McLean Jay More 2 More Than Her

Jay McLean – ,,More than Her” Tłumaczenie nieoficjalne: Broken_ & NoRegrets_ ZAKAZ ROZPOWSZECHNIANIA!!! Korekta: Nazi - pdf za darmo

13 downloads 11271 Views 3MB Size

Story Transcript


Jay McLean – ,,More than Her” Tłumaczenie nieoficjalne: Broken_ & NoRegrets_

ZAKAZ ROZPOWSZECHNIANIA!!!

Korekta: NaziPatka

MORE THAN HER MORE #2 McLean Jay

Tłumaczenie: Broken_ & NoRegrets_ Korekta: NaziPatka

Wszystkie tłumaczenia w całości należą do autorów książek jako ich prawa autorskie, tłumaczenie jest tylko i wyłącznie materiałem marketingowym służącym do promocji twórczości danego autora. Ponadto wszystkie tłumaczenia nie służą uzyskiwaniu korzyści materialnych, a co za tym idzie każda osoba, wykorzystująca treść tłumaczenia w celu innym niż marketingowym, łamie prawo.

Prolog - PrzeszłośćZakończenie letniej imprezy Przed Collegem - Co do diabła właśnie się stało? - powiedział Cam. - Koleś, nie mam pierdolonego pojęcia. Były Micky właśnie się jej oświadczył i oboje opuścili imprezę. Jake zadzwonił po taksówkę, zanim ktokolwiek mógłby porozmawiać z nim na ten temat. Reszta z nas usiadła z powrotem, osłupiała. Rozglądałem się dookoła w poszukiwaniu jej. Mając nadzieję, że wszystko z nią dobrze i że nie zamierzała poślubić tego chłopaka. Był dupkiem, a ona zasługiwała na znacznie więcej niż na kogoś, kto zamierzał traktować ją jak gówno. - Martwisz się o nią? Powoli odwróciłem się, by stawić czoła Camowi, który siedział kilka stóp de mnie, z wyprostowanymi przed sobą nogami i skrzyżowanymi w kostkach. Przyglądał mi się z ciekawością, ze ściągniętymi brwiami. - Taa, martwię się – powiedziałem, patrząc wprost na niego. Czułem się tak, jakbym prawie wiedział, co zamierzało się następnie wydarzyć. Podświadomie usiadłem prosto i rozprostowałem ramiona, czekając na wyzwanie, bo wiedziałem, jakie będzie jego następne pytanie. Kiedy zapytał, byłem przygotowany. - Kochasz ją, nieprawdaż? Chociaż spodziewałem się tego, słyszenie jak wypowiada dokładnie te słowa, było jak kopnięcie w brzuch. Obserwowałem go, szukając jakiegokolwiek znaku wskazującego na to, jaki może być jego osąd, kiedy powiem mu prawdę – Taa, człowieku. Myślę, że tak. Gapił się na mnie przez, wydawałoby się godziny, ale to były tylko sekundy. Wypuścił oddech, ściągnął czapkę z głowy, przebiegł dłonią przez włosy i włożył ją z powrotem. - Taa – westchnął. – Ja też. - CO?! - prawie krzyknąłem. Spojrzałem na miejsce gdzie siedziała Lucy, które było tylko kilka stóp od nas, upewniając się, że nie słyszała tego, co jej chłopak fiut właśnie powiedział. - Ja też – powtórzył. Spiorunowałem go wzrokiem. – Nie mam na myśli tego sposobu miłości. Nie takiego, w jaki kocham Lucy. Nadal gapiłem się na niego z rozdziawionymi ustami, zdezorientowany jak wszyscy diabli. Nadal mówił. – Micky – jest jedną z nas – i kumam, że czujesz coś do niej. Trudno byłoby tego nie robić, zwłaszcza po tym, co przeszła. Ale nie sądzę, że ją kochasz. Nie w ten sposób. Myślę, że kochasz ją w ten sam sposób, w jaki kochasz Lucy lub Heidi. Coś w rodzaju siostry, jakbyś chciał je chronić, bronić, wiesz? Lub przynajmniej… mam na myśli to, że jeśli coś by mi się stało, chciałbym, żebyś był taki dla Lucy – przerywa – Mówię bez sensu, hę? Powoli potrząsam głową na nie. Wypuścił kolejny długi oddech, następnie podniósł się trochę na krześle i spojrzał w niebo, myśląc o swoich następnych słowach. Po chwili spojrzał mi w twarz. - Czy Lucy mówiła ci kiedykolwiek o tym, jak się poznaliśmy? - jego oczy szybko pobiegły w kierunku Lucy, która stała przy lodówce turystycznej, rozmawiając z kilkoma dziewczynami.

