Aleksander Zoricz Jutro wojna 1 Jutro wojna

JUTRO WO J NA (Zawtra wojna) ALEKSANDER ZORICZ ROZDZIAŁ l TRZY KROKI NAPRZÓD Maj 2621 r. Północna Aka - pdf za darmo

7 downloads 56285 Views 2MB Size

Story Transcript


JUTRO WO J NA (Zawtra wojna)

ALEKSANDER ZORICZ ROZDZIAŁ l TRZY KROKI NAPRZÓD Maj 2621 r. Północna Akademia Wojskowo-Kosmiczna Noira Ziemia Dyrektoria Rosyjska - Akademiaaaa... Róóównaj! Tysiąc trzystu kadetów ustawionych według wydziałów i roczników szarpnęło głowami w prawo. - Baaa-cznoość! Głowy odwróciły się o pięćdziesiąt stopni w lewo. -Wciągnąć flagi! Z głośników popłynęła płynna miedź sekcji dętej Wielkiej Orkiestry Narodowej, polała się grzmiąca rtęć Połączonego Chóru Armii i Marynarki. Hymn był jeden, flagi trzy. Po środkowym maszcie wspinała się flaga Rosji. Po prawej i lewej stronie w niewielkim odstępie wciągano flagi Sił Wojskowo-Kosmicznych oraz Narodów Zjednoczonych. - Ku gwiazdom przyszłości nas zaprowadzi!" - obiecywał Chór. Muzyka umilkła. - Opiekunowie grup przygotują się do przyjęcia raportów! Starsi grup zameldowali o liczbie chorych, przebywających w podróży służbowej oraz tych, którzy oddalili się samowolnie. W ostatniej kategorii było tradycyjne zero. „Samowolka" była poważnym wykroczeniem. O ile pamiętam - a jestem w Akademii trzy lata - coś takiego zdarzyło się raz. Po krótkim śledztwie przestępca został wykluczony z Akademii. Żeby ao wyrzucić, na Nową Ziemię przybyło dwustu kadetów z ostatniego roku Kijowskiej Akademii Muzyczno-Wojskowej. Biedaka z węzełkiem rzeczy, w mundurze z oderwanymi kadeckimi „orzeł-karr.i" przegonili „przez kije", załadowali na helikopter i wyrzucili w Murmańsku. Idź sobie, gdzie chcesz - ale do wojska masz drogę zamkniętą aż do śmierci. Zastanówcie się dobrze, towarzysze kadeci! Aż. Do. Śmierci. - Starsi opiekunowie przygotować się do przyjęcia raportów! Cała ta upierdliwa procedura trwa zwykle kwadrans. Niby niedługo, ale nie poruszyć się przez cały ten czas. nie wydać ani jednego dźwięku mogą chyba tylko gwardziści Czorugów i posągi w Alei Bohaterów. Kadeci ukradkiem przestępowali z nogi na nogę. W tylnych szeregach nawet pozwalano sobie na rozmowy. - I co. obejrzałeś wczoraj do końca „Fregatę Merkuriusz"? - spytałem sąsiada po lewej stronie, Wolodię Pieriewierziewa, niemal nie poruszając przy tym wargami. - Tak. - I jak się skończyło? - Wyrzucili ze statku generator osłony i wystartowali. Potem rozgonili całą eskadrę „gończych" i uciekli. - Uciekli przed myśliwcami fregatą bez osłony? - Właśnie. - Scenarzystę należałoby powiesić na suchej gałęzi. - Dokładnie. Czyli nie musiałem żałować, że nie obejrzałem tych bredni do końca. ...Wczoraj wieczorem z sali kinowej wyciągnął mnie goniec i zawlókł do dowódcy naszego wydziału myśliwców, komandora Fedunina. W gabinecie Fedunina prócz jego samego siedziało dwóch nieznanych mi oficerów marynarki. Jeden miał stopień komandora, a drugi kapitana eskadry. Odznaka dwudziestu bojowych lotów na piersi pierwszego oficera wrzeszczała na całego gardło: „Masz przed sobą starego wyjadacza lotnictwa, kocie!". Kapitan eskadry nie miał znaczka z „ogniową dwudziestką", za to na furażerce, którą trzymał na kolanach, pysznił się ster ze

