5. HRABSTWO GRANT - NIEWIERNY

KARIN SLAUGHTER NIEWIERNY (Faithless) Tłumaczenie Andrzej Jankowski Wydanie polskie: 2013 Wydanie oryginalne: - pdf za darmo

4 downloads 32292 Views 3MB Size

Story Transcript


KARIN SLAUGHTER

NIEWIERNY (Faithless) Tłumaczenie Andrzej Jankowski

Wydanie polskie: 2013 Wydanie oryginalne: 2005

Tytuł oryginału Faithless Copyright © by Karin Slaughter, 2005 All rights reserved Copyright © for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal, MMXIII Copyright © for the Polish translation by Grupa Wydawnicza Foksal, MMXIII Przekład Andrzej Jankowski Koordynacja

Korekta Katarzyna Humeniuk Adiustacja Maria Karpińska Projekt graficzny wnętrza i okładka Krzysztof Kiełbasiński Skład TYPO Wydanie I Warszawa ISBN 978-83-7881-218-0

Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o. 00-372 Warszawa, ul. Foksal 17 tel. 22 828 98 08, 22 894 60 54 [email protected]

Susan i Richardowi A także dla mojej Mani, Harrego i Macia

NIEDZIELA

1

Sara Linton stała przed frontowymi drzwiami domu rodziców, trzymając w rękach tyle plastikowych toreb z zakupami, że nie czuła palców. Próbowała otworzyć drzwi łokciem, ale skończyło się na tym, że walnęła ramieniem w szybę. Odsunęła się i nacisnęła klamkę stopą, ale drzwi nadal nie ustępowały. W końcu poddała się i zastukała w nie czołem. Patrzyła przez faliste szkło, jak korytarzem idzie jej ojciec. Otworzył drzwi z nietypowym dla niego grymasem na twarzy. – Dlaczego nie wzięłaś tego na dwa razy? – zapytał Eddie, biorąc od niej parę toreb. – Dlaczego drzwi są zamknięte na klucz? – Twój samochód stoi niecałe piętnaście stóp od wejścia. – Tato – odparła. – Dlaczego drzwi są zamknięte na klucz? Patrzył ponad jej ramieniem. – Masz brudny samochód. – Postawił torby na podłodze. – Dasz radę zanieść je na dwa razy do kuchni? Sara otworzyła usta, by odpowiedzieć, ale ojciec schodził już ze schodów. Zapytała: – Gdzie idziesz? – Umyć twój samochód. – Na dworze jest dziesięć stopni. Odwrócił się i spojrzał na nią znacząco. – Brud przylepia się bez względu na pogodę. – Powiedział to takim

tonem, jakby był szekspirowskim aktorem, a nie hydraulikiem z wiejskiej okolicy Georgii. Zanim zdążyła obmyślić odpowiedź, był już w garażu. Stała na werandzie, kiedy ojciec wyłonił się ponownie z przyborami niezbędnymi do mycia samochodu. Podciągnął spodnie od dresu, gdy przyklęknął, by napełnić wiadro wodą. Sara poznała spodnie z czasów szkoły średniej – jej szkoły; nosiła je, gdy uprawiała biegi. – Masz zamiar tam stać i wpuszczać zimno? – zapytała Cathy, wciągając ją do środka i zamykając drzwi. Sara pochyliła się, by matka mogła pocałować ją w policzek. Ku swojej wielkiej konsternacji, od piątej klasy była o dobrą stopę wyższa od matki. Podczas gdy Tessa, młodsza siostra Sary, odziedziczyła po matce drobną budowę, jasne włosy i niewymuszoną grację ruchów, Sara wyglądała jak dziecko sąsiadów, które pewnego popołudnia przyszło na obiad i postanowiło u nich zostać. Cathy pochyliła się, by podnieść parę toreb z zakupami, ale potem jakby się rozmyśliła. – Weź je, dobrze? Sara zgarnęła wszystkie osiem toreb, znowu narażając się na utratę czucia w palcach. – O co chodzi? – zapytała, myśląc, że matka nie wygląda najlepiej. – Isabella – odparła Cathy i Sara stłumiła śmiech. Ciotka Bella była jedyną znaną jej osobą, która podróżowała z własnym zapasem alkoholu. – Rum? – Tequila – szepnęła Cathy takim tonem, jakby mówiła: Rak. Sara skrzywiła się ze współczuciem. – Powiedziała, jak długo ma zamiar tu zostać? – Jeszcze nie – odparła Cathy. Bella nie cierpiała hrabstwa Grant i nie była u nich od narodzin Tessy. Pojawiła się dwa dni temu, z trzema walizkami w bagażniku mercedesa kabrioletu i bez żadnych wyjaśnień. Normalnie nie udałoby się Belli utrzymać czegokolwiek w tajemnicy, ale zgodnie z nową, obowiązują-

