Kres Feliks W - Klejnot i wachlarz

Feliks W. Kres Klejnot i wachlarz Ilustracje Jarosław Musiał Fabryka słów Lublin 2006 Copyright © by F - pdf za darmo

6 downloads 28768 Views 2MB Size

Story Transcript


Feliks W. Kres

Klejnot i wachlarz Ilustracje

Jarosław Musiał

Fabryka słów Lublin 2006

Copyright © by Feliks W. Kres. Lublin 2006 Copyright © by Fabryka Stów sp. z o.o., Lublin 2006

Wydanie II zmienione, poprawione

ISBN-10: 83-89011-90-5 ISBN-13: 978-83-89011-90-9

Wszelkie prawa zastrzeŜone All rights reserved

KsiąŜka ani Ŝadna jej część nie moŜe być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

KLEJNOT I WACHLARZ czyli zdumiewająca i niezwykła historia dotycząca przeklętej przez Boga i ludzi, ogarniętej wojną prowincji Valaquet w roku Pańskim 1630, specjalnie zaś opowieść o losach dwojga ludzi, których czyny odcisnęły swe piętno w historii Zjednoczonych Królestw.

Wstęp

P

onoć w zamierzchłej przeszłości zwano nas Niszczycielami. SłuŜyliśmy pradawnej mrocznej potędze, noszącej imię Egaheer. Choć wcielała się w róŜne kształty, to jednak nie była istotą - ani Ŝywą z kości i krwi, ani nadprzyrodzoną. Była zjawiskiem, Ŝycie. Mogłatakim je zastępować. jakim jest We Ŝycie. wszystkich Mogła jekrajach, zastępować. któreWe widziałem - a doprawdy widziałem ich wiele - znajdowałem ślady jej obecności. W Valaquet bawiła się starymi kultami, w Saywanee nie pozwoliła umrzeć ostatnim kotom-Mordercom, w Starej Ziemi Heastseg drwiła z samego Boga Ojca. Mogła się nazywać Semena Sa Veres, równie dobrze jak Elena Bon-Arpat albo ElŜbieta Molley. Przyjąłem słuŜbę u niej, nie wiedząc, po co właściwie to czynię. Bom był młody. Bo wojna, w której brałem udział, nie miała wcale sensu - ksiąŜę Harold nie miał słuszności, nie miał jej takŜe król, widziałem to bardzo wyraźnie. AŜ przyszła piękna, tajemnicza kobieta i rzekła: „Mości poruczniku, czyŜbyś nie chciał słuŜyć jakiejś innej sprawie niźli ta tutaj Ŝałosna awantura?

8

Zyskasz sławę, władzę, bogactwo i zaszczyty, staniesz ponad ksiąŜętami krwi, będziesz zawierał sojusze z samym Bogiem albo z samym diabłem, przeciw Bogu albo przeciw diabłu. Będziesz wspierał stare kulty i magie bądź tępił je do szczętu na mój rozkaz. Czy przyjmiesz u mnie słuŜbę?". Przyjąłem Nie odbyło się to przecieŜ tak szybko i prosto, jakem pokazał wyŜej. Ale wszystkie powody, dla których uczyniłem to, co uczyniłem, zaklęto w owej pokusie: zyskasz sławę, bogactwo, zaszczyty, staniesz ponad ksiąŜętami krwi. Tak się stało. Przywołując moją panią, sprowadzałem potęgę, z które nie chciał walczyć nawet Bóg. Nie rozumiałem dlaczego. Czy dlatego, Ŝe - podobnie jak Mordercy z Saywanee - nie naleŜała do świata, który stworzył? Przybyła skądś, moŜe uciekła spod władzy innego stworzyciela, władcy innej ziemi i innego nieba... Wypędzony demon, straszny i potęŜny, lecz poniekąd chyba uŜyteczny. Bo Ŝywiła się walkę z kaŜde magię, umiała stawić czoło nawet piekłu i zdawało mi się, Ŝe Bóg moŜe takiego Ŝywiołu potrzebować. Choć zapewne tylko do czasu, gdy ów Ŝywioł nabierze zbytniej mocy... Co wtedy? Czy przeznaczeniem Egaheer była wieczna tułaczka od jednego świata do drugiego? Zresztą nie pojmowałem jej istoty i praw, jakim podlegała; wszelkie domysły bardziej były jałowe spekulację niźli rozumowaniem opartym na mocnych podstawach. Wyraźnie widziałem to tylko, Ŝe najbardziej Egaheer stanowiła ucieleśniony kaprys, zachciankę. Nie bez kozery zaiste zawsze kryła się w kobiecej, albo chociaŜ samiczej postaci, gdy choć rzadko - uciekała w skórę zwierzęcia.

