Blaze - Stephen King (pdf)

STEPHEN KING jako RICHARD BACHMAN BLAZE Wstęp napisany przez STEPHEN KING Całość przełożył Michał Juszkie - pdf za darmo

9 downloads 85809 Views 1MB Size

Story Transcript


STEPHEN KING jako

RICHARD

BACHMAN BLAZE Wstęp napisany przez

STEPHEN

KING Całość przełożył Michał Juszkiewicz

UJAWNIENIE FAKTÓW

Szanowny Notoryczny Czytelniku, Żeby było jasne: to jest powieść z szuflady. Chcę, byś o tym wiedział, dopóki jeszcze nie wyrzuciłeś paragonu i zanim zachlapiesz którąś stronę mięsnym sosem albo lodami. Bo wtedy trudno będzie zwrócić książkę do księgarni, a może nawet okaże się to niemożliwe1. A więc jest to powieść z szuflady, poprawiona i odświeżona, ale wciąż powieść z szuflady. Widnieje na niej nazwisko „Bachman”, ponieważ jest to ostatnie dzieło tego pana ze szczytowego okresu jego twórczości literackiej, który przypadł na lata 19661973. W owych latach byłem tak naprawdę dwiema różnymi osobami. Stephen King pisał (i sprzedawał) opowiadania grozy do obleśnych świerszczyków w stylu Cawliera albo Adama2, gdy tymczasem spod pióra Bachmana wychodziły powieści, których pies z kulawą nogą nie chciał kupić. Nosiły one następujące tytuły: Rage3, „Wielki marsz”, „Ostatni bastion Barta Dawesa” 1.Kierując do ciebie ostrzeżenie tej treści, zakładam, że jesteś taki jak ja, a zatem kiedy zasiadasz do stołu (albo choćby coś przekąszasz), to najczęściej masz gdzieś pod ręką aktualnie czytaną książkę. 2.Z pewnym wyjątkiem: Bachmanowi udało się sprzedać jedno opowiadanie z gatunku czarnego kryminału napisane pod pseudonimem John Swithen. Nosiło ono tytuł „Piąta ćwiartka”. 3.Nakład tej książki jest już wyczerpany. I bardzo dobrze. i „Uciekinier”4. Wszystkie, co do jednej, ukazały się w oprawie broszurowej. „Blaze” to ostatnia z owych wczesnych powieści… piąta ćwiartka, jeśli chcecie ją tak nazywać. Ale jeśli bardzo wam zależy, to niech będzie: jest to powieść z szuflady innego znanego autora. Powstała na przełomie lat 1972 i 1973. Dopóki ją pisałem, wydawała mi się znakomita. Przeczytana po

ukończeniu okazała się absolutną kupą. Pamiętam, że nigdy nie zaniosłem jej do żadnego wydawcy, nie pokazałem maszynopisu nawet u Doubledaya, gdzie przyjaźniłem się z facetem nazwiskiem William G. Thompson. To właśnie Bill odkrył później Johna Grishama; on również kupił moją następną książkę, tę, którą napisałem po ukończeniu „Blaze^” - pokręconą, aczkolwiek przyjemną opowieść o balu na koniec roku w pewnej szkole w stanie Maine. Na kilka lat zapomniałem o powieści zatytułowanej „Blaze”, aż w końcu, kiedy już wszystkie wczesne Bachmany ukazały się drukiem, wyciągnąłem ją i przejrzałem. Po mniej więcej dwudziestu stronach doszedłem do wniosku, że pierwsza opinia na jej temat była słuszna i tak książka powróciła za zasłonę pardy*. Do stylu co prawda nie miałem specjalnych zastrzeżeń, ale sama fabuła przypomniała mi, co kiedyś powiedział Oscar Wilde, a mianowicie, że dickensowskiego „Magazynu osobliwości” nie sposób czytać, nie płacząc przy tym ze śmiechu jak bóbr6. Powieść 4. Następna powieść Bachmana nosiła tytuł „Chudszy” i nic dziwnego, że zostałem wtedy zdemaskowany, bo w rzeczywistości jej autorem był Stephen King; nikt nie dał się nabrać na tamto fałszywe zdjęcie na obwolucie. 5. Moim zdaniem jestem jedynym autorem w historii anglojęzycznego gawędziarstwa, który za kamień węgielny swojej kariery ma podpaski higieniczne; ta część mojej spuścizny jest niezaprzeczalnie prawdziwa. 6. Ja miałem tak samo podczas lektury „Everymana” Philipa Rotha, „Judy nieznanego” Thomasa Hardy’ego, a także „Córki opiekuna wspomnień” Kim Edwards - w pewnym momencie po prostu zaczynałem trząść się ze śmiechu, wymachiwać rękami i wołać: „I jeszcze nowotwór! I jeszcze niech oślepnie! Tego jeszcze nie było!”. * Parda (pers.) - w krajach hinduskich i muzułmańskich: obyczaj nakazujący odosobnienie kobiet od niespokrewnionych mężczyzn oraz zakrywanie twarzy i ciała przed ich wzrokiem (przyp. tłum.).

