Ludivine Vancker 2 Cierpliwosc - Chattam Maxime

Jeśli chcecie czytać tę powieść zamknięci w przytulnym kokonie, jaki sobie stworzyłem, pisząc ją, radzę od - pdf za darmo

5 downloads 78919 Views 2MB Size

Story Transcript


Jeśli chcecie czytać tę powieść zamknięci w przytulnym kokonie, jaki sobie stworzyłem, pisząc ją, radzę odgrodzić się od realnego świata muzyką z tych kilku filmów: – Johanna Johannssona z Labiryntu – Marca Streitenfelda z Prometeusza – Marca Streitenfelda z Przetrwania – Howarda Shore’a z Milczenia owiec – Daniela Pembertona z Szeptów.

Wszystkim, którzy pomogli mi się ukształtować. Rodzicom, rodzinie, nauczycielom, przyjaciołom i żonie. Jesteście cegłami, z których zbudowany jest mój dom; kiedy na zewnątrz szaleje wichura, dzięki wam mogę spokojnie przespać noc.

Oni organizują się w cieniu i ciszy. Są niewidzialni, a my na ich trop trafiamy tylko za pośrednictwem ich istnienia: zbrodni.

JOSHUA BROLIN

Najwspanialszym podstępem diabła jest przekonanie nas, że wcale nie istnieje.

CHARLES BAUDELAIRE

Prolog Sytuacja była beznadziejnie zwyczajna. I Silas gorąco tego żałował. Wyobrażał sobie tę chwilę jako niezwykłą, niecierpliwie czekał na ten dzień, moment, był podniecony jak dziecko w przededniu Gwiazdki, a teraz czuł tylko nikłe zadowolenie. Pierre był natomiast zachwycony, oczy mu lśniły, a głupawy uśmiech nie znikał z ust, odkąd dotarli na dworzec Montparnasse. A przecież od samego początku to on przejawiał więcej entuzjazmu, on nie wahał się przed tym krokiem i teraz czuł z tego powodu wielką dumę. Silas stanął pod tablicą odjazdów, w smudze woni słodkich bułeczek prosto z pieca. Wyszukanie ich pociągu przyszło mu bez trudu – godzina odjazdu wyświetlała się dużymi cyframi, a cel podróży, Hendaye, błyszczał jak obietnica długich, leniwych wakacji, zasłużonego odpoczynku, którego nic nie zmąci. Właściwie to nie były wakacje, poprawił się w myśli, ale co za różnica. Podano już peron, więc dał Pierre’owi kuksańca i wskazał tablicę. Ten, zafascynowany widokiem gęstniejącego tłumu, który wypełniał halę dworca, drgnął. – Chodźmy, podstawili pociąg. Nastolatkowie zarzucili plecaki na ramiona i torowali

sobie drogę pośród żywej tkanki kraju w szczytowej fazie codziennych migracji. Przechodząc obok kiosku z kanapkami, Pierre zatrzymał się, żeby kupić butelkę soku pomarańczowego – na który wcześniej wziął pieniądze od kolegi – był tak spragniony, że wypił go duszkiem, podczas gdy Silas opróżnił małą butelkę wody mineralnej i rzucił ją na ziemię. Poturlała się kilka centymetrów, a on patrzył, jak dopada ją poranna zgniatarka – perfekcyjnie wypastowany weston, który spadł na nią z góry, a potem odrzucił wprost pod podeszwę roboczego buciora, który zmiażdżył jej szyjkę i pchnął w rwący strumień, gdzie odbiła się od obcasa ocieplanego ugga – choć był początek maja, nie zdziwiło to nikogo oprócz Silasa – i zniknęła w gęstwinie rozpędzonych nóg: hipnotyzującej machinie o niewyobrażalnej dynamice. Nikt nie był w stanie zatrzymać tego ogromu energii. Dwaj nastolatkowie zatrzymali się przy wejściu na peron, czując, jak pasy plecaków wżynają się im w ramiona. Pociąg był już na dworcu, wypełniał się mrowiem pasażerów. – Nie rusza cię to? – zapytał z euforią Pierre. Ale jeśli pominąć przyjazne dla oka kolory TGV, Silas nie dostrzegł ani w sobie, ani w otoczeniu niczego i zachowywał irytującą obojętność. To było wręcz załamujące. – Ani trochę.

