G. - A. M. 2011 - Cukiernia Pod Amorem 03. Hryciowie

Małgorzata Gutowska-Adamczyk Cukiernia Pod Amorem Tom 3 Hryciowie Wstęp Jest rok 1995. Studentka zarządzania Ig - pdf za darmo

12 downloads 74578 Views 1MB Size

Story Transcript


Małgorzata Gutowska-Adamczyk Cukiernia Pod Amorem Tom 3 Hryciowie

Wstęp

Jest rok 1995. Studentka zarządzania Iga Hryć wraca na wakacje do Gutowa, aby pomagać ojcu w prowadzeniu rodzinnej cukierni. Zamierza zapobiec jego ewentualnemu związkowi z kobietą o złej reputacji, zwłaszcza że ta prawdopodobnie ma również romans z jej stryjem. Matka obu mężczyzn, Celina Hryć, współwłaścicielka interesu, niedawno przeszła udar. Trwa cicha wojna o majątek, co może zagrażać stabilności firmy. Na dodatek w życiu dziewczyny nastąpiła dramatyczna zmiana – z powodu różnic w podejściu do przyszłości rozstała się z partnerem. Podczas gdy ona chciałaby po studiach wrócić do miasteczka, jej wieloletni chłopak zamierza rozwijać swą karierę w Warszawie. Trwające w pobliżu cukierni wykopaliska archeologiczne i przypadkowe odkrycie skłaniają Igę do przyjrzenia się losom rodziny. Fama głosi, że jej dziadek był nieślubnym synem dziedzica pobliskiego majątku, Tomasza Zajezierskiego. Co prawda urodził się w Ameryce jako Paul Connor, ale na potwierdzenie pokrewieństwa miał rodowy klejnot Zajezierskich. Po pierwszej wojnie światowej, w której uczestniczył jako żołnierz amerykański, ożenił się i zamieszkał na Śląsku. Wkrótce owdowiał, a przypadek sprawił, iż osiadł w Warszawie. Dostał interesującą pracę, ożenił

się z córką swojego pryncypała i przyjął jego nazwisko. Już jako Paweł Cieślak na krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej zbudował w Gutowie dom, aby zamieszkać w nim wraz z rodziną. Teraz, ponad pięćdziesiąt lat po śmierci obu mężczyzn – Zajezierskiego oraz Connora vel Cieślaka – archeolodzy odnaleźli zaginiony dawno temu pierścień na palcu niezidentyfikowanej kobiety zasypanej w podziemnym korytarzu pod rynkiem. Rozplątując skomplikowane wątki rodzinnej historii, Iga poznaje życie swego pradziadka Tomasza, jego dziadków, rodziców oraz żony i jej sióstr. Dowiaduje się także o istnieniu syna Zajezierskiego, który został księdzem, siostrzenicy hrabiego – gwieździe kina i kabaretu, jej mężczyznach oraz synu przygotowywanym na właściciela Zajezierzyc. Okazuje się, że młodzieniec, którego w dzieciństwie wychowywała szwagierka hrabiego, Kinga Pawlak, był pierwszą wielką miłością Celiny Cieślak, obecnie Hryć, babki Igi. Ten mężczyzna, Adam Toroszyn, w tej chwili siedemdziesięciolatek na stałe zamieszkały w Anglii, przyjeżdża do Gutowa jesienią 1995 roku, aby wziąć udział w uroczystym otwarciu reaktywowanej właśnie szkoły prowadzonej przez siostry zakonne jako siostrzeniec matki przełożonej, a także syn najsławniejszej absolwentki. W ten sposób historia rodzinna zatacza koło. Dla Igi jest w niej jednak wiele białych plam, a najważniejsza tajemnica dotyczy tożsamości kobiety z pierścieniem. Kim była? W jaki sposób weszła w posiadanie pilnie strzeżonego klejnotu?