„Blaze” została zatem skazana na niepamięć, jednakże nie przepadła bezpowrotnie. Po prostu upchnęli ją w jakimś kącie biblioteki im. Raymonda H. Foglera na uniwersytecie stanowym w Maine razem z resztą dorobku Stephena Kinga/Richarda Bachmana, jaki mieli na stanie. Kolejne trzydzieści lat spędziła w ciemnicy. Aż zdarzyło się pewnego razu, że napisałem cienką książeczkę zatytułowaną „Colorado Kid”, która ukazała się w miękkiej oprawie nakładem wydawnictwa Hard Case Crime, w

serii mającej w założeniu publikować wznowienia dawnych czarnych kryminałów oraz współczesne powieści z tego gatunku. Pomysł ów zrodził się w głowie pewnego bardzo bystrego i bardzo równego faceta nazwiskiem Charles Ardai. Moje dziełko, jak na kryminał, było zdecydowanie zbyt białe, ale Charles i tak je wydał; dostało okładkę w pięknym stylu dawnych paperbacków8. Cały projekt poszedł błyskawicznie… oprócz tantiem, które jakoś nie chciały szybko spływać. Mniej więcej rok później przyszło mi do głowy, że warto byłoby przeżyć jeszcze jedną przygodę z Hard Case - najlepiej, gdyby to była książka o nieco bardziej zdecydowanym charakterze. I tak w moich myślach po raz pierwszy od wielu lat zagościła powieść pod tytułem „Blaze”, ale wraz z nią przypętał się ten cholerny cytat z Wilde’a, komentarz na temat „Magazynu osobliwości”. „Blaze”, tak jak ja go zapamiętałem, to nie był twardy, czarny kryminał, ale co najwyżej maleńki wyciskacz łez, taki na trzy chusteczki higieniczne. W każdym razie, powiedziałem sobie, nie zaszkodzi rzucić okiem. A dokładniej: nie zaszkodziłoby, gdybym tylko wiedział, gdzie jest ta książka. Miałem w pamięci tamten karton i lekko kwadratowy krój czcionki (to była maszyna do pisania Tabithy, mojej żony, stara, jeszcze z czasów studenckich; walizkowa 01ivetti, sprzęt absolutnie nie do zdarcia), ale za skarby 7. Ale nie w szufladzie; w kartonowym pudle. 8. Niewiasta o oczach pełnych troski oraz - jak można przypuszczać - w bieliź-nie pełnej błogości. 9. Teraz, gdy o tym myślę, dochodzę do wniosku, że był to kolejny relikt złych czasów dawnych paperbacków. świata nie mogłem sobie przypomnieć, co się stało ze schowanym w kartonie maszynopisem. Mógł równie dobrze podzielić los dinozaurów Nie podzielił. Marsha, jedna z moich dwóch nieocenionych asystentek, odnalazła go w Bibliotece im. Foglera. Ale nie przekazała mi oryginału (boja, hm… jestem gubiący), tylko kserokopię. Taśma, którą miałem w maszynie, pisząc tę książkę, musiała chyba już być na wykończeniu, bo tekst okazał się prawie nieczytelny, a notatki na marginesach rozmazane i trudne do odcyfrowania. Mimo to zasiadłem do lektury, szykując się na męczarnie wstydu, jaki potrafi człowiekowi zgotować tylko jego młodsze, bardziej przemądrzałe wcielenie. Książka okazała się jednak całkiem niezła, a z całą pewnością lepsza od

