Bratkowski S. - Nieco inna historia Polski

Contents 01.Skąd jesteśmy 02.Nasi zapomniani, inteligentni pra-kuzyni 03.Czciciele kobiet jedli mężczyzn 04. - pdf za darmo

24 downloads 67759 Views 2MB Size

Recommend Stories


Historia Polski 18 - Tablice chronologiczne
Historia Polski 18 - Tablice chronologiczne - pdf za darmo

Historia Polski 13 - Znamienite rody
Historia Polski 13 - Znamienite rody - pdf za darmo

Historia Polski - Polska Ludowa - Budowa PRL- u
Historia Polski - Polska Ludowa - Budowa PRL- u - pdf za darmo

Story Transcript


Contents 01.Skąd jesteśmy 02.Nasi zapomniani, inteligentni pra-kuzyni 03.Czciciele kobiet jedli mężczyzn 04.Nasz przodek niedźwiedź 05.Miecze kalane w błocie 06.Niczego bez powszechnej zgody 07.Kto wybrał nam cywilizację 08.Jednak przetrwało 09.Jak rodziła się Polska 10.Gospodarność zamiast rabunku 11.Bogata Bulanija 12.Wiece - anachronizm czy przyszłość 13.By zrosła się jak ciało świętego 14.Ci, co tworzyli państwo 15.Liczyć twierdze czy kochanki 16.Ich mocne, zdrowe państwo 17.Walczyć mieczem i myślą 18.Kto naprawdę pokonał Krzyżaków 19.Czas buntu przeciw powodzeniu 20.Wiek złoty 21.Polska wmieszkanych Polaków 22.Korce, łaszty, intelektualiści i muzycy 23.Pierwsze wielkie stronnictwo polityczne w Europie 24.Ziemia obiecana Michała z Montaigne 25.Luxum 26.Rozkład 27.Nigdy nie należy tracić nadziei... 28.Kiedy wszystko okazuje się możliwe 29.Od nadziei do katastrofy 30.Od katastrofy do nadziei 31.Nim porządek zapanował w Warszawie 32. Tam lepiej, gdzie trudniej 33.Po latach pracy krwawe bohaterstwo 34.Były trzy Polski... 35.Zapomniane lata 36.Nasza Syberia 37. Poza historią 38.Jakże różny fin de siecle 39.Z kim w jutro 40.Od żartów do gruzów 41.I ni z tego, ni z owego... 42.Co zrobić z wolnością 43.Wyścig z czasem

44.Nim przyjdzie apokalipsa 45.Przejście przez piekło 46.Jak się wychodzi z piekła 47.Nie poddać się machinie zła 48.Między kapitulacją a karabinami maszynowymi 49.Fantastyczne wydarzenia, fantastyczne dni 50.Jak zmieniliśmy świat

1. SKĄD JESTEŚMY Zdumiał mnie głos młodego autora w naszym „Studio Opinii” (studioopinii.pl) - demonstracyjne lekceważenie, prawie pogarda, objawione przeszłości własnego narodu i państwa! Uświadomiło mi to, że jego pokolenie zrażano do historii Polski i w szkole, i w telewizjach. Poznawali kraj nieszczęść, historycznego pecha, ciągłych krzywd historycznych i zarazem kraj nieudanego narodu, nie umiejącego sobie radzić z historią. Gorzej: mój znacznie młodszy kolega, zaprzyjaźniony ze mną, błyskotliwie inteligentny erudyta historii kultury, potrafił napisać: „Po raz pierwszy w dziejach ludzkości Polska, Litwa, Białoruś, Ukraina, Słowacja i Czechy są samodzielnymi podmiotami politycznymi, to znaczy państwami narodowymi (…) Nigdy dotąd tak nie było (…) Zawsze były pod czyimś zaborem lub – co najmniej – kuratelą”. Mojego młodszego kolegę w takich bredniach wyedukowała, niestety, szkoła i poniektórzy pisarze historyczni. I on nie wie niczego o historii własnego kraju, któremu paręset lat Europa zazdrościła pokoju i porządku! Po części też dla niego to piszę. Choć, przede wszystkim dla tych, o których myśleć przyjemnie – dla tych, którzy pod Szczekocinami na wiadomość o katastrofie kolejowej pobiegli natychmiast, nie wołani, ratować i pomagać. Dla tych, którzy zbierają, i tych, którzy płacą pieniądze dla Orkiestry Świątecznej Pomocy. Dla wolontariuszy, którzy uczynili turniej Euro tak sympatyczną imprezą, i dla tych polskich kibiców, którzy ku zdumieniu Czechów i czeskich piłkarzy po ich wygranej z Polakami dopingowali ich w następnym meczu i darzyli sympatią niemal braterską. Wszyscy tacy Polacy otwierają swoim zachowaniem nową historię naszego kraju – dalszy ciąg historii, którą tu im spróbuję opisać. Bez podbijania narodowego bębenka, ale i bez pogłębiania kompleksów. Historia jest dla mnie czymś osobistym: kiedyś sam brałem w niej bardzo czynny udział, sporo widziałem i sporo przeżyłem, choć na pewno nie tyle, co główni bohaterowie tych czasów, byłem tylko jednym z wielu – razem z innymi. I razem udawało się nam coś zrobić. Członkowie mojej rodziny – zwykłej polskiej rodziny – byli takimi jednymi z wielu wcześniej ode mnie. Jak dawno? „Dawno” to pojęcie względne: starszy brat mojego pradziadka był dwieście lat temu z armią Napoleona pod Moskwą i wrócił cało; ja brałem udział w ruchu, który cało zakończył złe stosunki z Moskwą. Przeszłość nie jest więc tak odległa, a nawet jakby rozciągliwa… Ten brat pradziadka pisał w roku 1860 o samorządzie chłopów to, co ja sto lat po nim, i moje poglądy brzmiały równie, a może nawet bardziej wywrotowo, niż to samo sto lat wcześniej. W ogóle nic nie było „tak dawno”. Przed tysiącem lat dała początek Polsce (w trybie nie do

