B B Reid 1 Fear Me

Wszystkie tłumaczenia w całości należą do autorów książek jako ich prawa autorskie, tłumaczenie jest tyl - pdf za darmo

3 downloads 81193 Views 4MB Size

Recommend Stories


Reid B.B. - Fear Me
null - pdf za darmo

Reid B.B. - Fear You
Reid B.B. - Fear You - pdf za darmo

Story Transcript


Wszystkie tłumaczenia w całości należą do autorów książek jako ich prawa autorskie, tłumaczenie jest tylko i wyłącznie materiałem marketingowym służącym do promocji twórczości danego autora. Ponadto wszystkie tłumaczenia nie służą uzyskiwaniu korzyści materialnych, a co za tym idzie każda osoba, wykorzystująca treść tłumaczenia w celu innym niż marketingowym, łamie prawo.

1

ą

2

3

DEDYKACJA PROLOG ROZDZIAŁ 1 ROZDZIAŁ 2 ROZDZIAŁ 3 ROZDZIAŁ 4 ROZDZIAŁ 5 ROZDZIAŁ 6 ROZDZIAŁ 7 ROZDZIAŁ 8 ROZDZIAŁ 9 ROZDZIAŁ 10 ROZDZIAŁ 11 ROZDZIAŁ 12 ROZDZIAŁ 13 ROZDZIAŁ 14 ROZDZIAŁ 15 ROZDZIAŁ 16 ROZDZIAŁ 17 ROZDZIAŁ 18 ROZDZIAŁ 19 ROZDZIAŁ 20 ROZDZIAŁ 21 ROZDZIAŁ 22 ROZDZIAŁ 23 ROZDZIAŁ 24 ROZDZIAŁ 25 ROZDZIAŁ 26 ROZDZIAŁ 27 ROZDZIAŁ 28 ROZDZIAŁ 29 ROZDZIAŁ 30 ROZDZIAŁ 31 ROZDZIAŁ 32 ROZDZIAŁ 33 NOTKA OD TŁUMACZA

5 6 12 20 31 43 53 70 83 100 119 141 156 179 211 218 221 239 253 268 279 290 306 329 348 363 381 391 402 412 421 444 448 467 481 489 4

Dedykacja Ta książka jest dedykowana dla każdego autora romansów, który spełnił moje romantyczne serce i fantazje.

5

Prolog Prychnęłam ocierając pot z brwi po raz setny w ciągu ostatnich pięciu minut. Różowy lakier na moich paznokciach u stóp, które pomagała mi malować dzisiejszego ranka ciotka Carissa, błyszczał w słońcu. Nie bawiłam się za dobrze. - Chcesz zagrać w klasy? Mam kredę. Różową też, jeśli bardzo chcesz. Moja mama mówi, że dziewczęce-dziewycznki, lubią różowy. Twoja kokardka jest różowa, więc zdecydowanie jesteś dziewczęcą-dziewczynką. Podoba mi się twoja kokardka. Wyglądasz, jak baletnica. Jesteś baletnicą? Pokażesz mi swoje ruchy? Miękki głos nade mną wypowiadał słowa, zanim uniosłam do góry głowę. Gdy to zrobiłam napotkałam błyszczące zielone oczy wraz z pulchną twarzą. Przypomniała mi ona posągi mojej mamy, które często nazywała cherubinkami1. - Willow – oznajmiła. Nadal na nią patrzyłam. Jej dzika grzywa kręconych rudych włosów, które wyglądały bardziej jak miedziane, sterczała na wszystkie strony, jakby nigdy nie spotkała szczotki. Piegi wydawały się pokrywać całą jej twarz oprawiając duże, okrągłe oczy. Jej jasno zielony kombinezon miał nadrukowane żółte stokrotki i łączył się z fioletowymi trampkami. Zdecydowanie wyglądała na uroczego dzieciaka. 1

To są te małe figurki aniołków.

