Michaels Kasey - Misterna intryga (Misterna intryga 01)

Kasey Michaels Misterna intryga Anglia, XIX wiek On - Morgan Drummond, markiz Westham. Po pojedynku z - pdf za darmo

2 downloads 7205 Views 1MB Size

Recommend Stories


Michaels Kasey - Misterna intryga 01 - Misterna Intryga
Kasey Michaels Misterna intryga Anglia, XIX wiek On - Morgan Drummond, markiz Westham. Po pojedynku z - pdf za darmo

Michaels Kasey - Misterna intryga 1. Misterna intryga
Kasey Michaels Misterna intryga Anglia, XIX wiek On - Morgan Drummond, markiz Westham. Po pojedynku z - pdf za darmo

29. Michaels Kasey - Misterna intryga (Misterna intryga 01)
Kasey Michaels Misterna intryga Anglia, XIX wiek On - Morgan Drummond, markiz Westham. Po pojedynku z - pdf za darmo

29. Michaels Kasey - Misterna intryga (Misterna in tryga 01)
Kasey Michaels Misterna intryga Anglia, XIX wiek On - Morgan Drummond, markiz Westham. Po pojedynku z - pdf za darmo

Story Transcript


Kasey Michaels Misterna intryga Anglia, XIX wiek On - Morgan Drummond, markiz Westham. Po pojedynku z przyjacielem zrywa z hulaszczym życiem. Zaszywa się w rodzinnym majątku i skazuje na samotność, żeby utemperować gwałtowne usposobienie. Gdy uznaje, że czas zrobił swoje, wyrusza do Londynu. Zamierza poszukać kandydatki na żonę, aby małżeństwem przypieczętować stabilizację. Ona – Emma Clifford, młoda piękność, znużona rolą opiekunki własnej rodziny: lekkomyślnego brata, nieporadnej matki i zwariowanej babki. Uważa, że jedynym wyjściem z tej niekomfortowej sytuacji jest znalezienie bogatego i utytułowanego kandydata na męża. Oboje – spotykają się w londyńskiej rezydencji markiza. Na widok Emmy Morgan nie potrafi opanować zdumienia. Skąd się wzięła w jego domu? Przecież nie zdążył nikogo zaprosić! Zaraz jednak zdumienie ustępuje miejsca zachwytowi. Młoda kobieta jest niezwykle piękna.

Raz, dwa, trzy, początek gry...

Gdy jechałem do Dijon, spotkałem męża, co miał siedem żon. Każda z żon wiozła siedem tobołków, a w każdym tobołku siedziało siedem koziołków i każdy koziołek miał własny tobołek. Ile tobołków, koziołków i żon przyjechało do Dijon? Anonim Dawno, dawno temu, za górami, za lasami... Hm... nie, bajkowy początek mógłby wydać się niektórym nazbyt niedorzeczny, może nawet zgoła śmieszny. Zacznijmy więc, jak nakazuje rozsądek, w miejscu, w którym nasza opowieść nabiera rumieńców i staje się frapująca. Wyobraźmy sobie Anglię w czasach regencji*, a były to czasy nader burzliwe i barwne, * Lata pomiędzy 1811, kiedy to król Jerzy III został uznany za szalonego i odsunięty od władzy, a 1820, gdy po jego śmierci na tronie zasiadł Jerzy IV. Okres przemian społecznych i kul-

