Gniew - Stephen King (pdf)

WYDANIE FANOWSKIE STEPHEN KING pod pseudonimem Richard Bachman GNIEW Tytuł oryginalny: Rage Rok wydania: - pdf za darmo

134 downloads 9814 Views 783KB Size

Story Transcript


WYDANIE FANOWSKIE

STEPHEN KING pod pseudonimem

Richard Bachman

GNIEW

Tytuł oryginalny: Rage Rok wydania: 1977 Tłumaczenie: Fan

Rozdział 1 Ranek, kiedy zacząłem całą zabawę, był miły; śliczny majowy poranek. Co czyniło go miłym, to fakt, że nie zwymiotowałem śniadania, oraz wiewiórka, którą zauważyłem przed salą matematyki. Usiadłem w rzędzie najbardziej oddalonym od drzwi, tuż przy oknach i zauważyłem wiewiórkę na trawniku. Trawnik w Liceum Placerville jest naprawdę niezły. Nie opieprza się - podchodzi prosto do budynku i mówi "cześć". Nikt, przynajmniej przez te cztery lata, jakie spędziłem w Liceum Placerville, nie próbował odepchnąć go od gmachu kwietnikami, albo małymi sosenkami, ani żadną z tych sympatycznych pierdółek. Podchodzi wprost do cementowych fundamentów i tam sobie rośnie, czy wam się to podoba, czy nie. To prawda, dwa lata temu, na zebraniu miejskim, jakiś babsztyl zaproponował, żeby miasto wybudowało przed szkołą pawilon, w komplecie do pomnika upamiętniającego chłopaków, którzy chodzili do Liceum Placerville, a później dali się wykończyć na tej czy innej wojnie. Mój przyjaciel, Joe McKennedy, był przy tym i opowiadał, że reszta nie robiła nic innego, tylko wynajdywała utrudnienia. Żałuję, że mnie przy tym nie było. Z tego co mówił Joe wynikało, że trwała tam niezła szopka. Dwa lata temu. O ile sobie przypominam, mniej więcej w tym czasie zacząłem wariować.

Rozdział 2 A zatem była tam wiewiórka, biegająca po trawie, niecałe dziesięć metrów od miejsca, w którym słuchałem pani Underwood, oprowadzającej nas po podstawach algebry w następstwie koszmarnego sprawdzianu, którego najwyraźniej nie zaliczył nikt poza mną i Tedem Jonesem. Nie spuszczałem z niego oczu, tyle wam powiem. Z wiewióra, nie z Teda. Pani Underwood napisała na tablicy coś takiego: a = 16. "Panno Cross" powiedziała, odwracając się "Proszę nam powiedzieć, co oznacza to równanie, jeśli łaska". - Oznacza, że to szesnaście. - odparła Sandra. Tymczasem wiewiórka biegała w tę i z powrotem po trawie, z napuszonym ogonem i czarnymi oczkami,

lśniącymi jak ziarnka grubego śrutu. Ładna, tłusta sztuka. Pan Wiewiór z pewnością zjadł więcej śniadań, niż ja ostatnimi czasy, ale ten ranek był tak pogodny i spokojny jak tylko można sobie wymarzyć. Nie miałem dreszczy, nie bolał mnie żołądek. Czułem się świetnie. - W porządku. - powiedziała pani Underwood - Nieźle. Ale to nie koniec, prawda? Nie. Czy ktoś chciałby bardziej szczegółowo omówić to fascynujące równanie? Podniosłem rękę, ale ona wywołała Billy'ego Sawyera. - Osiem plus osiem. burknął. - Proszę wyjaśnić. - Znaczy, to może być... - Billy zaczął się wiercić. Powiódł palcami po graffiti wyrżniętym na blacie ławki SM L DK, GORĄCA SZTUKA, TOMMY '73. - No, jeśli doda się osiem i osiem, to wychodzi... - Mam ci pożyczyć swój słownik? - zapytała pani Underwood, uśmiechając się ostrzegawczo. Zaczął mnie trochę boleć żołądek, śniadanie poruszyło się odrobinę, więc znów popatrzyłem na wiewiórkę. Uśmiech pani Underwood przypomniał mi o rekinie w "Szczękach". Carol Granger podniosła rękę. Pani Underwood skinęła głową. - Czy on nie ma na myśli tego, że osiem plus osiem również spełnia równanie? - Nie wiem, co on ma na myśli. - odpowiedziała pani Underwood. Ogólny śmiech. - Czy może pani rozwiązać to równanie w jakiś inny sposób, panno Granger? Carol zaczęła mówić, a wtedy odezwał się interkom: "Charles Decker jest proszony do biura. Charles Decker. Dziękuję." Spojrzałem na panią Underwood, a ona przytaknęła. Mój żołądek zaczął się kurczyć i czuć bardzo staro. Wstałem i wyszedłem z klasy. Kiedy wychodziłem, wiewiórka wciąż podskakiwała radośnie. Przeszedłem połowę drogi korytarzem, kiedy wydało mi się, że słyszę panią Underwood skradającą się za mną, z podniesionymi rękami wykręconymi w szpony i uśmiechającą się swoim rekinim uśmiechem. Nie potrzebujemy tutaj chłopców takich jak ty... miejsce chłopców takich jak ty jest w Greenmantle... albo w poprawczaku... albo w stanowym szpitalu dla obłąkanych kryminalistów...więc wynoś się! Wynoś się! Wynoś się! Odwróciłem się, po omacku szukając w tylnej kieszeni klucza hydraulicznego, którego oczywiście nie miałem, a śniadanie przypominało

