Maciel Amanda - Tease

Dla Becky, z miłością Spis treści Lipiec Styczeń Lipiec Styczeń Sierpień Luty Sierpień Luty Wrzesień - pdf za darmo

3 downloads 46641 Views 938KB Size

Story Transcript


Dla Becky, z miłością

Spis treści Lipiec Styczeń Lipiec Styczeń Sierpień Luty Sierpień Luty Wrzesień Luty Wrzesień Luty Wrzesień Marzec Wrzesień Marzec Wrzesień Marzec Październik Marzec Październik Marzec Październik Listopad Podziękowania Przypisy

Lipiec Czy doszło kiedyś do rękoczynów między tobą a Emmą Putnam? – Czy doszło do czego? – Czy doszło kiedyś… – Aha. Tak. Hm… tak, wydaje mi się, że któregoś dnia w szatni. Prawniczka notuje wszystko, chociaż przez cały czas jest włączony dyktafon. Zresztą i tak już zna odpowiedź na to pytanie. Stażysta też notuje. Nie powinno mnie obchodzić, że niezłe z niego ciacho, ale tylko na nim można zawiesić oko w tym pokoju. Jest też jedyną osobą mniej więcej w moim wieku – prawnicy są gdzieś około czterdziestki, a stenografistka wygląda na sto pięć lat. Poza tym stażystę widzę tu pierwszy raz, pewnie dlatego że zaczęło się lato i na wydziale prawa jest letnia przerwa czy coś w tym stylu. Też bym chciała mieć wakacje. Przez to wszystko straciłam sporą część drugiej klasy liceum i teraz muszę chodzić do szkoły letniej. No i tutaj. – Czy do zdarzenia doszło dwudziestego trzeciego stycznia? Ta prawniczka jest zimna jak lód, potwornie rzeczowa i marnuje czas nas wszystkich. Jest prezeską firmy czy kimś takim. Nie wiem. Zwykle spotykam się tylko z Natalie, która nie wydaje się wiele lepsza, ale przynajmniej patrzy mi w oczy, kiedy rozmawiamy. Dzisiaj ona też notuje, choć chyba niespecjalnie słucha, o czym jest mowa. Może oni wszyscy robią sobie na przykład listę zakupów albo coś w tym rodzaju. Nagle Natalie spogląda na mnie, unosząc brwi. Jakby chciała powiedzieć: „Odpowiedz na pytanie”. – Tak. Chyba tak. Może to był wtorek? Bo wuef mamy we wtorki i w czwartki, więc pewnie wtorek. Prawniczka, totalnie bez kontaktu wzrokowego, przytakuje, a potem, oczywiście, wszystko notuje. Albo może pisze: rukola, papier toaletowy, sok pomarańczowy. Nie wiem. Jezu! Ale to nudne.

Jak to zwykle bywa, ten cały proces zupełnie nie wygląda tak jak w telewizji. Na przykład ja jestem ubrana w dżinsowe szorty. I nie ma w ogóle mowy o żadnej dramatycznej scenie na sali sądowej ani o niczym takim – popołudniowe słońce nie wpada przez duże okna, a ja nie jestem zalana łzami i z miejsca dla świadków nie przyznaję się do wszystkiego ani nic w tym stylu. Jasne, że człowiek w ogóle nie powinnien się spieszyć do sądu, ale chociaż nie jest tam ani ładnie, ani filmowo, to i tak jest sto razy lepiej niż tutaj. Siedzimy w pokoju bez okien, przy stole z łupiącym się blatem ze sklejki (co chyba nie ma znaczenia, tyle że gapię się na ten blat już od trzech godzin), światło jest zbyt jaskrawe, a klimatyzacja tak podkręcona, że nie czuję już zimna, tylko jestem cała odrętwiała. Chyba już od jakiegoś czasu jestem odrętwiała. Ale nikogo nie zabiłam. Ukradkiem jeszcze raz spoglądam na stażystę. Jest czarny, ma krótkie włosy i najgładszą skórę na świecie. Jest bardzo ciemna i wyjątkowo ładnie wygląda w zestawieniu z jasnofioletową koszulą. Ten kolor przypomina mi jeden z lakierów do paznokci, który często wybierałam sobie na pedicure, jeszcze wtedy, kiedy pójście do salonu kosmetycznego nie było żadną wielką sprawą. Zanim zaczęli co drugi dzień opisywać wszystko w gazecie, a ludzie w sklepie spożywczym zaczęli mnie wyzywać. Nawet kiedy przychodziłam po głupie czipsy dla moich młodszych braci, wykrzykiwali coś do mnie w alejkach między regałami i wygadywali najokropniejsze rzeczy. Gdy pani Thale próbowała wyjaśnić nam na angielskim, co to jest „ironia”, nie za bardzo rozumiałam. Teraz dobrze wiem, o co chodzi. Teraz, kiedy znęcają się nade mną za to, że ja znęcałam się nad innymi. Ale nie próbowałam tego wytłumaczyć ludziom w sklepie. Mama mówi, że to debile i że powinnam ich ignorować, i tu się z nią zgadzam. – Proszę nam powiedzieć, co się wydarzyło tamtego dnia. No super! Chociaż przez całe lato Natalie kazała mi na okrągło wszystko opowiadać, ja nadal tego nie cierpię. Stażysta