cą w rodzinie Lintonów zasadą: „Nic nie mów, o nic nie pytaj”, nikt nie domagał się od niej żadnego wyjaśnienia. Tyle się zmieniło od ubiegłego roku, kiedy Tessa została napadnięta. Nie otrząsnęli się jeszcze z szoku, chociaż wydawało się, że nikt nie ma ochoty rozmawiać o tym. Napastnik w ułamku sekundy zmienił życie nie tylko Tessy, ale całej rodziny. Sara często się zastanawiała, czy ktoś z nich dojdzie kiedykolwiek w pełni do siebie. – Dlaczego drzwi były zamknięte na klucz? – zapytała. – Musiała to zrobić Tessa – powiedziała Cathy i na chwilę zaszkliły się jej oczy. – Mamo… – Idź – przerwała jej Cathy i wskazała kuchnię. – Zaraz tam będę. Sara podniosła torby i poszła korytarzem, zerkając na zdjęcia, które wisiały na ścianach. Nikt nie mógł przejść od drzwi frontowych na tył domu, nie obejrzawszy obrazkowej historii rozwoju dziewcząt Lintonów. Oczywiście na większości z nich Tessa wyglądała ślicznie i była szczupła. Sara nigdy nie miała tyle szczęścia. Było tam jedno szczególnie okropne zdjęcie Sary z obozu letniego po ósmej klasie, które zdarłaby ze ściany, gdyby tylko matka jej na to pozwoliła. Stała na łodzi w kostiumie kąpielowym, który wyglądał jak kawałek czarnego kartonu przypięty do jej kościstych ramion. Na nosie wyszły jej piegi, nadając jej skórze niezbyt miły, pomarańczowy odcień. Jej rude włosy wyschły na słońcu i wyglądały jak błazeńskie afro. – Kochanie! – krzyknęła radośnie Bella, rozkładając szeroko ramiona, kiedy Sara weszła do kuchni. – Spójrz na siebie! – powiedziała, jakby był to komplement. Sara doskonale wiedziała, że nie wygląda najlepiej. Zwlokła się z łóżka godzinę temu i nie zadbała nawet o to, żeby się uczesać. Jako nieodrodna córka swojego ojca miała na sobie koszulę, w której spała, a dresowe spodnie z czasów, kiedy była członkinią licealnego zespołu biegaczek, były tylko odrobinę mniej zabytkowe. Natomiast Bella była w jedwabnej niebieskiej sukience, która prawdopodobnie kosztowała fortunę. W jej uszach iskrzyły się brylantowe kolczyki, a liczne pier-

ścionki na palcach błyszczały w słońcu wpadającym strumieniem przez okna kuchni. Miała, jak zwykle, idealny makijaż i fryzurę i nawet w niedzielne przedpołudnie wyglądała olśniewająco. – Przepraszam, że nie przyjechałam wcześniej – powiedziała Sara. – Eee. – Ciotka zbyła przeprosiny machnięciem ręki i usiadła. – Odkąd robisz mamie zakupy? – Odkąd nie może się ruszyć z domu, bo cię zabawia, czyli od dwóch dni. – Sara postawiła torby na blacie kuchennym i zaczęła rozcierać palce, by przywrócić krążenie krwi. – Nie tak trudno jest mnie zabawić – powiedziała Bella. – To twoja matka musi częściej wychodzić. – Z powodu tequili? Bella uśmiechnęła się szelmowsko. – Nigdy nie miała mocnej głowy. Jestem przekonana, że tylko z tego powodu wyszła za twojego ojca. Sara roześmiała się, wstawiając mleko do lodówki. Serce zabiło jej żywiej, kiedy zobaczyła półmisek, na którym piętrzyły się gotowe do smażenia kurczaki. – Wczoraj wieczorem przygotowałyśmy fasolkę szparagową – rzuciła Bella. – Świetnie – mruknęła Sara, myśląc, że to najlepsza wiadomość, jaką słyszała w tym tygodniu. Duszona fasolka szparagowa Cathy była doskonałym dodatkiem do smażonych kurczaków. – Jak było w kościele? – Jak dla mnie, trochę za dużo ognia i siarki – wyznała Bella, biorąc pomarańczę z miski na stole. – Opowiedz mi, jak żyjesz. Zdarzyło się coś ciekawego? – Wszystko po staremu – odparła Sara, przeglądając puszki. Bella obierała pomarańczę, a w jej głosie zabrzmiało rozczarowanie, kiedy powiedziała: – Czasami rutyna podnosi na duchu. Sara wydała z siebie „hm”, ustawiając puszkę zupy na półce nad kuchenką. – Bardzo podnosi na duchu.

