3 razy R

Copyright © 2003, 2016 by Hanna Cygler All rights reserved Copyright © for the Polish e-book edition b - pdf za darmo

6 downloads 30939 Views 2MB Size

Story Transcript


Copyright © 2003, 2016 by Hanna Cygler All rights reserved Copyright © for the Polish e-book edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2016 Informacja o zabezpieczeniach W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa. Redaktor tego wydania: Małgorzata Chwałek Projekt i opracowanie graficzne okładki: Piotr Majewski Fotografia na okładce © Uwe Umstätter / Westend61 / Goto Foto Wydanie I e-book (opracowane na podstawie wydania książkowego: 3 razy R, wyd. III poprawione, Poznań 2016) ISBN 978-83-8062-746-8 Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o. ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań tel.: 61 867 81 40, 61 867 47 08 fax: 61 867 37 74 e-mail: [email protected] www.rebis.com.pl Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer

Spis treści *** Rozdział pierwszy Rozdział drugi Rozdział trzeci Rozdział czwarty Rozdział piąty Rozdział szósty Rozdział siódmy Rozdział ósmy Rozdział dziewiąty Rozdział dziewiąty Rozdział jedenasty Rozdział dwunasty Rozdział trzynasty Rozdział czternasty Rozdział piętnasty Rozdział szesnasty Rozdział siedemnasty Rozdział osiemnasty Rozdział dziewiętnasty Rozdział dwudziesty

„Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”. Szary ptak skakał z gałęzi na gałąź, jakby chciał znaleźć dla siebie najlepszy punkt widokowy. Poruszone liście chętnie zrzuciły ciężar nagromadzonych kropel porannego deszczu i drobna strużka spłynęła prosto na nos stojącego przy drzewie księdza. Mężczyzna wzdrygnął się lekko i przesunął w stronę wzniesionego kopczyka. Zanim zaintonował kolejną pieśń, spojrzał w kierunku Olgi. Z wyrzutem? Chyba nie mógł podejrzewać jej o udział w zmowie? Olga uniosła wzrok, szukając niepozornego dowcipnisia. Najchętniej patrzyłaby tam cały czas, żeby choć przez chwilę nie czuć na sobie świdrujących ją spojrzeń. Teraz jednak oczekiwano, aby to ona rzuciła na trumnę tę pierwszą garść ziemi. Uderzając o wieko, piasek zadudnił głucho, a z ust Olgi wyrwał się niemal bezgłośny jęk. Miał takie miłe przyjazne spojrzenie. Tak właśnie popatrzył na nią, kiedy spytała go o godzinę, i przytrzymał jej wzrok na dłużej. Przeczuwała, że spodobało mu się to, co zobaczył. Jej zresztą też. Zawsze miała ogromną słabość do chłopaków o niebieskich oczach, ale żadnej okazji, aby rozmawiać z nimi. W jej szkole było ich tylu co kot napłakał. A tu nagle, już pierwszego dnia… – Przepraszam! Nagle Olga uświadomiła sobie, że z wyciągniętą ręką stoi nadal nad trumną, blokując grabarzom dostęp do grobu. Obróciła się zdezorientowana i znów natrafiła na mur wrogich oczu. Zachwiała się lekko, ale nikt się nie zbliżył. Po prawie pięciu latach spędzonych w tym mieście wśród tych wszystkich osób zgromadzonych na cmentarzu nie było nikogo, na kim mogłaby się oprzeć. Mimo iż nigdy na to nie liczyła, w tym momencie odczuwała przykrość, aż zapiekło ją w oczach. Odsunęła się szybko, niechcący popychając księdza. Spostrzegła, że tym razem na dobre się na nią zezłościł. Nie chodziła od kilku lat do kościoła, nie była u spowiedzi,

