Antologia SF - Fenix 2001 06

Magazyn Literacki Fenix 6 (106) 2001 Opowiadania Maja Lidia Kossakowska Żarna niebios KirBułyczow Zagraniczny a - pdf za darmo

6 downloads 75997 Views 737KB Size

Story Transcript


Magazyn Literacki

Fenix 6 (106) 2001

Opowiadania Maja Lidia Kossakowska Żarna niebios KirBułyczow Zagraniczny agent kosmiczny Grzegorz Trębicki Królowa śniegu, królowa piasku.. PUBLICYSTYKA Jarosław Grzędowicz Jak rozmawiać o pogodzie Michał Studniarek Wywiad ze Zbigniewem Kasprzakiem Eugeniusz Dębski Diabelski Łowca contra Dracula Tomasz Kołodziejczak Optymizm niewolnika Maciej Nowak—Kreyer Elfy, Krasnoludy i inne demony Andrzej Zimniak Dobre czasy dla pisarzy Jarosław Grzędowicz, Michał Studniarek Z Ansibla BAZAR Notki o książkach Feliks W. Kres Gdy nadjedzie osobowy z Gliwic do Krakowa BIOGRAMY Notki o autorach

JAK ROZMAWIAĆ O POGODZIE Ładna dziś pogoda, prawda? Kiedyś był to tradycyjny początek niezobowiązującej konwersacji. Obecnie, zrobiwszy taką uwagę, możesz być pewnym, ze rozmówca potraktuje cię jak obłąkańca. Pogoda? Ładna‖? A co to niby znaczy? Pogoda, zwłaszcza latem, nigdy nie jest ładna. Dzięki staraniom mediów wszyscy mają do aury taki stosunek, jak ów kmieć, z którym rozmawiałem kiedyś, pijąc piwo, pod jakimś wiejskim sklepem. „Jak będzie padało, to wszystko, panie, zgnije. Jak będzie sucho, to wyschnie. A jak nie będzie ani tak, ani tak, to przyjdzie, panie, robak i wszystko zje.‖ Zmuszony byłem niedawno zanurzyć w tej problematyce, pisząc artykuł o klimacie przyszłości i ze zdumieniem stwierdziłem, że w tej, wydawałoby się, oczywistej kwestii, nie podobna dojść do ładu, podobnie jak w każdej innej. Każdy wie, co to efekt cieplarniany. Człowiek spala ropę i węgiel, powstałe z tego gazy na czele z dwutlenkiem węgla wędrują do atmosfery i tam blokują wypływanie promieniowania podczerwonego w kosmos. W efekcie robi się coraz cieplej, więc stopnieją czapy polarne jak w „Waterworld‖, poziom oceanu podniesie się i ocaleje tylko Kevin Kostner na jachcie regatowym z odpadów żelaznych i Denis Hopper na dziurawym wraku „Exxon Valdese‖. Proste. Akurat. Okazuje się, że nic nie jest proste. Podają nam co chwilę, jak to średnia temperatura Ziemi wzrosła z powodu przemysłowej emisji CO2, a jak głębiej pogrzebać to okazuje się, że nie wiadomo w stosunku do czego wzrosła. Skąd wiedzą, jaka panowała temperatura przed wynalezieniem pomiarów? Z rdzeni lodowych, pobieranych na Antarktydzie i w Arktyce. Potem znowu okazuje się, że według wcale licznej grupy glacjologów takie obliczenia nic nie są warte. Tego lodu nawet nie sposób dokładnie wydatować, ale zwolennicy teorii zmiany klimatu podobno zwykli publikować tylko takie wyniki, które im pasują do modelu. Podobnie jest z samym pomiarem. Istnieją kompetentne badania, z satelitarnym pomiarem temperatury włącznie, z których wynika, że nie tylko zrobiło się cieplej, ale wręcz zimniej. I bądź tu mądry. Z tego, co spisano w ciągu kilkuset lat z termometrów także wynika, że przynajmniej tu, w Europie, jest coraz zimniej. Potem okazuje się, że okres międzylodowcowy trwa już dostatecznie długo, by spokojnie mógł przyjść kolejny glacjał. Do tego dochodzi cykliczność zmian klimatycznych. Cykle solarne, lunarne, orbitalne, każdy o własnym okresie i własnym wpływie. Zwolennicy ciepła wskazują na modele komputerowe pogody, zwolennicy naturalnych fluktuacji na fakt, że te modele nie przewidują miliona czynników, a gdy model Brytyjskiego Towarzystwa Meteorologicznego wzbogacono o wpływ chmur, to zaraz się okazało, że nie ma żadnego wzrostu temperatury. I tak w kółko. Czyli, jak to będzie w przyszłości? Będzie za gorąco. Albo będzie za zimno. Albo przyjdzie, panie, robak i wszystko zje. Nie wiem, kto ma rację, warto natomiast zwrócić uwagę, że media nie mają najmniejszych wątpliwości. „Administracja Busha stwierdziła, że katastrofalne zmiany klimatu i globalne ocieplenie mają jeszcze szerszy zasięg, niż przypuszczano.‖ A za oknem ołowiane niebo, lodowaty wiatr, pod kurtką sweter i zanosi się na kolejne deszczowe, zimne lato. Efekt cieplarniany. Obawiam się, że klimat przyszłości będzie, jaki zechce, i tak samo będzie w najbliższej przyszłości — takiej, do jakiej wysyłam ten tekst niczym kapsułę czasu. W chwili, kiedy go piszę ani ja, ani wy nie wiecie w jakiej sytuacji was dopadnie. Będziecie smażyć się na plaży, dzierżąc w opalonej dłoni szklaneczkę ozdobioną taką maleńką parasolką, czy będziecie

