5.Jeden falszywy ruch

HARLAN COBEN JEDEN FAŁSZYWY RUCH One False Move Z angielskiego przełożył: Andrzej Grabowski Wydanie ory - pdf za darmo

7 downloads 11491 Views 1MB Size

Recommend Stories


Ruch Oporu T 01
Ruch Oporu T 01 - pdf za darmo

Ruch+jednostajnie+przyspieszony+prostoliniowy (2)
KINEMATYKA Ruch jednostajnie przyspieszony prostoliniowy. 1. W ruchu jednostajnie przyspieszonym prostoliniowym - doc za darmo

26 RUCH OPORU NA BALKANACH
26 RUCH OPORU NA BALKANACH - pdf za darmo

18 RUCH OPORU W POLSCE 1939 1943
18 RUCH OPORU W POLSCE 1939 1943 - pdf za darmo

Story Transcript


HARLAN COBEN

JEDEN FAŁSZYWY RUCH One False Move Z angielskiego przełożył: Andrzej Grabowski Wydanie oryginalne: 1998 Wydanie polskie: 2004

Pamięci moich Rodziców, Corky i Carla Cobenów, oraz na cześć ich wnuków, Charlotte, Aleksandra, Benjamina i Gabrielle

PODZIĘKOWANIA Tą książkę napisałem samodzielnie. Nikt mi w tym nie pomógł. Jeśli jednak znalazły się w niej jakieś błędy, to - nawiązując do głęboko zakorzenionej amerykańskiej tradycji zrzucania winy na innych - podziękowania za nie zechcą przyjąć następujący cudowni ludzie: Aaron Priest, Lisa Erbach Vance i wszyscy z Agencji Literackiej Aarona Priesta; Carole Baron, Leslie Schnur, Jacob Hoye, Heather Mongelli i wszyscy z Wydawnictwa Dell; Maureen Coyle z drużyny New York Liberty; Karen Ross, patolog z Instytutu Medycyny Sądowej w Dallas; Peter Roisman z Advantage International; sierżant Jay Vanderbeck z policji w LMngston; detektyw porucznik Keith Killion z policji w Ridgewood; Maggie Griffin, James Bradbeer, Chip Hinshaw i oczywiście Dave Bolt. Powtórzę: wszelkie błędy rzeczowe i inne - to całkowita zasługa wyżej wymienionych. Autor jest bez winy.

PROLOG 15 września Cmentarz sąsiadował z podwórzem szkoły. Myron trącił czubkiem rockporta piach. Płyty jeszcze nie było, tylko metalowy pręt i przywiązana do niego zwykła kartotekowa karta z imieniem i nazwiskiem. Pokręcił głową. Stał tu niczym sztampowa postać z kiepskiego serialu telewizyjnego. Scena ta powinna wyglądać inaczej: zatopiony w smutku, stałby ze zwieszoną głową, nie zwracając uwagi na ulewę siekącą go w plecy, a jedna z błyszczących mu w oczach łez ściekałaby po policzku, mieszając się z deszczem. W tym momencie włączyłaby się nastrojowa muzyka, kamera odsunęła od jego twarzy i wolno, bardzo wolno się cofając, ukazałaby jego zgarbione ramiona, strugi wody, inne groby i nikogo w polu widzenia. Potem zaś, wciąż się cofając, wyłowiłaby jego wiernego druha, Wina, który z szacunku dla bólu przyjaciela trzymałby się dyskretnie z boku. W tym miejscu obraz zastygłby, na ekranie rozbłysło duże żółte nazwisko producenta i po małej zwłoce, tuż przed reklamami, zachęcono by widzów do obejrzenia migawek z przyszłotygodniowego odcinka. Na taką scenę nie było jednak szans. Słońce świeciło jak w dniu stworzenia, niebo lśniło, jakby świeżo wyszło spod pędzla malarza, Win siedział w swoim biurze, a on sam nie płakał. Co więc tutaj robił? Czekał na mordercę. Był pewien, że wkrótce się zjawi. Szukając sensu w cmentarnym krajobrazie, dostrzegał w nim samą sztampę. Od pogrzebu minęły dwa tygodnie. Spod ziemi zdążyły już wystrzelić pędy chwastów i mleczy. Czekał, aż wewnętrzny głos palnie wyświechtaną mówkę, że chwasty i mlecze są oznaką wiecznie odradzającego się życia, ale tym razem ów głos litościwie milczał. Myron z chęcią dopatrzyłby się ironii w tym, że na tchnące niewinnością szkolne podwórze - z wyblakłymi śladami kredy na czarnym asfalcie, trójkołowymi kolorowymi rowerkami, lekko zardzewiałymi łańcuchami huśtawek - pada cień grobów, niemych strażników, którzy zdają się obserwować dzieci i przyzywać je do siebie. Lecz o ironii nie mogło być mowy. Na szkolnych podwórzach nie kwitła niewinność. Panoszyli się za to brutale, pączkujące psychozy, czyhający na okazję socjopaci i dzieciaki przepojone nienawiścią już w łonach matek. „Wystarczy tego abstrakcyjnego młócenia słomy” - pomyślał.