naśladowania) ziemia nazwana potem Wielkopolską, w łacinie „Polonia Magna”, Polską raczej „starszą”, niż większą. Na przełomie XIX i XX wieku chłop z tej Wielkopolski, pan Tomasz Skorupka, rolnik z zamożnej okolicy o bardzo żyznych glebach nad rzeką Obrą, wychował syna tak, że wyrósł z niego profesor Helsztyński, a to był najwybitniejszy przed drugą wojną światową polski znawca literatury anglosaskiej, profesor krajowych i zagranicznych uniwersytetów. I za namową syna pan Tomasz spisał swoje wspomnienia. Nie był jakimś nieszczęsnym wiejskim prostakiem, z tych, co uciekali od swej biedy za ocean i stawali się tam żerem amerykańskich, prześmiewczych dowcipów, „Polack jokes” (takich, jakie XIX-wieczni Szwedzi opowiadali o Norwegach). Pan Tomasz przestudiował księgi parafialne swej rodzinnej wsi, znalazł w nich przodków swego nazwiska aż po pierwsze lata XVII wieku i takim opatrzył to komentarzem: "...gdyby te księgi założono od początku istnienia osady, to miałbym na papierze dowód, że i Skorupkowie, i inne dzisiejsze rody, siedzą tu od samych królów Piastów, a dokumentnie od czasu Bolesława Śmiałego (króla Polski - przyp. SB), co w XI wieku klasztor w Lubiniu z Awdańcami (możnowładcami z tej okolicy) fundował. My przynależymy od wieków do tej ziemi, a ziemia do nas". To nie przypadek. Córka mojego znajomego, zaprzyjaźnionego ze mną Kaszuba, w trzecim już pokoleniu fachowca od ochrony brzegów morskich, Justysia Kur, pisała pracę magisterską z historii o księgach parafialnych klasztoru w pobliskim Żarnowcu. Cofając się w tych księgach pokolenie za pokoleniem, spotkała rodzinę swoich przodków, bogatych, wolnych Kaszubów, Kurów, na przełomie XVI i XVII wieku. Gdyby te księgi prowadzono wcześniej, byliby tam Kurowie prawdopodobnie już w XIV wieku – w innym niż dziś Żarnowcu, bo klasztor cystersek wznosił się na wysokim brzegu zalewu, wtedy chroniła zalew od morza mierzeja, dzisiaj były zalew przykrywają łąki na ziemi, którą naniosła płynąca w sąsiedztwie Piaśnica... Kiedy studiowałem historię królewskiej żupy solnej w Wieliczce, trafiłem na listę 120 „stań”, dziedzicznych miejsc pracy w kopalni, oznaczono je u przełomu XIV i XV wieku nazwiskami i rodzinnymi przezwami ich wolnych właścicieli – wszystkie je po 600 latach znalazłem w książkach telefonicznych Krakowa, Wieliczki i Bochni! Nazwisko mojego nieżyjącego już przyjaciela, wspaniałego taternika i… konspiratora, naszego „kontaktu” przez góry aż z Węgrami, Wojciecha Niedziałka, po raz pierwszy pojawiło się w dokumentach XIII wieku jako bodaj najstarsze zanotowane polskie nazwisko. Piotr Komorowski, kawał awanturnika, w XV wieku zrobił ze Spisza, Orawy i sąsiedztwa swoje małe państewko, w XVIII wieku panna Komorowska była dla magnackiej rodziny narzeczonego kimś minorum gentium, dziś kuzynka Komorowskich jest… królową belgijską. Nasz humorysta i aktor estradowy, Krzysztof Materna, nosi bardzo rzadkie kaszubskie nazwisko – i oto Gdańsk na przełomie XV i XVI wieku miał braci Maternów, gdańskich kupców, okrutnych rozbójników i piratów (bliższe o nich dane spotkałem we wspaniałej „Encyklopedii Gdańskiej” pod redakcją mego przyjaciela, Cezarego Windorbskiego). W księgach miejskich Poznania spotkałem trzysta rodzin Szkotów, przyjętych do prawa miejskiego w XVII wieku. Znakomity kardiolog, prof. Budaj, nosi nazwisko po jakimś osiadłym w Polsce Węgrze. Wielki historyk, prof. Samsonowicz, to chyba właśnie po jakichś XVII-wiecznych Szkotach… Składają się na Polskę żywioły najrozmaitszych gatunków. Znam to z własnej rodzinnej genetyki. Przed laty jako reporter dotarłem do ostatniego w Polsce, ślicznego, małego, wiejskiego meczetu