teraz twardą, gorącą kulę w moich wnętrznościach. Ale nie bałem się, nawet jeśli klucza tam nie było. Naczytałem się za dużo książek.

Rozdział 3 Zatrzymałem się w łazience, żeby się odlać i zjeść kilka krakersów Ritza. Zawsze noszę w torbie krakersy. Kiedy masz kłopoty z żołądkiem, parę krakersów potrafi zdziałać cuda - sto tysięcy ciężarnych kobiet nie może się mylić. Rozmyślałem o Sandrze Cross, której odpowiedź, udzielona w klasie kilka minut temu, nie była zła, ale też nie kończyła sprawy. Myślałem o tym, jak gubiła guziki. Ciągle odpadały jej od bluzek, od spódnic, a kiedy pewnego razu zabrałem ją na szkolną zabawę, odpadł jej guzik od dżinsów i mało brakowało, żeby zgubiła spodnie. Zanim zorientowała się w sytuacji, suwak rozpiął jej się do połowy na kształt litery V, odsłaniając gładkie, białe majtki, co było nawet podniecające. Te majtki były obcisłe, białe i nieskazitelne. Nieskalane. Opinały słodko jej podbrzusze i marszczyły się lekko, kiedy poruszała ciałem w rytm muzyki... do chwili, kiedy zauważyła co się stało i dała nura do łazienki, pozostawiając mnie ze wspomnieniem o Parze Doskonałych Majtek. Sandra była Porządną Dziewczyną i gdybym o tym wcześniej nie wiedział, to teraz nie miałbym już żadnych wątpliwości - wszyscy wiedzą, że Porządne Dziewczyny noszą białe majtki. Żadne nowojorskie świństwa nie mają wstępu do Placerville w stanie Maine. Ale pan Denver już się zakradał, wypychając Sandrę i jej dziewicze majteczki. Nie możesz powstrzymać własnego umysłu; ten drań podąża tam gdzie chce. Wszystko jedno. Miałem bardzo wiele sympatii dla Sandy, nawet jeśli do końca życia nie miałaby zrozumieć o co chodzi w równaniach kwadratowych. Jeżeli pan Denver i pan Grace podjęli decyzję o wysłaniu mnie do Greenmantle mógłbym już więcej nie zobaczyć Sandy. A to byłoby bardzo kiepsko. Podniosłem się z kibla, strzepując okruchy krakersów do muszli i spuszczając wodę. Wszystkie licealne toalety są takie same; spłuczki brzmią jak lądowanie Boeinga 747. Zawsze nienawidziłem pociągania za tę rączkę. Masz pewność,