naznaczone wojnami, niepokojami społecznymi oraz nadmiernym zbytkiem. Owe lata przeszły do historii nie tylko jako era cennych wynalazków, wielkiej literatury i szlachetnych uczynków, lecz także jako okres pogardy, bezdusznego okrucieństwa i bezprzykładnej niesprawiedliwości. Uleganie własnym słabostkom było wtedy w modzie, a wielu możnych ówczesnego świata uczyniło zeń jedyną rozrywkę. Kim byli ci, którym przypadło w udziale szczęśliwe i dostatnie życie, pełne rozrywek i szaleńczych wybryków? Nadeszła pora, byśmy poznali kilkoro z nich. Na początek przedstawmy Morgana Drummonda, markiza Westhama, dżentelmena, którego Bóg obdarował urodą, pokaźnym majątkiem oraz nieprzeciętnym intelektem. Dodajmy, że stwórca w swej niezmierzonej mądrości postanowił także obarczyć swe dziecię przekleństwem porywczego charakteru. To właśnie ów krewki temperament kazał naszemu bohaterowi stanąć przed pięcioma laty do pojedynku, który jego rywal niemal przypłacił życiem. Rzecz to haniebna i karygodna, powiecie nie bez racji. rurowych, zwany także okresem transformacji pomiędzy epoką georgiańską i wiktoriańską. Czasy rozpasania arystokracji oraz niepokojów związanych z częstymi zamieszkami, wojnami napoleońskimi oraz lękiem przed przeniesieniem na grunt rodzimy idei Wielkiej Rewolucji Francuskiej (przyp. tłum.).

Istotnie, Morgan szczerze żałował niechlubnego postępku. Co ja najlepszego wyprawiam? zapytał samego siebie, ubolewając nad własną lekkomyślnością. Owszem, znieważono jego ówczesną kochankę (jak też ona miała na imię?), ale czy to doprawdy wystarczający powód, by dobywać szpady? Czyżby całkiem odjęło mu rozum? Czy śmierć ojca, który padł ofiarą podobnej „honorowej" walki, niczego go nie nauczyła? Nikt nie pamiętał, o co poszło, a skoro tak, powód musiał być dość błahy, w każdym razie niewspółmierny do tragicznego finału. Rodzic osierocił go we wczesnym dzieciństwie. Pozostawił po sobie zrozpaczoną wdowę i syna w powijakach. Jego doczesne szczątki złożono w rodzinnym mauzoleum w Westham, a w świadomości przyjaciół i krewnych na zawsze pozostał „Szalonym Harrym". Młody markiz nie chciał powielać błędów protoplasty. Przeraził się nie na żarty, gdy oczyma wyobraźni ujrzał napis na swym nagrobku: „Tu spoczywa Morgan, szaleniec i hulaka - młokos, którego zgubiła nieposkromiona zapalczywość". Skruszony i do głębi wstrząśnięty, obiecał sobie poprawę. Poprzysiągłszy, że porzuci niefrasobliwy i birbancki żywot, uciekł z Londynu do rodzinnego majątku, by tam lizać rany i dokonać rachunku sumienia. Rychło jednak dopadła go nuda. Aby ją przezwyciężyć, z początku pił na

umór, potem, zamiast zaglądać do kieliszka, rozmyślał długo, aż rozbolała go głowa. Ostatecznie doszedł do wniosku, że nie jest w stanie zapanować nad gwałtownym usposobieniem. Przez pięć lat dobrowolnego odosobnienia za wszelką cenę próbował się zmienić. Nade wszystko zaś pragnął wyzbyć się wszelkich podobieństw do ojca. Niestety, metamorfoza nie do końca się powiodła. Mimo wysiłków nie przeobraził się raptem z szalonego w dobrodusznego młodzieńca. Nie zdołał zwalczyć wrodzonej arogancji, skłonności do sarkazmu oraz chorobliwej wręcz pogardy dla głupców. Na dodatek wciąż doskwierała mu bezczynność i wszechogarniająca monotonia. Ukończywszy zatem trzydziesty rok życia, znużony nijaką egzystencją odludka, uznał, że pora zakończyć banicję i powrócić na łono cywilizacji. Pewny siebie i ufny w potęgę własnego rozumu, gotów był nawet przetrwać mękę londyńskiego sezonu. Stwierdził bowiem, iż wypada mu się ustatkować i powołać na świat potomka. Nie mógł przecież dopuścić do wygaśnięcia rodu. Rozważał kwestię ożenku nad wyraz długo i dogłębnie. Na koniec orzekł z całą stanowczością, że jego przyszła małżonka powinna odznaczać się spokojnym i uległym charakterem (dla dobra ich nienarodzonych dzieci, naturalnie). Rzecz jasna musi to być panna z dobrego

