Domarańczyk, Zbigniew - Kampucza godzina zero – 1981 (zorg)

Kampucza godzina zero Zbigniew Domarańczyk Spis treści Wstęp - pdf za darmo

9 downloads 23948 Views 1MB Size

Story Transcript


Kampucza godzina zero Zbigniew Domarańczyk

Spis treści Wstęp ...................................................................................................................................................... 2 Wiza numer 1 .......................................................................................................................................... 4 „Zabijcie ich!” .......................................................................................................................................... 5 Operacja Breakfast ................................................................................................................................ 23 Rodowód ............................................................................................................................................... 35 „Où sont les enfants?”........................................................................................................................... 44 Mieli twarze rozjuszonych tygrysów ..................................................................................................... 63 Angkar nigdy nie przebacza ................................................................................................................... 71 Tamy i kanały ......................................................................................................................................... 88

ZBIGNIEW DOMARAŃCZYK (ur. w 1933 r. w Radzyniu Podlaskim), dziennikarz specjalizujący się w publicystyce międzynarodowej. Studiował filologię francuską w Lublinie. Autor książek o tematyce międzynarodowej. Od 1975 r. zajmuje się problemami Azji PołudniowoWschodniej. Odbył kilka podróży do Wietnamu; był m.in. korespondentem na wojnie chińsko-wietnamskiej. Jako pierwszy zagraniczny dziennikarz znalazł się wraz z ekipą filmową (na początku 1979 r.) w wyzwolonej spod władzy Czerwonych Khmerów Kampuczy. Wydane książki: „Piractwo XX wieku”, „Terroryzm”, „Przedsionek piekła”, „Tajemniczy klub” (współautor A. Perczyński).

Książka jest efektem podróży reporterskiej Zbigniewa Domarańczyka do Kampuczy w 1979 r. Powstała na kanwie wielu rozmów przeprowadzonych zarówno z byłymi żołnierzami armii Pol Pota, jak też z ofiarami terroru Czerwonych Khmerów. Daje ona obraz przyczyn powstania tej potwornej dyktatury. Treść uzupełnia tło obyczajowe. „Kampucza” jest próbą wyjaśnienia przyczyny tej niewiarygodnej dla nas tragedii narodu kampuczańskiego.

Wstęp

Na południe Wietnamu po raz pierwszy dotarłem w lipcu 1975 roku, czyli w niespełna dwa i pół miesiąca po zdobyciu przez siły wyzwoleńcze Sajgonu (30 kwietnia 1975), które definitywnie zakończyło wojnę amerykańsko-wietnamską. W swych reporterskich planach miałem wówczas projekt zrobienia filmu z dwóch miast: Sajgonu przemianowanego już wówczas na Miasto Ho Chi Minha i Phnom-Penh, wyzwolonego przez Czerwonych Khmerów 17 kwietnia tego roku, stolicy Kampuczy. Pomysł oparty był nie tylko na założeniach formalnych. Cały świat bowiem zdawał sobie sprawę z tego, że zdobycie tych dwóch miast w walkach narodowowyzwoleńczych w definitywny sposób zamknęło pewien rozdział historii Półwyspu Indochińskiego - erę panowania Amerykanów w tej części świata. W Warszawie nie było przedstawicielstwa nowej kampuczańskiej władzy. Wizę do tego kraju chciałem załatwić w Wietnamie. Zdziwiła mnie wówczas rezerwa, z jaką do moich zamysłów podeszli wietnamscy gospodarze. W grzeczny, ale stanowczy sposób dali mi do zrozumienia, że wyjazd telewizyjnej ekipy filmowej do wyzwolonej Kampuczy jest niemożliwy. W rozmowach, jakie wówczas prowadziłem, padło słowo Phu Quoc. Na szczegółowej mapie Wietnamu odnalazłem tę nazwę, którą oznaczona jest największa wietnamska wyspa leżąca na wysokości granicy między tymi dwoma państwami - Wietnamem i Kampuczą. Wietnamczycy nie chcieli rozmawiać na ten temat. Po bardzo długich deliberacjach udało mi się dowiedzieć, że już w pierwszych dniach maja 1975 roku wojska Czerwonych Khmerów dokonały inwazji na to wietnamskie terytorium. I nie był to odosobniony przypadek. Następna z kolei była wyspa Tho Chu, potem przygraniczne wioski wietnamskie w rejonie od Ha Tien do Tay Ninh. Gospodarze z naciskiem prosili, aby nie publikować wówczas tych informacji. Traktowali je jako graniczne incydenty, prowokowane przez lokalnych dowódców partyzanckich, a nawet składali to wszystko na karb zdemoralizowanych band złożonych z żołnierzy dawnego kambodżańskiego reżimu. W planach Hanoi leżało zbudowanie przyjacielskich stosunków z nową Kambodżą na bazie zrodzonego we wspólnej narodowowyzwoleńczej walce braterstwa broni. W latach 1975-1978 w Wietnamie byłem jeszcze trzykrotnie. Za każdym razem wszelka próba rozmowy na temat Kampuczy napotykała mur milczenia. Tak było do 1978 roku, kiedy to Wietnam postanowił ujawnić prawdę o tym, co się dzieje na przygranicznych terenach. W czerwcu tegoż roku wraz z ekipą filmową przejechałem przez te terytoria. To nie były już graniczne incydenty. To była regularna wojna. Wojna, w której z rąk agresora zginęło około 30 tysięcy wietnamskich wieśniaków. Wówczas to po raz pierwszy bezpośrednio zetknąłem się z Czerwonymi Khmerami. Przeprowadziłem wiele rozmów z wziętymi do niewoli jeńcami. Szukałem odpowiedzi na pytania: Co się stało?Dlaczego zrodzone w walce narodowowyzwoleńczej braterstwo broni dosłownie z dnia na dzień zamieniło się w zaciekłą nienawiść? Odpowiedzi były wówczas jedynie fragmentaryczne. Prawdę, i to też niecałą, poznałem dopiero prawie w rok później, kiedy po blisko pięcioletnich staraniach udało mi się wylądować w Phnom-Penh w lutym 1979 r. Ale to już była inna Kambodża. Bez Pol Pota i Ienga Sary, bez Czerwonych Khmerów i tych, którzy za nimi stali i pociągali sznurki w tej grze. Albo inaczej: nie była to już Kambodża, była to wolna i niepodległa Kampucza. Te nazwy będą się w książce przeplatać. Gwoli uniknięcia nieporozumień należy się czytelnikowi kilka słów wyjaśnienia. Nazwa Kambodża używana w odniesieniu do dawnego państwa Khmerów narodziła się stosunkowo niedawno, bo w połowie dziewiętnastego wieku. Etymologia tego słowa nie jest do końca wyjaśniona. Najprawdopodobniej zrodziło się ono przez dostosowanie do języka francuskich kolonizatorów nazwy „Cambuya”, określającej w języku khmerskim jedną z prowincji Półwyspu Indochińskiego. W języku khmerskim ten kraj zawsze nazywał się Kampucza. Przy pisaniu książki narodziły się pewne techniczne

