Deaver Jeffery - Hak - K

JEFFERY DEAVER HAK Przełożył Łukasz Praski Prószyński i S-ka Tytuł oryginału EDGE Copyright © 2010 by - pdf za darmo

12 downloads 72017 Views 2MB Size

Story Transcript


JEFFERY

DEAVER

HAK Przełożył Łukasz Praski

Prószyński i S-ka

Tytuł oryginału EDGE Copyright © 2010 by Jeffery Deaver All rights reserved Projekt okładki Ewa Wójcik Ilustracja na okładce © Dave Wall/Arcangel Images Redaktor prowadzący Katarzyna Rudzka Redakcja Rafał Szambelan Korekta Barbara Pigłowska-Stawowa Łamanie Ewa Wójcik ISBN 978-83-7648-680-2 Warszawa 2011 Wydawca Prószyński Media Sp. z o.o. 02-651 Warszawa, ul. Garażowa 7 www.proszynski.pl Druk i oprawa Drukarnia Skleniarz ul. Lea 118, 31-033 Kraków

Dla Shea, Sabriny i Brynn

CZERWIEC 2004

Zasady gry

Człowiek, który chciał zabić siedzącą obok mnie młodą kobietę, jechał kilometr za nami przez sielski krajobraz pól bawełny i tytoniu, okrytych wilgocią czerwcowego poranka. W lusterku wstecznym mignął fragmencik samochodu, poruszającego się w spokojnym tempie w szeregu aut i prowadzonego przez mężczyznę, który na pozór niczym się nie wyróżniał spośród setki kierowców na autostradzie, gdzie niedawno wymieniono nawierzchnię. - Panie Fallow? - zaczęła Alissa, po czym, tak jak nakłaniałem ją przez ostatni tydzień, poprawiła: - Abe? - Słucham. - Jest tam jeszcze? - Zauważyła, jak zerkałem w lusterko. - Tak. Nasz ogon też - dodałem, żeby ją uspokoić. Za mordercą, trzy samochody dalej, podążał mój protegowany. Nie był jedyną osobą z naszej organizacji biorącą udział w akcji. - W porządku - szepnęła Alissa. Trzydziestokilkuletnia kobieta ujawniła ciemne sprawki pewnego kontrahenta rządowego, który współpracował z wojskiem. Przedstawiciele firmy stanowczo twierdzili, że nie doszło do żadnych nadużyć i że nie mają nic przeciwko śledztwu, mimo to przed tygodniem dokonano zamachu na życie Alissy, a ponieważ byłem właśnie w Forcie Bragg z jednym z dowódców, Departament Obrony wezwał mnie, żebym ją chronił. Jako szef organizacji rzadko pracuję w terenie, ale prawdę mówiąc, chętnie wyrwałem się poza mury. Zwykle spędzałem co dzień dziesięć godzin za biurkiem w naszym biurze w Alexandrii. W zeszłym miesiącu częściej zostawałem tam na dwanaście i czternaście godzin, bo koordynowaliśmy ochronę pięciu informatorów z przestępczości zorganizowanej, aby później przekazać ich programowi ochrony świadków, w którego ramach mieli się poddać operacjom plastycznym. 9