– Odbiło ci? Nie kręci cię to? Ja nie mogę ustać w miejscu! Wziąłeś muzę? – Jasne. Mam naładowanego iPoda i zabrałem słuchawki. – A okulary przeciwsłoneczne? – Głupie pytanie. – Krem do opalania i gumki? Tym razem Silas rzucił Pierre’owi pogardliwe spojrzenie. – Dobra, już dobra – mruknął Pierre. – Widzę, że nie da się z tobą pożartować. Silas zerkał kątem oka na mężczyznę, który od pewnego czasu dziwnie im się przyglądał. Facet był wysoki i chudy, o szpakowatych, przylizanych po bokach włosach, a w kamizelce z zamierzchłych czasów i sztruksowych spodniach wyglądał jak chłopek ze wsi. Chyba poczuł się nieswojo, bo zaciągnął się papierosem elektronicznym, a potem dźwignął najwyraźniej ciężką torbę i wsiadł do wagonu. Pierre dał kumplowi prztyczka w ucho i przypomniał: – Już czas. Ja wsiadam tutaj. – Jasne, pierwsza klasa twoja, druga moja… Chociaż do odjazdu pociągu zostało jeszcze dobrych dziesięć minut, sterczenie na peronie nie miało sensu. – Spotkamy się w restauracyjnym – dodał. Zamierzał odejść, kiedy Pierre chwycił go za ramię. – Ej! – rzucił, uśmiechając się jakoś smutno.

Siedemnastolatek o czarnych, obciętych na jeża włosach wyciągnął do niego zaciśniętą pięść, marszcząc z niezadowolenia gęste brwi. Silas zacisnął pięść i przybił z przyjacielem żółwika. – Silas, powinieneś tryskać radością zamiast się odymać. Cholera, przecież to wielki dzień! Co z tobą? – Nic, wszystko w porządku. – Na pewno? Silas uśmiechnął się wesoło, żeby uspokoić obawy przyjaciela. – Po prostu jeszcze się nie obudziłem. – Lepiej się pospiesz, brachu, pociąg za moment ruszy! Kurwa! – W porzo, nie przejmuj się. Pierre zrozumiał, że nie warto przyciskać Silasa, i tylko wzruszył ramionami. – Okej, do zobaczenia w restauracyjnym. Chłopcy się rozdzielili. Silas szedł dość długo, szukając wagonu, a potem, kiedy czekał, aż stojący przed nim pasażerowie wsiądą, zobaczył swoje odbicie w szybie. Był jeszcze bledszy niż zwykle, a przecież zdarzało się, że ludzie brali go za albinosa, tak jasną miał cerę i włosy! Wyglądał na chorego. Odrzucił do tyłu niesforny pukiel włosów i umieściwszy torbę na stojaku przy wejściu, poszedł na miejsce. Kiedy zapowiedziano odjazd pociągu, poczuł lekki dreszczyk emocji, które nareszcie dały o sobie znać:

mrowienie w żołądku, potem jakby setki igiełek wbijających się w nogi. Odetchnął z ulgą, jednak zaczynał coś czuć. Zauważył, że każde światełko nabrało nagle osobliwego blasku. Czy to za sprawą ogarniającej go euforii? Młoda kobieta powiedziała „przepraszam”, siadając obok niego. Była całkiem niezła, w krótkiej spódniczce i grubych rajstopach. Silas uwielbiał dziewczyny w grubych rajstopach, które podkreślały zgrabne nogi. Uznał jej obecność za znak i tym razem na jego twarzy pojawił się niewymuszony uśmiech. Trochę się rozluźnił, czekał już tylko, aż pociąg ruszy. Pierre i on byli w wagonach. Dopiero teraz w pełni uświadomił sobie, co to oznacza, dotąd bowiem przyglądał się całej sytuacji okiem obojętnego obserwatora. Serce uderzyło mu mocniej, a dłonie zwilgotniały, gdy usłyszał sygnał dźwiękowy poprzedzający automatyczne zamknięcie drzwi. Jego sąsiadka wyjęła z torby czytnik e-booków i pogrążyła się w lekturze jakiejś niewidzialnej książki. Silas nie mógł oswoić się z tą nowinką. Czytać bez odwracania kartek. Czytać, nie trzymając książki w ręce. Czytać, nie gładząc palcami okładki. Czytać, nie wpisując w książkę chwil własnego życia – tu śladu brudnego palca, tam rzęsy, która wsunęła się w grzbiet tomu na dwadzieścia lat, zagiętego rogu, który ma przypominać o ważnym zdaniu, albo choćby wartym zapamiętania

