Antologia SF - Tea Book

Tea Book Fantastyka Najlepsze opowiadania portalu „Herbatka u Heleny“ Krzysztof Baranowski Adrian Gro - pdf za darmo

9 downloads 34852 Views 3MB Size

Story Transcript


Tea Book Fantastyka

Najlepsze opowiadania portalu „Herbatka u Heleny“

Krzysztof Baranowski Adrian Groeling Przemek Morawski Magdalena Pasik Rafał Sala Jarosław Sapierzyński Agata Sienkiewicz Andrzej Trybuła Bohdan Waszkiewicz Łukasz Wrzalik

Redakcja, opracowanie graficzne, okładka i DTP Agata Sienkiewicz Korekta Dominika Plotzke Ilustracje: Jolanta „Yorika“ Rebejko Alice Rossi Rafał Sala ISBN 978-83-939208-3-9 Prawa autorskie do utworów oraz ilustracji pozostają własnością ich twórców.

www.herbatkauheleny.pl

Słów kilka... To nie miało tak wyglądać. Z założenia „Herbatka u Heleny” miała być portalem uniwersalnym (tak właściwie to miała być portalem dla młodych dziewcząt, ale to zupełnie inna historia…), z prozą i poezją wszelkiego rodzaju. Czas jednak zweryfikował te założenia i po roku było już wiadomo, że „fantastyką Herbatka stoi”. Najlepszy dowód macie właśnie przed sobą. Planowana antologia najlepszych opowiadań z pierwszego roku zamieniła się w dwie antologie, przy czym ta z fantastyką jest cztery razy „grubsza” niż ta z tekstami niefantastycznymi. Nie, żebym jakoś specjalnie z tego powodu ubolewała. Sama jestem wielbicielką fantastyki. No właśnie… Fantastyka to jednak bardzo ogólne pojęcie i każdy obznajomiony z tematem (a przypuszczam, że jeśli ktoś się skusi na tę pozycję, to raczej obznajomiony jest) zastanawia się w tym momencie, czego tak naprawdę może się spodziewać po tym zbiorze. Przyznaję, że sama nie mam stuprocentowej pewności co do przynależności podgatunkowej niektórych opowiadań… Na początek zaryzykuję umieszczenie opowiadań „Polowanie na Fritza Lange” oraz „Śmierć aktywowana śmiercią” Andrzeja Trybuły w dziale science fiction. Choć może dokładniej by było cyberpunk? Albo historia alternatywna? Skoro już zahaczyliśmy o historię, to podkolorowane fantazją czasy przeszłe na pewno znajdziecie w opowiadaniach „Pochód” Bohdana Waszkiewicza, „Storrada” Magdaleny Pasik oraz „Romantyczność” i „O zbrodni i niebycie” Przemka Morawskiego. Klasyczną fantastykę reprezentują formy zupełnie poważne: „We don‘t need another hero - historia o wilkołaku” Jarosława Sapierzyńskiego, „O klatkach, godności i gołych rękach” Agaty Sienkiewicz, „Kostia” Magdaleny Pasik oraz „Tysiąckroć” Rafała Sali, a także poważne dużo mniej: „Najgorszy bard w mieście” Krzysztofa Baranowskiego, „Smoła, kładka i plusk, czyli okołośmiertna biografia Romana” Łukasza Wrzalika oraz „Alchemia, czyli co było w sakwie” i „Zmrożona whisky - tryptyk” z repertuaru Jarosława Sapierzyńskiego. Idąc dalej, podobnie podzielimy urban fantasy – na poważne: „Graj, muzyko”, „Znikający punkt”, „Piwne oczy” i „Słońce w zenicie” Jarosława Sapierzyńskiego oraz „Ziarnko do ziarnka”, „Tramwaj” i „Wszędzie dobrze, ale…” Agaty Sienkiewicz kontra komediowe: „Zielona Noc Świętojańska” Bohdana Waszkiewicza oraz „Kicia” i „Zdrada - licentia erotica” Jarosława Sapierzyńskiego.

