28.Halliday Candy - Dama i nicpon

CANDY HALLIDAY Dama i nicpoń Lady and the Scamp Tłumaczyła: Jolanta Rybińska PROLOG Cassie Collins z t - pdf za darmo

2 downloads 21906 Views 714KB Size

Recommend Stories


Eye Candy
Begin Reading Table of Contents About the Authors Copyright Page Thank you for buying this Swerve ebook. - pdf za darmo

Story Transcript


CANDY HALLIDAY

Dama i nicpoń Lady and the Scamp

Tłumaczyła: Jolanta Rybińska

PROLOG Cassie Collins z trudem powstrzymywała jęk zniecierpliwienia, podczas kiedy jej nienagannie ubrana matka przemierzała w zdenerwowaniu hol w tę i z powrotem. – Nadal uwaŜam, Ŝe ja i twój ojciec powinniśmy zdecydowanie przełoŜyć nasz wyjazd do Europy – powiedziała Lenora Collins, wydymając wargi. – Od kiedy się urodziłaś, wszyscy troje spędzaliśmy wakacje razem i wcale mi się nie podoba pomysł, Ŝeby cię tutaj zostawić i Ŝebyś sama zajmowała się czymś tak waŜnym, jak skojarzenie KsięŜniczki z odpowiednim kandydatem. Cassie spojrzała na wypieszczoną kulkę, którą trzymała w ramionach, i odruchowo pogładziła białe, miękkie futerko. Mała suczka rasy bichon frise, nagrodzona medalami ulubienica jej matki, dała jej w końcu idealną wymówkę, Ŝeby nie jechać na tę cholerną rodzinną wycieczkę i Cassie nie zamierzała się poddać bez walki. – To ty powiedziałaś, Ŝe zostawienie KsięŜniczki z kimś zupełnie obcym w takim szczególnym okresie byłoby dla niej straszne – powiedziała Cassie. – Wiem, liczyłaś na to, Ŝe treser KsięŜniczki wszystkim się zajmie, ale niespodziewane wypadki się zdarzają. Wszystko, co moŜemy teraz zrobić, to znaleźć najlepsze rozwiązanie. Lenora posłała kilka głośnych całusków w stronę niedawnej zwycięŜczyni prestiŜowej Wystawy Psów w Westminster, a potem znowu zrobiła cierpką minę. – CóŜ, mogę cię zapewnić o jednym. JeŜeli treser KsięŜniczki myśli, Ŝe zapomnę, jaki kłopot nam sprawił, to bardzo się myli. Moim zdaniem, to bardzo nieprofesjonalne z jego strony zostawić nas w takiej chwili. Cassie wzniosła oczy ku niebu. – Mamo, nie moŜesz nazywać ostrego zapalenia wyrostka nieprofesjonalnym zachowaniem – zaprotestowała. – Poza tym, zapłaciłaś juŜ ogromne pieniądze, Ŝeby skojarzyć KsięŜniczkę z championem i jego właściciel przyjeŜdŜa z Londynu w przyszłym tygodniu. To przecieŜ zrozumiałe, Ŝe chcę zostać tutaj i dopilnować wszystkiego. – Cassie ma rację – włączył się Howard Collins, zabierając ostatnie bagaŜe i kierując się do wyjścia. – Nasza córka nie na próŜno ukończyła prawo z wyróŜnieniem. Znakomicie się nadaje do tego, Ŝeby zająć się sprawami na miejscu. Lenora Ŝachnęła się na słowa męŜa i rzuciła niepewne spojrzenie w stronę Cassie. – CóŜ, przynajmniej obiecaj, Ŝe będziesz ostroŜna, Cassandro. Nie mogę powiedzieć, Ŝebym się równieŜ nie martwiła tym, Ŝe będziesz naraŜona na kontakty z tym typem, który mieszka przy naszej ulicy. Nie muszę mówić, co taki męŜczyzna byłby w stanie zrobić. Zamykaj drzwi na klucz i za kaŜdym