1995

Pod koniec sierpnia kilka deszczowych dni znienacka zakończyło lato. Z trawników spłynął kurz, w powietrzu zawisł aromat dojrzewających owoców, a wschodni wiatr przywiał od strony lasu zapach butwiejącego igliwia, jałowców i grzybów. Choć za dnia bywało jeszcze ciepło, a nawet upalnie, wieczorami znad jeziora Nyć napływała do miasta fala chłodu. W ogrodach kwitły astry, nawłoć, dalie i aksamitki. Na wystawie księgarni pojawiły się plecaki, zeszyty w kolorowych okładkach, farby, kredki i podręczniki szkolne. Eleganckie butiki przy Szewskiej rozpoczęły przygotowania do nowego sezonu. Schowano na zaplecza niesprzedane nawet po obniżonej cenie kostiumy kąpielowe, a w ich miejsce wywieszono swetry, płaszcze i wełniane garsonki. Uliczne stragany nie oferowały już wachlarzy, piłek czy akcesoriów plażowych, tylko szaliki, parasole i plastikowe peleryny. Iga lubiła tę wczesną jesień, która objęła we władanie również miejski targ. Obfitość warzyw na straganach, ich kolory i zapachy przypominały jej zakupy z matką, która zawsze przygotowywała wiele przetworów na zimę. Obecnie dziewczyna nie miała na to ani czasu, ani ochoty, toteż poprzestawała na oglądaniu. Hurtowo zamawiała natomiast owoce do firmy, na przykład korzenne węgierki u jedynego gospodarza, który miał jeszcze kilka drzew tej starej odmiany. Sprawdzała też pilnie, czy w okolicznych sadach zaczęły już dojrzewać pierwsze antonówki, twarde, żółtawe i kwaśne, świetnie nadające się do szarlotki i innych ciast, oraz interesowała się, w jakiej cenie sprzedają je zaprzyjaźnieni z cukiernią kupcy. Rokrocznie z początkiem września w cukierni Pod Amorem pojawiał się bowiem klasyczny wypiek z ciasta francuskiego, rożek królewski. Wypełniony zazwyczaj prażoną antonówką, z leciutką nutą cynamonu, po wierzchu glazurowany lukrem, podobnie jak babie lato stanowił jedną z oznak zbliżającej się złotej polskiej jesieni. Pierwszy dzień sprzedaży rożka był w Gutowie nieoficjalnym lokalnym świętem. Obwieszczała je wystawiana przed cukiernię tablica reklamowa.

Chwilę później pojawiali się wierni klienci. Nadchodzili z różnych stron rynku, a także od Szewskiej, Parkowej, Owsianej i Farnej. Przez minione słotne dni spoglądali tęsknie ku Amorowi, czekając z nadzieją, że smakowite ciastko zrekompensuje im smutek i żal za odchodzącym latem. Choć niektórzy chętnie kupiliby je wcześniej, Hryć nie piekł rożków, nim dojrzały jabłka. Z jakiegoś powodu nie komponowały mu się z upałami. W cukierni nie robiono też dużych zapasów antonówek. Kiedy ich zimowa odmiana znikała ze straganów, rożki ustępowały miejsca lżejszym łakociom, takim jak owocowe torciki na biszkoptowym spodzie i jagodzianki. W niektórych rodzajach wypieków, na przykład w placku drożdżowym, kilka ambitnych gospodyń mogłoby konkurować z Waldemarem Hryciem. Gutowianki piekły też niezłe babki piaskowe, sprawdzały się w faworkach i roladach, udawały im się pierniki i torty. Jednak nawet mając przed oczyma dokładny przepis na ciasto francuskie z najlepszej książki kucharskiej i stosując się doń literalnie, nigdy nie zdołały uzyskać efektu „tej niebiańskiej kruchości”, jak mawiał ksiądz prałat. A przecież gospodyni proboszcza celowała w kruchym cieście, a jej placek ze śliwkami i kruszonką zająłby pewnie miejsce na podium, gdyby w Gutowie urządzano zawody cukiernicze. Ale przygotowując francuskie, nie można się obyć bez znajomości niektórych tajników zawodu. Albowiem w tym przypadku proporcje miały znaczenie tak samo istotne, jak technika przygotowania. Rożek wykonywano zazwyczaj z kwadratu o boku dziesięciu centymetrów, który po ułożeniu nań grudki prażonego jabłka i posmarowaniu brzegów roztrzepanym jajem zlepiano, złożywszy po przekątnej, by uzyskać kształt trójkąta. Upieczony miał grubość około trzech centymetrów, jasnozłoty kolor i słynne dwieście pięćdziesiąt sześć warstw, które powstawały podczas wielokrotnego składania płata surowego ciasta „w kopertę” i ponownego wałkowania. W dodatku, jak pouczali autorzy podręcznika technologii ciastkarstwa, podczas wałkowania: „grubość warstwy ciasta na środku »gwiazdy« powinna być o połowę mniejsza od grubości warstwy tłuszczu, natomiast ramiona »gwiazdy« winny mieć grubość czterokrotnie mniejszą niż jej środek”[1]. O tym wszystkim gospodyni proboszcza nie mogła wiedzieć, jako że

