Jacek Dukaj - Science fiction

2 Copyright © by Jacek Dukaj Copyright © for the cover ilustration ESO/M. Kornmesser/S.E. de Mink. L - pdf za darmo

10 downloads 58882 Views 2MB Size

Story Transcript


Copyright © by Jacek Dukaj Copyright © for the cover ilustration ESO/M. Kornmesser/S.E. de Mink. Licensed under the Creative Commons Attribution 3.0 Unported license. (http://creativecommons.org/licenses/by/3.0/)

ISBN 978-83-936840-8-3 Wszelkie prawa zastrzeżone All rights reserved Skład i korekta: Paweł Dembowski Projekt graficzny okładki: Mariusz Cieśla

Wydawca: Code Red Tomasz Stachewicz ul. Sosnkowskiego 17 m. 39 02-495 Warszawa http://www.bookrage.org

2

Science fiction Realizm nigdy nie czuł się dobrze w świecie idei. Nie mogło być inaczej: realizm opiera się na założeniu, że pojęcia i idee nie mają autonomicznego bytu, mogą istnieć tylko w powiązaniu z rzeczami. A zatem, kiedy zaistnieje, jak w tym wypadku, potrzeba dyskusji o pojęciach, realizm jest zmuszony do wymyślania sytuacji – spacerów po okolicy, rozmów – w których postacie głoszą przeciwstawne idee, a więc w pewnym sensie je ucieleśniają. J. M. Coetzee Elizabeth Costello tłum. Zbigniew Batko

0 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0 1 1 0 1 1, a potem już poszło, 10-32 sekundy i przestrzeń wybucha we wszystkie strony, materia przeważa nad antymaterią, zagęszcza się wzdłuż drobnych fałd i skaz nieskończoności, kilkaset tysięcy lat – i pierwsze atomy, sto milionów – i pierwsze gwiazdy, niewinne bałwany wodorowo-helowe, z ich ciężkich popiołów zsiada się także Mleczna Droga, i po dziewięciu miliardach lat – Słońce, rozpalone z zimnej chmury gazowej rozbłyskiem pobliskiej supernowej, i po kolejnych stu milionach – zarodki planet, jeszcze pociesznych błaznów gazu i skały, rozbijających się radośnie po swych dziecinnych orbitach, aż z któregoś ich karambolu wytacza się Ziemia z odpryśniętym po zderzeniu Księżycem, już bardziej stateczna para, i znowu miliard lat – i jednokomórkowce, plujący tlenem truciciele atmosfery, potem któryś z nich połyka bakterię, ale zamiast ją porządnie strawić, adaptuje do mitochondrialnej fabryki, i kiedy po zlodowaceniu wycieka z atmosfery ditlenek węgla, na ląd wypełzają już wielokomórkowe rośliny, zwierzęta, milionowe cyrki ewolucji, a tyle ich inteligencji potencjalnych musi zginąć w zaraniu, ażeby mogła stanąć na nogi małpa, żeby przegnana klimatem w nowe środowiska wykręciła wdrukowane w mózg alarmowe wokalizacje w pierwsze słowa, pierwsze języki, i tak powstają opowieści, kultury, cywilizacje, technologie, opowieści o technologiach, i tak pojawił się na świecie, i oto jest. Nazywa się Edward Caldwell, ma czterdzieści siedem lat, jest pisarzem, pisze science fiction. Urodził się w Birmingham, od dwudziestego siódmego roku życia mieszka w Londynie, zrobił doktorat z matematyki (z zespolonych grup Liego). Jest autorem czterech powieści i siedemnastu opowiadań, słynie ze złożoności i rygoryzmu swych kreacji. Sławę przyniosły mu powieści Hard Nights oraz Eyes Like Rubies, Minds Like Hammers. Stworzył w nich przyszłości technologii schizoicznych; jego obsesją jest władza informacji nad materią i podważenie jednostkowości, wykroczenie poza zerojedynkowe „ja”–„nie-ja”. O tym potrafi mówić z prawdziwą pasją: — Partycjonujesz płaty czołowe. Zobacz, jak robią to w Imogenie. Nie mamy tych łączy na prędkościach neuro, więc to wymyślam. Potem składasz sieć: dwanaście procent twojego lewego płata, osiem procent płata architekta z Durbanu, czterdzieści procent płata policyjnego wilczura, po kilka procent z płatów przechodniów pod lokalnym WiFi, dwadzieścia procent z losowego przyłącza mózgów dyżurnych, według stref czasowych, to znaczy tych, gdzie akurat śpią; i tak złożona osoba, tak 3

