Antologia SF - Galaktyka 2

Radziecka Fantastyka Naukowa Galaktyka II Wybór: Tadeusz Gosk, Sławomir Kędzierski Słowo wstępne Przy - pdf za darmo

9 downloads 4328 Views 1MB Size

Story Transcript


Radziecka Fantastyka Naukowa

Galaktyka II

Wybór: Tadeusz Gosk, Sławomir Kędzierski

Słowo wstępne

Przy komponowaniu pierwszego tomu niniejszej antologii starano się uwzględnić utwory, które w większości swej były typowe dla pierwszego okresu radzieckiej fantastyki powojennej i są przykładem popularnych tematów, rozwiązań literackich, tendencji ideologicznych wreszcie. Zestawienie tej, w pewnym sensie klasycznej już, literatury SF z twórczością, która powstała w latach siedemdziesiątych, pozwoli, mamy nadzieję, na przeprowadzenie przez czytelników paraleli i porównań: Co zmieniło się w treści i formie radzieckiej fantastyki? Jakie problemy pozostały aktualne, jakie odeszły w przeszłość, co pojawiło się na ich miejsce? Należy tu od razu stwierdzić, że owo przejście, wymiana pokoleń, nie odbyły się w sposób skokowy. Gdy zapoznamy się uważnie z notami biograficznymi pisarzy zamykających tom pierwszy i otwierających drugi, możemy bez trudu zauważyć, że zachodzą wyraźne zbieżności i wieku, i stażu w fantastyce. Dane statystyczne nie są tu jednak najważniejsze, charakterystyczna jest raczej pewna wspólnota ich losów — poszukiwanie swojego stylu, tematyki, problemów, przechodzenie od literatury dość nieskomplikowanej, błahej i opartej w dużej mierze na przygodowo–fantastycznej anegdocie, do utworów o bogatszej warstwie intelektualnej, z rozbudowanymi podtekstami i uogólnieniami. Strugaccy i Bułyczow, Władimir Szczerbakow i Bilenkin wciąż przechodzą ciekawą ewolucję pisarską, wciąż wydają się solidaryzować z wyrażonym niedawno w Uralskim Sliedopytie przez Arkadija Strugackiego poglądem, że „nasze najlepsze utwory są jeszcze przed nami”. Jednocześnie twórczość tego pokolenia fantastów stała się jakby drogowskazem dla generacji, która pojawiła się w fantastyce w latach siedemdziesiątych, przykładem, że gatunek ten jest nie tylko rozrywkowy, ale również i nośny intelektualnie, jest gatunkiem pozwalającym się wypowiadać często w sposób silniejszy, bardziej wyrazisty niż w literaturze „głównego nurtu”. Stąd też może i zainteresowanie fantastyką, jakie zaczęli przejawiać ci, którzy legitymowali się już dorobkiem w innych dziedzinach literatury i nie tylko literatury — Szukszyn, Jakubowski, Jarowoj, Aleksander Szczerbakow, Łapin. Błędem byłoby jednak przypuszczać, że owa generacja lat siedemdziesiątych w równie intensywny sposób zacznie przekształcać formalnie i treściowo swój umiłowany gatunek, jak stało się to na przykład w literaturach anglojęzycznych, czy chociażby w Polsce. Radziecka SF, jak chyba zresztą cała sfera działalności artystycznej w ZSRR, w niewielkim tylko stopniu podlega wpływom rozmaitych mód, fal czy prądów. Jest to raczej kładzenie akcentu na to, co piszemy niż jak. I trzeba powiedzieć, że efekty są ciekawe. Pojawiają się utwory niezwykle pomysłowe, o inteligentnej, błyskotliwej kompozycji, ciekawie napisane, jak na przykład opowiadania Dymitra De–Spillera. Swoich kontynuatorów ma również „liryczna” fantastyka zbliżona do „na wpół prawdopodobnych historii” Szefnera, w czym wydaje się celować szczególnie Sybirak — Wiktor Kołupajew. W dalszym ciągu autorzy chętnie sięgają do wątków kosmicznych, wynalazków i temu podobnych atrybutów fantastyki technicystycznej, w której osią przewodnią był dawniej tryumf człowieka nad kosmosem, ziemską czy pozaziemską przyrodą. Pozornie wszystko pozostało jak dawniej, zmieniła się, bagatela, wymowa utworów. Właściwie nie spotykamy już