słowie. Nie, ta mania czytania z ekranu wcale mu się nie podobała. Dla niego było to tak, jakby zwracać się do ducha książki. A na temat duchów Silas wiedział naprawdę dużo. Kątem oka zerkał na dziewczynę. Nawiązując zbyt częsty kontakt z duchami powieści, które pochłaniała, doprowadzi w końcu do tego, że ją opętają. Będą wolniutko wciskały się do jej głowy za pośrednictwem tego ekranu – słowo za słowem, będą przenikały do kory mózgowej jako fale płynące z ekranu. Bo książka papierowa tylko czekała, żeby ktoś zechciał naznaczyć ją swoją historią, a z e-bookiem było zupełnie inaczej – fale płynęły, tworzyły pole elektromagnetyczne czy coś w tym rodzaju, coś naładowanego słowami, wywołującego podświadomy rezonans semantyczny, który w końcu przemieniał się w głosy. Opętana. Zostanie opętana. Silas dostał gęsiej skórki. Był świadkiem zdarzeń, w które nie uwierzyłby żaden z pasażerów. Wiedział naprawdę sporo. Pociąg się rozpędzał, krajobraz wolno się przesuwał. Lekkie mrowienie przeistoczyło się w ściskanie w żołądku. Silas się rozbudzał. Nie mógł już usiedzieć na miejscu, chciał wstać, ruszyć się. Mimo to został na swoim fotelu, obok dziewczyny, którą czekało opętanie, i cierpliwie znosił udrękę. Raz po raz spoglądał na zegarek i czekał na pełną godzinę.

Pięć minut przed czasem wstał i rzucił okiem na sąsiadkę, która najwyraźniej już była opętana, bo nawet nie zareagowała, a potem podszedł do drzwi wagonu. Znalazł zostawioną wśród wielu bagaży torbę, wyjął iPoda, słuchawki i wsunął je na uszy. 8.58. Zostały mu jeszcze dwie minuty. Zamknął oczy, żeby się skoncentrować. Od przyjścia na dworzec dokuczał mu lekki ból usytuowany za oczami. Światła były oślepiające, a kolory bardzo intensywne. Przypomniał sobie, że w bocznej kieszeni plecaka ma okulary przeciwsłoneczne, i wsunął je na nos. Od razu poczuł się lepiej. W dodatku fajnie w nich wyglądał i cieszyło go, że ludzie nie zobaczą jego spojrzenia. Nikt nie zasługiwał, by patrzeć mu prosto w oczy, by przeniknąć źrenice, które ujrzały tyle tajemnic. 8.59. Sekundy płynęły, zbliżała się dziewiąta. Serce Silasa biło teraz szybko i mocno, waliło o koszulkę w kolorze khaki, jakby nakazywało mu nie czekać ani chwili dłużej. Pierre powinien być już na miejscu. Zerknąwszy przez okno, Silas przekonał się, że wokół, aż po horyzont, ciągną się pola. Idealnie, tak jak planowali. Włączył iPoda i usłyszał muzykę. Orelsan, Samobójstwo społeczne. Tytuł stosowny do okoliczności.

Wykonując kilka szybkich, wprawnych gestów, wyekwipował się w mgnieniu oka, potem wyjął z torby narzędzie prawdy i wszedł do przedziału. Przez moment wydawało mu się, że słyszy dobiegający z daleka głuchy dźwięk, ale nie był tego pewien. Może Pierre już zaczął… Silas uważnie przyglądał się siedzącym z przodu pasażerom, skupionym na telefonach, laptopach, notebookach albo czasopismach. Odgrywał tę scenę wielokrotnie i w jego wizjach ludzie zawsze krzyczeli. A tu nic. Jakby nikt nie zwrócił na niego uwagi. Tak minęło wiele sekund, przez które mógł dokładnie rozważyć, kto zostanie pierwszym wybrańcem. Nigdy nie przypuszczał, że będzie mógł sobie pozwolić na taki luksus. Nagle jakaś kobieta zaczęła potwornie krzyczeć. Siedziała w piątym rzędzie i patrzyła na niego w...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.