że dźwięk spłukiwanej wody jest doskonale słyszalny we wszystkich przyległych klasach, i że wszyscy myślą w tej chwili: "No, kolejny ładunek zrzucony". Zawsze byłem zdania, że człowiek powinien być sam przy czynnościach, które nazywałem lemoniadą i czekoladą, kiedy byłem dzieckiem - moja mama nalegała, żebym tak mówił. Łazienka powinna być intymnym miejscem. Jak konfesjonał. Ale zwodzą cię. Nieustannie cię zwodzą. Nie możesz nawet wysmarkać nosa i utrzymać tego w sekrecie. Ktoś zawsze się dowie, ktoś zawsze podejrzy. A facetom pokroju pana Denvera i pana Grace nawet za to płacą. Ale wtedy drzwi od łazienki zamknęły się już za mną ze skrzypnięciem i znów byłem na korytarzu. Przystanąłem, rozglądając się wokół. Jedynym dźwiękiem, jaki się rozlegał było senne, monotonne brzęczenie, co oznaczało, że znów jest środa, środowy poranek, dziesięć po dziewiątej, wszyscy schwytani na kolejny dzień w cudowną, lepką sieć Matki Edukacji. Wróciłem do łazienki i wyjąłem ołówek. Zamierzałem napisać na ścianie coś błyskotliwego, na przykład SANDRA CROSS NOSI BIAŁE MAJTKI, ale wtedy uchwyciłem odbicie swojej twarzy w lustrze. Pod oczami, które wydawały się wielkie, białe i zagapione, miałem sine półksiężyce. Nozdrza były rozszerzone i brzydkie. Usta tworzyły skrzywioną, bladą linię. Napisałem PIEPRZCIE SIĘ, aż ołówek pękł nagle w moich zaciśniętych palcach. Upuściłem go na podłogę i kopnąłem. Jakiś dźwięk rozległ się za mną. Nie odwróciłem się. Zamknąłem oczy i oddychałem powoli i głęboko, aż odzyskałem panowanie nad sobą. A później poszedłem na górę.

Rozdział 4 Biura administracji Liceum Placerville mieszczą się na trzecim piętrze, razem z salą do nauki własnej, biblioteką i salą nr 300, czyli pokojem maszynopisania. Kiedy przeciśniesz się przez drzwi, wchodząc ze schodów, pierwszą rzeczą jaką słyszysz jest równomierny klekot. Ustaje tylko w momentach, kiedy po dzwonku zmienia się klasa, albo kiedy pani Green ma coś do powiedzenia. Myślę, że zazwyczaj nie mówi zbyt wiele, bo dziewczyny piszące na maszynie rzadko kiedy przerywają. Maszyn

jest trzydzieści, ustawiony w bojowym szyku pluton szarych Underwoodów. Oznaczone są numerami, tak, żeby wiadomo było, która należy do ciebie. Dźwięk nigdy nie ustaje, klik - klak, klik - klak, od września do czerwca. Zawsze łączyłem go w myślach z czekaniem w sekretariacie przed gabinetami panów Denvera i Grace, autentycznego duetu pijaczyn. To było trochę tak, jak w tych filmach o dżungli, gdzie bohater i jego pomocnik wdzierają się w głąb najczarniejszej Afryki i bohater mówi: "Czemu wreszcie nie przestaną walić w te przeklęte bębny?", a kiedy przeklęte bębny w końcu milkną, wbija wzrok w pogrążone w cieniu, szeleszczące tajemniczo liście i stwierdza: "Nie podoba mi się to. Jest za cicho". Do biura dotarłem trochę spóźniony, więc pan Denver powinien być już gotów mnie przyjąć, ale sekretarka, panna Marble, uśmiechnęła się tylko i powiedziała: "Siadaj Charlie. Pan Denver zaraz będzie do twojej dyspozycji". Usiadłem zatem z założonymi rękami, za drewnianą barierką, i czekałem, aż pan Denver będzie do mojej dyspozycji. A na sąsiednim krześle nie siedział nikt inny, jak jeden z dobrych kolegów mojego ojca, Al Lathrop. On też rzucał w moją stronę cwane spojrzenia, powiem wam. Na kolanach miał teczkę, a obok leżała sterta wzorcowych podręczników. Nigdy wcześniej nie widziałem go w garniturze. Mój ojciec i on byli parą zapalonych myśliwych; pogromcami przerażających jeleni o zębach jak brzytwy i zabójczych przepiórek. Raz wybrałem się na polowanie z ojcem i Alem, i jeszcze kilkoma innymi kumplami taty. Była to część nigdy nie kończącej się kampanii, prowadzonej przez ojca, Jak Wychować Syna Na Mężczyznę. - Cześć! - zawołałem i posłałem mu szeroki, fałszywy uśmiech. Po sposobie, w jaki podskoczył na...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.