Dobrze było znowu znaleźć się w siodle, choćby tylko na tydzień. Wcisnąłem przycisk szybkiego wybierania, dzwoniąc do swojego protegowanego. - Tu Abe - powiedziałem do zestawu słuchawkowego. - Gdzie on jest? - Jakieś osiemset metrów za wami. Porusza się dość wolno. Cyngiel, którego tożsamości nie znaliśmy, siedział za kierownicą nijakiego, szarego hyundaia sedana. Jechałem za pięcioipółmetrową ciężarówką z wymalowanym na boku napisem „PRZEDSIĘBIORSTWO PRZETWÓRSTWA DROBIOWEGO CAROLINA”. Wóz był pusty i prowadził go jeden z naszych transportowców. Przed ciężarówką jechał taki sam samochód jak ten, który prowadziłem. - Trzy kilometry do wymiany - powiedziałem. Odbiór wiadomości potwierdziły cztery głosy przez cztery bardzo zaszyfrowane urządzenia komunikacyjne. Rozłączyłem się. Nie patrząc na Alissę, powiedziałem: - Będzie dobrze. - No... - szepnęła. - Sama nie wiem. - Zamilkła i utkwiła wzrok w bocznym lusterku, jak gdyby człowiek, który chciał ją zabić, był tuż za nami. - Wszystko idzie zgodnie z planem. Kiedy niewinni ludzie znajdą się w sytuacji wymagającej obecności i ochrony kogoś takiego jak ja, najczęściej reagują zdumieniem i strachem. Trudno jest uświadomić sobie nagle własną śmiertelność. Ale zapewnianie zagrożonym ludziom bezpieczeństwa to praca jak każda inna. Często mówiłem o tym swojemu protegowanemu i innym w biurze, prawdopodobnie grając im na nerwach powtarzaniem drętwym tonem w kółko tego samego. Mówiłem o tym jednak dlatego, że nigdy nie wolno zapominać. To normalna robota ze swoimi sztywnymi procedurami, których uczymy się tak samo jak chirurdzy opanowujący zasady precyzyjnego krojenia ciała albo piloci opanowujący sztukę utrzymywania w powietrzu ton metalu. Uczymy się technik, które doskonalono przez całe lata i które działały. Robota... 10

Oczywiście nie miałem też żadnych wątpliwości, że cyngiel, który właśnie jechał za nami z zamiarem zamordowania siedzącej obok mnie kobiety, również traktuje swoje zadanie jak zwykłą pracę. Był równie poważny jak ja, uczył się procedur tak samo pilnie jak ja, miał wysokie IQ i wysoki poziom praktycznego sprytu, miał także nade mną przewagę: jego działań nie krępowały takie ograniczenia jak mnie - wynikające z konstytucji i praw zgodnie z nią stanowionych. Mimo to wierzę, że walka po słusznej stronie ma swoje zalety. W ciągu lat pracy nigdy nie straciłem żadnego obiektu. I nie zamierzałem stracić Alissy. To zwykła robota, dlatego trzeba zachować spokój chirurga, spokój pilota. Alissa oczywiście nie była spokojna. Oddychała ciężko, skubiąc mankiet bluzki i patrząc na rozłożystą magnolię, którą właśnie mijaliśmy. Drzewo wysforowało się z lasu hikor czy kasztanowców na skraju dużego pola bawełny falującego białym puchem. Niespokojnie okręcała na przegubie bransoletkę z brylantami, którą podarowała sobie na ostatnie urodziny. Zerknęła na ozdobę, a potem na dłonie, wilgotne od potu, po czym położyła je na granatowej spódnicy. Pod moją opieką Alissa nosiła wyłącznie ciemne rzeczy, ale ten kamuflaż nie wynikał z tego, że była celem zawodowego mordercy, lecz z powodu nadwagi, z którą borykała się od wieku dojrzewania. Wiedziałem o tym, bo razem jadaliśmy posiłki i miałem okazję widzieć tę walkę z bliska. Sporo mówiła o swoich zmaganiach z jedzeniem. Niektórzy podopieczni nie potrzebują lub nie chcą kumplostwa. Inni, jak na przykład Alissa, chcą w nas widzieć przyjaciół. Nie bardzo nadaję się do takiej roli - znów z powodu swojej sztywności - ale staram się w nią wejść i na ogół mi się udaje. Minęliśmy tablicę. Zjazd był za dwa kilometry. Praca wymaga prostego i sprytnego planu. W tej branży nie wolno być reaktywnym i choć nie cierpię słowa „proaktywność” (jako przeciwieństwo czego, „antyaktywności”?), dobrze oddaje kluczową cechę naszej roboty. W tym wypadku, aby dostarczyć Alissę całą i zdrową do prokuratora, przed którym miała złożyć zeznanie, musiałem wciągnąć do gry cyngla. Ponieważ mój protegowany śledził go od wielu godzin, wiedzieliśmy, gdzie jest i moglibyśmy go zdjąć w każdej chwili. Gdybyśmy to jednak zrobili, jego zleceniodawca wynająłby po prostu kogoś innego, żeby dokończył zadanie. Chciałem zatrzymać 11

