiąc ją po twarzy dłonią, którą jeszcze tego samego wieczoru mnie pieścił, którą wkładał mi do ust i do cipki. Troska wyryta na jego twarzy i żarliwy ton, jakim do niej przemawiał,

próbując ją ocucić, przypominały mi nasze wspólne, najintymniejsze chwile. – Emily. To ty – wyszeptała Amber. W jednej chwili cała moja uwaga skupiła się na niej. Wróciła mi świadomość – jej samej, jej ciężkiego stanu, całego tego szaleństwa, które rozpętało się z jej powodu. Świadomość, że teraz Reeve wiedział już ponad wszelką wątpliwość, że jego Amber była też moją Amber. – Tak, to ja. – Głaskałam jej rękę, zmuszając się, by nie zerkać na jej podbite oczy, posiniaczony nos, poszarzałą skórę. Została zmaltretowana. Była chuda jak szczapa, a gdy ujęłam jej nadgarstek, przekonałam się, jak bardzo jest kruchy. Zacisnęłam wokół niego palce i wyczułam puls, silniejszy niż mogłam się spodziewać po tym leżącym przede mną szkielecie. To nie mogła być ta pewna siebie, tryskająca energią kobieta, którą kiedyś znałam, choć przecież nie mógł to być nikt inny. Czułam, jak przytłaczają mnie poczucie winy i żal. W gardle drapało mnie tak, jakbym nałykała się piasku. Ona potrzebowała jednak mojej siły, a ja byłam dobrą aktorką. Dlatego wysoko uniosłam głowę i kojącym głosem powiedziałam: – Jestem tu. Opuchnięte i zakrwawione wargi nie pozwalały jej się uśmiechnąć, ale kąciki ust uniosły się lekko. – To naprawdę ty – mówiła, oddychając z trudem. – Joe powiedział, że ty go przysłałaś. Na ratunek. Ja… Zerknęłam na Joego za mną, a Amber dostała takiego ataku kaszlu, że na pewno zgięłaby się wpół, gdyby uniesienie głowy nie było dla niej zbyt wielkim wysiłkiem. – Oszczędzaj siły. Położymy cię do łóżka, aniele. – Reeve skinął na swoich ludzi. Anioł. Czy tak właśnie ją nazywał, czy był to po prostu wyraz czułości stosowny do chwili? Tak czy owak, brzmiało to bardzo intymnie. Zupełnie

jakbym była świadkiem czyjejś sceny miłosnej. – Potrzebuję paru rzeczy z gabinetu – powiedział Jeb do jednego ze strażników. – Kroplówkę i moją torbę. W sejfie są środki przeciwbólowe. Wydawał kolejne polecenia, a ja wstałam, aby ustąpić miejsca Reeve’owi, który wziął Amber na ręce. Odwróciłam się do Brenta, zarządcy rancza. – Nie powinniśmy wezwać lekarza? – Byłam pewna, że Jeb jest dobry w swoim fachu, ale był przecież weterynarzem. Brent pokręcił głową. – Jeb ma odpowiednie kwalifikacje, a nie chcemy wzbudzać niepotrzebnego zainteresowania. Zaczęłam protestować, ale wtedy Amber krzyknęła, natychmiast przyciągając moją uwagę. Reeve trzymał ją na rękach, zwrócony ku schodom, ale zatrzymał się i obrócił, aby mogła mnie widzieć. – Zaraz do ciebie przyjdę, Amber – obiecałam. – Tylko zamienię słowo z Joem, a ciebie w tym czasie położą do łóżka. Kiwnęła głową, jej powieki opadły, jakby były zbyt ciężkie, by mogła utrzymać je otwarte. Spojrzałam na mężczyznę, który trzymał ją w swoich ramionach. Który jeszcze przed chwilą był moim mężczyzną – teraz nie byłam już tego taka pewna. Miał kamienny, nieprzenikniony wyraz twarzy, ale kiedy na mnie spojrzał, pokój zawirował. W jego oczach kłębiło się tyle niejasnych i intensywnych emocji, że nie byłam w stanie stwierdzić, co czuje, a jedynie, że czuje bardzo wiele. I że chce się tym ze mną podzielić. Mimo że teraz było już jasne, jak wiele przed nim ukrywałam. Ścisnęło mnie w piersi i odwróciłam wzrok, przełamując to intensywne porozumienie. Nie potrafiłam tego znieść. Odwróciłam się do Joego, zdając sobie sprawę, że Reeve stał tak jeszcze przez kolejną sekundę, zanim zabrał Amber na górę.

Całą uwagę skupiłam na Joem. Zobaczyłam go, gdy tylko weszłam do pokoju, jeszcze zanim zauważyłam poturbowaną dziewczynę na rękach Reeve’a, ale nie miałam okazji mu się przyjrzeć. Teraz obrzuciłam go uważnym spojrzeniem, szukając obrażeń poniesionych podczas ratowania Amber. Gdy niczego takiego nie znalazłam, spytałam: – Nic ci się nie stało? – Jestem wykończony, ale poza tym w porządku. Odetchnęłam z ulgą. – Mówiłam, że ona żyje. Joe stłumił śmiech. – Mówiłaś. Na początku tak było, upierałam się, że Amber żyje, dopóki nie pokazał mi raportu z autopsji niezidentyfikowanej kobiety, której opis pasował do Amber i która, tak jak moja przyjaciółka, miała na ramieniu tatuaż w kształcie litery V. Ten sam raport znalazłam w e-mailu do Reeve’a, kiedy przeszukiwałam jego komputer, i wtedy na dobre straciłam nadzieję, że Amber jeszcze żyje. – Jak to się…? – Nawet nie byłam pewna, jak zadać to pytanie. – Jakim cudem? Przeczesał włosy dłonią. – Nie wiem. Myślę, że to była celowa zmyłka. – Z wyrazu jego twarzy wyczytałam, kogo o to podejrzewał: Reeve’a Sallisa. Joe nigdy mu nie ufał i miał ku temu powody. Reputacja Reeve’a była w najlepszym razie podejrzana. Pięć lat temu jego dziewczyna Missy zginęła w tajemniczych okolicznościach, gdy przebywała z nim na jego wyspie na Pacyfiku. Oczyszczono go z wszelkich podejrzeń, ale mój znajomy Chris Blakely, który przyjaźnił się z Missy, opisał jej związek z Reeve’em jako burzliwy. Był przekonany, że to Reeve ją zabił, a niedawno zasuger...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.