„Ostatniego bastionu Barta Dawesa”, którą w owym czasie uważałem za mainstreamową amerykańską powieść. Chodziło tylko o to, że nie można jej było nazwać czarnym kryminałem. Wydawała się raczej bliższa naturalizmowi w opisywaniu zbrodni, który uprawiali w latach trzydziestych XX w. James M. Cain i Horace McCoy11. Bardziej niż główna linia fabuły podobały mi się retrospekcje. Przypominały trylogię Jamesa T. Far-rella o młodym Loniganie, a także zapomniane (lecz smakowite) Gas-House McGinty. Miejscami, co oczywiste, objawiał się syndrom RGPS12, ale w końcu pisał to młody facet (miałem wtedy dwadzieścia pięć lat), święcie przekonany, że TWORZY WIEKOPOMNE DZIEŁO. Wydawało mi się, że „Blaze’a” będzie można przerobić i wydać bez wielkiego wstydu, ale w Hard Case Crime, jak się okazało, 10. W trakcie całej pisarskiej kariery udało mi się zawieruszyć nie jedną, ale dwie całkiem dobrze zapowiadające się powieści. „Pod kopułą” dociągnąłem tylko do pięćdziesięciu stron, lecz „Kanibale”, w momencie, gdy zaginęli w akcji, mieli ich już ponad dwieście. Nie zachowały się żadne kopie. To było przed erą komputera, a pierwszych wersji swoich książek nigdy nie pisałem przez kalkę - wydawało mi się to jakieś takie… zarozumiałe. 11. Rzecz jasna, jest to również hołd złożony Myszom i ludziom - z jakiegoś powodu trudno to przeoczyć. 12. Rumieńce, galopujący puls, sapanie. książka ta nie znalazła uznania. W pewnym sensie przecież to wcale nie był kryminał. Moim zdaniem, poddana pewnym bezlitosnym poprawkom, mogła uchodzić za tragedię z nizin społecznych. W tym celu przyswoiłem sobie oschły, beznamiętny styl, którym cechują się najlepsze czarne kryminały, a żebym nie zapomniał, co próbuję osiągnąć, do pisania wybrałem krój czcionki o nazwie American Typewriter. Narzuciłem sobie szybkie tempo pracy, a jednocześnie przestałem wyglądać w przyszłość i oglądać się za siebie, mając w tym dodatkowy .cel: uchwycić i oddać ów nieopanowany pęd na oślep, który mają tamte dawne powieści (myślę tutaj bardziej o Jimie Thompsonie 1 Richardzie Starku niż o Cainie, McCoyu czy Farrellu). Korekty zamierzałem wprowadzić na samym końcu - ołówkiem, nie na komputerze, tak jak to dzisiaj jest w modzie. Skoro ta książka i tak miała być pamiątką z przeszłości, starałem się odtworzyć ową przeszłość, nie widząc

powodu, aby przed nią uciekać. Postanowiłem sobie również, że pisząc, zdławię w sobie wszelkie sentymenty; chciałem, aby ta powieść była naga jak pusty dom bez chociażby dywanika na podłodze. Moja matka powiedziałaby: „Żeby była z gołą twarzą na wierzchu”. Tylko czytelnik będzie w stanie ocenić, czy mi się udało. Jeżeli cię to interesuje (a nie powinno, bo chciałeś przecież tylko dostać dobrą historię do przeczytania i miejmy nadzieję, że się nie zawiedziesz), to wiedz, że cały dochód ze sprzedaży tej książki zasili, konto The Haven Foundation, założonej w celu wspomagania niezależnych artystów, którym nie poszczęściło się w życiu13. I jeszcze jedna sprawa, dopóki mam cię w swojej mocy. Starałem się, na ile tylko było to możliwe, zamazać ramy czasowe tej powieści, aby nie sprawiała wrażenia jakiejś ramoty. Nie mogłem 13. Więcej informacji na temat The Haven Foundation możesz znaleźć na mojej stronie, czyli pod adresem www.stephenking.com. 14. Nie podobał mi się pomysł, że Clay Blaisdell dorastał w powojennej Ameryce; odnoszę teraz wrażenie, że tamte czasy są już niewiarygodnie zamierzchłe, chociaż w 1 973 r., kiedy mieszkałem z żoną...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.