Brent Weeks -Nocny Anioł 2 - Na krawędzi cieni

BRENT WEEKS NA KRAWĘDZI CIENIA PRZEŁOŻYŁA MAŁGORZATA STRZELEC Wydawnictwo MAG Warszawa 2010 Tytuł orygi - pdf za darmo

7 downloads 78581 Views 2MB Size

Story Transcript


BRENT WEEKS

NA KRAWĘDZI CIENIA

PRZEŁOŻYŁA MAŁGORZATA STRZELEC

Wydawnictwo MAG Warszawa 2010

Tytuł oryginału: Shadows Edge Copyright © 2008 by Brent Weeks Copyright for the Polish translation © 2010 by Wydawnictwo MAG Redakcja: Urszula Okrzeja Korekta: Magdalena Górnicka Projekt okładki: Peter Cotton Ilustracja na okładce: Calvin Chu Projekt typograficzny, skład i łamanie: Tomek Laisar Fruń ISBN 978–83–7480–160–7 Wydanie I Wydawca: Wydawnictwo MAG ul. Krypska 21 m. 63, 04–082 Warszawa tel. (22) 813–47–43, fax (22) 813–47–60 e-mail [email protected] www.mag.com.pl Wyłączny dystrybutor: Firma Księgarska Jacek Olesiejuk Sp. z o.o. ul. Poznańska 91, 05–850 Ożarów Maz. tel. (22) 721–30–00

www.olesiejuk.pl Druk i oprawa: [email protected]

Dla Kristi – za to, że nigdy nie wątpiła. Nawet kiedy ja sam wątpiłem. Oraz dla Kevina, bo to zadanie starszego brata zrobić z młodszego twardziela. Było mi potrzebne to, czego mnie nauczyłeś. (Ale nigdy nie doszedłem do siebie po tym incydencie z grudką ziemi).

1 Mamy dla ciebie zlecenie – powiedziała Mama K. Jak zawsze rozsiadła się niczym królowa, wyprostowana, we wspaniałej, idealnie leżącej sukni, z nienagannie ułożonymi włosami, chociaż już siwiejącymi przy skórze. Dziś rano miała pod oczami ciemne sińce. Kylar domyślał się, że żaden z przywódców Sa’kagé – z tych nielicznych, którzy przeżyli – nie spał za wiele od czasu khalidorskiej napaści. – Dzień dobry, też życzę ci miłego dnia – odpowiedział Kylar, sadowiąc się w głębokim fotelu w gabinecie. Mama K nie odwróciła się, tylko dalej wyglądała przez okno. Zeszłej nocy deszcze zgasiły większość pożarów w mieście, ale nadal wiele domów tliło się i miasto było skąpane w szkarłatnym świcie. Plith, która oddzielała bogatą, wschodnią Cenarię od Nor, wyglądała jak rzeka krwi. Kylar nie był pewien, czy tylko z powodu przesłoniętego dymem słońca. W ciągu tygodnia od przewrotu khalidorscy najeźdźcy wyrżnęli tysiące ludzi. – Szkopuł w tym, że truposz wie, co się kroi. – Skąd? Zwykle Sa’kagé działało o wiele sprawniej. – Powiedzieliśmy mu. Kylar potarł skronie. Sa’kagé uprzedziłoby truposza tylko po to, żeby w razie nieudanego zamachu nikt nie podejrzewał organizacji. To oznaczało, że truposzem mógł być tylko jeden człowiek:

zdobywca Cenarii, Król-Bóg Khalidoru, Garoth Ursuul. – Ja tylko przyszedłem po swoje pieniądze – powiedział Kylar. – Wszystkie kryjówki Durzo... wszystkie moje kryjówki spłonęły. Potrzebuję pieniędzy na łapówkę dla straży przy bramie miejskiej. Od zawsze systematycznie oddawał Mamie K część zarobków, żeby je inwestowała w jego imieniu. Powinna mieć dość pieniędzy nawet na kilka łapówek. Mama K w milczeniu przerzucała kartki ryżowego papieru leżące na biurku. W końcu podała jedną Kylarowi. W pierwszej chwili cyfry go oszołomiły. Inwestował w nielegalny import ziela lubieżnicy i kilku innych uzależniających roślin, miał konia wyścigowego, udziały w browarze i paru innych interesach, pożyczał pieniądze na lichwę, był współwłaścicielem ładunków, między innymi z jedwabiem i klejnotami – z całkiem legalnymi towarami, jeśli pominąć fakt, że Sa’kagé płaciło za nie dwadzieścia procent w formie łapówek zamiast pięćdziesięciu według taryfy celnej. Już sama liczba informacji zawartych na tej stronicy przyprawiała o zawrót głowy. A połowy z nich w ogóle nie rozumiał. – Mam dom? – zdziwił się Kylar. – Miałeś. W tej kolumnie zaznaczono towary stracone w wyniku pożarów i łupieży. – Krzyżyki znajdowały się przy wszystkich pozycjach poza jedną wysyłką po jedwab i jedną po lubieżnicę. Stracił w zasadzie wszystko, co miał. – Żadna z tych dwóch wypraw nie wróci w ciągu najbliższych miesięcy, o ile w ogóle ma szansę. Jeśli Król-Bóg nadal będzie przechwytywał statki cywilne, możesz o nich