6

- Cześć - odpowiedziałam w końcu, kiedy cisza zrobiła się niezręczna. Widziałam, jak niektóre z pokładów zaufania znikają, gdy nadal się w nią wpatrywałam. - Jak masz na imię? - Poruszyła się nerwowo. Nie byłam pewna, czy powinnam jej odpowiadać. Wyglądała, jak kłopoty i długi dzień. Nie dostałam szansy, aby odpowiedzieć. Kobieta z równie rudymi włosami, lecz starannie zaczesanymi do tyłu przerwała nam zanim mogłam odpowiedzieć. - Willow - zawołała kobieta surowym głosem. - Co się stało z twoimi włosami? Och, nieważne. Gdzie jest twój brat? Czas wracać do domu. - Mamoooo - jęknęła. - Skąd mam wiedzieć? Buddy ma pięć lat! Jest praktycznie dorosły! Jestem prawie pewna, że to nieprawda. - Willow Olivia Waters - zaczęła jej matka, robiąc się czerwona. Oooo. - Lake - powiedziałam nagle. Gdy obie zwróciły się w moją stronę, jej matka była zdezorientowana, podczas gdy Willow wyszczerzyła się triumfalnie. Zgaduję, że poznanie mojego imienia, było dla niej czymś w rodzaju zwycięstwa. Dziwne. Podałam swoje imię tylko dla rozproszenia, ponieważ z jakiegoś powodu nie chciałam by ta druga dziewczynka wpadła w kłopoty, ale teraz nie wiem, co mam robić, gdy tak obie się na mnie gapią. - Mamo, razem z Lake znajdę Buddy'ego i spotkamy się w samochodzie - powiedziała dziewczyna, podczas gdy podbiegła do mnie i chwyciła mnie za rękę, by następnie pociągnąć przez plac zabaw. Szybko minęłyśmy huśtawki, karuzele i małpi gaj, lecz nie 7

zdążyłam nawet dobrze przyjrzeć się żadnemu z nich, gdy ciągnęła mnie przez park na najwyższych obrotach. W końcu dobiegłyśmy w pobliże zestawu jasnoniebieskich drabinek. Wyglądały naprawdę strasznie dla ośmiolatka, więc mogłam sobie tylko wyobrazić co czuł mały, ubrany w ogrodniczki chłopiec, zalany łzami na samej ich górze.. Zastanawiałam się, jak i po co tam wszedł. Drabinki były dla dzieci trzy razy większych od niego. - Buddy! - zawołała obok mnie Willow. - Willow, pomóż mi. Nie mogę zejść na dół! Z miejsca, gdzie stałam, mogłam zobaczyć jak się trząsł i zrobiło mi się szkoda tego małego kolesia. Odwróciłam się do jego siostry, by zobaczyć co zrobi, lecz ona już nie wygadała, na taką żywą dziewczynę, którą spotkałam chwilę wcześniej. Wyglądała na przerażoną. Szturchnęłam ją, wyrywając z transu. - Cóż? - Nie mogę tam wejść - wyszeptała cicho. Jej różowe policzki zbladły, gdy zwróciła się do mnie z szeroko otwartymi oczami. Świetnie, boi się wysokości. Rozejrzałam się dookoła za ich rodzicami i zauważyłam, że byliśmy otoczeni drzewami po drugiej stronie parku, z dala od jakiejkolwiek pomocy dorosłych. Przez chwilę pomyślałam, aby pójść po pomoc, lecz mały chłopczyk był już bliski histerii, a Willow nadal nerwowo rozglądała się wokół. Co to była w ogóle za wielka sprawa? Drabinki nie były aż tak wysoko. Westchnęłam, wiedząc, że będę tą, która będzie wspinała się na drabinki i namawiała jej małego braciszka, aby zeszedł. Wiedziałam, że podanie jej mojego imienia skończy się naprawdę długim dniem. Ruszyłam do przodu i chwyciłam pierwszą drabinkę gotowa do wspinania, kiedy go usłyszałam. - Zatrzymaj się. 8

Zamarłam i natychmiast spojrzałam w kierunku nieznanego głosu. Patrzyłam w oczy nieznajomego, po raz drugi dzisiejszego dnia. Te oczy nie błyszczały. Nie... były ciemne i przypominały mi o burzy z piorunami, której bardzo nienawidziłam. Były przerażające i podłe. Wszystko w tym momencie wydało się inne. Nie byłam w stanie oderwać wzroku od jego zaskakujących, szarych oczu. One ze mnie drwiły, wyzywały bym odwróciła wzrok i zaryzykowała konsekwencjami. Nie zrobiłam tego, czy może lepiej, nie mogłam odwrócić wzroku i nie wiedziałam, czy chcę. Obserwowałam go, podczas gdy on robił dokładnie to samo i nagle chciałam wiedzieć, co o mnie myśli. Potrzebowałam wiedzieć, co zobaczył kiedy tak na mnie patrzył. Nie byłam do końca pewna, co ja widzę, lecz wiedziałam, że reakcja którą odczuwamy między sobą, nie jest normalna. To było zbyt sile. Stał oparty o drabinki, po drugiej stronie od miejsca, gdzie miałam zacząć się wspinać, ale jego intensywne spojrzenie mówiło, że to spotkanie, było zwyczajnie niezobowiązujące. Mogłam powiedzieć, że był w moim wieku lub starszy. Jego ciemne, potargane włosy opadały do przodu, częściowo zasłaniając oczy, gdyż przy grzywce miał je dłuższe. Małe kropelki potu pokrywały jego twarz i ostre kości policzkowe, które były jeszcze bardziej zaokrąglone za młodu. Piłka do koszykówki leżała u jego stóp, więc zgaduję, że po prostu skończył grać. - Chcę iść do domu - usłyszałam pociągnięcie nosem powyżej, wyrywające mnie z transu, w którym się znalazłam. Zauważyłam kilka innych dzieci stojących dookoła drabinek, patrzących jak Buddy przylgnął do szczebelek, lecz nikt się nie ruszył, by pomóc. Był tam mały chłopiec stojący niedaleko niego, który go faworyzował. Patrzył na nas, obserwując naszą cichą wymianę. Bez podania odpowiedzi, czy kolejnego spojrzenia, kontynuowałam. Wcześniejsza chwila przepadła, lecz świadomość 9

