John Irving - Modlitwa za Owena

JOHN IRVING MODLITWA ZA OVENA A prayer for Oven Meany Tłumaczyli Magdalena Iwińska i Piotr Paszkiewicz P - pdf za darmo

2 downloads 46513 Views 2MB Size

Story Transcript


JOHN IRVING

MODLITWA ZA OVENA A prayer for Oven Meany Tłumaczyli Magdalena Iwińska i Piotr Paszkiewicz

PODZIĘKOWANIA Autor chciałby przekazać, jak wiele zawdzięcza pracy pod tytułem Historia miasta Exeter w New Hampshire (Boston, 1988) pióra Charlesa H. Bella oraz książce Akademia Phillips Exeter w New Hampshire: szkic historyczny (Exeter, N. H. , 1983) tegoż samego autora; z tych właśnie źródeł pochodzą wszystkie wzmianki dotyczące Historii Gravesend Walia. Kolejnym niezwykle ważnym źródłem informacji był dla mnie Almanach wojny w Wietnamie (Nowy Jork, 1985) autorstwa Harry'ego G. Summersa, Jr. Chciałbym również serdecznie podziękować pułkownikowi Summersowi za jego niezwykle pomocną korespondencje. Wielką pomoc okazała mi także wielebna Ann E. Tottenham, dyrektorka szkoły Biskupa Strachana. Jestem jej ogromnie wdzięczny za uwagę, z jaką czytała rękopis. Muszę jednocześnie wyrazić swoją wdzięczność uczennicom oraz pracownikom tejże szkoły; wielokrotnie okazywali mi swą cierpliwość i nie szczędzili czasu. Mam też głęboki dług wdzięczności wobec pracy Twój głos autorstwa Roberta Lawrence'a Weera (New York, 1977) - jej korekty i redakcji dokonał Keith Davis. Pan Davis, wielce zasłużony i szanowany nauczyciel śpiewu i solfeżu, okazał ogromną cierpliwość znosząc moje amatorskie próby „nauki oddychania”. Rady udzielane przez bohatera mej książki Grahama McSwineya zawdzięczam verbatim et literatim panu Weerowi. Jestem niezwykle wdzięczny panu Davisowi, że wprowadził mnie w temat. Muszę podkreślić, jak wielkim jestem dłużnikiem książek mojego byłego nauczyciela Fredericka Buechnera: chodzi zwłaszcza o Wielką przegraną (Nowy Jork, 1977), Głodną ciemność (Nowy Jork: Harper & Row, 1969), a także Alfabet łaski (Nowy Jork, 1970). Ogromne znaczenie miała dla mnie korespondencja wielebnego Buechnera, jego uwagi na temat rękopisu oraz wytrwałość jego zachęty - dziękuję ci, Fred. Mam również ogromny dług wdzięczności wobec dr. Hasa E. Bickela („Kapitana”), mistrza granitowego, płk. Charlesa C. Krulaka („Brutala”) oraz Rona Hansena eskortującego ciała. Dziękuję też i wam, Bayardzie i Curcie, moi drodzy kuzyni z Północy.

O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem. List Świętego Pawła do Filipian

To całkiem poważny problem, że nie mogę sobie właściwie wyobrazić autentycznego, unaoczniającego swoją autentyczność religijnego doświadczenia. Czy Bóg mógłby, nie niszcząc mnie przy tym, ujawnić mi się w taki sposób, który nie zostawia miejsca na wątpliwości? Gdyby nie było miejsca na wątpliwości, zabrakłoby miejsca dla mnie. Frederick Buechner