muzułmańskiego w Kruszynianach, na dzisiejszej wschodniej granicy Polski, za Krynkami, i wyszedł do mnie mułła, nazwiskiem Bajraszewski, potomek tutejszych, spolonizowanych od stuleci Tatarów. Jego fizys – to była skóra zdarta z mojej babci, warszawianki, z domu Nowak! Albo któryś z Nowaków, warszawskich mieszczan, ożenił się z polską Tatarką, albo sam był polskim Tatarem, kimś w Warszawie nowym, przybyszem, więc „Nowakiem”… W zamożną, warszawską rodzinę tych Nowaków, jak przypuszczam, wżenił się mój dziadek. Mój pradziad, już bez swoich chudych dwóch wioszczyn, wychował go na mieszczanina, fachowego księgowego, który został wysoko płatnym „rachmistrzem” Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Starszy brat dziadka, żołnierz „partii” dziadka Wisławy Szymborskiej w Powstaniu Styczniowym, wykształcony jako inżynier, po latach praktyki został dyrektorem potężnej huty Klimkiewiczów w Ostrowcu Świętokrzyskim. Brat babki, inżynier Nowak, u boku naturalizowanego angielskiego fachowca, Lindleya młodszego, jako kierownik jakiegoś odcinka robót budował filtry warszawskie. Moja pierwsza żona była z pochodzenia Tatarką, widać to było nie tylko po jej fizjognomii, nawet nazwisko miała tatarskie, od miejsca, gdzie przed wiekami osiedli na Lubelszczyźnie polscy Tatarzy. Jeden zresztą z najpopularniejszych swego czasu aktorów amerykańskich, Charles Bronson, Karol Buczyński, potomek spolonizowanych Tatarów, zawsze podawał swoje oryginalne polskie nazwisko, kiedy nie było to wcale w Ameryce modne; dzięki swej fizjognomii grywał też… Indian. Moja koleżanka po fachu, a przyjaciółka od lat dziecinnych, współtwórczyni radiowych „Matysiaków”, Dżenet Połtorzycka, nawet imię nosi tatarskie, jak i jej siostra, Zaira, które to imiona im nadał ojciec, pan Ali Połtorzycki, bankowiec, nasz sąsiad z domu w przedpowstaniowej Warszawie, muzułmanin. Moja koleżanka lat chłopięcych, śliczne dziewczątko z rodziny o pięknym polskim, zdawałoby się, nazwisku Dzianotów, nie wiedziała, jak i ja, że nosi je po XVII-wiecznym, włoskim przedsiębiorcy i bankierze, działającym w Zagłębiu Kieleckim, Jakubie Janottim… Mój przyjaciel, Grzegorz Gauden, ma XVII-wiecznego przodka Szkota, Johna Gaudena, przyjaciela ścięteg...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.