- Powiedziała tylko, że pomogłeś trenować jej małych braci i że po tym jak jej mama umarła, zacząłeś wpadać, by pomóc. Jego oczy wróciły do mnie. – Ona właśnie tak myśli. Właściwie zauważyłem ją za pierwszym razem, kiedy ją zobaczyłem. Była na trybunach z paroma braćmi. Pamiętam zobaczenie jej po raz pierwszy. Miała książkę w jednej ręce, a druga ciągle opiekowała się jednym lub wieloma braćmi – chichocze odrobinę – Zawsze ją wkurzali i wchodzili jej na głowę, ale ona nigdy nie oderwała oczu od książki. Pamiętam po prostu stanie tam i obserwowanie jej przez mniej więcej cały mecz. To znaczy, widziałem ją kilka razy w szkole, zawsze myślałem, że była swego rodzaju urocza, wiesz? W ten cichy sposób bycia uroczym. Pokiwałem głową na znak zgody. Była urocza w ten sposób. - Przez pierwszy tydzień, nie powiedziałem do niej słowa. A tygodnie potem i każdego dnia w szkole, próbowałem z nią porozmawiać, ale byłem kłębkiem nerwów, wiesz? I to było takie dziwne, bo w każdym innym aspekcie swego życia byłem tym pewnym siebie dupkiem, typowym popularnym sportowcem. A tutaj stawałem się podekscytowany przez jakiegoś mola książkowego, z którym nawet, nigdy przedtem, nie rozmawiałem. - Jednak minęło parę tygodni i pamiętam patrzenie w lustro pewnego dnia, pamiętaj, że w tamtym czasie miałem około 15 lat, i pamiętam mówienie do siebie ‘Dzisiaj jest ten dzień. Porozmawiasz z nią.’ Kiedy dotarłem na boisko, spodziewałem się, że zobaczę ją na trybunach, ale nie było jej tam i też nigdzie, gdzie byli jej bracia, i to był dzień, kiedy dowiedziałem się o jej mamie. Rak, umieranie, cóż, do tego czasu śmierć. Kontynuowałem słuchanie, przyswajając wszystko, co musiał powiedzieć. - Poszedłem na pogrzeb i po prostu obserwowałem ją. Siedziała z przodu działki, otoczona przez wszystkich braci, trzymając malutkie dziecko w ramionach. Jej bracia płakali, ale ona nie. Trzymała ich dłonie i ocierała łzy, ale nigdy, nawet raz, nie uroniła ani jednej. Kiedy poszedłem na stypę do jej domu, inni opiekowali się jej braćmi, i wtedy ją zobaczyłem. Była w pralni, zwrócona plecami do wszystkich i płakała, nie lamentowała, szlochała, po prostu cichutko płakała. Pamiętam podejście do niej, ze spoconymi dłońmi, wciąż będąc kłębkiem nerwów. Mogłem usłyszeć krew pompującą w uszach, a całe ciało trzęsło się… Podszedłem bliżej i musiała usłyszeć moje nadejście, bo odwróciła się i podniosła wzrok, z oczami wypełnionymi łzami, i wtedy po prostu znikąd rzuciła mi się w objęcia. Oddałem uścisk, ale wszystko, co mogłem powiedzieć to moje przeklęte imię. - Potem każdego dnia przez miesiące, przychodziłem do jej domu po szkole i w weekendy – kiedy tylko mogłem - by spróbować pomóc. Ponieważ chociaż chciałem ją chronić i pomóc w jakikolwiek sposób, w jaki mogłem. To było coś więcej niż to. Chciałem być też w jej pobliżu. Jakby cały pierdolony czas. I wiem, że to zabrzmi tandetnie jak cholera – Przestał mówić, gdy Lucy wróciła. Usiadła na jego kolanach, a on poprawił ich tak, żeby było im wygodnie. Pocałował ją raz w policzek i potem kontynuował. – Naprawdę cieszyłem się po prostu byciem z nią, wiesz? Spędzając czas, rozmawiając, wygłupiając się, cokolwiek. A to wszystko było przed obściskiwaniem się i seksem. Nieprawdopodobnym pierdolonym seksem – Lucy tylko się uśmiechnęła. - To, co właściwie usiłuję powiedzieć to, że - jeśli nie czujesz tych rzeczy do Micky – głowa Lucy szarpnęła się, by spojrzeć mi w twarz. Cam klepnął ją parę razy w nogę – Jeśli nie czujesz tych rzeczy, nerwów, potrzeby bycia z nią przez cały czas, tęsknoty, gdy nie ma jej w pobliżu… całego tego gówna… wtedy to nie jest miłość jaką czujesz. Cóż, nie miłość miłość. To uh – myślał przez chwilę, patrząc w niebo. – To Loganowo-Lucy miłość – powiedział. Lucy uśmiechnęła się do mnie szeroko. Byłem cicho.

