Anders Gigi - Moj maly drobiazg

Anders Gigi Mój mały drobiazg Mężczyźni przychodzą i odchodzą, ale ja wciąż mam mój mały, różowy płaszczyk. Ł - pdf za darmo

10 downloads 72585 Views 2MB Size

Story Transcript


Anders Gigi Mój mały drobiazg Mężczyźni przychodzą i odchodzą, ale ja wciąż mam mój mały, różowy płaszczyk. Łącząc w sobie szczyptę Coco Chanel, mnóstwo Carrie Bradshaw i delikatną domieszkę Maureen Dowd, ta szczera i zabawna relacja autorstwa Gigi Anders odkrywa jej obsesję na punkcie ubrań i mężczyzn. Od bajecznego i nieosiągalnego różowego płaszczyka (niezbędnego, aby uwieść zagorzałego związkofoba), do pary niezwykle przekonujących majteczek w kolorze brzoskwini (prezentu od czarującego doktora), Gigi Anders relacjonuje swą obsesję na punkcie ubrań i mężczyzn, poprzez serię doskonale namalowanych obrazów. Te zabawne i błyskotliwe historie stanowią swoistą kronikę dziesięciu klasycznych, wyjątkowych przedmiotów (począwszy od ubrań, a skończywszy na przyborach do makijażu) i związanych z nimi osobliwych, trudnych do usidlenia mężczyzn, oraz wysiłków by zdobyć zarówno jedno, jak i drugie.

Mężczyźni przychodzą i odchodzą, a ja wciąż mam mój mały, różowy płaszczyk. O życiu i miłości, czyli tajniki mojej garderoby. Gigi Anders

Nota od autora Uwielbiam dobrze się ubrać. Lubię idealnie skrojone kostiumy. Spodnium, garsonki i kostiumy kąpielowe. Pisząc tę książkę, nie chciałam jednak, aby ktokolwiek wytoczył mi proces o zniesławienie. Dlatego, choć jest to literatura faktu, znajdziecie w niej wyłącznie cztery prawdziwe, męskie imiona. Aby chronić prywatność innych ludzi, zmieniłam bądź też pominęłam pewne istotne fakty. G.A.

Dla Billy’ego. Za to, ze nigdy nie mówił mi, czego nie powinnam nakładać i z kim nie powinnam sypiać. Dziękuję Ci i kockam Cię.

Rozdział 1 Mały Różowy Płaszczyk Pojawił się nagle, w drugą niedzielę marca roku 2003. Uderzył mnie niczym coup defoudre, niczym francuska błyskawica. Tyle że ta pochodziła z Ameryki. Przeglądając dołączony do „New York Timesa" dodatek „Sunday Styles", jak porażona wpatrywałam się w fotografię modelki ubranej w krótki, różowy płaszczyk od GaPa. Nie jakiś tam krótki, różowy płaszczyk. Nie. To byłoby zbyt plebejskie. MÓJ krótki, różowy płaszczyk był najsłodszy, najbardziej perfekcyjny i należał do kategorii „muszę cię mieć w tej chwili. W przeciwnym razie umrę samotna i nieszczęśliwa". Właśnie tak. Taki był. I został mi przeznaczony w ten deszczowy dzień. Mężczyźni również mnie fascynują, ale nie tak jak ubrania czy dodatki. Choć może to wszystko jest ze sobą nierozerwalnie powiązane. Nawet powiedzenie „ubrania i dodatki", hmm... brzmi tak pospolicie i banalnie. Czy jakikolwiek pocałunek, kwiat czy nawet orgazm, choć w połowie może się równać z nagłą chęcią odnalezienia Idealnego, Różowego Płaszczyka? Mam na myśli najwspanialszy płaszczyk na świecie. Płaszczyk, który przykuwa spojrzenia i wzbudza w ludziach niepohamowane żądze.