5

Weird fiction reprezentuje Adrian Groeling i jego „Sny o krainie SonaNyl”, mamy też kryminał z zaświatów: „Dolina stwarzania rzeczy” Andrzeja Trybuły oraz socjologiczne „Przeze mnie droga” Agaty Sienkiewicz. Na koniec (choć tak naprawdę prawie na początku) przykład realizmu magicznego w postaci „Tajemnicy” Krzysztofa Baranowskiego. To nie są przypadkowe teksty, ale skłamałabym, gdybym stwierdziła, że nie spotkacie ich nigdzie poza „Herbatką u Heleny” i tym zbiorem. Nie zostały też napisane specjalnie dla naszego portalu, choć o publikację niektórych na salonikowych „łamach“ zabiegałam osobiście. Część z nich jest już bardzo wiekowa i przeżywała chwile tryumfu w różnych miejscach sieci. Dlaczego mimo to zdecydowałam się uhonorować je po raz kolejny w tej antologii? Odpowiedź jest prosta: bo są to naprawdę świetne teksty i na to zasługują. Zapraszam więc na ucztę wyobraźni. Smakujcie, próbujcie, możecie się nawet zajadać bez opamiętania. Uznam to za najlepszy komplement. Helena Chaos

6

Ilustracja: Alice Rossi

7

Krzysztof Baranowski Imię i nazwisko: Krzysztof Baranowski Znany także jako: baranek O autorze: Znamy się mało... ...więc może ja bym powiedział parę słów o sobie... ...najpierw. Urodziłem się... ...urodziłem się w Mrągowie... ...w 1969 roku... ...w sierpniu... ...znaczy, w połowie sierpnia... ...w drugiej połowie sierpnia, właściwie. Dokładnie – 18 sierpnia. No, to tyle może o sobie... ...na początek.

Najgorszy bard w mieście Leluja było miastem. Prawda, że niezbyt wielkim. Prawda, że nieco może zapyziałym. Ale jednak miastem. Miało mury miejskie i aż dwie miejskie bramy. Południową i Tę Od Borów Tamcholskich. Miało również strażnika. Jednego, przy bramie Południowej. Ta Od Borów Tamcholskich była tak zardzewiała, że nie dawała się otworzyć. Nie było więc sensu jej strzec. Miało Rynek i stojący przy nim ratusz, w którym rezydował Burmistrz i Rada Miejska, złożona z żony Burmistrza. Miało budynek sądu i więzienie, z bogato wyposażoną izbą tortur. Brakowało jedynie sędziego i kata. Co w sumie nie stanowiło specjalnego problemu, gdyż i tak wszelkie spory natury prawnej, od stuleci, rozwiązywano za pomocą spontanicznych i barwnych (głównie czerwienią) samosądów. Miało doskonale prosperującą faktorię handlową i „Gospodę”, nie mającą sobie równych w całym kraju. Co nie zawsze i nie przez wszystkich odczytywane było jako komplement.

8

Krzysztof Baranowski Miało kuźnię, od świtu do zmierzchu tętniącą życiem. Miało łaźnię, która życiem tętniła od zmierzchu do świtania i której pracownice, zwane eufemistycznie „łaziebnymi”, oferowały klientom szeroki wachlarz usług, znacznie wykraczający poza zwyczajowe mycie pleców. Oferowały także równie szeroki wachlarz, bardzo czasami egzotycznych, chorób wenerycznych. Co z kolei dostarczało zajęcia miejscowemu medykowi. Miasto posiadało bowiem własnego medyka. Oraz balwierza, rymarza, snycerza i wielu innych zacnych rzemieślników, zrzeszonych w ogólnokrajowych cechach. A nawet czarownicę, która co prawda do żadnego cechu nie należała, ale potrafiła rzucać pierwszorzędne uroki. Tak, tak, można tu było znaleźć wszystko, co niezbędne jest miastu do prawidłowego funkcjonowania. No, powiedzmy po prostu – do funkcjonowania. Ale przede wszystkim Leluja miało swoją Historię. Zawinięta pieczołowicie w miękko wyprawione skóry cielęce spoczywała w specjalnym kufrze, w domu Burmistrza. Wyciągana przy okazji szczególnie uroczystych świąt (takich jak na przykład rocznica założenia miasta) i odczytywana głośno na rynku, stanowiła chlubę mieszkańców Leluja. I chociaż wszyscy znali ją na pamięć, mogli godzinami słuchać o krwawej Wojnie Magów czy najeździe okrutnej Dzikiej Hordy. Były to opowieści mroczne i przejmujące grozą. I, przyznać trzeba, nieco podkoloryzowane. Prawdziwa Wojna Magów wybuchła, gdy Czarny Alvin oskarżył Mrocznego Alfreda o kradzież wyjątkowo skomplikowanego zaklęcia. Trwała prawie siedem minut i zakończyła się podbitym okiem (Alvin) i krwawieniem z nosa (Alfred) oraz głęboką, wzajemną niechęcią obu przeciwników. Jeśli zaś chodzi o najazd Dzikiej Hordy, to podobno wcale nie była taka dzika, jak mówiono. Do samego końca, mając już stryczek na szyi, zapewniała, że nie miała wcale złych zamiarów, że po prostu zboczyła ze szlaku i chciała jedynie zapytać o drogę. Któż jednak słuchałby wyjaśnień odzianej w skóry i uzbrojonej po zęby Amazonki? Horda zadyndała na rynku, ku przestrodze innym potencjalnym najeźdźcom. Cóż, lelujscy kronikarze poważnie traktowali hasło: “To my, dzisiaj, tworzymy historię”. Tworzyli więc historię jak chcieli i kiedy chcieli. Co, od pewnego czasu, i tak nie miało większego znaczenia. Coraz więcej rzeczy traciło na znaczeniu, w mieście bowiem pojawił się Jeremiasz. ***