szczegóły produkcji skrywała tajemnica, a dopiero tę liczbę warstw, wydawałoby się nieskończoną w tak małym wypieku, uznawano za optymalną. Mniejsza nie tylko nie dałaby efektu „niebiańskiej kruchości”, ale także nie zatrzymałaby ogromnej ilości tłuszczu, którą gotowy produkt musiał zawierać. Kolejny znany jedynie zawodowcom sekret polegał na umiejętnym wałkowaniu, najlepiej na schłodzonym blacie. W przypadku braku takowego po każdym złożeniu ciasta „w kopertę” należało je schłodzić w lodówce. Waldemar Hryć najchętniej wszystko wykonywał osobiście. Jeśli jednak z jakiegoś powodu nie mógł tego zrobić, powierzał te odpowiedzialne czynności najbardziej doświadczonemu pracownikowi, na ogół szefowi zmiany. Szczegóły techniczne i tajemnice warsztatu interesowały być może gospodynię proboszcza, która niejedną kostkę masła i niejedną torbę mąki zmarnowała, wciąż na nowo próbując dojść do efektu wielu cudownie łuszczących się warstw, pięknie wyrośniętych, niezbyt suchych i w żadnym wypadku twardych, szklistych czy gumowatych. Ale zwykły smakosz kompletnie nie zaprzątał sobie tym głowy. Dla niego liczyć mogło się co najwyżej eleganckie zjedzenie ciastka. Gdy klienci wychodzili z cukierni ze sporymi paczuszkami, zazwyczaj jednego rożka trzymali w papierowej serwetce i tuż za drzwiami zatapiali zęby w smakołyku. Dobry obyczaj nakazywał konsumować go z pomocą dwóch dłoni. Podczas gdy prawa manipulowała ciastkiem, lewa, podstawiona pod brodę, wychwytywała najmniejsze okruszki, które były ostatnim pocieszeniem łakomczucha, potem zaś zdejmowała z twarzy przylepione płatki lukru. W przypadku kiedy druga ręka była czymś zajęta, choćby niesieniem dziesięciu rożków dla rodziny, tego i owego widziano na ulicy, jak skrycie wycierał usta rękawem lub szedł dumnie z zapomnianymi kawałkami lukru przyklejonymi do brody bądź nad górną wargą. Dla wszystkich był to nieomylny znak, że Pod Amorem rozpoczął się właśnie sezon jesienny. Gutowskie kwietanki, organizując wielkie otwarcie swojej szkoły dla dziewcząt reaktywowanej po ponad pięćdziesięciu latach, zamierzały

poczęstować miejscowymi wypiekami oczekiwanych z niecierpliwością krajowych i zagranicznych gości. Zamówiły więc u Hrycia wykonywane wyłącznie na specjalne okazje minirożki, które praktycznie dawało się zjeść na jeden, dwa kęsy. Siostry wiedziały doskonale, że świeżo dostarczone z cukierni, jeszcze ciepłe ciastka sprawią, iż spotkanie wszystkim zapadnie w pamięć. I tak też się stało, choć nie wiadomo, czy z powodu smakowitych słodkości, czy też jakiegoś zrządzenia losu. A może nie było w tym niczego nadprzyrodzonego? Historia banalna zgoła, ot, pewien starzec odwiedził krainę swojego dzieciństwa. Kiedy jednak Iga w zastępstwie za chorą babkę usiadła wraz z zaproszonymi do skromnego obiadu serwowanego w szkolnej stołówce, miała wrażenie, że nie jest to zwykły posiłek. Niezwyczajni byli bowiem najważniejsi goście: trzej przystojni mężczyź...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.