zapomnieć. Oczywiście, gdyby nie żył... Widział, do czego to zmierza. – Według tych rachunków moja część nadal jest warta dziesięć do piętnastu tysięcy. Sprzedam ci je za tysiąc. Tylko tyle potrzebuję. Zignorowała go. – Potrzebuję trzeciego siepacza, żeby robota na pewno wypaliła. Piętnaście tysięcy gunderów za jedną śmierć. Mając tyle, możesz zabrać Elene i Uly, dokąd zechcesz. Wyświadczysz światu przysługę i nigdy więcej nie będziesz musiał pracować. To naprawdę ostatnia robota. Wahał się tylko chwilę. – Zawsze tak się mówi. Już z tym skończyłem. – To z powodu Elene, prawda? – zapytała Mama K. – Myślisz, że człowiek może się zmienić? Spojrzała na niego z głębokim smutkiem. – Nie. I ostatecznie znienawidzi wszystkich, którzy go o to proszą. Kylar wstał i wyszedł. W korytarzu wpadł na Jarla. Przyjaciel szczerzył zęby, jak kiedyś, gdy byli dzieciakami dorastającymi na ulicy i zamierzał wykręcić jakiś numer. Był ubrany według najnowszej mody: w długą tunikę z przesadnie podkreślonymi ramionami, a do tego w wąskie spodnie wpuszczone w wysokie buty. Prezentował się nieco z khalidorska. Włosy miał zaplecione w cieniutkie warkoczyki ze złotymi paciorkami, które podkreślały jego ciemną karnację. – Mam dla ciebie idealną robotę – powiedział ściszonym głosem

Jarl, wcale nie wstydząc się tego, że podsłuchiwał. – Bez zabijania? – Nie całkiem. *** – Wasza Świątobliwość, tchórze są gotowi zmazać swoją winę – ogłosił Vürdmeister Neph Dada głosem niosącym się ponad tłumem. Był starym człowiekiem, żylastym, o skórze pokrytej starczymi plamami, zgarbionym i śmierdzącym śmiercią, którą trzymał na dystans za pomocą magii. Oddech grał mu w piersi po wysiłku, jakim było wspinanie się na platformę na głównym dziedzińcu Zamku Cenaria. Dwanaście sznurów z węzłami zwisało mu z ramion okrytych czarnymi szatami, na znak dwunastu shu’ra, które opanował. Neph z trudem ukląkł i podał garść słomek Królowi-Bogu. Król-Bóg Garoth Ursuul stał na platformie i przeprowadzał inspekcję wojsk. Z przodu, na środku stało blisko dwustu graavarskich górali – wysokich, barczystych błękitnookich dzikusów, z krótkimi ciemnymi włosami i długimi wąsami. Po obu ich stronach stały rekrutujące się z innych górskich plemion elitarne oddziały, które zajęły zamek. Za nimi czekała reszta wojsk, które wmaszerowały do Cenarii już po jej wyzwoleniu. Znad Plith, opływającej zamek z obu stron, podnosiła się mgła i przesączała pod zardzewiałymi kratami w bramach, przynosząc ze sobą chłód. Graavarowie zostali podzieleni na piętnaście grup po