ciacho patrzy na mnie teraz całkiem profesjonalnie i z kamienną twarzą. Założę się, że gdyby spotkał mnie w sklepie spożywczym, też by się wydzierał. Ty śmieciu. To powinno stać się tobie i twoim znajomym. – Hm, okay. Przez moment wszyscy przestają notować, a mnie zasycha w gardle. Spoglądam na swoje stopy, na ulubione czerwone japonki i durny srebrny lakier na paznokciach i przypominam sobie, jak to było w gimnazjum. W ósmej klasie, kiedy zaprzyjaźniłam się z Brielle Greggs, byłam zupełnie beznadziejna. Zostałyśmy wyznaczone do przygotowania wspólnie prezentacji. Nie wątpiłam ani przez chwilę, że mnie znienawidzi, jak tylko zobaczy, jaka jestem roztrzęsiona za każdym razem, kiedy mam zabrać głos. Nie lubię być w centrum uwagi. Za to Brielle była, i jest nadal, przebojowa. Szelmowsko się uśmiechała i zaczynała paplać przed całą klasą o karze śmierci, obowiązku wyprowadzania psów na smyczy czy na jakikolwiek inny temat, z którego miałyśmy się przygotować, a ja tylko stałam obok jako jej milczący pomocnik. Pan Needy[1] (naprawdę tak się nazywał) pytał ostentacyjnie: „A ty, Saro, co o tym sądzisz?”. Otwierałam usta, ale z mojego wysuszonego jak pustynia gardła nic się nie wydobywało, podczas gdy Brielle ćwierkała: „Oczywiście, zgadza się ze mną. Sama znalazła te wszystkie informacje”. I obie dostawałyśmy szóstkę. Znowu zawitałam do krainy wysuszonego gardła, ale Brielle tu nie ma. Pewnie jest przepytywana gdzieś indziej. W towarzystwie swoich prawników. Nie wolno nam ze sobą rozmawiać. I nie rozmawiałyśmy od ponad dwóch miesięcy. Siedzę więc tutaj, a oni chcą, żebym opowiedziała więcej złych rzeczy o Brielle. Bo tak naprawdę o to w tym wszystkim chodzi. Tak jak tamtego dnia w szatni… to tak naprawdę Brielle. Wszystko, co stało się z Emmą, stało się nie z mojej winy. Szczerze mówiąc, żadna z nas nie zawiniła. Tylko Emma. Sama zawiesiła ten sznur. Zresztą, nie była niewiniątkiem. Wcale. To ona…