nawet tego dnia na mszy za duszę zmarłego męża nie przyjęła komunii świętej. – Mam na imię Arek, a ty? – spytał niebieskooki blondyn, a ona zapragnęła, aby podróż autobusem trwała jak najdłużej. Gawędzili ze sobą już od godziny. Jeszcze nigdy nie rozmawiała tak długo z żadnym chłopakiem. Nie czuła się tym jednak skrępowana. Wydawało jej się, że zna Arka od lat. Budził zaufanie. Ksiądz oddalił się ze swoją asystą, a grabarze szybko i profesjonalnie formowali grób. Ustawili krzyż, który stanął za innym, granitowym, wzniesionym zaledwie dwa miesiące wcześniej. Pośrodku mogiły grabarze położyli wieniec od Olgi. Nie wyglądał najlepiej – białe goździki nie pierwszej świeżości – ale stanowił szczyt umiejętności miejscowej kwiaciarki. Po chwili inni żałobnicy zbliżyli się i złożyli na grobie swoje wiązanki. Nikt jednak nie zatrzymał się przy Oldze. Wszyscy przez moment pochylali się nad mogiłą, po czym pospiesznie odchodzili. Olga pomyślała, że nawet gdyby miała zamiar im podziękować, nie daliby jej żadnej szansy. Obróciła się, chcąc zapłacić grabarzom, ale zauważyła, że podszedł do nich dość krępy mężczyzna. Zamienił z nimi kilka słów, po czym wręczył najstarszemu z nich zwitek banknotów. – Nie musiałeś tego robić, Tomku – powiedziała, zbliżając się do mężczyzny, który pieczołowicie wycierał grube szkła okularów. – Nie ma o czym mówić, Olga. Arek był przecież moim kolegą – odparł Tomek i ostrożnie umieścił okulary na czubku nosa. – Podwieźć cię do domu? Cmentarz mieścił się wprawdzie niemal w centrum miasta, ale Olga nie miała ochoty na samotny przemarsz przez Rynek. Z wdzięcznością przyjęła propozycję Tomka. W towarzystwie tego obiecującego handlowca mogła czuć się naprawdę bezpieczna. Kiedy jednak wsiadała do jego nowego poloneza, miała wrażenie, że śledzą ją tysiące schowanych za nagrobkami i drzewami oczu. – Powiedz, jak mógłbym ci pomóc – odezwał się Tomek. Olga westchnęła i uśmiechnęła się lekko do niego.

– Mam nadzieję, że sobie poradzę – odpowiedziała zachrypniętym głosem. – Wiesz, jeśli będzie ci potrzebna pomoc prawna czy rada, to możesz na mnie zawsze liczyć. – Dziękuję ci. Może za jakiś czas. To tak nagle się stało… – Biedulka. – Tomek poklepał ją po ręce. – Nie przejmuj się niczym. Ludzie… – zaczął, ale rozmyślił się i nie dokończył zdania. – W każdym razie niczym się nie martw. Kiedy Grażynka wyzdrowieje, przyślę ją do ciebie. Myślę, że po tych wszystkich przejściach potrzeba ci kobiecego towarzystwa. Olga pokiwała głową i uścisnęła jego rękę. Nie przepadała za żoną Tomka. A poza tym poprzedniego wieczoru odwiedziła już prawnika i dowiedziała się od niego wystarczająco dużo na temat interesów prowadzonych przez Kuźmińskich. Wysiadła z samochodu i weszła na podwórko. – Daleko jedziesz? – spytał Arek i ucieszył się, słysząc jej odpowiedź. – Ja tam mieszkam, więc już kogoś będziesz znała w tej mieścinie. Nie masz się czego bać. Autobus szarpał nimi we wszystkie strony, a kiedy za którymś razem rzucił ją w kierunku nowego znajomego, chłopak przytrzymał ją mocniej w ramionach. Poczuła wówczas przenikającą ją nagłą radość. To nie był przecież koniec świata. Wszystko dopiero się zaczynało! – Mieszkamy z ojcem obok Rynku. Mieszkania pielęgniarek są o rzut kamieniem od nas – powiedział. – Z pewnością będziemy się często widywać. Przekręciła klucz w drzwiach i wślizgnęła się do środka. Pustka i wibrująca w uszach cisza, od której można dostać gęsiej skórki. Zajrzała do wszystkich czterech pokojów (łazienkę postanowiła pominąć), a potem przeszła do kuchni i nastawiła wodę na herbatę. Powolne sączenie gorącego płynu nie pomagało jej jednak zwalczyć zimna, które zbyt głęboko w niej tkwiło. Nie powinna tak marznąć. Był przecież początek maja. Zielony i ciepły, pełen zapachów i niespełnionych obietnic.