nadal pozostała. Jednak, nie zdążyłam postawić stopy na kolejnym szczeblu, zanim znów mnie powstrzymał, tym razem kładąc rękę na mojej prawej nodze. Z bliska jego oczy wydawały się jeszcze ciemniejsze. To sprawiło, że się zatrzymałam. Jak on się tu dostał tak szybko? - Nie - powiedział tym razem. To brzmiało prawie, jak warknięcie, lecz to nie mogło być możliwe. Ludzie nie warczą. Ale najwidoczniej, on potrafił, ponieważ ciągną dalej tym samym stanowczym tonem. - Dostał się tam sam, więc może też sam zejść. Co? On był tylko małym dzieckiem, pomyślałam ze złością, ale my również nimi byliśmy. - Słuchaj, nie wiem kim jesteś ani o co ci chodzi, ale on potrzebuje pomocy i dostanie ją ode mnie. Zrozumiano? odpowiedziałam odnajdując w sobie odwagę. Prawda była taka, że strasznie mnie przerażał. Od razu zrozumiałam, że popełniłam błąd. Ale nie, to nie dźwięk zdziwienia wydany przez resztę dzieciaków stojących wokół, uświadomił mi mój błąd. To była jego zaciskająca się dłoń i rosnąca złość w jego oczach, która zmieniła je w czarne. Rozejrzałam się wokół i zobaczyłam Willow w tym samym miejscu, w którym ją opuściłam. Żuła swoją wargę, ze zmartwionym wyrazem twarzy. Sądziłam, że to przez jej brata, który przestał płakać i zamiast tego obserwował nas szeroko otwartymi oczami. Mimo to, szarpnęłam się uwalniając nogę i kontynuowałam wspinanie, szybko osiągając szczyt drabinek. Zaczęłam się zbliżać do młodszego chłopca, czekającego na pomoc. Nie patrz w dół. Powinnam była spojrzeć w dół. W ułamek sekundy wyciągnęłam rękę do Buddy'ego, kiedy 10

jego oczy rozszerzyły się ze strachu, ponieważ w przeciwieństwie do mnie, śledził to, co działo się poniżej. Ja nie byłam przygotowana na to, co się stało. Coś mnie pociągnęło, a następnie spadłam. Ból, jakiego nigdy wcześniej nie zaznałam, przedarł się przeze mnie, prawie mnie oślepiając, po tym jak uderzyłam lewą stroną o beton. Udało mi się przewrócić na plecy i spojrzeć w górę. Ponownie spotkałam jego oczy, gdy obserwował moje wypływające łzy. Nie wydawał się tak samo piękny dla mnie, jak na początku. Tym razem wyglądał, jak potwór, którego nigdy nie znałam i którego musiałam się bać. - Mówiłam ci, że nie mogę tam wejść. - To była Willow, tłumacząca gdzieś z oddali. - Keiran'owi by się to nie spodobało.

11

Rozdział 1 Dziesięć lat później... - Lake! - Otrząsnęłam się ze snu na jawie, gdy dzwoni ostatni dzwonek tego dnia oznajmiający koniec szkoły i, co za tym idzie, koniec ostatniej klasy. Przetrwałam. Wiem dlaczego, chociaż nie ośmieliłam się powiedzieć tego głośno wierząc głupio, że powód tego nagle zniknie jak ciemna chmura. Bądź poważna, Lake. Spoglądałam na swoją najlepszą przyjaciółkę, która patrzyła na mnie pytająco. Nie odezwałam się. Zebrałam swoje książki i stanęłam przy drzwiach. Willow kończ...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.