Poniekąd zdawał sobie sprawę, że ów wewnętrzny dialog służy odwróceniu uwagi, że jest filozoficznym wybiegiem, chroniącym jego kruchy, napięty umysł przed trzaśnięciem jak sucha gałązka. Jakże pragnął się poddać, ugiąć, paść na ziemię, drzeć ją gołymi rękami, prosić o przebaczenie i błagać najwyższą moc, żeby dała mu jeszcze jedną szansę! Ale o tym również nie mogło być mowy. Za plecami usłyszał kroki. Zamknął oczy. Tak jak oczekiwał, kroki się zbliżyły. Nie odwrócił się, gdy ucichły. - Zabiłeś ją - powiedział. - Tak. W brzuchu stajała mu bryła lodu. - Ulżyło ci? - spytał. - Rzecz w tym, Myron, czy ulżyło tobie - odparł zabójca, pieszcząc jego kark głosem jak zimna, bezkrwista ręka.

1 30 sierpnia - Nie jestem niańką. Jestem menedżerem - wybąkał Myron, garbiąc się w ramionach. - Naśladujesz Belę Lugosiego? - spytał z bolesnym grymasem Norm Zuckerman. Człowieka słonia. - Aj, nieładnie. Kto mówi o niańczeniu? Czy ja powiedziałem „niańka”, czy ja powiedziałem „niańczenie”? Czy ja powiedziałem „mamka”, „piastunka”, „opiekunka do dziecka” albo choćby, na ten przykład, „dziecko”... Myron podniósł rękę. - Zrozumiałem, Norm. Siedzieli pod koszem w Madison Square Garden na drewnianych krzesłach o płóciennych oparciach, na których widnieją nazwiska gwiazd filmowych. Krzesła ustawiono tak wysoko, że siatka kosza niemal muskała Myronowi włosy. Na boisku trwały zdjęcia. Pełno było reflektorów z blendami, wysokich, chudych kobiet-dzieci, trójnogów i zaganianych, krzątających się osób. Myron czekał, aż ktoś weźmie go omyłkowo za modela. Nadaremnie. - Musisz mi pomóc. Tej młodej kobiecie może coś grozić - rzekł Norm. Dobijający siedemdziesiątki Zuckerman, dyrektor naczelny Zoomu, wielkiego koncernu odzieży sportowej, miał więcej pieniędzy niż Donald Trump, ale wyglądał jak bitnik, któremu odbiło na haju. Fala retro wzbiera, wyjaśnił wcześniej. Zabrał się z nią, odziewając się w psychodeliczne poncho, wojskowe spodnie polowe, paciorki i kolczyki z pacyfami. Obłęd, bracie! W jego szpakowatej zmierzwionej brodzie mogłyby się zalęgnąć larwy, a na głowie miał świeży ondul jak statysta z filmowego obciachu Godspell. - Che Guevara żyje i nosi trwałą! - Ty nie mnie potrzebujesz. Ty potrzebujesz ochroniarza - odparł Myron. Norm zbył to machnięciem ręki. - Odpada. - Dlaczego? - Ona na to nie pójdzie, Myron. Co wiesz o Brendzie Slaughter? - Nie za dużo. - Co znaczy, nie za dużo? - zdziwił się Norm. - Którego z tych słów nie rozumiesz?

