5. Rowdy cz1

Wszystkim, którzy próbują znaleźć swoje miejsce we wszechświecie. Nie martwcie się, moi drodzy: wszech - pdf za darmo

7 downloads 49182 Views 819KB Size

Story Transcript


Wszystkim, którzy próbują znaleźć swoje miejsce we wszechświecie. Nie martwcie się, moi drodzy: wszechświat ma wobec Was własny plan. Musicie tylko nauczyć się słuchać, co ma Wam do powiedzenia, a w końcu traficie tam, gdzie powinniście być.

Wstęp Do tych wszystkich, którzy mnie nie znają – pomyślałam, że chcielibyście wiedzieć, co, skąd i jak się wzięło. Kiedyś wydawało mi się, że trafiłam tam, gdzie powinnam być. Sądziłam, że robię to, co należy, i dlatego będę żyła „długo i szczęśliwie”. Nic bardziej mylnego. Okazało się, że los napisał dla mnie zupełnie inny scenariusz. Nie dane mi było doświadczyć romantycznej miłości ani małżeństwa, a zamiast tego zostałam pchnięta na nową ścieżkę kariery – wprost w ramiona przygody, o jakiej mogłam tylko marzyć, gdy byłam młodsza. Serio, wydawało mi się, że to, co jest mi pisane, to niezmienna, dobrze znana codzienność, rutyna, w którą popadłam, bo nie znałam nic innego, a także dlatego, że bałam się wytknąć nos poza to, co było bezpieczne i otaczało mnie od tak dawna. Ach, chrzanić to! Okazało się, że to, co jest mi przeznaczone, jest znacznie lepsze – ciekawsze, cudowniejsze i bardziej zabawne niż wszystko inne! Budzę się każdego dnia i dziękuję za to, że moje życie tak bardzo się zmieniło. Jasne – nie zawsze było różowo. Upadłam nisko, jednak wyszłam z tego wszystkiego silniejsza, bardziej niezależna i twórcza niż kiedykolwiek wcześniej. I teraz mogę tylko podziękować wszechświatowi za to, że tak bardzo pomieszał mi szyki. Nie ma nic złego w baniu się, w lęku przed nieznanym – wręcz przeciwnie! Jestem zdania, że właśnie tak powinniśmy reagować. Pamiętajcie, że nic się nie stanie, jeżeli nie odnajdziecie zbyt szybko ścieżki, którą powinniście kroczyć. Czasem bywa ona mroczna i zawiła. Bądźcie otwarci na zmiany, szukajcie swoich pasji, starajcie się dowiedzieć, co sprawia wam prawdziwą radość, i dążcie do tego niezmordowanie. Żyjcie życiem, jakim chcielibyście żyć. Wiem, że nic nie sprawi wam większej radości niż cieszenie się każdą chwilą własnego życia. Otwórzcie się tylko na świat, a wszystko będzie dobrze. Właśnie o to w tym wszystkim chodzi!

