5. MATRYMONIALNA OFERTA

Annie Burrows Matrymonialna oferta Intrygi i tajemnice 03 Rozdział pierwszy Styczeń 1815, Londyn Imogena H - pdf za darmo

5 downloads 9000 Views 1MB Size

Recommend Stories


Oferta pdf
Oferta pdf - pdf za darmo

OFERTA opel 2
WRT v. 1.9.6.2 SZCZECIN, dn. 2015-05-05 11:51 Kalkulacja ubezpieczenia Komunikacyjnego : OC, WMA, OC - pdf za darmo

Story Transcript


Annie Burrows Matrymonialna oferta Intrygi i tajemnice 03 Rozdział pierwszy Styczeń 1815, Londyn Imogena Hebden wiedziała, że nie powinna winić sióstr Veryan za katastrofę, którą zakończył się jej pierwszy bal. Właściwie to nie był bal w pełnym tego słowa znaczeniu. Tuż po Bożym Narodzeniu w Londynie bawili nieliczni przedstawiciele socjety, co, jak podkreśliła ciotka, stanowiło okoliczność wielce sprzyjającą. Nieobyta w świecie Imogena mogła pokazać się na muzycznym wieczorku u pani Leeming, nie spotykając osób zajmujących istotną pozycję w towarzystwie, a tym samym unikając ewentualnej kompromitacji.

Mimo wszystko Imogena była zadowolona, ponieważ dżentelmen o nazwisku Dysart poprosił ją do tańca. Nieważne, że zrobił to z drewnianą miną, spełniając obowiązek wobec panny podpierającej ścianę. Sprawiał wrażenie znudzonego, a gdy tylko muzyka umilkła, skłonił się sztywno i uniknął do pokoju, gdzie grano w karty. To wtedy zauważyła, że jedna z trzech falban zdobiąca suknię oderwała się i zwisa smętnie z tyłu. Nie sądziła, by winę ponosił pan Dysart, czułaby przecież, gdyby nadepnął na rąbek sukni. Poza tym przez cały czas trzymał się od niej w odległości wyTLR prostowanego ramienia. Nie, wydawało się znacznie bardziej prawdopodobne, że to ona zaczepiła o nogę krzesła, kiedy się poderwała w odpowiedzi na pierwsze zaproszenie do tańca. Właśnie zmierzała do pokoju wypoczynkowego, żeby podpiąć oderwaną falbanę, kiedy drogę zastąpiła jej panna Penelopa Veryan w towarzystwie swojej młodszej siostry Charlotte i lady Verity Carlow. - Mam nadzieję, że podobał ci się taniec z panem Dysartem - zagadnęła przymilnie Penelopa, rozciągając usta w uśmiechu. - Chyba jednak muszę cię ostrzec, byś nie robiła sobie zbyt wielkich nadziei. Jest moim dobrym znajomym i poprosił cię do tańca tylko dlatego, że wie, iż my się tobą interesujemy. Nagle zachowanie pana Dysarta wydało się Imogenie całkiem zrozumiałe. Ludzie chętnie wyświadczali przysługi bogatej i wpływowej rodzinie Veryanów. Czuła się trochę rozczarowana, że pan Dysart nie działał z własnej woli, ale przynajmniej wiedziała, że kiedy znów go spotka, nie będzie musiała udawać, że go lubi. To dziwne, ale w ciągu roku, odkąd zamieszkała u lady Callandar, przedstawiono jej wiele osób, jednak żadna z nich nie przypadła jej szczególnie do gustu.