Każdy chrześcijanin, który nie jest bohaterem, jest świnią. Leon Bloy

KIKS Do końca życia będę pamiętał chłopca o ochrypłym głosie - nie dlatego, że miał taki właśnie głos, ani dlatego, że był najmniejszy w klasie, ani nawet dlatego, że przyczynił się do śmierci mojej matki, ale z tego powodu, iż dzięki niemu wierzę w Boga. Jestem chrześcijaninem tylko za sprawę Owena Meany. Nie zamierzam mówić, że żyję w Chrystusie czy nawet z Chrystusem, a już na pewno nie dla Chrystusa, jak twierdzą niektórzy gorliwcy. Nie znam zbyt dobrze Starego Testamentu, a do Nowego nie zaglądałem od czasu szkółki niedzielnej, i tylko kiedy bywam w kościele, słyszę czytane na głos fragmenty. Może lepiej znam ustępy z Biblii, które mogę znaleźć w modlitewniku. Do modlitewnika sięgam dość często - z Biblią mam do czynienia jedynie przy okazji świąt. Modlitewnik jest dużo lepiej uporządkowany. Do kościoła - co mogę z czystym sumieniem stwierdzić - zawsze chodziłem dość regularnie. Kiedyś należałem do Kościoła kongregacjonalistów - w nim zostałem ochrzczony, a po kilku latach bliższych kontaktów z członkami Kościoła episkopalnego - w tej właśnie wierze przyjąłem bierzmowanie - moja religia stała się bliżej nie określona. Jako nastolatek chodziłem do kościoła, który trudno byłoby zdefiniować. Wreszcie zostałem anglikaninem. Od dwudziestu już lat, od kiedy wyjechałem ze Stanów, należę do Anglikańskiego Kościoła Kanady. Anglikanizm ma wiele wspólnego z Kościołem episkopalnym; tak dalece, ze w czasie nabożeństwa w kościele anglikańskim zastanawiam się czasami, czy przypadkiem znowu nie wróciłem na łono Kościoła episkopalnego. Ale nie, raz na zawsze rozstałem się z krajem oraz z Kościołem kongregacjonalistów i episkopalnym. Gdy umrę, chcę, żeby pochowano mnie w New Hampshire obok matki, ale wszelkie uroczystości religijne mają odbyć się w kościele anglikańskim, zanim moje ciało zostanie narażone na uwłaczającą konieczność przeszmuglowania przez amerykańską kontrolę celną. Wybrane przeze mnie na tę okazję hymny są dość konwencjonalne i można je znaleźć w porządku, w jakim mają być odczytane - lecz nie śpiewane - w modlitewniku. Prawie wszyscy moi przyjaciele znają ten urywek ze świętego Jana, zaczynający się od słów: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we mnie wierzy, ma życie wieczne. I jeszcze to: W domu mego ojca jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, tobym wam powiedział. Zawsze podobała mi się szczerość płynąca z tego oto fragmentu Tymoteusza: Me przynieśliśmy nic na ten świat i z pewnością nic z niego nie zabierzemy. Chciałbym, żeby było to anglikańskie nabożeństwo oparte na modlitwach z modlitewnika, a coś takiego przyprawi o lekki dreszcz moich byłych współwyznawców z Kościoła kongregacjonalistów. Jestem teraz anglikaninem