skrzydełkami. Oznaczało to, że kapitan należy do sił powietrznych marynarki i do składu dowódczego lotniskowca. Zastanawiałem się przez chwilę, czy to lotniskowiec szturmowy, czy eskortowy, i wywnioskowałem, że ten pierwszy. Założyłem, że obaj służą na jednym lotniskowcu. Kapitan eskadry to pewnie zastępca dowódcy statku, może nawet sam dowódca. A pilot w stopniu komandora należy do składu dowódczego oddzielnego skrzydła, bazującego na pokładzie. Kapitan eskadry miał chyba pięćdziesiątkę i zgodnie z tradycją floty szturmowej nosił bokobrody i długie włosy. Przez pierś ciągnął się pas (prawdziwa skóra!t miecza galowego. Komandor wyglądał znacznie młodziej. W odróżnieniu od kapitana eskadry był ogolony i ostrzyżony na jeża. I też miał galowy miecz, identyczny. Dowódca wydziału zadał mi trzy pytania: Jak nastrój ? Jak samopoczucie? Co sądzicie o małych celach, zachowujących manewrowość przy prędkościach 100-115 M? Moje odpowiedzi tchnęły optymizmem. Nastrój - bojowy. (W rzeczywistości kiepski - nie nauczyłem się rozdziału ze „statutów odznaczeń". A tak mi się chciało spać. że nie miałem szans na wkucie pierwotnego statutu Orderu Zwycięstwa sprzed siedmiu wieków i wszystkich jego następnych redakcji do najnowszej, zeszłorocznej.) Samopoczucie - znakomite. (Spać!!!) A co się tyczy celów o takich paradygmatach... Cele... Myślę... (Nic mi nie przychodzi do głowy! Czy takie cele w ogóle są możliwe?!) Wziąłem się w garść i postanowiłem strugać wariata: - Towarzyszu komandorze, gotów jestem wykonać każde zadanie, zarówno ćwiczebne, jak i bojowe. Jeśli padnie rozkaz: pracować z takimi celami, znaczy, że trzeba pracować! - A jeśli powiem, że cel może zmienić wektor ruchu na przeciwny w ciągu ośmiu sekund, nie tracąc prędkości? - Towarzyszu komandorze! Jeśli sprawdza pan moje wiadomości, odpowiadam: nauka wojskowa nie zna takich celów. Nasze floggery nie mają takich danych. Konkordia również nie dysponuje takimi maszynami, Czorugowie tym bardziej. Ale jeśli sprawdza pan mojego ducha bojowego... - Dajcie spokój. Bojowe aparaty latające o takich parametrach istnieją. Co wy na to? - Zostały stworzone przez Narody Zjednoczone? - Nie. - To niedobrze. - Zgadzam się. Oto pełne dane. Proszę się zapoznać. Fedunin podał mi planszetę. Szybko przebiegłem wzrokiem zawartość pierwszego scrolla. Taak... - Idź do sąsiedniego pokoju i zastanów się. Za kwadrans przedstawisz nam swoje propozycje taktyczne. Jak można zniszczyć osłonę z takich obiektów i wyprowadzić na cel grupy szturmowe? Po niecałym kwadransie wróciłem do gabinetu i oddałem dowódcy wydziału zapełnioną planszetę. Pewnie z punktu widzenia specjalistów zrobiłem masę strasznych błędów. Fedunin przebiegł oczami pierwsze linijki i uśmiechnął się. - Możesz odejść. Na końcówkę „Fregaty Merkuriusza" już nie zdążyłem, co ostatecznie zepsuło mi humor... Wreszcie raporty zostały wygłoszone, kadeci wyprostowali się w oczekiwaniu na tradycyjne: ,,Spocznij! Rozejść się do audytoriów!". Ale zamiast tego... - Spocznij! Pierwszy i drugi rok do audytoriów - biegiem marsz! Wydziały zwiadowczy, szturmowy i techniczny trzeciego i czwartego roku - biegiem do audytoriów! Czemu biegiem?... - Pozostali - baczność! Pozostali - czyli myśliwce dwóch najstarszych roczników. Plac apelowy szybko pustoszał. - Równać do naczelnika Akademii! Z drzwi w prawym skrzydle wyłonił się rzadki gość porannych apeli, naczelnik Akademii, kontradmirał Turowski. I to nie sam, lecz w towarzystwie Fedunina i dwóch moich wczorajszych „znajomych". Oczy kontradmirała płonęły. Komandorzy mieli nieświeży wygląd i kwaśne miny. Z niewyspania? A może z przepicia? I tylko twarz Fedunina jak zwykle nie wyrażała absolutnie nic. Skoro na placu pojawił się kontradmirał, to znaczy, że on będzie przemawiał pierwszy. - Czołem, towarzysze kadeci! - Czołem, towarzyszu kontradmirale! - Dowództwo sił wojskowo-kosmicznych daje wam rzadką możliwość wyróżnienia się. Potrzebni są ochotnicy do udziału w działaniach wojennych. Zadanie jest niebezpieczne i odpowiedzialne. Konflikt jest utajniony, informacje nie pojawiają się w otwartych kanałach. Tym niemniej loty, przeprowadzone w strefie konfliktu, zostaną potraktowane jako bojowe, odnotowane w waszych dokumentach i umieszczone w przebiegu służby oficerskiej. Trzy loty w strefie konfliktu dla trzeciego roku oznaczają zdanie egzaminu z przygotowania lotniczego, dwa starcia z przeciwnikiem będą równoznaczne z zaliczeniem egzaminu z przygotowania bojowego. Dla czwartego roku zaliczenie egzaminu z przygotowania lotniczego to cztery loty, z przygotowania bojowego - trzy starcia. Ochotnicy - trzy kroki naprzód! Oba nasze roczniki w pełnym składzie zbliżyły się do kontradmirała o trzy kroki. - Uprzedzałem pana, Władysławie Arkadjewiczu - zwrócił się Turowski do kapitana eskadry. - Do naszej Akademii nikogo nie ciągnie się na siłę. Każdy, kto zdał egzaminy i włożył mundur kadeta, gotów jest pójść w ogień i wodę. W plazmę i wrzącą stal! Moje orły są do pańskiej dyspozycji. Proszę wybierać. Kontradmirał zasalutował i oddalił się. Kapitan eskadry i Fedunin zaczęli o czymś szeptać. Gdy oni się naradzali, pilot z bojową dwudziestką na piersi podszedł do nas i przeszedł się tam i z powrotem wzdłuż szeregu, wpatrując się w nasze twarze. - Towarzyszu komandorze, proszę o pozwolenie zadania pytania! - O dziwo, byłem jedynym, któremu starczyło bezczelności na rozpoczęcie rozmowy.