trzynastu. Tylko oni nie mieli żadnej broni, zbroi czy choćby tunik. Stali w samych spodniach, z nieruchomymi, bladymi twarzami, ale zamiast drżeć w chłodzie jesiennego poranka, pocili się. Kiedy Król-Bóg dokonywał inspekcji wojsk, nigdy nie było przy tym wrzawy, ale dzisiaj – chociaż zgromadziły się tysiące gapiów – panowała taka cisza, że aż dzwoniło w uszach. Garoth zebrał wszystkich żołnierzy i pozwolił przyglądać się inspekcji także cenaryjskim służącym, arystokratom i pospólstwu. Meisterowie w czarno-czerwonych krótkich pelerynach stali ramię w ramię z Vürdmeisterami w długich szatach, żołnierzami, wieśniakami, bednarzami, arystokratami, parobkami, pokojówkami, żeglarzami i cenaryjskimi szpiegami. Król-Bóg miał

na sobie szeroki

biały

płaszcz obszyty

gronostajami, w którym jego szerokie ramiona wydawały się wręcz ogromne. Pod spodem nosił białą tunikę bez rękawów i szerokie białe spodnie. W białym stroju jego blada, khalidorska cera wydawała się wręcz widmowa, a ponadto biel przyciągała wzrok gapiów do virów wijących się na jego skórze. Czarne pędy mocy wypłynęły na powierzchnię rąk Ursuula. Potężne węzły wnosiły się i opadały; sploty obrębione cierniami poruszały się nie tylko w przód i w tył, ale też w górę i w dół, jak fale, przeciskając się przez skórę – jakby od środka szarpały ją szpony. Viry nie ograniczały się tylko do rąk. Okalały twarz Króla-Boga. Wspięły się na jego łysą czaszkę i przebiły skórę, tworząc ciernistą, drżącą czarną koronę. Garothowi spływała Krew po skroniach.

Wielu Cenaryjczyków dziś po raz pierwszy zobaczyło KrólaBoga. Rozdziawili usta. Drżeli, kiedy padał na nich jego wzrok. Dokładnie taki był jego zamiar. Wreszcie Garoth wziął jedną słomkę od Nepha Dady i przełamał ją. Odrzucił jedną połówkę i wziął pozostałe dwanaście całych słomek. – Niech więc Khali przemówi – powiedział głosem buzującym mocą. Dał znać Graavarom, żeby weszli na podwyższenie. Podczas akcji wyzwolenia dostali rozkaz utrzymania tego dziedzińca razem z uwięzionymi na nim cenaryjskimi arystokratami, którzy później mieli zostać zgładzeni. Zamiast tego Graavarowie dali się rozgromić, a Terah Graesin i jej arystokraci uciekli. To było niedopuszczalne, niepojęte i całkiem niepodobne do zaciekłych Graavarów. Garoth nie pojmował, co sprawiło, że jednego dnia walczyli, a drugiego uciekli. Za to doskonale rozumiał hańbę. Przez ostatni tydzień Graavarowie wywozili gnój ze stajni, opróżniali nocniki, szorowali podłogi. Nie pozwalano im spać; zamiast tego całymi nocami polerowali broń i zbroje lepszych od siebie. Dzisiaj odpokutują swoją winę i przez następny rok będą się rwali, żeby udowodnić swoją odwagę. Podchodząc do pierwszej grupy z Nephem u boku, Garoth uspokoił vir na rękach. Kiedy mężczyźni ciągnęli słomki, nie mogli myśleć, że to za sprawą magii albo dla osobistej przyjemności KrólaBoga jeden został ocalony, podczas gdy inny skazany. Musieli wiedzieć, że to po prostu los, nieuchronny skutek ich własnego

tchórzostwa. Garoth uniósł ręce i wszyscy Khalidorczycy wspólnie się pomodlili: – Khali vas, Khalivos ras en me, Khali mevirtu rapt, recu virtum defite. Kiedy słowa wybrzmiały, podszedł pierwszy żołnierz. Miał niecałe szesnaście lat, nad ustami rysował mu się ledwie cień wąsów. Wyglądał, jakby miał zaraz upaść, kiedy oderwał wzrok od lodowatej twarzy Garotha i spojrzał na słomki. Jego naga pierś błyszczała od potu w świetle poranka, a wszystkie mięśnie drżały. Wyciągnął słomkę. Długą. Połowa napięcia spłynęła z jego ciała, ale tylko połowa. Młody mężczyzna, który stał obok młodzika, był do niego bardzo podobny – pewnie starszy brat. Oblizał usta i wyciągnął słomkę. Krótką. Przyprawiająca o mdłości ulga ogarnęła resztę oddziału. Widząc ich reakcję, tysiące obs...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.