i jako anglikanin zamierzam umrzeć. Co prawda, zdarza mi się czasami opuścić niedzielne nabożeństwo. Nie twierdzę, że uważam się za wyjątkowo pobożnego. Moja nieco chwiejna wiara potrzebuje cotygodniowego zastrzyku. Całą swoją wiarę zawdzięczam Owenowi chłopcu, z którym się wychowałem i który uczynił ze mnie człowieka wierzącego. W szkółce niedzielnej wymyśliliśmy sobie zabawę kosztem Owena Meany'ego; był taki niziutki! Mało, że nogami nie sięgał podłogi; kolana nie dochodziły mu do krawędzi ławki, a więc kiedy siedział na krześle, musiał trzymać nogi wyprostowane do przodu jak lalka. Wyglądało to tak, jakby Owen Meany urodził się bez stawów. Owen był taki malutki, że uwielbialiśmy go podnosić. Nie mogliśmy wręcz oprzeć się tej pokusie. Był lekki jak piórko. W zasadzie to dziwne, bo rodzina Owena trudniła się eksploatację granitu. Kamieniołomy Granitu Rodziny Meanych zajmowały olbrzymi teren. Maszyny do odstrzeliwania i cięcia granitowych brył były ciężkie i groźne, a sam granit taki surowy i twardy! Ale jedyny widoczny związek Owena z kamieniołomami stanowił pył skalny - szary proszek, który wysypywał mu się z ubrania, kiedy go podnosiliśmy. Chłopiec miał karnację koloru płyty nagrobnej - jego skóra, tak jak perła, odbijała i jednocześnie pochłaniała światło. Czasami wydawał się przezroczysty, zwłaszcza na skroniach, gdzie niebieskie żyłki przeświecały przez skórę (to obok niezwykle małego wzrostu kolejny dowód na to, że był wcześniakiem). Miał jakiś niedorozwój strun głosowych albo też stracił głos na skutek wszechobecnego pyłu skalnego. Przyczynę mogło być także uszkodzenie krtani bądź tchawicy. A może uderzył go kiedyś w szyję odłamek skały. Owen musiał krzyczeć nosowym głosem, żeby go w ogóle usłyszano. Wszyscy jednak bardzo go lubiliśmy - dziewczyny wołały na niego „laleczka”, ale on czym prędzej wtedy uciekał od nich i od nas. Nie pamiętam już, jak się zaczęła ta zabawa z podnoszeniem Owena. Było to w kościele episkopalnym pod wezwaniem Chrystusa w Gravesend w New Hampshire. Nasza nauczycielka, wiecznie znużona kobieta o nieszczęśliwym wyrazie twarzy, nazywała się Walker. To nazwisko [Walker - od ang. walk - chodzić.] nawet do niej pasowało, ponieważ jej metoda nauczania w dużej mierze polegała na wychodzeniu z klasy. Pani Walker zaczynała od odczytania pouczającego fragmentu z Biblii. Potem prosiła, abyśmy się poważnie zastanowili nad tym, co usłyszeliśmy. „Macie myśleć w ciszy i skupieniu - mówiła. - Teraz zostawię was samych z waszymi myślami - oznajmiała złowieszczo, tak jakby nasze myśli mogły nas wyprowadzić z równowagi. - Chciałabym, żebyście się nad tym bardzo głęboko zastanowili”. Po tych słowach wychodziła z klasy. Przypuszczam, że dużo paliła, a

nie mogła sobie pozwolić na palenie w naszej obecności. „Porozmawiamy o tym, kiedy wrócę”. Zanim wróciła, zdążyliśmy już zapomnieć, o czym czytała, ponieważ gdy tylko zamykały się za nią drzwi, zaczynaliśmy wariować. Wcale nie bawiły nas samotne rozważania, podnosiliśmy więc Owena i ponad głowami przesyłaliśmy go sobie w przód i w tył. Udawało nam się to bez wstawania z miejsc, na tym zresztą polegała cała zabawa. Ktoś tam podnosił się w ławce - już nie pamiętam kto - chwytał Owena, siadał z powrotem i przekazywał go następnej osobie i tak dalej. Dziewczyny też brały w tym udział, niektórym nawet się to okropnie podobało. Każdy potrafił udźwignąć Owena. Byliśmy bardzo ostrożni ani razu go nie upuściliśmy. Może tylko trochę gniotła mu się przy tym koszula. Czasami rozwiązywał się krawat; miał tak długi krawat, że musiał go wsuwać za pasek, bo inaczej sięgałby mu do kolan. Niekiedy drobne wypadały Owenowi z kieszeni prosto na nasze twarze. Pieniądze zawsze oddawaliśmy właścicielowi. Czasami wypadały i karty baseballowe, jeśli je miał przy sobie. Bardzo się wtedy złościł. Musiał trzymać karty w porządku alfabetycznym albo jakoś inaczej je układał, na przykład wszystkich polowych razem. Nie mieliśmy pojęcia o systemie, który sobie wypracował, ale z pewnością jakiś porządek istniał, bo kiedy pani Walker wracała do klasy, a Owen na swoje miejsce, my zaś pooddawaliśmy mu już wszystkie drobniaki i karty, siedział wściekły, porządkując je z zaciętą miną. Nie grał za dobrze w baseball, ale miał bardzo małą strefę strajku, więc często go wykorzystywaliśmy; nie dlatego, że potrafił porządnie uderzyć piłkę (właściwie to nawet zakazywaliśmy mu w ogóle próbować), ale dlatego, że mógł zarobić bazę darmo. Kiedy graliśmy w Małej Lidze, często odmawiał, a raz nawet oświadczył, że nie będzie rzucał, o ile nie pozwolimy mu odbić piłki. Ale nie było dostatecznie ma...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.