Dopiwszy herbatę, Olga przeszła do najbliższego pokoju. Spokojnie i metodycznie zaczęła układać rozrzucone na podłodze rzeczy. – Olga! Masz gościa. – Głos koleżanki zbudził ją z najgłębszego snu. Pospiesznie zerwała się z łóżka i ochlapała twarz zimną wodą. – Spałaś? – Arek wydawał się zdziwiony. – Miałam strasznie ciężki dyżur. – Spojrzała na zegarek. Było już prawie południe i okropny upał. – Ojciec wyjechał do Władysławowa, więc mogłem prysnąć na wagary. Co powiesz na kąpiel w jeziorze? Uśmiechnęła się do niego, zupełnie zapominając, że nie ma porządnego kostiumu kąpielowego. Dopiero czując dotkliwy głód, oderwała się od porządkowania. Odłożyła książki i przeszła do kuchni. Automatycznymi ruchami przygotowała sobie kanapkę z serem, a potem jadła ją, nie czując żadnego smaku. Kiedy połknęła już ostatni kęs, stwierdziła, że jest o wiele bardziej głodna niż przed jedzeniem. Podeszła do okna wychodzącego na Rynek i wyjrzała. Burzowe chmury całkiem zasłoniły zachodzące słońce i zrobiło się ciemno. Przechodnie pospiesznie przemykali do domów. Cofając się od okna, Olga zahaczyła o leżący na stoliku album i zdjęcia wysypały się na podłogę. Pochyliła się, aby je pozbierać. Miał nie tylko miłe spojrzenie. W ogóle był bardzo miły! I tak bardzo się nią interesował. W ciągu tych wakacji zdążyli być w kinie, kawiarni, kilka razy na plaży. Dzięki Arkowi nauczyła się porządnie całować – przynajmniej tak jej się wydawało – i pływać. Jej nowe koleżanki były zdziwione zachowaniem Arka. Już niejedna próbowała zagiąć parol na niego. Ale zawsze bezskutecznie. – Chyba ojciec nie pozwala mu umawiać się z dziewczynami – orzekła Krysia, która najbardziej orientowała się w specyfice tego miasta. – Arek się go we wszystkim słucha. – Przecież jest dorosły. Ma dwadzieścia dwa lata.

– To o niczym nie świadczy. Zobaczysz sama – powiedziała Krysia. – Chyba że akurat tobie uda się to zmienić. Ze zgrozą stwierdziła, że były to zdjęcia ślubne. Nie pamiętała, kto je włożył do tego albumu. Pewnie on, bo ona sama nigdy w życiu nie chciałaby wziąć ich ponownie do ręki. Starając się nie patrzeć na nie, zebrała je na kupkę, którą wcisnęła między okładki albumu. Po złowrogich pomrukach dobiegających zza okna mogła poznać, że burza zbliżyła się do miasta. Temperatura w mieszkaniu jakby jeszcze bardziej się podniosła. Olga poczuła woń własnego potu. Zamiast pójść do łazienki, nalała gorącej wody do miski i zdjęła swoje żałobne ubranie. – Co to takiego? – Zobaczyła, że Arek łyka jakieś pastylki. – Koszmarnie boli mnie głowa – wyjaśnił. Rzeczywiście był blady. – Szkoda, że nie powiedziałeś wcześniej. Przyniosłabym coś z apteki – powiedziała, a Arek wziął ją za rękę. – Jutro wyjeżdżam – wyjąkała ze łzami w głosie. Na samą myśl o wyjeździe robiło jej się słabo. Nie było jednak wyjścia. Zastępstwo się skończyło, a ciotka donosiła już, że załatwiła jej pracę w szpitalu miejskim w Gdańsku. – Tak to szybko minęło, aż się wierzyć nie chce – zauważył i przyciągnął dziewczynę do siebie. – Proszę cię, nie wyjeżdżaj! Nie powinni całować się na środku ulicy. Od razu można był...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.