- Domyślam się, że oczekujesz moich podziękowań - odparła Imogena, jakoś nie mogąc wzbudzić w sobie wdzięczności za starania Penelopy. Wolałaby już raczej przesiedzieć cały wieczór, niż tańczyć z mężczyzną, który chciał się przypodobać Penelopie, a właściwie jej ojcu, lordowi Keddintonowi. W oczach Penelopy pojawił się błysk złości. - Czy suknia, w której wystąpisz na dworze, jest już gotowa? - wtrąciła się szybko lady Verity. Imogena odwróciła się do niej z ulgą. Wprawdzie skupiona wyłącznie na modnych strojach i przyjęciach lady Verity bardzo się od niej różniła, ale przynajmniej nie była złośliwa. - Miałam ostatnią przymiarkę - wyjaśniła Imogena. - Nie podoba ci się suknia? - podchwyciła Charlotte, nie usłyszawszy entuzjazmu w głosie Imogeny. - Słyszałam, że lady Callandar najęła najlepszą modniarkę i zapłaciła za całe jardy najwspanialszej brukselskiej koronki! TLR Imogena zjeżyła się wewnętrznie; Charlotte wyraźnie sugerowała, że nawet największe sumy i najzręczniejsze modniarki nie zdołają poprawić jej żałosnego wyglądu. Niestety, miała rację. Zwiewne muślinowe suknie, w które ciotka ubierała Imogenę, z prostymi spódnicami i rzędami delikatnych falbanek, nie pozwalały na swobodniejsze ruchy poza dreptaniem. A i to czasami źle się kończyło. Zdarzało się, że szew na ramieniu puszczał w drodze z sypialni do pokoju śniadaniowego. A co do fryzury... Cóż, jej włosy żyły własnym życiem, niezależnie od tego, jak często Pansy, pokojówka, którą przydzieliła jej ciotka, próbowała je uładzić. Imogena

zauważyła z zazdrością, że loczki Charlotte wdzięcznie okalają jej twarz i wcale przy tym nie wpadają do oczu. Szkoda, że ciotka nie pozwoliła jej zachować długich włosów i splatać ich w warkocz, tak jak to robiła wcześniej! Modne panny nosiły krótko przycięte grzywki. Dlatego biedna Pansy co rusz musiała manipulować żelazkiem i upinać niesforne kosmyki. Ta myśl przypomniała Imogenie o konieczności podpięcia oberwanej falbany. - Wyglądam okropnie w sukni, w której mam wystąpić na dworze - przyznała z kwaśnym uśmiechem. - A teraz, jeśli mi wybaczycie... - Ponownie ruszyła do wyjścia. Dziewczęta jednak nie pozwoliły jej tak po prostu odejść; Charlotte wzięła ją pod ramię, zmuszając do zwolnienia kroku. - Spróbuj poruszać się tyłem z takim trenem - powiedziała, chichocząc. Penelopa zawtórowała jej, poruszając głową na boki, jakby nie mogła sobie wyobrazić Imogeny dokonującej takiej sztuki. - Och, jestem pewna, że sobie poradzisz, jeśli tylko odpowiednio długo poćwiczysz - wtrąciła uprzejmie lady Verity. Penelopa prychnęła z powątpiewaniem. Wszystkie dobrze wiedziały, że Imogena nie jest w stanie spędzić w sali balowej pół godziny, nie uszkadzając sobie przy tym stroju. Wydawało się niemożliwe, by podołała wymogom etykiety podczas prezentacji na królewskim dworze. Jakie miała szanse na uniknięcie kompromitacji, występując w sukni z długim koronkowym trenem? Imogenie wciąż udawało się zachować spokój, ale Penelopa znienacka poruszyła TLR temat nakrycia głowy. - Ćwiczyłaś już wsiadanie do powozu? - spytała tonem udawanej troski. - Zakła-

dam, że kupiłaś pióra. Albo przynajmniej... - Zawiesiła głos, kładąc Imogenie dłoń na ramieniu i zatrzymując ją w miejscu. - Chyba wiesz, jakie są wysokie? Tego było dla Imogeny za wiele. Zirytowana protekcjonalnym tonem Penelopy odwróciła się gwałtownie. - Oczywiście, że wiem! - rzuciła ostro. Charlotte puściła jej ramię, więc wykorzystała okazję, by zademonstrować wysokość nieszczęsnych piór. - Są takie! - Zatoczyła szeroki łuk w powietrzu nad swoją głową, natrafiając uniesioną ręką na jakiś przedmiot. Męski głos wypowiedział słowo, którego z całą pewnością panna nie powinna usłyszeć, a tym bardziej zrozumieć. Obejrzawszy się z przerażeniem, odkryła, że przedmiot, w który niechcący uderzyła, to kieliszek z szampanem, trzymany przez mężczyznę wychodzącego z bufetu. Cała zawartość wylądowała na jego misternie zawiązanym fularze i spłynęła na pięknie haftowaną, zieloną jedwabną kamizelkę. - Och! Bardzo przepraszam! - Speszona Imogena sięgnęła do torebki po chusteczkę. - Zniszczyłam panu kamizelkę! - Było jej naprawdę przykro, zwłaszcza że kamizelka stanowiła niemalże dzieło sztuki: nawet dziurki były wykończone tak, że guziki przypominały wysadzane klejnotami owoce wyłaniające się z bujnego listowia. Wyciągnęła chusteczkę, żeby osuszyć najmocniej zachlapane miejsca. Na szczęście, niewiele trunku wsiąkło w jedwab, istniała więc nadzieja, że kamerdyner poszkodowanego zdoła bez większego trudu uratować tę cenną część garderoby swego pana. Pansy potrafiła usuwać najgorsze plamy nawet z bardzo delikatnych tkanin. Jednak nim Imogena zdążyła dotknąć chusteczką kamizelki, poszkodowany zacisnął palce na jej nadgarstku. - Niech pani nie waży się mnie dotykać! - rzucił. Zaskoczona pełnym złości tonem uniosła wzrok, napotykając wściekłe spojrzenie

