464. Foster Lori - Powiedz tak

0 LORI FOSTER Powiedz: tak Tytuł oryginału: Say Yes 1 ROZDZIAŁ PIERWSZY Najpierw rozległ się głośny, pełen - pdf za darmo

2 downloads 67774 Views 693KB Size

Story Transcript


LORI FOSTER

Powiedz: tak Tytuł oryginału: Say Yes

0

ROZDZIAŁ PIERWSZY Najpierw rozległ się głośny, pełen furii okrzyk. Po nim nastąpiła cała seria histerycznych pisków. Gavin Blake stanął jak wryty i przetarł oczy, żeby sprawdzić, czy to, co widzi, nie jest złudzeniem. Ale nie. Wszystko to działo się naprawdę. Wąską uliczką biegła jego sąsiadka, Sara Simmons, ze złością wymachując grabiami i wygrażając jego byłej dziewczynie, Karen. Ale to nie widok Karen zaskoczył Gavina rozstali się kilka miesięcy temu, a on wcale nie tęsknił za spotkaniem z nią tylko zachowanie Sary, która była osobą wyjątkowo spokojną, opanowaną i

S R

łagodną. Teraz jednak pędziła z rozwianym włosem i wyraźnym zamiarem przyłożenia Karen grubym trzonkiem od grabi. Karen, w rozpiętej bluzce narzuconej na nagie ciało, uciekała tak przerażona, że nawet nie próbowała zapiąć guzików. Na każdy zamach Sary odpowiadała przeraźliwym zawodzeniem.

Gavin z rozbawieniem słuchał gróźb Sary, która, jak dotąd, nie dotknęła nawet swojej przeciwniczki. Z urywanych słów wykrzykiwanych niskim głosem domyślił się, co zaszło. Nie podejrzewał, że Sara przesadza. Tylko kobieta, która przyłapała narzeczonego na zdradzie, mówi podobne rzeczy. Zresztą, znał Karen nie od dzisiaj i na własnej skórze przekonał się, że nie jest ani lojalna, ani uczciwa. Nagle zorientował się, że obie kobiety zbliżają się do drzwi garażu, spod których obserwował całą scenę. Próbował zejść im z drogi, ale było już za późno. Karen najwyraźniej uznała Gavina za potencjalnego wybawcę. Ruszyła w jego stronę i schowała się za jego plecami, wykorzystując go jako tarczę przeciwko nacierającej Sarze. Teczka z papierami wypadła mu z rąk. Z trudem łapiąc równowagę, patrzył, jak zaaprobowane przez urząd miejski 1

projekty rozsypują się po ziemi. Schylił się, żeby ratować przed stratowaniem, co się da, i w jednej chwili leżał na plecach. To Karen odepchnęła go z całych sił. Najwyraźniej uznała, że nie jest dla niej dostateczną ochroną. Przeklinając dopasowane spodnie od garnituru - wracał przecież z biura - próbował wstać, kiedy zaślepiona złością Sara przebiegła mu po plecach. Za chwilę rozległ się następny wrzask. Gavin nie mógł powstrzymać uśmiechu. Od pierwszego spotkania z Sarą podejrzewał, że w tej drobnej kobiecie kryją się siły i namiętności, których istnienia nie podejrzewa nawet ona sama. A już na pewno nie ten bałwan, Ted, za którego zamierzała wyjść

S R

za mąż i który bez wątpienia unieszczęśliwiłby ją w bardzo krótkim czasie. W gruncie rzeczy Gavin był wdzięczny Karen, bo dzięki niej Sara mogła nareszcie się przekonać, że Ted jest nic niewartym durniem. Usłyszał dźwięk tłuczonego szkła. Nie ma co! Musi interweniować. Od chwili kiedy Sara wprowadziła się do jednego z domów, które zbudował, minęło już trochę czasu i zdążył ją dobrze poznać. Wiedział, że kiedy minie jej złość, będzie się wstydzić swojego zachowania. Nie chciał narażać jej na takie upokorzenie. Ciekawe tylko, czy pozwoli mu się pocieszyć? Pojawił się w odpowiednim momencie. Wciśnięta w kąt i piszcząca Karen nie miała dokąd uciec. Wyrwał grabie z rąk Sary. Odwróciła się, oburzona, a on natychmiast przyciągnął ją do siebie i zamknął w niedźwiedzim uścisku. - Uspokój się, malutka - powiedział, starając się, żeby nie usłyszała zadowolenia w jego głosie. Przed sobą nie miał zamiaru ukrywać dobrego humoru. Ted jest skończony! Skończony! A on, Gavin, nie musi mieć wyrzutów sumienia, że się do tego przyczynił. Przez cały czas znajomości z Sarą zachowywał się 2