Płaszczyk, który ochroni cię przed zimnem. Tak ulotny, że kiedy już go masz, jest ci nie tylko lepiej. Czujesz się spełniona, odmieniona, jak gdybyś w końcu dotarła do sedna swego najlepszego „ja". Wiecie, o czym ńjówię? Naturalnie, że wiecie. To coś, co napawa was strachem na samą myśl, że jeśli tego dnia „Times" w ogóle by się nie ukazał, przegapiłybyście to. Straciłybyście tę jedyną, niepowtarzalną okazję na krótki, różowy płaszczyk. (Zabawnie jest straszyć się takimi refleksyjnymi „a co jeśli". Oczywiście dopiero wówczas, gdy upolujecie już ową przeklętą rzecz i macie świadomość, że nikt nigdy wam jej nie odbierze). Oto więc był. Prosty. Skrojony na kształt litery A. Ukryte guziczki. Jaskrawy, choć niezbyt jaskraworóżowy. Stonowany, ale nie do tego stopnia, aby można było przejść obok niego obojętnie. Dziewczęcy róż. Róż w kolorze gumy Dubble Bubble. W stylu Daisy Buchanan. Niczym skłębione na tle wieczornego nieba chmury. Brunetka na zdjęciu nosiła pod płaszczykiem biały, męski, bawełniany podkoszulek z długim rękawem, zatknięty za znoszone, delikatnie spłowiałe, niebieskie dżinsy. W tym miejscu zdjęcie zostało ucięte, więc przez chwilę zastanawiałam się nad kwestią butów. Nie trwało to jednak długo. Musiałam zadzwonić i zamówić to cacko z dostawą do domu, abym dalej mogła żyć w swoim bezmiarze zauroczenia i fantazji. Był to kryjący się za impulsem podtekst; to, co od zawsze mieszka w jego pełnym nadziei i piękna bijącym sercu: Miłość. Kręgowiec, z którym łączyła mnie wówczas zwierzęca miłość, będzie musiał się ze mną ożenić, kiedy tylko zobaczy mnie w moim krótkim, różowym płaszczyku.

Będzie musiał. Nie będzie miał wyjścia. Płaszczyk był zbyt piękny i słodki. Prawie niewinny. Dziewczęcy, ale nie frywolny. Jednym słowem, naprawdę świetny. Zastanawiałam się, jak bardzo będę się wyróżniać w tłumie nudnych beży i kraciastych Burberrys; niczym samotny, różowy kwiat na pustyni. Obmyśliłam już moją idée fixe. Krótki podkoszulek z kimonowymi rękawkami, biały, obszyty koronką biustonosz (tak aby można go było zauważyć; oczywiście prawie przypadkowo), czarne, obcisłe bawełniane spodnie, czarne skórzane baletki z lakierowaną cholewką. Idealnie ogolone i opalone nogi. Dla pewności Chanel N°19 - w końcu była przecież prawie wiosna. Kąciki oczu podkreślone (na francuską modłę) czarnym ołówkiem i tony czarnego tuszu naniesionego z taką precyzją, że nie było mowy, aby się rozmazał czy pokruszył. Uwielbiam taki wygląd. Delikatna, różowa szminka i może odrobina różowego błyszczyku. Coś podobnego do „Orgasm" Narsa, ale bardziej różowego i treściwego. Do tego śnieżnobiałe, perłowe kolczyki w kształcie żołędzi ze srebrnymi haczykami, zegarek z czarnym paskiem i srebrno-białym cyferblatem, a także zaprojektowana dla Tarjay przez Isaaca Mizrahi czarna, skórzana torebka ze srebrnym zamkiem. Na koniec - niczym przybranie wieńczące ślubny tort krótki, różowy płaszczyk. Zestaw przypominający nieco galicyjską chłopczycę, który będę nosiła z dumą nawet za dwadzieścia lat. W tym właśnie tkwi cały sekret. Zawsze zadawaj sobie pytanie: „Jak żenująco byłoby zobaczyć siebie w takim stroju - powiedzmy - po menopauzie?". Gotowe.