trudności. We wszystkich oficjalnych dokumentach, wypowiedziach przywódców i mężów stanu do chwili wyzwolenia kraju spod władzy Czerwonych Khmerów figuruje nazwa Kambodża. Dlatego też tam, gdzie jest to konieczne dla historycznej prawdy - np. w oficjalnych dokumentach czy cytatach obcej prasy - posługuję się tamtą nazwą. Autor

Wiza numer 1 Siedzimy w twardych, drewnianych fotelach, sącząc cierpką, zieloną herbatę z maleńkich, porcelanowych filiżanek. Która to porcja? Dawno już straciłem rachubę. Pełniąca rolę gospodyni młoda dziewczyna w powłóczystej czarnej sarondze stale donosi nowe dzbanki. Przez otwarte okna zacina deszcz, zraszając kamienną posadzkę podłogi. Jest zimno. Rankiem termometr wskazywał zaledwie piętnaście stopni Celsjusza. Styczeń nie należy tu do najprzyjemniejszych miesięcy. Mimo że zima się kończy, wilgotny, przenikający chłód mocno daje się we znaki nie przyzwyczajonym do takiej temperatury mieszkańcom Hanoi. Trudności w porozumieniu się narzucają rytm tej rozmowie. Thu, nasza opiekunka, tłumaczy każde zdanie z francuskiego na wietnamski. Z kolei młody chłopak w zielonym, drelichowym mundurze tłumaczy z wietnamskiego na khmerski. Siwy mężczyzna o trudnym do określenia wieku, ambasador Kampuczy1 nie ułatwia nam zadania. Uważnie słucha tego, co mamy mu do powiedzenia, sam zaś ogranicza się wyłącznie do stawiania krótkich, rzeczowych pytań. Mimo że rozmowa trwa już ponad godzinę, nie potrafimy się nawet zorientować, czy wysuwane przez nas argumenty trafiają mu do przekonania. Niczym refren powtarza się jedno, jedyne pytanie: „Po co ekipa polskiej telewizji chce jechać do Kampuczy?” Przez cały czas uważnie obserwuje nasze twarze. Cóż można mu odpowiedzieć? Że w Polsce ludzie interesują się krajem, który on reprezentuje? Że chcą wiedzieć, co działo się tam naprawdę przez blisko cztery lata, kiedy to Kampucza była całkowicie odizolowana od świata zewnętrznego? Zdaję sobie sprawę, że wszystkie te truizmy brzmią banalnie, że każdy, kto tu przyszedł czy przyjdzie, będzie przytaczał te same argumenty. Wyraźnie czuję, że ambasador oczekiwał od nas czegoś więcej. A mnie nie przychodzi do głowy nic oryginalnego. - Macie dobre rekomendacje - jeszcze w hotelu uprzedzała Thu. - Ale to nie wystarczy. Musicie przekonać ambasadora, że chodzi wam o coś innego niż tylko zaspokojenie zwykłej ciekawości. To delikatny problem. Boją się, że z tego, co dla nich było wielką tragedią, świat zrobi tanią sensację. Mają olbrzymie poczucie dumy narodowej. Są przy tym nieufni. Czy zresztą można się im dziwić? Cisza trwa dobrych kilka minut. Niezręczną sytuację stara się ratować dziewczyna, napełniając nasze filiżanki kolejną porcją zielonej herbaty. Rzeczowe argumenty zostały już wyczerpane. I nic. Żadnej reakcji. - Opowiedz mu o Polsce. O okupacji... - szepcze Thu. To może być pomysł. Thu już nie po raz pierwszy przychodziła mi z pomocą, dając dowody swego dyplomatycznego kunsztu. Na jej radach nigdy źle nie wychodziłem. Opowiadam więc o hitlerowskiej 1

8 stycznia 1979 r. kolonialna nazwa Kambodża zmieniona została na starą nazwę kraju Kampucza.

koncepcji likwidacji narodu polskiego. Kiedy mówię o obozach koncentracyjnych, kamienna do tej pory twarz ambasadora zaczyna się wyraźnie ożywiać. - Czy otrząsnęliście się już z tego na tyle, by normalnie żyć? - Zupełnie niespodziewanie przechodzi na francuski. Teraz sytuacja zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. To ambasador jest stroną atakującą. Zasypuje mnie pytaniami: Ile czasu potrzeba, aby naród mógł się odrodzić?... Żeby państwo zaczęło normalnie funkcjonować?... Co robili...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.