9

Krzysztof Baranowski „już cie nie kocham Konradzie” krzykła „zbyt wiele nas dzieli” odeszła, on został w nieładzie i w zmiętej miłościo pościeli *** Kurdesz nie był właściwie złym człowiekiem. Owszem, bywało czasami, że mijał się z prawdą. Jednakże tylko wtedy, gdy coś mówił. Nie przywiązywał również szczególnej wagi do świętego prawa własności. Chyba, że była to jego własność. Zdarzało mu się kopać leżących. Zwłaszcza, gdy byli już nieprzytomni i nic nie wskazywało na to, że szybko się podniosą. Ale kiedy miał kopać, skoro bogowie obdarzyli go wzrostem siedzącego psa i muskulaturą chorego na suchoty wróbla? W bogów zresztą, na dobrą sprawę, też nie wierzył. Tylko nie wypowiadał się głośno na ich temat. Ot tak, na wszelki wypadek. No i oszukiwał przy grze w kości. Niewiele mu to pomagało, zwykle i tak przegrywał, no ale jednak. Tym niemniej, jak już wspomniałem, nie był złym człowiekiem. Nigdy, na przykład, nie miał ochoty nikogo zabić. Dopóki nie usłyszał Jeremiasza. *** i zerkła na niego ckliwie, i serce jej jak nie puknie, a on całuje jom chciwie i wpycha rence pod suknie *** Hufnal Barbarzyńca był... no co tu dużo gadać, był barbarzyńcą z dalekiej północy. Przebywając od czternastu lat w Mieście, nabrał, co prawda, nieco ogłady, ale natury nie da się oszukać. Co z tego, że zaczął nosić sandały i przepaskę biodrową? Co z tego, że nie zabijał każdego napotkanego mężczyzny, nie podpalał każdego mijanego domu i nie gwałcił każdej kobiety w zasięgu, że tak powiem, ręki? Co z tego, że nocami, w zaciszu swojej komnaty, przy słabym świetle migoczącej świecy, z wypiekami na

10

Krzysztof Baranowski twarzy, czytywał wzruszające powieści Stallowej Danielli? Dalej mówił ze śmiesznym akcentem, pluł na podłogę „Gospody”, żarł jak prosię i pił olbrzymie ilości podłego piwa. Naprawdę olbrzymie, nawet przy założeniu, że połowę rozlewał. Fakt, wielu miejscowych, urodzonych i wychowanych w mieście zachowywało się podobnie. Z tym, że oni robili to w sposób cywilizowany. A Hufnal dzikusem się urodził i dzikusem pozostał. Nawet on sam czuł, że barbarzyńskie instynkty drzemiące gdzieś na dnie jego duszy, w każdej chwili mogą się obudzić. Szczególnie, gdy słuchał Jeremiasza. *** „powiedz czy kochasz mię miła?” pyta, a na to ta szmata: „szczała miłości chibiła, dziś kocham twojego brata” *** Kochaś lubił mawiać o sobie, że bogowie stworzyli go do miłości. To samo m...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.