W szoku. Wtedy w końcu powiedziałem. – Gdzie do cholery byłeś miesiące temu, kiedy potrzebowałem tej mowy, dupku? - Pierdol się – zaśmiał się. Wtedy wtrąciła się Lucy, patrząc w dal, podnosząc pięść w powietrze i poruszając nią. Zaczęła cicho śpiewać do melodii ‘Macho-Man’ – Loganowo-Lucy Miłoość…

*** Godzinę później, wracałem do naszej grupki po rozmowie z DJ-em, kiedy ją zobaczyłem. To pierwszy raz odkąd ją widziałem od tamtej nocy. Liczyłem, że może tutaj być, ale prawdę mówiąc, zobaczenie jej było trudniejsze niż myślałem. Była z kilkoma innymi dziewczynami, trochę dalej od miejsca gdzie był James i jego przyjaciele. Oczywiście, chodzili do tej samej szkoły. Musiałem z nią porozmawiać, może spróbować wyjaśnić, co się stało bez zbytniego zagłębiania się w szczegóły. Podszedłem do niej i wytarłem spocone dłonie w dżinsy. Strzeliłem kłykciami za pomocą kciuków. To nerwowy nawyk, z którym starałem się zerwać. W zasadzie udało mi się to, robiłem to tylko wtedy, gdy stawałem się bardzo zdenerwowany. I najwidoczniej w przypadku dziewczyn, lub powinienem powiedzieć, dziewczyny. Przybliżyłem się do nich, a ich rozmowa zamarła. Alexis, jej przyjaciółka, trzymała w uścisku dwie inne dziewczyny. – Chodźmy – powiedziała, ciągnąc je. Więc została tylko ona i ja, twarzą w twarz, pierwszy raz od miesięcy. I tak głupio jak to kurwa zabrzmiało, tęskniłem za nią. I byłem zdenerwowany jak wszyscy diabli. Znowu wytarłem dłonie w dżinsy i poprawiłem czapkę, tak by była trochę wyżej, żebym mógł odpowiednio ją widzieć. - Hej - poruszyłem ręką w małym skinięciu, a następnie umieściłem je w przednich kieszeniach. - Matthews – skinęła głową. Jej twarz nie wyrażała niczego. Szczęścia z zobaczenia mnie, smutku, złości, niczego. - Ja, uh… jak się masz? Zassała głęboki oddech, ale nie powiedziała nic. Staliśmy, gapiąc się wprost na siebie. Szczerze, odgrywałem ten moment więcej niż parę razy przez ostanie dwa miesiące i w każdym z nich miałem coś do powiedzenia, swego rodzaju plan, taki, że właściwie mogłaby ze mną znowu porozmawiać. Ale teraz, stojąc tutaj, nie miałem żadnych słów. Tylko masę pierdolonego żalu. - Amanda! – jakiś chłopak za nią przeszkodził. Przerwaliśmy gapienie się. Jej głowa odwróciła się do dzieciaka. Spojrzałem ponad jej ramieniem na niego. Miał na sobie czapkę baseballową, nisko naciągniętą na czoło, patrzył w dół na telefon. Było ciemno. Nie mogłem dostrzec, kim był lub jak wyglądał. – Jesteś gotowa do wyjścia? – nie podniósł wzroku znad telefonu. Odwróciła się do mnie powoli, a moje oczy przesunęły się do jej. Utrzymała moje intensywne spojrzenie przez sekundy, by upewnić się, że usłyszałem jej następne słowa. I usłyszałem. Usłyszałem je, jasno i wyraźnie – Taa, kochanie – powiedziała głośno, z oczami na mnie – Całkowicie tutaj skończyliśmy. Zrobiła kilka kroków do tyłu, odwróciła...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.