dygotać, patrząc przez okno, moskitierę namiotu, bulaj, czy dziurę w kapturze na mokre liście i strugi deszczu siekące wodę? Na szczęście za chwilę skończycie ten tekst i przewrócicie stronę. A dalej zacznie się „Fenix‖, który może wam uratować nawet najbardziej deszczowy urlop. A jeżeli jest ładnie, równie dobrze możecie zabrać go na plażę. Miłych wakacji! Jarosław Grzędowicz

NIE CHCĘ I NIE MOGĘ UCIEC OD FANTASTYKI 27 kwietnia gościł w Warszawie rysownik komiksowy Zbigniew Kasprzak, twórca m. in. ośmiu odcinków serii o Yansie Mimo iż dzień ów byt dla autora bardzo pracowity, znalazł czas na wywiad dla „Fenixa”. Udzielił go w jednym z warszawskich Empików, podczas spotkania z fanami, jednocześnie rozdając na świeżo wydanym albumie „Yans: Oblicze potwora‖ autografy, okraszane portretami Yansa, Orchidei i Mahonii. Kiedy pan stwierdził, że chce rysować komiksy? Zbigniew Kasprzak: Trudno powiedzieć. Jako dziecko, byłem zafascynowany tym, co wpadało mi w ręce, a wpadało niewiele, bo wtedy komiksów w Polsce prawie nie było. Pierwszy raz powiedziałem sobie, że chce tworzyć komiksy chyba jako student ASP, ale możliwości rysowania były raczej skromne. Na szczęście w owym czasie, a była to połowa lat siedemdziesiątych, pojawił się magazyn „Relax‖. Dzisiaj, z perspektywy czasu, wydaje się, że była to bardzo ograniczona oferta, ale mogliśmy się tam sprawdzać jako autorzy, zdobywać doświadczenie konieczne w pracy, która, wbrew pozorom, wcale nie jest najłatwiejsza. Chyba wtedy po raz drugi stwierdziłem, że chcę rysować; redakcja „Relaksu‖ umożliwiła mi pracę „w komiksie‖, a ja stwierdziłem, że to zajęcie dla mnie i to nie tylko jako przelotna efemeryda, ale na dobry kawałek życia. Jednak w polskich warunkach, ani w owych czasach, ani chyba teraz, nie jest to dla większości autorów zajęcie możliwe do wykonywania jako jedyne. Pierwszym dłuższym, opublikowanym przez pana komiksem był bodajże „Człowiek bez twarzy”, który ukazywał się w „Fantastyce”. Jak pan wspomina ten okres? ZK: To był jeden z pierwszych moich komiksów. Bardzo sympatyczne przeżycie — w owym czasie pracowała w tym piśmie bardzo dynamiczna, młoda ekipa Oni chcieli komiksu, lansowali komiks jak tylko mogli. Szkoda, że autor scenariusza, Andrzej Krzeptowski, już nie żyje. Znakomicie się przy nim bawiliśmy, wyszła nam groteska, szalona, odjazdowa historia. Takie było założenie „Człowieka‖, a ja na to poszedłem. Powiedziałem sobie: czemu nie zrobić „perskiego oka‖ w stronę odbiorcy? To była duża, być może niekontrolowana, partia przyjemności, ale z tego okresu zachowałem jak najlepsze wspomnienia. Choć może umiejętności nie zawsze mieliśmy odpowiednie do tego, co chcieliśmy zrobić. Ilustrował pan kwartalnik historyczny „Arsenał polski”, rysował komiksy historyczne, malował okładki do gier strategicznych. Czy historia jest pańskim hobby? ZK: Tak, zawsze uciekałem od rzeczywistości. Jakoś tak się złożyło, że była to albo fantastyka, albo historia. Zresztą, komiks jest sztuką ucieczki od rzeczywistości w świat urojony. Nawet jeśli traktujemy jakiś temat bardzo serio i pozornie jest on zbliżony do rzeczywistości, to jednak jest jej odreagowaniem, troszeczkę taką terapią. Tematy historyczne lub fantastyczne pozwalały mi od rzeczywistości uciekać. Teraz, po iluś latach, mam coraz większą ochotę do tej rzeczywistości wrócić, ale spojrzeć na nią inaczej. Wtedy wydawało mi się, że nie rysowanie rzeczywistości (która, przyznajmy, nie była najciekawsza) to jakiś sposób na ucieczkę od niej. To pytanie było chyba bardzo często panu zadawane, ale niestety musi paść: jak doszło do tego, że przejął pan rysowanie serii o Yansie? ZK: Doszło banalnie prosto: mój przyjaciel Grzegorz Rosiński nie miał czasu kontynuować „Yansa‖ z uwagi na ogromny sukces „Thorgala‖, który w owym czasie bardzo poszedł w górę w rankingach. Moje plansze eksponowane były na festiwalu w szwajcarskim Sierrę; zaproszono tam (w dużej mierze z inicjatywy Rosińskiego) grupę polskich autorów, znalazłem się tam i ja. Rosiński zobaczył moje rysunki i powiedział: „Słuchaj, to jest niewiarygodne, to jest to, czego szukałem. Rysujesz w taki sposób, że mógłbyś doskonale dać sobie radę np. z serią . Czy to by cię nie interesowało?‖ Nie powiem, byłem zaskoczony. W owym