9

„Nigdy dotąd - rzekła, gdym porzucał u niej słuŜbę - nikt ode mnie nie odszedł. To nowe, ciekawe i podniecające. Niemniej jednak zuchwałe i myślę, Ŝe powinnam cię zabić. Ale tego nie zrobię, bo nie" - wytłumaczyła leniwie, a było to najobszerniejsze ze wszystkich jej tłumaczeń. „Jesteś wolny. A teraz dobre rady. Jesteś tylko człowiekiem. Doskonale władasz pistoletem i szpadą, zebrałeś niemało doświadczeń, jesteś odwaŜny i rozumny, masz pieniądze, masz wreszcie znane nazwisko. MoŜesz nie obawiać się bliźnich. Ale ja juŜ nie przybędę na twoje wezwanie. Zostałeś sam, pamiętaj. Czy na pewno chcesz odejść?" Odszedłem. W Lazenne, stolicy Zjednoczonych Królestw, znany byłem pod prawdziwym nazwiskiem kawalera Del Wares. Nie zagrzałem tam miejsca; zrazu, nieprzywykły do bezczynności, odbywałem liczne podróŜe - alem przestał, ujrzawszy wojnę w Werwalu, a potem drugą, domową, w oddzielonej od korony prowincji Valaquet. Dość miałem wojen i rzezi, obrzydły mi intrygi, rapier i Ŝołnierskie Ŝycie w drodze. MoŜe być, Ŝe porzuciłem swą słuŜbę tak samo, jak wcześniej na nią wstąpiłem: powodowany impulsem, albo moŜe zwykłym kaprysem. CzyŜ nie byłem podobny do tej, której słuŜyłem i od której na koniec uciekłem? Tak jak niegdyś łaknąłem przygody, wielkich czynów i sławy - teraz Ŝyczyłem sobie dostatniego, spokojnego Ŝycia, najlepiej w majątku na wsi. Najbardziej zaś pragnąłem samotności. Bóg zaś, chcąc mnie pokarać za to, Ŝe po wielekroć butnie stawałem przeciw Niemu, spełnił moje Ŝyczenia. Wkrótce gotów byłem diabłu duszę zaprzedać, byle wyrwać się z przykrej bezczynności. Tak, zaprzedać duszę... Diabłu - ale nie Egaheer. Bo nie bałem się

10

Szatana ani Ŝadnych demonów, Ŝadnej magii. Nie bałem się nawet Boga. Czułem natomiast trwogę, wspomniawszy swą dawną panią. I jakŜe szybko przyszło mi Ŝałować, Ŝe nie posłuchałem owej zastarzałej trwogi! Było mi uciekać na kraj świata, gdzie psy zadkami szczekają, miast biernie czekać na tyleŜ dającą się przewidzieć, co nieuniknioną katastrofę. ZaŜądano mojego powrotu na niechcianą słuŜbę, a były po temu powody. Jakem to juŜ rzekł wyŜej, w Valaquet trwała właśnie wojna domowa, obmierzła i przewlekła, rozpętana przez matkę przeciw córce, moŜe zresztą przez córkę przeciw matce, sam czart nie doszedłby prawdy. Przeklęte spadkobierczynie Świeckiego Zakonu Rycerskiego, który przed wiekami mieczem i do cna splugawionym krzyŜem zniszczył połowę świata, szarpały na strzępy schedę po swych dziadach, nieszczęsną prowincję stu tysięcy zbrodni i miliona grobów. Ale nie koniec na tym, bo po władzę sięgnął tam ktoś jeszcze, a mianowicie dziwna i straszna królowa wiecznego mrozu, pani śniegu, czerpiąca swą moc z prastarej potęgi, którą jakŜe mylnie wzięto za zwykłą magię, pisaną węglem i kredą... Opowieść tę trzeba jednak zacząć od historii jedynego sprawiedliwego w całej prowincji Valaquet: od dostojnego Roberta hrabiego Se Rhame Sar, człowieka tak niezwykłego, Ŝe nie spotkałem w Ŝyciu nikogo, kto byłby doń jakkolwiek podobny, choć przeŜyłem lat dziewięćdziesiąt i siedem, a nie były to puste lata. Człowiekowi temu winien jestem hołd i dobrą pamięć, a dlaczego, to się wkrótce pokaŜe. Matką hrabiego Roberta była pani z rodu Ayhoe, dostojna Weronika Teresa Del Valaquet hrabina Se