jak należy, mimo absolutnej pewności, że jej związek z Tedem to, delikatnie mówiąc, pomyłka. Teraz Sara na pewno każe spakować walizki temu draniowi. Będzie wolna i Gavin zrobi wszystko, żeby zwróciła uwagę na niego. - Puść mnie! - Szarpnęła się, prychając ze złości jak kotka. Zabrzmiało to odpowiednio groźnie i przekonująco. Mimo to nie zamierzał jej puścić. Zbyt miło było trzymać ją w ramionach! Tym milej, że nigdy dotąd jej nie obejmował. Spojrzał w dół i napotkał gniewne spojrzenie błyszczących oczu. Z trudem powstrzymał się, żeby jej nie pocałować. Otworzyła usta, zirytowana. Gavin spojrzał na jej lekko skrzywiony ząb. Już

S R

nieraz miał ochotę przesunąć po nim językiem.

Teraz jednak przytulił Sarę mocniej, rozkoszując się ciepłem jej drobnego ciała. Pachniała słońcem i łagodnym wiatrem. Albo tak mu się wydawało. W każdym razie uznał ten zapach za kwintesencję kobiecości. - Wydaje mi się - szepnął jej prosto do ucha - że dałaś już Karen nauczkę. Chyba zrozumiała.

Ponowiła próbę uwolnienia się z uścisku.

- Nawet nie wiesz, co oni... To się działo w moim domu, w moim łóżku!

Wiedział. Wiedział, że dom jest dla Sary wszystkim. I że nic nie znaczy dla Teda. Kupiła go sama. Musiał to być nie lada wysiłek dla kobiety, której miesięczne dochody nie są specjalnie wysokie. Cieszyła się bardzo. Nie było dnia, w którym nie mówiłaby Gavinowi, że zbudował wspaniały dom. A on za każdym razem czuł się jak ktoś, kto rozdaje ludziom gwiazdki z nieba. - To się już nie powtórzy, Saro. Możesz być pewna.

3

Popatrzyła na niego z uwagą, a on tym razem nie powstrzymał się od uśmiechu. I tak długo trzymał swoje uczucia pod kontrolą! Za plecami usłyszał szmer. To Karen wymykała się z garażu. Udał, że tego nie widzi. Nie obchodziła go ani trochę. Rozstali się trzy miesiące temu i ani razu tego nie żałował. Teraz obchodziła go tylko Sara, która bardzo powoli rozglądała się dookoła, mrugając powiekami jak osoba zbudzona z głębokiego snu. Jej spojrzenie zatrzymało się na zniszczonym obrazku. Zaczerwieniła się i zamknęła oczy. - Puść mnie już - wykrztusiła. Gavin zerknął do tyłu, upewniając się, czy Karen zniknęła z pola

S R

widzenia, i powoli opuścił ramiona. Sara stała nieruchomo, zawstydzona, z zamkniętymi wciąż oczami i pałającymi policzkami. - Bardzo przepraszam - szepnęła.

Gavin przesunął palcem po jej policzku z czułością, ale też ze zdrowym męskim pożądaniem.

- Nie martw się. Po całym dniu nudy w biurze należało mi się trochę rozrywki.

Sara wzięła głęboki oddech i otworzyła oczy.

- Nie chciałam niczego stłuc - powiedziała, nie patrząc na niego. - Karen mogłaby się z tobą nie zgodzić - zażartował. Natychmiast poczuł na sobie jej wzrok. - Nie chcę jej tutaj więcej widzieć - rzuciła, zaciskając pięści. Nie do wiary, że w tej małej osóbce było tyle pasji! - I nie zobaczysz. Jestem tego pewien. Dostała za swoje. Ale to nie ja ją tu zaprosiłem. - Wiem - jęknęła. - To Ted. - I co masz zamiar zrobić? - zapytał z czystej ciekawości. 4

Nie czuł do Teda nawet cienia sympatii. W duchu zacierał ręce, że facet okazał się takim półgłówkiem. - Idę zrobić z nim porządek. - Sara uniosła hardo głowę i omijając rozsypane szkło, ostrożnie podeszła do drzwi. Gavin przez chwilę zastanawiał się, czy nie powinien pójść z nią, ale postanowił zostać. Ted i tak nie ma szans. A ona nie potrzebuje publiczności. Wręcz przeciwnie - poznał ją na tyle, żeby wiedzieć, iż nie lubi ostentacji, ceni prywatność, a nade wszystko zależy jej na zachowaniu własnej godności. Już dawno zauważył przywiązanie Sary do wartości, które i on uznawał za szczególnie istotne.