go na drodze przez większą część dnia - na tak długo, żeby Alissa zdążyła dotrzeć przed oblicze prokuratora federalnego i przekazać mu dostatecznie dużo informacji, a tym samym zażegnać grożące jej niebezpieczeństwo. Po spisaniu zeznania cyngiel nie będzie już miał powodu jej eliminować. Zgodnie z planem, jaki opracowałem razem ze swoim protegowanym, miałem wyprzedzić ciężarówkę z przedsiębiorstwa drobiowego. Cyngiel doda gazu, żeby nie stracić nas z oczu, ale zanim się zbliży, ciężarówka i ja równocześnie zjedziemy z autostrady. Z powodu łuku drogi i zjazdu, który specjalnie wybrałem, cyngiel nie będzie mógł zobaczyć mojego samochodu, ale zauważy wóz pozorantów. Potem Alissa i ja okrężną trasą pojedziemy do hotelu w Raleigh, gdzie czeka prokurator, a samochód pozorantów dotrze do gmachu sądu w Charlotte, trzy godziny drogi stąd. Zanim napastnik się zorientuje, że jechał za fałszywym celem, będzie za późno. Zadzwoni do dyspozytora - swojego zleceniodawcy - i najprawdopodobniej zamach zostanie odwołany. Wtedy wkroczymy, aresztujemy cyngla i spróbujemy wytropić dyspozytora. Do zjazdu miałem mniej więcej półtora kilometra. Od ciężarówki z kurczakami dzieliło mnie około dziesięciu metrów. Spojrzałem na Alissę, która bawiła się teraz złotym naszyjnikiem z ametystami, który dostała od matki na siedemnaste urodziny. Cena prezentu przekraczała możliwości finansowe rodziny, ale naszyjnik miał być nagrodą pocieszenia za brak zaproszenia na bal z okazji zakończenia roku szkolnego. Ludzie zwykle sporo zdradzają osobom, które ratują im życie. Zabrzęczał mój telefon. - Tak? - powiedziałem do swojego protegowanego. - Obiekt przesunął się do przodu, jakieś dwieście metrów za ciężarówką. - Jesteśmy prawie na miejscu - odrzekłem. - Do roboty. Szybko wyprzedziłem ciężarówkę przedsiębiorstwa drobiowego i wcisnąłem się w lukę między nią a wozem pozorantów. Za kierownicą siedział człowiek z naszej organizacji; fotel pasażera zajmowała agentka FBI przypominająca Alissę. W biurze mieliśmy trochę zabawy podczas wybierania kogoś, kto by zagrał mnie. Mam okrągłą głowę, uszy odstające o parę milimetrów bardziej, niżbym sobie życzył, i sztywne rude włosy. Jestem niewysoki. Dlatego trzeba było poświęcić 12

godzinę czy dwie na przeprowadzenie szybkiego konkursu na najbardziej elfowatego pracownika, który miał się wcielić we mnie. - Podaj status - powiedziałem do telefonu. - Zmienił pas i trochę przyspieszył. Woli nie tracić mnie z oczu, pomyślałem. - Chwileczkę... chwileczkę - usłyszałem. Musiałem przypomnieć swojemu wychowankowi, żeby uważał na niepotrzebne wtręty; treść rozmowy telefonicznej była szyfrowana, ale można było wykryć sam fakt nawiązania łączności. Zapamięta tę lekcję. - Zbliżam się do zjazdu... Uwaga, skręcamy. Wciąż jadąc z prędkością ponad dziewięćdziesięciu na godzinę, zjechałem na prawy pas i pokonałem łuk osłonięty gęstymi drzewami. Ciężarówka siedziała mi na zderzaku. - W porządku, obiekt nawet nie popatrzył w twoją stronę - zameldował mój protegowany. - Namierzył pozorantów i zaraz zwolnił do przepisowej prędkości. Na skrzyżowaniu z drogą numer 18 zatrzymałem się na czerwonym świetle, a potem skręciłem w prawo. Ciężarówka skręciła w lewo. - Obiekt dalej trzyma się trasy - ciągnął mój protegowany. - Chyba wszystko idzie zgodnie z planem. - Miał opanowany głos. Zwykle nie angażuję się emocjonalnie w pracę, ale jest w tym lepszy ode mnie. Rzadko się uśmiecha, nigdy nie żartuje i prawdę mówiąc, niewiele o nim wiem, choć współpracujemy, często bardzo blisko, już od kilku lat. Chciałbym to zmienić - pozbawić go tego ponuractwa - nie ze względu na pracę, bo...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.