- Daj spokój, Myron, byłeś koszykarzem. - I co? - To, że Brenda Slaughter jest zapewne najlepszą koszykarką wszech czasów. Pionierką w swojej dyscyplinie, a do tego, co się będę szczypał, wabikiem mojej nowej ligi. - To wiem. - No, to wiedz również, że się o nią martwię. Gdyby coś jej się stało, całą ligę ZKZ, Związku Koszykarek Zawodowych, w którą sporo włożyłem, przyjdzie spuścić z wodą. - Jeśli ze względów humanitarnych, to proszę bardzo. - Owszem, jestem chciwą świnią kapitalistyczną. Ale ty, przyjacielu, jesteś menedżerem sportowym. Należysz do gatunku najbardziej pazernych, podłych, odrażających kreatur kapitalistycznych, jakie nosi ziemia. Myron skrzywił się. - Podlizuj mi się dalej - wtrącił. - Poskutkuje. - Daj dokończyć. Owszem, jesteś menedżerem. Ale świetnym. Właściwie najlepszym. Ty i ta hiszpańska siksa dbacie o swoich klientów, że lepiej nie można. Bardziej, niż na to zasługują. Każda pertraktacja z tobą to istny gwałt. Bóg świadkiem, jesteś nie do pobicia. Wpadasz do mojego biura, zdzierasz ze mnie ubranie i wyprawiasz ze mną, co chcesz. - Litości! Myron zrobił minę. - A poza tym znam twoją tajemnicę. Wiem, że pracowałeś dla FBI. - Też mi tajemnica. Myron wciąż się łudził, że wreszcie uda mu się spotkać powyżej równika kogoś, kto o tym nie słyszał. - Skup się na sekundę. Wysłuchaj mnie. Brenda to ładna dziewczyna, świetna koszykarka... i wrzód na moim lewym półdupku. Nie winie jej za to. Gdybym miał takiego ojca, też bym był taki. - Więc to jej ojciec sprawia kłopoty? Norm zrobił gest „na dwoje babka wróżyła”. - Prawdopodobnie. - To postaraj się o nakaz ograniczający mu kontakty z córką. - Już się postarałem. - Więc w czym problem? Wynajmij detektywa. Jeżeli stary Brendy zbliży się do niej na sto kroków, wezwijcie policję. - To nie takie proste.

Norm spojrzał na boisko. Członkowie ekipy zdjęciowej uwijali się jak cząsteczki wody w ukropie. Myron łyknął kawy. Kawy dla smakoszy. Jeszcze przed rokiem nie brał jej do ust. A potem zaczął wpadać do jednej z nowych kawiarni, mnożących się jak kiepskie filmy w kablówce, i w tej chwili nie mógł przeżyć ranka bez wypicia małej czarnej. Trudno powiedzieć, czy była to jeszcze niewinna przerwa na kawę, czy już tkwił w szponach nałogu. - Nie wiemy, gdzie jest - dodał Norm. - Słucham? - Jej ojciec. Zniknął. Brenda cały czas ogląda się za siebie. Jest wystraszona. - Myślisz, że on jej zagraża? - Ten gość to domowy tyran na sterydach. Kiedyś sam grał w kosza. W lidze Pacific Ten. Nazywa się... - Horace Slaughter. - Znasz go? Myron bardzo wolno skinął głową. - Tak, znam - odparł. Norm bacznie mu się przyjrzał. - Nie grałeś z nim. Jesteś za młody. Myron nie odpowiedział. Norm jak zwykle słabo jarzył. - Skąd znasz Horace’a Slaughtera? - spytał Zuckerman. - To nie ma nic do rzeczy. Dlaczego myślisz, że Brenda Slaughter jest w niebezpieczeństwie? - Dostała pogróżki. - Jakie? - Grożono jej śmiercią. - Możesz to uściślić? Wir sesji zdjęciowej trwał w najlepsze. Modelki i modele prezentowali najnowsze wyroby firmy Zoom, przybierając coraz to inne pozy, wyrazy twarzy, postawy i miny. Ktoś wzywał Teda. Gdzie, do jasnej cholery, jest Ted, przeklęta primadonna! Dlaczego jeszcze się nie przebrał?! Jak Boga kocham, szlag mnie przez niego trafi! - Dostaje telefony. Jeździ za nią samochód. Te rzeczy. - Czego oczekujesz ode mnie? - Żebyś jej pilnował. Myron pokręcił głową.

- Nawet gdybym się zgodził, a nie zgadzam się, to sam powiedziałeś, że ona nie zaakceptuje ochroniarza. Norm uśmiechnął się i poklepał Myrona po kolanie. - Mam dla ciebie przynętę. Rybkę na haczyku. - Oryginalna analogia. - Brenda Slaughter nie ma w tej chwili menedżera. Myron nic nie powiedział. - Zapomniałeś języka w gębie, przystojniaku? - Myślałem, że podpisała duży kontrakt reklamowy z Zoomem. - Akurat gdy miała go podpisać, zniknął jej stary. Był jej menedżerem. Ale się go pozbyła. Teraz nie ma nikogo. W jakiejś mierze polega na mojej opinii. Ta dziewczyna nie jest w ciemię bita, Myron. Oto mój plan. Brenda wkrótce się tu zjawi. Polecę jej ciebie. Ona powie cześć. Ty powiesz cześć. A potem podbijesz ją swoim słynnym czarem. Myron uniósł brew. - Podkręconym na maksa? - No, co ty?! Nie chcę, żeby biedaczka wyskoczył...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.