– Panno Wharton? Co chwila robię długie przerwy. Klimatyzacja powinna nas wszystkich trzymać w formie, ale minęła już godzina, kiedy wysączyłam ostatnią kroplę Dr Pepper light, i jestem padnięta. Nadal obracam w dłoniach pustą butelkę. Etykieta całkiem się już odkleiła i zwisa sflaczała, więc zaczynam ją ściągać, jakbym rozbierała butelkę. Chciałabym zwinąć się w kulkę i zasnąć na milion lat. Ostatnio dużo śpię. To najlepszy sposób, żeby uniknąć pytań mamy i tłumaczenia braciom tego wszystkiego. Jakby w ogóle był jakiś sposób, żeby to komukolwiek wytłumaczyć. Biorę głęboki oddech. – Okay, więc to był czwartek. Emma się przebierała. To znaczy, wszystkie się przebierałyśmy. Byłyśmy w szatni i przygotowywałyśmy się do wuefu. Znowu zaczęli skrobać w notesach. Wszystko mnie swędzi, jakby moja skóra była za ciasna. Przenoszę ciężar ciała na jedną stronę, próbując sprawić, żeby tanie krzesło biurowe, na którym siedzę już tyle czasu, stało się wygodniejsze. Nie ma opcji. Zastanawiam się, czy według stażysty jestem ładna, ale po chwili przypominam sobie, że nikt już tak nie uważa. Pewnie tak jak wszyscy inni, on też myśli, że jestem potworem. Poza tym sama wiem, że nie wyglądam dobrze: w tych durnych szortach, z włosami byle jak zebranymi z tyłu i resztką tuszu na rzęsach. Ostatnio ciężko jest mi cokolwiek jeść, więc czuję się chuda, ale nie w tym dobrym sensie. Spoglądam na Natalie i ciągnę dalej. – Brielle spytała Emmę, dlaczego tak dużo rozmawia z Dylanem. – Z Dylanem Howe’em? Pilnuję się, żeby nie wywracać oczami. – Tak, z Dylanem Howe’em. Moim chłopakiem. Wtedy. A teraz moim byłym chłopakiem. Głównie. Tak jakby. – I co powiedziała Emma Putnam? Przenoszę ciężar ciała na drugą stronę krzesła. – Nic. Już wtedy wiedziała, że Brielle jest na nią zła.

– Dlaczego tak uważasz? – Prawniczka, której nie znam, nawet nie podnosi wzroku, kiedy do mnie mówi. Spoglądam wilkiem na jej włosy. Są w takim odcieniu blond, który starsze kobiety często sobie robią, bo myślą, że się odmłodzą, a tak naprawdę przez ten blond wyglądają jeszcze starzej i bardziej niemodnie, niż gdyby były na przykład siwe. – Wszyscy byli na nią źli. Wszyscy wiedzieli, że ciągle pisze te esemesy do chłopaków i że ma obsesję na punkcie Dylana. Brielle i wszyscy uważali, że jest psychiczna. Podnoszę głos. Stażysta ciacho spogląda na mnie surowo. Już dawno nie opowiadałam o tym nikomu i chyba zapomniałam, jak bardzo wszyscy mnie nienawidzą. Nawet Natalie wzdycha lekko, jakby miała już dość słuchania tych moich bzdur. Ale to nie są bzdury. Wszyscy uważali, że Emma Putnam jest wkurzająca. Nie zabiliśmy jej, ale, sorry, to nie znaczy, że ją lubiliśmy. A teraz, kiedy wszyscy uznali, że ją zabiliśmy, albo przynajmniej coś w tym stylu, to chyba lubię ją jeszcze mniej niż wtedy, kiedy żyła. – I co ty i Brielle Greggs zrobiłyście? Nie odpowiadam od razu, ale ona i tak na mnie nie patrzy. – Brielle nazwała ją zdzirą – mówię. – A ja chyba ją popchnęłam. Trochę. – Popchnęłaś ją na szafki, tak? – Jakoś tak. – A co zrobiła Emma Putnam? – Nic. – Nic? – No, chyba się rozpłakała. Ona zawsze płakała, chciałam dodać, ale Natalie kazała mi nie „koloryzować”, tylko odpowiadać na pytania najprościej jak to możliwe. – Chyba? – No to się rozpłakała, pasuje? – A co ty jej powiedziałaś? Wzdycham.

– Powiedziałam, żeby trzymała się z daleka od mojego chłopaka. – Czy powiedziałaś coś jeszcze? – To znaczy? – Mamy zeznanie, że… – Głowa o beznadziejnym odcieniu blond odwraca się do stażysty ciacha, który podaje zapisaną kartkę. – Tak, tutaj. Nazwałaś ją dziwką? – No… – Czy nazwałaś Emmę Putnam dziwką? – Hm, może i tak. – Nie pamiętasz? – W sensie, nie pamiętam, czy nazwałam ją dziwką akurat tamtego dnia. Ale pamiętam, jak popchnęłam ją na szafki. Jej ciemnorude rozpuszczone włosy rozsypały się na jej ramionach we wkurzająco ładne loki, kiedy ona jak gdyby zakwiczała w swojej obronie, krzywiąc się i płacząc jak mała dziewczynka, co jeszcze bardziej mnie wkurzyło. Skomlała trochę, pamiętam. Podniosła lekko ręce, jakby się poddawała albo jakby w końcu zaczynała się bronić – sama nie wiem. A może i wiem. Chyba jednak się poddawał...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.