cielęcego zachwytu nad możliwościami zmiany kierunku biegu rzek, osuszania morza, zbudowania tamy przez Cieśninę Beringa, czy coś w tym rodzaju. Coraz częściej natomiast autorzy zastanawiają się nad problemem współdziałania z przyrodą, implikacjami wynalazków, kosztami ekologicznymi czy społecznymi, wynikającymi na przykład z rozprzestrzeniania na Ziemi cudownych, baśniowych roślin, które dają człowiekowi wszystko, czego potrzebuje. Pojawia się więc coś w rodzaju „fantastyki moralnego (czy może ekologicznego) niepokoju”, która stawia pytania o zakres uprawnień człowieka, o stopień jego odpowiedzialności. I coraz częściej mottem do wielu radzieckich opowiadań mogłyby stać się słowa Lisa z „Małego Księcia” Antoine’a de Saint–Exupery’ego: „Jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebowali. (…) Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś”. Czy jednak radziecka fantastyka lat siedemdziesiątych ogranicza się jedynie do modyfikacji wymowy tradycyjnych wątków? Na pewno nie i o tym również powinien zaświadczyć prezentowany państwu tom. Znajdziemy w nim przecież obok tradycyjnych utworów zarówno bardzo drapieżną społecznie fantastykę debiutanta Pieczenieżskiego, jak i nie spotykaną do tej pory fantastykę typu baśniowego, w której postacie wywodzące się z bajek czy bylin zderzane są z realiami codzienności. Uzyskane w ten sposób przez autorów — Bilenkina. Szukszyna, Łapina — efekty są niewątpliwie godne uwagi, a refleksje, jakie się nasuwają, przypominają nieco myśli, te z lektury „guslarowskich” opowiadań Bulyczowa, odwołującego się w nich równie chętnie do motywów takich jak np. kosmici, cudowne wynalazki, jak i wywodzących się właśnie z fantastyki baśniowej. Poszukiwania, choć w niewielkim zakresie, czynione są również w odniesieniu do warstwy stylistycznej utworów. Inne, bardziej adekwatne do tematu i nastroju opowiadań formy wypowiedzi starali się zastosować w swoich utworach Puchów w „Palindromie do antyświata” i Pieczenieżski w „Metrze”. I jeszcze jedna, chyba dość istotna sprawa. Gdy zapoznamy się z biografiami pisarzy, których utwory zamieszczone były w tomie GALAKTYKA I, bez trudu zauważymy, że poza Michajłowem, który stale mieszka i pracuje w Rydze, wszyscy pozostali związani byli z dwoma ośrodkami — Moskwą i Leningradem. Ta „rejonizacja” uległa wyraźnemu rozbiciu w połowie lat sześćdziesiątych, a następna dekada i lata obecne proces ten jeszcze bardziej nasiliły. W tomie drugim bardzo wyraźnie został zaakcentowany aktywny udział w radzieckiej fantastyce pisarzy z Syberii — Kołupajewa, Łapina, Jarowoja, Jakubowskiego. Jak to często bywa z antologiami, GALAKTYKA w swej części prezentującej nową fantastykę w chwili obecnej ma już charakter nieco historyczny. Zaszły w niej dość istotne zmiany, pojawili się i zdobyli renomę nowi pisarze, kontynuowane są poszukiwania treściowe i formalne, formują się nowe, regionalne grupy pisarzy fantastów, często piszących w językach narodowych litewskim, łotewskim, ukraińskim, turkmeńskim i innych. Miejmy nadzieję, że wkrótce, może w następnym tomie GALAKTYKI, czytelnicy polscy będą mogli zapoznać się i z nimi. Sławomir Kędzierski