oczu równie zielonych, jak kamienie zdobiące kamizelkę. Pomyślałaby, że stojący przed nią mężczyzna jest urodziwy, gdyby nie wrogie spojrzenie i dołek w podbródku. Miał regularne rysy twarzy, jasne włosy obcięte „na Brutusa", doskonale skrojony ciemnozielony frak i nieskazitelnie wypielęgnowane paTLR znokcie. Imogena słyszała wiele razy o tym, że coś komuś zaparło dech w piersi, ale jej samej zdarzyło się to po raz pierwszy. Ale też nigdy wcześniej nie znalazła się tak blisko równie wspaniałego mężczyzny. Przywołała się w duchu do porządku. Ubolewała nad tym, że oblała człowieka przywiązującego tak wielką wagę do własnej prezencji. Czuła się zobowiązana przeprosić go za niezręczność. - Chciałam tylko... - zaczęła, mnąc w palcach chusteczkę. - Wiem, czego pani chciała - przerwał jej w pół słowa. Odkąd tylko pojawił się w mieście, matki panien na wydaniu irytowały go, podsuwając mu pod nos córki. Jednak znacznie gorsze były zabiegi przedsiębiorczych dziewcząt, takich jak ta. Podejrzewał, że wkrótce nie będzie mógł spokojnie się przejść po parku, żeby jakaś kobieta, udając potknięcie na niewidocznej przeszkodzie, nie wpadła mu w ramiona. Sądząc po wyglądzie, w tym przypadku miał do czynienia z jedną z prowincjuszek polujących na bogatego męża, który pomoże jej nabrać ogłady. Z całą pewnością nie była to wychuchana pannica, dla której największym wysiłkiem jest haftowanie. Przytrzymując jej rękę, wyczuł w niej siłę. Nie rozumiał, dlaczego kobietom się wydaje, że dotykając go, wywrą na nim korzystne wrażenie. Zaledwie dwa wieczory wcześniej przeżył bardzo niemiłe zaskoczenie,

kiedy panna siedząca obok niego przy kolacji, młoda i na pierwszy rzut oka dobrze wychowana, pod osłoną obrusa przesunęła dłonią po jego udzie. Najwyraźniej ta zamierzała zrobić to samo z jego torsem, udając że wyciera trunek, który sama na niego wylała. Nie kryjąc złości, popatrzył jej w oczy. Tęczówki miała pociemniałe, usta wciąż rozchylone od rozmarzonego westchnienia. Nie wiedzieć czemu zapragnął przygarnąć ją do siebie i pocałować. Zamiast tego odsunął się od niej gwałtownie. - Niedobrze mi się robi, gdy pomyślę, do czego zdolne są kobiety takie jak pani, byle przyciągnąć moją uwagę. - Wbrew temu, co twierdził, jego ciało odpowiedziało na bliskość panny wyraźnym ożywieniem. - Takie jak ja... przyciągnąć uwagę... co? - powiedziała zdezorientowana Imogena. TLR - Proszę nie próbować mnie nabierać, odgrywając urażoną niewinność. I proszę się do mnie więcej nie zbliżać. Gdyby pani była osobą wartą zauważenia, potrafiłaby pani zaprezentować mi swoje atuty w bardziej odpowiedni sposób. Imogena stała z otwartymi ustami, podczas gdy nieznajomy mierzył ją od stóp do głów spojrzeniem zielonych oczu z taką bezczelnością, że poczuła się, jakby była naga. - O ile pani jakieś posiada - dokończył kpiąco, nie pozostawiając wątpl...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.