Po czteroletnim okresie spotkań, burzliwych rozstań i powrotów, Dinozaur - który był w końcu dwadzieścia lat starszy ode mnie - wciąż nie mógł się zdecydować. W pewnym momencie, trwającym mniej więcej trzy, cztery minuty, byliśmy nawet zaręczeni, jednak narzeczony zerwał. Kiedy to zrobił, myślałam, że moje życie dobiegło końca. Popadłam w adekwatny do sytuacji nastrój rodem z „Madame Butterfly" zresztą zawsze byłam odrobinę dramatyczna. Wiązało się to z nieszczęśliwą miłością rodem z dwudziestego pierwszego wieku, rozgrywającą się na starym materacu, który -niezależnie od tego, jak wiele razy go trzepałam czy przewracałam - powoli zamieniał się w hamak. Kładłam się na nim i uzbrojona po uszy paliłam Parliamenty i opychałam się karmelowymi lodami od Bena i Jerryego. Na swój pokrętny sposób, to właśnie jest najzabawniejsze. Kiedy zostajesz porzucona, jesz to, na co masz ochotę i ile chcesz. Powoli zamieniasz się w rozczulającego się nad sobą flejtucha, który ma ochotę pożegnać się z zafajdanym życiem. To tak, jak gdybyś dostała tymczasową przepustkę zwalniającą cię z dorosłego życia i jego obowiązków, zwalniającą od poczucia winy. Jedyne, co musisz robić, to naprawdę cierpieć i robić to wyjątkowo dobrze. Jednak wówczas - i to jest w tym wszystkim najgorsze ci, którzy cię porzucili, mogą się opamiętać i wrócić w najbardziej nieodpowiednim momencie. Tak przynajmniej zrobił Dinozaur. Powrócił po tym, jak przybrałam

na wadze czternaście funtów1, moja twarz stała się nalana, a ja sama wyglądałam niczym samotna, zrozpaczona wiedźma. Mimo iż jedyną rzeczą, w jaką mogłam się wbić, były czarne spodnie do jogi (najlepsze to J. Crew i Old Navy), byłam z tego powodu naprawdę szczęśliwa. Kiedy szalejesz z miłości i zostajesz przez nią zgnieciona, robisz wszystko, aby ponownie stanąć na nogi tak szybko, jak to tylko możliwe. W takiej sytuacji może tu pomóc tylko mężczyzna, którego kochasz. Tak więc ze łzami w oczach i ogromną wdzięcznością przyjęłam Dinozaura z powrotem. Ból i obżarstwo z udziałem Bena i Jerry'ego poszły w odstawkę. Choć może tylko chwilowo zeszły do podziemia. W każdym razie odzyskałam swą miłość i triumfalnie powróciłam do dżinsów w rozmiarze 8. Razem z Dinozaurem radowaliśmy się sobą na moim zdezelowanym materacu. Następnie zjedliśmy moje rewelacyjne, sezamowe kluski. Nie jest to żadna metafora. Robię najlepsze na świecie sezamowe kluski. Jeden z poprzedników Dinozaura, pochodzący z Brooklynu czterdziestolatek, który za nic na świecie nie chciał opuścić swojej mamusi (z tego właśnie powodu jest już dziś moim eks), zjadł ich kiedyś tak dużo naraz, że kolejne dwadzieścia cztery godziny spędził zamknięty w mojej toalecie, wydając naprawdę przerażające dźwięki i zapachy. Wzięłam to za rodzaj swoistego komplementu. Praktyczna wskazówka brzmi: to, co czyni przepis wystarczająco dobrym, by doprowadzić kogoś do nudności, jest w istocie tym samym sekretem, którego używa 1

Funt to ok. 453 g.

się do osiągnięcia idealnego odcienia czerwonej pomadki. Trzeba zmieszać ze sobą przynajmniej dwa składniki. W kwestii klusek (Żydom i Włochom pozostawmy udoskonalanie dań azjatyckich) były to: Co ugotować, kiedy sądzisz, że w domu nie ma nic do jedzenia autorstwa Artura Schwartza oraz Nowe podstawy gotowania Julee Rosso i Sheili Lukins. Jeśli chodzi o Dinozaura i postklu-skowy deser, osiągnęliśmy kompromis, jedząc kokosowy sorbet okraszony dużą ilością świeżych truskawek. Osobiście nienawidzę zdrowych deserów (nie wiem nawet, jakie znaczenie ma ten oksymoroniczny bełkot), ale Dinozaur zawsze starał się jeść „lekko". Przynajmniej kokos nie służył nam obojgu. Gdyby zamiast roku 2003 był już rok 2005, Ben & Jerry z pewnością wynaleźliby pożywienie dla wapniaków - słodkie, kremowe lody z kawałkami czekoladowych ciastek, krówki w kształcie dinozaurów i lody o smaku karmelowym. Jestem pewna, że wówczas udałoby mi się przekonać do nich mojego wybranka, przez co oboje bylibyśmy bardziej spełnieni, a nasz związek przetrwałby całą wieczność. To jednak nie było nam pisane, ponieważ kilka tygodni później Dinozaur mnie opuścił. Następnie wrócił. Potem znowu odszed...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.