11

Alide Sar, Pierwsza Dama Bractwa Rycerskiego, z woli króla (czy teŜ lepiej: za niechętnym króla przyzwoleniem) namiestniczka Prowincji Valaquet, starszymi siostrami zaś dostojne panie Wanesa i Ranela. Miał hrabia jeszcze dwie młodsze siostry, Annę Jasenę oraz Annę Luizę - przepiękne bliźniaczki, niewiele ustępujące mu w latach. Ojca hrabia nie znał, lub raczej nie pamiętał; niezwykły ten człowiek (zasługujący na osobną opowieść, lecz pozostający bez Ŝadnego wpływu na opisywane tutaj wydarzenia) zginął nieszczęśliwą a tragiczną śmiercią, ledwie zdołał ujrzeć najmłodsze swoje córki - upatrywano w tym nawet zapowiedź nieszczęść, co ziściło się, niestety, najzupełniej. Dorastający Robert Ŝywił szczególną słabość do jednej z młodszych swoich sióstr; wreszcie wyznać trzeba bez ogródek, wbrew prawu naturalnemu durzył się w pięknej Annie Luizie, najpierw jako chłopiec, potem zaś młody męŜczyzna - i była to skłonność chętnie odwzajemniania. Lecz ustatkowawszy się, postawił tamę swojej namiętności, wkrótce zaś oŜenił się szczęśliwie, bo z wybranką serca, a to przecieŜ jest warunek najzupełniej do szczęścia niezbędny. Niestety! Wyszło niebawem na jaw, Ŝe za sprawą rodzinnego klejnotu jego Ŝony została wskrzeszona stara klątwa, przed którą widocznie nie mógł uciec Ŝaden spadkobierca tradycji Świeckiego Zakonu. Artefakt z zamierzchłej przeszłości, diamentowa kolia od dawna będąca w posiadaniu jej rodziny, ale pochodząca nie wiadomo skąd (bo dzikie, pogańskie plemiona Valaquet na pewno nie umiały wytwarzać takich rzeczy) przeobraŜała hrabinę w śnieŜne monstrum, królową lodu i śniegu, niszczącą wszystko wokół niebywałym mrozem. Odkrywszy to, hrabia uciekł od Ŝony i odnowił tajemny romans z dostojną

12

swoja siostrą; lecz gdy ta zaszła w cięŜę - o czym nieszczęsny sprawca nie wiedział - oddalono go z Valaquet. Na rozkaz matki wyjechał do Lazenne, by w stolicy u boku króla spędzić bez mała trzy lata. W tym czasie pani Anna Luiza poroniła owoc swojej zakazanej miłości, a wolno sądzić, Ŝe obyło się to nie bez pomocy... O porzuconej hrabinie Helenie, wciąŜ przecieŜ pełnoprawnej małŜonce pana Se Rhame Sar, zapomniano, albo raczej nie chciano pamiętać; zresztą słuch o niej przepadł, mieszkała w swoim hrabstwie niczym na wyspie bezludnej, nigdzie nie bywając i nikogo do siebie nie prosząc. Po powrocie z wygnania jedyny syn wicekrólowej niczego juŜ nie znalazł takim, jakie zapamiętał. KsięŜna Se Potres, najstarsza jego siostra, ambitna po matce, a porywcza po ojcu, wypowiedziała posłuszeństwo dostojnej swej rodzicielce, czarę zaś przepełniły miłostki tej ostatniej; miłostki, dodajmy koniecznie, którym oddawała się z własnym swoim zięciem, Bernardem księciem Se Potres. Wojna domowa, wojna o władzę i męŜczyznę, wisiała na cienkim włosku. Hrabia Robert próbował jej zapobiec, nadaremnie. W spiskach i knowaniach wszystkich przeciw wszystkim postradała Ŝycie nieszczęśliwa Anna Luiza, wciąŜ skrycie kochana przez Roberta. NiezasłuŜenie, bezwinnie przeklęty i odrzucony przez tych, których kochał, hrabia Se Rhame Sar wrócił do swej groźnej małŜonki, która jako jedyna wciąŜ miała dla niego tkliwe ciepło. Lecz, niestety, dla innych miała tylko mróz. Zrodzone z prastarej potęgi zawieje śnieŜne i wichry jęły niszczyć całe wioski i miast...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.