– Hm – powtórzyła Sara, dokładnie wiedząc, do czego to zmierza. Kiedy studiowała medycynę na Emory University w Atlancie, mieszkała krótko u ciotki. Przyjęcia do późnej nocy, picie i nieustanny przepływ mężczyzn doprowadziły w końcu do rozstania. Sara musiała wstawać o piątej rano, żeby zdążyć na zajęcia, nie wspominając o tym, że wieczorami potrzebowała spokoju, by móc się uczyć. Trzeba przyznać, że Bella starała się ograniczyć swoje życie towarzyskie, ale ostatecznie zgodziły się, że najlepiej dla Sary będzie, jeśli znajdzie sobie własny kąt. Rozmawiały ze sobą bardzo serdecznie, dopóki Bella nie zasugerowała, by Sara zajrzała do jednego z segmentów domu emeryta przy Clairmont Road. Do kuchni wróciła Cathy, wycierając ręce w fartuch. Przestawiła puszkę zupy, którą Sara postawiła na półce, odsuwając przy tym córkę na bok. – Dostałaś wszystko z listy? – Oprócz cherry – powiedziała Sara, siadając naprzeciwko Belli. – Wiedziałaś, że w niedzielę nie można kupić alkoholu? – Tak – powiedziała Cathy takim tonem, że słowo to zabrzmiało jak oskarżenie. – Właśnie dlatego powiedziałam ci, żebyś pojechała do sklepu wczoraj wieczorem. – Przepraszam – rzekła Sara. Wzięła od ciotki kawałek pomarańczy. – Pertraktowałam do ósmej z firmą ubezpieczeniową z Zachodu. To była jedyna pora, kiedy mogliśmy porozmawiać. – Jesteś lekarką – stwierdziła Bella oczywisty fakt. – Dlaczego, u licha, musisz rozmawiać z firmami ubezpieczeniowymi? – Ponieważ nie chcą płacić za badania, na które kieruję pacjentów. – Czy nie jest to ich zadaniem? Sara wzruszyła ramionami. Złamała się w końcu i wynajęła na pełen etat kobietę, by pokonywała różne przeszkody, które piętrzyły firmy ubezpieczeniowe, ale mimo to dwie do trzech godzin każdego dnia, który spędzała w klinice dziecięcej, marnowała na wypełnianie nużących formularzy albo na rozmowy, a czasami kłótnie telefoniczne z szefami tych firm. Zaczęła przyjeżdżać do pracy godzinę wcześniej, by nad tym

zapanować, ale wydawało się, że na te firmy nic nie działa. – To śmieszne – mruknęła Bella, gryząc kawałek pomarańczy. Miała dobrze ponad sześćdziesiątkę, ale z tego, co wiedziała Sara, nigdy jeszcze nie chorowała. Może jednak palenie jednego papierosa za drugim i picie tequili do świtu miało pewne plusy. Cathy, grzebiąc w torbach, zapytała: – Kupiłaś szałwię? – Chyba tak. – Sara wstała, by jej pomóc, ale Cathy odsunęła ją na bok. – Gdzie jest Tess? – W kościele – odparła Cathy. Sara wolała nie dociekać, dlaczego matka powiedziała to tonem dezaprobaty. Najwidoczniej Bella również była tego samego zdania, bo uniosła brew, spoglądając na Sarę i podając jej drugi kawałek pomarańczy. Tessa przestała chodzić do kościoła pierwszych baptystów, do którego chodziła Cathy od czasu, kiedy i ona, i Bella były jeszcze dziećmi, w...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.