Władimir Szczerbakow Szotłandskaja skazka

Bajka szkocka

W zamku Donvegan

Po nierównym murze zamku przesuwała się rozmyta smuga cienia mostu zwodzonego. Holger widział, jak zagasiła wieczorne światła po przeciwnej stronie fosy i, nakrywszy krzewy dzikiej róży, przypadła do nóg. Zamek Donvegan zachował swój pierwotny wygląd: wyrwy po dawnych szturmach pieczołowicie załatano, jak niegdyś skrzypią koła opuszczające zwodzony most, który prowadzi na wewnętrzny dziedziniec. Nad wejściem, tak jak setki lat temu, pali się pochodnia, jej płomieniem kołysze wiatr. Po kręconych schodach Holger dotarł do przestronnej sali, której nagie ściany zdobiły starodawne herby i głowy jeleni. W zagłębieniu na środku sali nierówno drżał w otwartym wiaderku żar, wysuwając w górę czerwone języki, a blade odblaski, trzepoczące się po podłodze, wydobywały z półmroku, zda się, nie martwą posadzkę, lecz lata i dziesięciolecia, zamknięte tutaj niczym konserwa w puszce. Wokół szalały huragany i wojny, lała się woda i krew, a zamek gromadził w swoich podziemiach i basztach ślady zamierzchłych czasów. Holger oddalił się od grupy turystów, z którą przyjechał ze Szwecji, i na kilka minut pozostał sam na sam z zastygłą przeszłością. Trudno było wyobrazić sobie ludzi, dla których domem były te ściany, korytarze i schody utkane z kamiennych żył, ciężkie i statyczne niczym z kadru niemego filmu albo ze starego anonimowego sztychu. W południowej baszcie obejrzał broń pochodzącą z Brytanii i Skandynawii. Miecz wikingów podobny do ciężkiej, żelaznej pałki przywiódł na pamięć całą epokę, w której rośli, jasnowłosi wojownicy o wypukłych oczach przemierzali na łodziach niczym na morskich rumakach pół świata, od Morza Kaspijskiego po Amerykę, zostawiwszy tu, w Szkocji, nie tylko pamięć o sobie, ale i cząstkę siebie. W ostatniej izdebce na górze z jednym jedynym oknem pokrywa kurzu i charakterystyczna, ledwie wyczuwalna woń starego kamienia były wyraźniejsze. Izdebka stała pusta, więc Holger spojrzał pytająco na przewodnika po zamku, który wszedł za nim. — Szal wróżki. Miejscowa relikwia — odparł tamten na milczące pytanie. Teraz dopiero Holger zauważył w kącie na małym stoliczku zwój ciemnozielonego koloru. — Mogę opowiedzieć, jeśli ma pan życzenie, historię związaną z tym szalem: Wiele wieków temu naczelnik potężnego klanu, władający tym zamkiem, Malcolm, pojął za żonę wróżkę, którą napotkał na brzegu strumienia Cantelbury. Owego dnia było słonecznie, śpiewały ptaki, gwiazdki zawilców i białe dzwoneczki wyciągały się w górę, a liliowy dywan wrzosu na górskich stokach wydawał się przedłużeniem nieba. W przezroczystym powietrzu zabrzmiało leciutkie dzwonienie i Malcolm zobaczył amazonkę na siwym koniu. Wąską dróżką z wolna zbliżała się ku niemu. Dziwnie połyskiwał zielony jedwab jej sukni pod aksamitnym płaszczem, a włosy lśniły wszystkimi odcieniami płomienia. To spotkanie zadecydowało o losie obojga. Szczęśliwa żyli sobie w zamku, aż razu pewnego żona wyznała Malcolmowi, że tęskni do

swoich. W dniu urodzin syna Malcolm sam odprowadził ją na brzeg strumienia, tam gdzie wielkie, popękane od upływu czasu głazy wyznaczały drogę do Krainy Wróżek. Wieczorem na zamku wyprawiono ucztę — świętowano narodziny syna, przyszłego naczelnika klanu. Malcolm starał się przemóc smutek i brał udział w ogólnej zabawie. A w baszcie spał nowo narodzony syn. Młodziutka piastunka czuwająca u kołyski wsłuchiwała się w dźwięki...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.