razem włączaj system alarmowy. Cassie westchnęła. Matka oczywiście mówiła o ich nowym, niepoprawnym sąsiedzie, który od chwili przyjazdu siał zgorszenie w tej ekskluzywnej okolicy. Ten wyszczekany gospodarz radiowej porannej audycji na Ŝywo, krzyŜówka Howarda Sterna i Frasiera z telewizji, nie chciał się stosować do Ŝadnych starych, dobrych tradycji Południa, którym większość mieszkańców Asheville w Północnej Karolinie nadal hołdowała. Jak dotąd, Nick Hardin dostał zakaz wstępu do miejscowego klubu, został wyrzucony z pola golfowego, a nawet obciąŜony sporą grzywną za zaparkowanie swojego ogromnego harleya davidsona na wypielęgnowanym klubowym trawniku. – Nie dbam o Nicka Hardina bardziej niŜ ty, mamo – powiedziała Cassie – ale raczej nie sądzę, Ŝeby ten człowiek napadał na kobiety. – No, nigdy nie wiadomo – odparła Lenora, jak zwykle tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Zwłaszcza Ŝe ten okropny człowiek moŜe Ŝywić do ciebie urazę. Naprawdę, Cassandro, niemądrze postąpiłaś, dzwoniąc ze skargą do tego jego, poŜal się BoŜe, programu. Tak, mamo, pomyślała Cassie, zanim wyjedziesz, koniecznie udziel mi jeszcze przynajmniej jednej reprymendy. Nie Ŝeby nie Ŝałowała swojego pochopnego osądu, bo tak w istocie było. Zazwyczaj nie przejmowała się typowymi dowcipami na temat swojej zacnej profesji, ale to właśnie jeden szczególny dowcip o prawnikach w programie Nicka Hardina wyprowadził ją z równowagi. Mówiąc na antenie, Ŝe „jedyna róŜnica pomiędzy prawnikiem a sępem to ta, Ŝe sęp dopiero po twojej śmierci oskubie cię do kości”, zdaniem Cassie, posunął się za daleko. Zadzwoniła do tego popularnego programu radiowego i grzecznie zasugerowała, Ŝeby pan Hardin zechciał dokładniej rozwaŜyć, co uwaŜane jest powszechnie za śmieszne, a co za Ŝart w złym guście. Ten arogant, oczywiście, wyśmiał jej komentarz, ale kiedy jeszcze bardziej jej dopiekł, sugerując, Ŝe nawet prawniczka powinna być na tyle inteligentna, Ŝeby zmienić stację, jeśli nie podoba jej się program, rzuciła ze złości słuchawką. – Dobrze, mamo. Obiecuję, Ŝe będę uwaŜać – zgodziła się, kiedy na odgłos klaksonu z samochodu ojca matka skierowała się w stronę drzwi. – Pamiętaj, ani na chwilę nie wolno ci spuścić KsięŜniczki z oka – przestrzegała Lenora. – AŜ boję się pomyśleć o absurdalnej cenie za krycie, jaką musiałam zapłacić temu przereklamowanemu złodziejowi z Anglii. Po tym, ile ten bufon zaŜądał, wolałabym zastać w domu miot rasowych szczeniaków. To mówiąc, matka zniknęła za drzwiami. Cassie podąŜyła za nią i zatrzymała się na werandzie starego wiktoriańskiego domu, gdzie spędziła całe swoje Ŝycie. – Przysyłajcie mi mnóstwo pocztówek! – zawołała, kiedy samochód ojca opuścił podjazd, ale jeszcze zanim czarny lincoln zniknął z pola widzenia, wydała radosny okrzyk i zatańczyła na werandzie, trzymając dumną

zdobywczynię nagród wysoko nad głową. – Nareszcie jesteśmy wolne! – śmiała się, wirując w tańcu z maleńką suczką. Dla Cassie sześć tygodni, które miała spędzić sama w domu, było rajem na ziemi. I nawet fakt, Ŝe musi być niańką tej puszystej kuleczki, nie psuł jej nastroju.