- Zezwalam. - Z kim walczymy? - O tym dowiedzą się tylko ci, którzy zostaną wybrani do tej operacji. - Pozwoli pan na jeszcze jedno pytanie? - Słucham. - Czy spodziewane są... duże straty? Nie chciałem, naprawdę nie chciałem zaczerwienić się w tej chwili - ale nie udało mi się. Pytanie zabrzmiało jakoś tak... niesłusznie. - Wojna to nie przechadzka - odpowiedział pilot po chwili milczenia.-Drodzy kadeci, możecie to sobie tłumaczyć, jak wam się żywnie podoba. Albo czeka nas lekkie zwycięstwo, albo przeciwnie. Tymczasem Fedunin i kapitan eskadry już coś uzgodnili. Nasz dowódca odczytał jedenaście nazwisk. - Pozostali rozejść się do audytoriów! Widząc, że ci, których nazwiska nie zostały odczytane, wahają się i nawet próbują uśmiechać, Fedunin warknął ze złością: - Do audytoriów! Biegiem! Nie ruszyłem się. Jako jedenaste padło nazwisko Puszkin. Moje nazwisko. Kapitan eskadry przedstawił się jako Tocki, kierownik lotów lotniskowca uderzeniowego Trzech Świętych. Komandor z bojową dwudziestką nazywał się Szubin i był dowódcą 19. samodzielnego skrzydła bazującego na Trzech Świętych. Więc jednak zgadłem! Byli kolegami i zajmowali te stanowiska, o które ich podejrzewałem. Dostaliśmy siedem minut na spakowanie rzeczy. Surowo wzbroniono nam brać jedzenie i alkohol, wagę rzeczy osobistych ograniczono do trzech kilogramów. Nakarmić nas i wyposażyć w niezbędne rzeczy mieli na pokładzie lotniskowca. Polecieliśmy do swoich pokoi na złamanie karku. Co zabrać? I czy w ogóle coś brać? Nie zdążyliśmy odsapnąć po pakowaniu i bieganinie, kiedy służbowa kolej jednoszynowa już wiozła nas na kosmodrom Koiczak. Tam nasz moduł pasażerski został wyrwany pr...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.