Prolog. Salem: Nie mam zbyt wielu fajnych wspomnień z dzieciństwa. Musiałam przestrzegać zbyt wielu zasad. Zbyt wielu przepisów. Za dużo musiałam znosić karcących spojrzeń ojca i zbyt rzadko wspierała mnie w tym wszystkim moja matka. Mieszkaliśmy w mieścinie zwanej Loveless, na zadupiu, gdzie psy szczekały ogonami. Byłam córką pastora, a gdyby to nie było już dość straszną karą, mój ojciec, gość, którego parafianie uwielbiali pasjami i darzyli ogromnym szacunkiem, w domu był tyranem jakich mało. Miałam być przykładną, grzeczną córeczką, sęk w tym, że ani w ząb nie pasowałam do tej szufladki. Gdy skończyłam dziewięć lat, uprosiłam mamę, żeby pozwoliła mi chodzić na ekskluzywne lekcje tańca. Tęskniłam za czymś innym, odmiennym, czymś, co uczyni moją codzienną, męczącą rutynę nieco lżejszą. Byłam z siebie taka dumna, taka podekscytowana do czasu, kiedy ojciec poinformował mnie, że nie mogę tańczyć, bo jego córka nie powinna robić z siebie… widowiska! Nie mógł tego znieść. Tak właśnie było przez całe moje życie, a moja matka nie była w stanie mu się sprzeciwić, nawet jeśli oznaczało to zabronienie własnej córce czegoś, co było jej marzeniem i dawało jej radość. Wszystko, co było wbrew woli mojego ojca albo wydawało mu się nieodpowiednie czy „bezwstydne”, odpadało, więdło wraz z moim poczuciem wyjątkowości i radością życia. Moi rodzice chcieli za wszelką cenę mnie zaszufladkować, nieważne, ile kosztowałoby to mnie czy ich. Nie było szans, żebym sprostała ich wymaganiom. Wszystko pogarszał jeszcze fakt, że moja młodsza siostra była ich oczkiem w głowie i chodzącym ideałem. Ja też uwielbiałam Poppy, i to jak. Była miła i łagodna, ale i potulna, i uległa, gotowa spełnić każdą głupią zachciankę mojego ojca. Mnie było do niej daleko: nie było szans, żebym stała się tak grzeczna jak ona. Zupełnie nie miałam ochoty skończyć jako przykładna żona i matka, wzorem mojej rodzicielki. A już na pewno nie zamierzałam dać się wcisnąć w nudne ramki tradycyjnej meksykańskiej pani domu, czego tak bardzo oczekiwał ode mnie ojciec. I tak, w wieku dziewięciu lat postanowiłam, że pójdę przez życie własną drogą. Widziałam na końcu tego mrocznego tunelu światełko. Musiałam po prostu być cierpliwa. Kiedy nadeszła odpowiednia pora, wyrwałam się z klatki i opuściłam rodzinne strony w towarzystwie faceta z rodzaju tych, których mój ojciec szczerze nienawidził. Nie miałam nawet osiemnastu lat! Nie byłam dorosła, ale musiałam to zrobić. Musiałam uciec… nie widziałam dla siebie innej szansy na przetrwanie. Dałam z Loveless nogę. Obiecałam sobie, że już nigdy tam nie wrócę, i nie oglądałam się za siebie. Ani razu. Nie żałuję zbytnio wyborów, których wówczas dokonałam. Do dziś jestem kobietą, która ponosi konsekwencje własnych czynów – tych dobrych i tych złych. Jestem niezależna i mam silną wolę. Żyję na własnych zasadach i jak dotąd udaje mi się to znakomicie. Fakt, nie zawsze było różowo. Bywały dni, gdy leżałam sama w ciemności i miałam ochotę tylko płakać – bez końca. Były ciche dni, kiedy docierało do mnie, że moi rodzice nie są jedynymi ludźmi, od których uciekłam z tej małej teksaskiej mieściny. Tak czy inaczej, cały czas próbowałam jednak pogodzić się z myślą, że tylko ja jestem odpowiedzialna za własne szczęście i dobrobyt i że tak właśnie powinno być aż po kres moich dni. Nadal utrzymywałam kontakt ze swoją siostrą, Poppy. Byłyśmy sobie bliskie, nawet mimo że kilka lat temu wyszła za mąż za człowieka, za którym niezbyt przepadałam. Wciąż mieszkała w Loveless. Moja nienawiść do tego miejsca i wspomnień z nim związanych były tak silne, że nie mogłam się przemóc, żeby pojechać na ślub Poppy, który oczywiście odbył się pod czujnym okiem mojego ojca w jego kościele. Lubiłam się przeprowadzać, więc Poppy mogła