ROZDZIAŁ PIERWSZY – Mówi Cassie Collins z Crescent Circle. W ogrodzie za domem jest gwałciciel! Szybko! Potrzebuję waszej pomocy! Cassie odrzuciła na bok telefon, kiedy intruz zrobił parę kroków w jej kierunku. – Wynoś się stąd, ty brudna bestio! – krzyknęła, a następnie, przejmując inicjatywę, ruszyła za nim. Niestety, wszystko, co udało się jej osiągnąć, to kolejna bezskuteczna pogoń między drzewami. Było to jak ściganie wiatru w polu, bo nie dorównywała zwinnością temu demonowi, który wymykał się jej za kaŜdym razem, kiedy rzucała się w jego kierunku. Po kolejnej nieudanej rundzie wokół ogrodu Cassie pochyliła się i złoŜyła ręce na kolanach, jednocześnie wciągając głęboko powietrze i próbując wyrównać oddech. Kiedy czerwonawo-złoty kręcony kosmyk opadł jej na twarz, zniecierpliwiona, zdmuchnęła go z oczu. I to wtedy zauwaŜyła dziurę w wysokim drewnianym parkanie, okalającym ogród. Na krótką chwilę napotkała wzrok winowajcy, który jakby umiał czytać w jej myślach, natychmiast pomknął w tamtą stronę, – Wracaj tu, ty tchórzu! – wrzasnęła Cassie, ale coraz bliŜszy odgłos syreny wozu ochrony zmusił ją do tymczasowego zaprzestania pościgu. WygraŜając pięścią czarno-białemu terierowi, który zatrzymał się teraz w odległym końcu ogrodu, Cassie wyobraziła sobie, Ŝe ten mały złoczyńca szydzi sobie z niej, szczerząc swoje ostre psie ząbki. Wiedząc, Ŝe bez pomocy osiedlowej ochrony ten pościg jest bezcelowy, Cassie pobiegła do frontowego wejścia, gdzie zaniepokojony ochroniarz dobijał się juŜ do drzwi. – Czy coś się pani stało, panno Collins? Czy ten bandyta panią skrzywdził? – dopytywał się starszy z dwóch umundurowanych męŜczyzn, wkraczając do holu z bronią w ręku. Zdenerwowana widokiem pistoletu, Cassie popatrzyła z dezaprobatą na dwóch wynajętych gliniarzy, których w tej luksusowej dzielnicy nazywano poufale „Andy i Barney”. – Nie chcę, Ŝebyście go zabijali, Joe. Po prostu chcę, Ŝebyście pomogli mi złapać tego łotra. – Pójdę pierwszy – oznajmił potęŜny policjant, po czym rzucił wymowne spojrzenie w stronę swojego partnera o dziecięcej twarzy. Ten niespokojnie manipulował przy pokrętłach policyjnego nadajnika. – Czy mam wezwać pomoc, Joe? – zapytał łamiącym się głosem, jak gdyby nadal zmagał się z mutacją. – Nie! – jednocześnie wykrzyknęli Cassie i policjant Joe. Wymijając obu policjantów, Cassie poszła przodem, kierując się na tyły domu, a tuŜ za nią

podąŜali jej zdenerwowani obrońcy. Jak tylko dotarli do ostatniego, pełnego wyplatanych wiklinowych mebli pomieszczenia, Cassie wskazała za drzwiami włochatego napastnika, którego policjanci przyszli aresztować. – Oto i on – powiedziała, pałając gniewem. – Ten brudny zwierzak podkopał się pod ogrodzeniem i napadł na KsięŜniczkę, zanim zdąŜyłam zorientować się, co się dzieje. Obaj policjanci podąŜyli za wzrokiem Cassie i ujrzeli teriera, który w tym samym momencie podniósł łeb w ich kierunku i pokazał im ten sam głupkowaty psi uśmiech, jaki Cassie widziała wcześniej. Potem zaś, jak gdyby chcąc się z niej naigrawać, zamerdał podciętym ogonkiem, najwyraźniej zadowolony z tego, co był uczynił, zanim nadeszła pomoc. – Powiedziała pani „gwałciciel”, panno Collins – odezwał się Joe z naganą w głosie i, chowając pistolet z powrotem do kabury, spojrzał na nią surowo. Cassie zawrzała gniewem. – Nie mam ochoty na wykład o względach proceduralnych, Joe – ostrzegła. – Wiesz równie dobrze jak ja, Ŝe nie przyjechalibyście tutaj, gdybym zgłosiła pojawienie się zabłąkanego psa na mojej posesji. śaden z policjantów nie odpowiedział na zarzuty, jakie postawiła, ale obaj wpatrywali się w nią, jakby była jakimś przybyszem z kosmosu, celowo zesłanym, Ŝeby nawiedzić ich spokojne terytorium. I Cassie nie mogła mieć im tego za złe. Przywykli bowiem do oglądania spokojnej, zrównowaŜonej, odpowiedzialnej panny Collins, codziennie udającej się do swojej powszechnie szanowanej prawniczej firmy, a nie jakiejś maniaczki o rozbieganym wzroku, z mokrymi włosami związanymi w koński ogon. Do tego, narzuciła na siebie pierwszą rzecz, jaką znalazła w komodzie, kiedy tylko zauwaŜyła z okna sypialni lubieŜne tango, jakie się odbywało na jej trawniku. – Posłuchaj, Joe – powiedziała Cassie, próbując udobruchać policjanta. – Kto jak kto, ale ty wiesz, jak trudno jest się dogadać z moją matką. Kiedy policjant zbladł na samo wspomnienie podobnej próby, Cassie wskazała na małą białą bicho...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.