złożona świadomość – jest kim? Procesuje się między innymi na twoim mózgu. Korzysta z t w o i c h zasobów, sięga t w o i c h wspomnień. — Podnosząc głos, dźga palcem w pierś Patricka, chłopaka starszej córki. Rozmawiają na balkonie ponad Dean Street, z wnętrza loftu dobiegają tu dźwięki smooth industrialu i urywki dialogów gości. Caldwell był dwukrotnie żonaty, ma troje dzieci, teraz żyje ze znacznie młodszą Kanadyjką, która większą część roku i tak spędza w podróżach między kontynentami, pracując dla finansowanego przez

Gatesów

konwertera

sieci

społecznościowych.

Urodzinowe

przyjęcie-niespodziankę

przygotowała dla Caldwella jego młodsza córka, Grace; pokłóciwszy się z matką, pomieszkuje u ojca przez te kilka tygodni, zanim wyruszy z plecakiem na tradycyjną wędrówkę dokoła świata w roku przerwy przed rozpoczęciem studiów na London School of Economics. — Będą chodzić jak zombies w ciągłym déjà vu i jamais vu — mówi Patrick, w zamyśleniu przesuwając szklanką z bourbonem po balustradzie. — Przez lagi. Nawet jeśli nie sięgniesz Durbanu, jeśli połączysz lokalnie. — Dlatego to biorę z fikcji, technologię łączy. — I nie zostaniesz z handwavium FTL? Wyobraź sobie myśli i sny pędzone na zamkniętych krzywych czasowych synaps. Patrick wychował się na cyberpunku i mangach, rozmawiają w tym samym języku. Science fiction była Disneyem ich dzieciństwa. — To złudzenie, że mózg pracuje z prędkością światła — stwierdza Caldwell. — Neuron po neuronie to jakieś dwieście operacji na sekundę. Jest duży margines, zmieszczę się. — A kto trzymałby u ciebie międzymózgowe indeksy alokacji plików? Jeśli odległości miałyby tu znaczenie, to, ha!, wyobraź sobie takie kognitywne flash-moby — Wołają Caldwella z wnętrza. Odstawia swoją szklankę i przeciska się między nadmuchanym dwumetrowym Totoro i grupką dyskutantów rozgrzanych polityczną kłótnią (temat: genderowa dyskryminacja postgenderowców). W przedpokoju Grace Caldwell rozmawia z kimś na ścianie; macha na ojca. — Michael ma kłopoty z Żyrafami. Obraz skacze i łamie się w poziome pasy. Tani pokój hotelowy, białe zasłony, rozmazane aureole świateł ulicznych, szum spracowanej klimatyzacji. Michael jest w brudnym T-shircie, ma zmierzwione włosy i szeroki plaster na skroni. Nie golił się od kilku dni. — Zabrali mi paszport, ma się zjawić człowiek z konsulatu. Wpadłem na blokadzie wojskowej pod chińskimi plantacjami. Coś w torbie, chyba na tablecie. — Pobili cię? — Nie. Słuchajcie, nie mogę złapać Geoffreya. Geoffrey jest obecnym partnerem pierwszej żony Caldwella, Irene. Grace wyjaśnia ojcu: — To jego tablet, wieki nieużywany. Michael zabrał go z sobą, bo tam nie można polegać na nakładkach. Edward już dzwoni. — Mogłeś przynajmniej sprawdzić... – zrzędzi, rozeźlony, bo jednak w strachu o syna. 4