S R

Teraz musi dać jej czas na dojście do siebie. Nie miał wątpliwości, że Sara będzie cierpieć, ale liczył na to, że owo cierpienie nie potrwa zbyt długo. Teda nie warto było żałować! A potem... potem przyjdzie jego czas! „Dom do sprzedania. Wiadomość u właściciela". Gavin nie wierzył własnym oczom. Zdjął nogę z pedału gazu i wpatrywał się w płachtę ogłoszenia, aż ciężarówka sama zatrzymała się przy krawężniku.

Nie widział Sary od dawna. Unikała go. Skończyły się jej spontaniczne wizyty na placu budowy. Dawniej wpadała zawsze, kiedy tylko widziała robotników stawiających kolejny dom na ich ulicy. Tak samo jak Gavin lubiła patrzeć, jak oddzielne fragmenty łączą się w jedną całość i powstaje nowy budynek. A teraz między sobą a Gavinem wzniosła mur, który on bezskutecznie próbował rozbić. Był już tym naprawdę zmęczony. Zdecydowała się na sprzedaż domu. A niech to! Klnąc pod nosem, zaparkował ciężarówkę i wyskoczył z szoferki. Ponurym wzrokiem spojrzał na zachmurzone niebo, potem wściekłym 5

ruchem zerwał ogłoszenie i wrzucił je na samochód. Otrzepał ręce z satysfakcją. Sara chce sprzedać dom? Tak bez słowa? Nigdy na to nie pozwoli. Zbyt długo na nią czekał, żeby teraz odeszła sobie nie wiadomo dokąd. Tak! Właśnie tak było. Czekał za długo. Był zbyt cierpliwy. Musi natychmiast wprowadzić w życie swój plan, od dawna przemyślany w najdrobniejszych szczegółach. W tej samej chwili Sara, kompletnie załamana, leżała w wielkiej wannie. Czuła się samotna jak palec. Woda w jacuzzi bulgotała, a ona oddawała się marzeniom o mężczyźnie swoich snów.

S R

Ocknęła się dopiero na dźwięk grzmotu, który z hukiem przetoczył się za oknem. Z dezaprobatą pokręciła głową. Nie po to od tamtego koszmarnego dnia unika Gavina, żeby teraz pozwalać sobie na marzenia o nim! Długa kąpiel miała być lekarstwem na zmęczenie i stres oraz na ból duszy i ciała. Ale ponieważ nie kto inny, a Gavin zainstalował tę wannę w jej łazience, zaczęła myśleć właśnie o nim. A teraz ta piekielna burza przerwała jej fantazje.

Wyszła z wanny i otuliła się podniszczonym ręcznikiem. Kropelki wody skapywały z niej na podłogę. Westchnęła. Wynika z tego, że nawet w wyobraźni nie ma szansy na romanse. Chyba powinna dać sobie spokój, porzucić wyśniony ideał, tak jak porzuciła swojego narzeczonego, i kupić sobie psa. Psy zawsze są wierne. Niestety, wymagają opieki, a ona przebywa zbyt długo poza domem, żeby pozwolić sobie na jakiekolwiek zwierzę. Nie wycierając się, poszła pozamykać okna. Dom bez przewiewu za chwilę zmieni się w saunę, ale teraz nie stać jej było na włączenie klimatyzacji. Ani na psa. Trudno. Jakoś to zniesie.

6

Na dworze było już prawie całkiem ciemno. Przypomniała sobie, że nie zamknęła wejściowych drzwi. Z ręką na klamce zapatrzyła się w czarne chmury kłębiące się na niebie. Tak. Miło by mieć teraz psa. Oczywiście w taki wieczór towarzystwo mężczyzny byłoby bardziej pożądane, ale...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.