czasie szalenie interesowałem się fantastyką, byłem zanurzony w niej po uszy. Odpowiedziałem: „Bardzo lubię tę serię, to ogromny zaszczyt‖. Trzeba się jeszcze było przedstawić, zaprezentować moje umiejętności wydawcy serii. Pojechałem zatem do Belgii, gdzie wówczas mieszkał Rosiński, i razem narysowaliśmy piąty album *. Tym albumem przetarłem sobie szlak: wydawca był zadowolony, wręcz zachwycony, nie byli w stanie rozpoznać, kto co rysował. Był to dowód, że akceptują. Podpisali umowę i tak się ta cała awantura zaczęła. Właśnie, jak wspomina pan współpracę z Grzegorzem Rosińskim przy rysowaniu „Prawa Ardelii”? ZK: Wspomnienia mam znakomite. Grzegorz starał się podzielić doświadczeniem, bo to natura bardzo szczodra i hojna. Między nami jest czternaście lat różnicy, więc ja, będąc młodym plastykiem, mogłem czerpać z jego wielkiego doświadczenia. Popchnął mnie pod względem zawodowym o niezłych parę lat do przodu; to było bardzo dobre doświadczenie i cenne spotkanie. Czy lubi pan literaturę fantastyczną i jakich ma pan ulubionych autorów? ZK: Teraz mało czytuję. Kiedyś pojawił się u mnie przesyt tym rodzajem literatury, zniechęciło mnie wszechobecne fantasy. Lubię niezmiennie jednego największego, który w sumie też przekornie się tej literatury wyrzekł, czyli Lema. Moje pokolenie (ci, którzy sięgali po fantastykę) było chyba przez mego kształtowane; Lem powiedział, że fantastyka to był tylko pretekst, aby przekazać coś innego. Ja sądzę, że to zawsze jest pretekst, aby przekazać inne treści, bo jeśli rzecz się ogranicza ‗...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.