— Daj spokój, tato, kto sprawdza takie rzeczy? — Z dziewczyną nie pójdziesz bez skanu, a cudze śmieci łykasz terabajtami. Irene? Jest u ciebie Geoffrey? Otwierają się kolejne rozmowy. Geoffrey siedzi w jakimś eremie judaistycznych joginów pod Glasgow, wyłączył się. Grace w końcu do niego dociera przez nocną ochronę placówki, Geoffrey twierdzi, że tablet to zabytek z pracy; pracuje w kancelarii Mellow, Zhak & Lacey, centrala w Nowym Jorku. Tymczasem Edward i Irene połączyli Michaela z prawnikami w Johannesburgu i Harare; Żyrafy słyną z wymuszania „kieszonkowych okupów” od Europejczyków, wystarczy byle pretekst. Michael ma tam w Masvingo bardzo wątłe łącze i resztę rozmów prowadzi, przeskakując jedynie między kanałami audio. W przedpokoju loftu Caldwella obie ściany zarosły już oknami komunikacyjnymi, goście przystają i wcinają się w konwersacje. Ktoś przypomina sobie o znajomej z ekipy BBC stacjonującej w obozach Matabele. Grace zagarnia obiema rękami ten obłok połączeń konferencyjnych i przeciąga go do bocznej sypialni. Zaraz z klastra rozmów na ścianie i suficie ponad kanapą wypączkowuje połączenie z tym współpracownikiem Geoffreya, który ostatnio najdłużej posługiwał się feralnym tabletem; zaczyna się odtwarzanie jego zawartości z zawodnej pamięci człowieka, i na tę wiki mają już oddzielną studnię, okno 3D. Edward znajduje i wyrywa ze snu kolegę ze studiów, który prowadzi firmę handlującą immunologiami guglasfery. Większość zasobów tabletu i tak wisi przecież w chmurze, nie leży tam na dysku; trzeba więc wydobyć z MZ&L kod dostępu i wyłowić je z chmury. Ów kolega obecnie operuje z pływającej wioski pod szanghajskim Pudong i w kącie sypialni nad fotelem zapala się czerwony lampion chińskiego cenzora. W klastrze po lewej znajomi Michaela z Red Capital zmawiają się na protest pod ambasadą Zimbabwe – było nie było, Michael wpadł w kłopoty działając jako aktywista Red Capital. Z podłogi odzywa się lokalna grupa wsparcia: Żyrafy obecnie trzymają tam kilkudziesięciu białych pod bzdurnymi zarzutami, istnieją struktury wzajemnej pomocy i specjalistyczne poradniki psychologiczne. Gdy Red Capital zaczyna się spierać z BBC, a współpracownik Geoffreya przeskakuje do klastra afrykańskiego, Edward Caldwell wycofuje się na próg sypialni – już tylko stąd może ogarnąć ów kocioł konwersacyjny. Za chwilę przekroczy to wszystko masę krytyczną i wyleje się z loftu na ulicę, na dzielnicę, na Londyn. Nikt nie planuje i nikt nie kieruje. Chińczyk spec obudzony przez kolegę Edwarda wywleka na wierzch ściągnięte ongi na tablet MZ&L pornosy. Przyjaciółki Grace komponują wirala Free Michael. Wtedy Irene przełącza do Edwarda prawnika, który przez filię w Gaborone dotarł tymczasem do jakichś przekupnych Żyraf. (Wszystkie są przekupne, ale te najłatwiej). Okazało się, że w torbie Michaela Żyrafy znalazły buteleczkę z południowoafrykańskim analogiem Ecstasy, i stąd cała drama. Caldwell wraca na balkon, wystawia twarz pod chłodny wiatr. Patrick dolewa mu bourbona. — W każdym razie na rozpartycjonowanych płatach czołowych... Wieczorne

światła

Soho

przypominają

Caldwellowi

schematy

optogenetycznego

programowania mózgu naciągniętego opsynami. W perspektywie metropolii tu i tam rozbłyskują pająki neonowe: kompleksy skojarzeń tysiącmózgowych. Z Asunción dzwoni Janette. — Todo lo mejor, querido. Nie zapomniałam, prezent idzie z Rio!

5

Caldwell dziękuje jej niezgrabnie. Nadal pozostaje częścią tamtej burzy myśli i słów, tamta burza pozostaje częścią Edwarda Caldwella. Patrick wreszcie zauważa jego oderwanie. — Hej, co jest? — Mam pomysł. Inny.

*** Nie musi być bardzo nieszczęśliwy. Ale nie powinien się za dobrze czuć w swojej codzienności. Hard Nights napisał w trakcie pierwszego...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.