mnie odwiedzać i czuć atmosferę wielkiego miasta – za każdym razem innego – w zależności od tego, które z nich stawało się akurat na chwilę moim domem. W ciągu ostatnich lat odwiedzała mnie jednak coraz rzadziej i od jakiegoś czasu nasz kontakt sprowadzał się tylko do szybkich rozmów przez telefon. Moja cygańska dola rzuciła mnie najpierw do Phoenix, a potem Reno, zanim wreszcie upomniało się o mnie Los Angeles, po którym szybko trafiłam do Nowego Jorku. Na kilka lat zaczepiłam się w Nowym Orleanie, a potem w Austin. Ostatnio wylądowałam w Vegas, i coś w tych wszystkich jego światłach, hałasie, tym nieprzerwanym strumieniu ludzi i poczuciu, że to miasto na pięć minut, gdzie wszyscy są tylko przelotem, poruszyło mnie do głębi. Przemówiło do mnie. I tak zostałam w tej neonowej dżungli dłużej niż w którymkolwiek z innych miejsc na liście mojego tymczasowego pobytu i zrobiłam tu całkiem niezłą karierę, opierając się na tych samych decyzjach, które zdaniem moich rodziców miały w przyszłości doprowadzić mnie go zguby. Miałam świetną pracę, wspaniałe mieszkanie i nawet spotykałam się z facetem, z którym zaczynało mnie łączyć coś więcej niż zazwyczaj sobie na to pozwalałam, kiedy nagle, ni stąd, ni zowąd, zadzwonił do mnie syn Phila Donovana. Phil Donovan był w moim środowisku chodzącą legendą – prawdziwym bogiem tatuażu. Każdy z tatuażystów, których znałam, marzył, żeby być taki jak on. Był artystą, którego pracami wszyscy chcieli się chwalić. Był niesamowity. Był sławny. Lista ludzi, którzy chcieli, żeby ich szkolił, ciągnęła się na setki kilometrów. Phil był niesamowicie utalentowanym gościem. Z tego, co mówił jego syn, Nash, wynikało, że ciężko choruje, a szanse, że się z tego wygrzebie równały się niemal zeru. Nash odziedziczył po ojcu salon tatuażu w samym sercu Denver i miał za zadanie otworzyć nową filię w modniejszej części miasta zwanej LoDo – Lower Downtown. Phil podał mu mój telefon i kazał mu zadzwonić do mnie w sprawie pracy na stanowisku menedżera nowego salonu. Starszego Donovana miałam okazję spotkać tylko raz – podczas jednego z konwentów w Las Vegas. Chciałam po prostu poznać tego legendarnego przystojnego artystę, a Phil okazał się zabójczym przykładem wspaniale starzejącego się rockandrollowca. Był również czarujący, uprzejmy i coś w jego zachowaniu dziwnie mnie do niego ciągnęło. Skończyło się na tym, że przegadaliśmy ładnych parę godzin. Zaproponował, że mi coś wytatuuje, i nie było mowy, żebym odmówiła. Następny dzień spędziłam u niego na fotelu i w efekcie opowiedziałam mu historię swojego życia pod czujnym spojrzeniem tych jego fioletowych oczu. To było tak, jakbym uzyskała rozgrzeszenie z każdego grzechu, jaki kiedykolwiek popełniłam, od wydziaranego od stóp do głów i odlotowego papieża. Kiedy zapytał, skąd jestem, a ja odpowiedziałam „z nikąd”, roześmiał się tylko. A gdy wspomniałam, że dorastałam w bardzo konserwatywnym miasteczku w Teksasie, zwanym Loveless, poczułam, że coś w jego zachowaniu się zmieniło. Spoważniał, zaczął zadawać mnóstwo pytań, a gdy już skończył mi robić na łydce piękny, misterny i bardzo tradycyjny tatuaż Matki Bożej z Guadalupe, czułam się, jakby Phil znał mnie lepiej niż ja sama siebie. Pożegnaliśmy się i nigdy więcej nie wracałam do tamtego spotkania myślami; jedynym, co mi o nim przypominało, był tatuaż wykonany przez samego Phila Donovana, „tego” Phila, dający mi powód do niesamowitej dumy i którego wszyscy mi zazdrościli. Zupełnie nie spodziewałam się telefonu od Nasha, więc odruchowo chciałam go spławić. Przykro mi było słyszeć, że z jego ojcem jest kiepsko, a poza tym naprawdę nie miałam ochoty wyjeżdżać z Vegas. W Kolorado były góry i było tam zimno, a ja nie darzyłam specjalnym uczuciem ani jednego, ani drugiego. Miałam się już rozłączyć, kiedy Nash poprosił mnie, żebym zerknęła na stronę internetową salonu i przejrzała portfolia artystów. Powiedział mi, że Phil był

stuprocentowo pewny, iż będę zainteresowana propozycją i przeprowadzką, gdy już to zrobię. Wzruszyłam ramionami i rozłączyłam się, musiałam jednak przyznać, że podsycił moją ciekawość, więc wyszukałam w telefonie ich stronę. Salo...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.