domu, dziewczę rozumne (do pewnego stopnia) i słodkie niczym majowy poranek. Z taką oto wizją w głowie wyruszył na podbój stolicy. Kolejna intrygująca postać na naszej liście, panna Emma Clifford, podobnie jak lord Drum-mond, zmierza właśnie do Londynu. Droga, biedna Emma. Na całym globie próżno by szukać piękniejszego, a zarazem bardziej udręczonego od niej dziewczęcia. Dość powiedzieć, że jako najstarsze dziecko w rodzinie obarczono ją uciążliwą rolą strażniczki domowego ogniska. Rodzicielka Emmy jest wprawdzie urocza, lecz - ujmijmy rzecz delikatnie - szwankuje nieco na umyśle. Brat już we wczesnej młodości okazał się kompletnym nieporozumieniem. Wielce wybuchowa i porywcza babka żyje wyłącznie przeszłością nie zawsze godną wzmianki, za to obfitującą w nagłe zwroty akq'i. Nie trzeba dodawać, że cała familia cierpi na nieustanny brak środków do życia. Pannę Clifford trzyma przy zdrowych zmysłach jedynie nadzieja na korzystne zamążpójście. Świadoma swej niepośledniej urody, nasza bohaterka marzy o znalezieniu w stolicy zasobnego małżonka. Złowienie odpowiedniego kandydata byłoby wybawieniem dla rodziny i, co nie mniej istotne, końcem pasma jej osobistych utrapień. Bezpieczeństwo material-

ne jest nie do przecenienia. Zapewnia godziwy byt, a ponadto wydaje się remedium na wszelkie problemy doczesnego świata. Babka wciąż jej powtarza, że mariaż z bogaczem może być skutecznym, lecz nie najrozsądniejszym sposobem na zdobywanie pieniędzy. Po pierwsze, uciekanie się do takich metod jest niegodne, po drugie i najważniejsze, nie warto w zamian za majętność do końca życia cierpieć towarzystwa bekającego bufona, który jada na śniadanie kapustę. Pomimo przestróg seniorki rodu Emma jest zdecydowana zrealizować swój plan. W tym celu sprzedała brylanty matki, oddała w zastaw portrety przodków i zaoferowała usługi przedniego ogiera rozpłodowego w zamian za korzystanie z wysłużonego powozu i reprezentacyjnych, acz nie najmłodszych koni. Dzięki tym zabiegom Cliffordowie ruszyli w drogę do Londynu jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. Wyjeżdżali z zamiarem pokazania się z jak najlepszej strony i utargowania korzystnej oferty małżeńskiej. Jak widać już na wstępie, pannie Emmie Clifford i Morganowi Drummondowi przyświeca ten sam cel, choć niewątpliwie kierują nimi zupełnie inne pobudki. Dla podupadłej finansowo rodziny przepustką na salony ma być sięgająca zamierzchłych czasów przyjaźń z lady Sally Jersey, która obiecała wprowa-

dzić ich do Almacka * i przedstawić śmietance towarzyskiej stolicy. Matka Emmy, Daphne Clifford (pod żadnym pozorem nie wolno nazywać jej wdową Clifford), jest tak podekscytowana wyprawą, że z trudem panuje nad rozbuchanymi emocjami. Choć jej uroda nieco przyblakła, nadal uchodzi za atrakcyjną kobietę w kwiecie wieku. Z biegiem lat tu i ówdzie przybyło jej zmarszczek, zbędnych kilogramów i... ani odrobiny rozumu. Nie zmądrzała nawet na jotę od chwili, gdy ćwierć wieku temu padła w ramiona przystojnego lekkoducha i utracjusza, Samuela Clifforda. Teraz z zapałem popiera zakusy córki. Jest święcie przekonana, że ze swą olśniewającą urodą jej latorośl bez trudu dokona podboju najlepszej partii sezonu. Co więcej, nie ma najmniejszych wątpliwości, że sama również nareszcie odnajdzie „Prawdziwą Miłość". Daphne często używa w myślach wielkich liter. Wydaje jej się, że nadaje to słowom większego znaczenia. Fanny Clifford przy każdej nadarzającej się sposobności wydrwiwa bezlitośnie mrzonki *Pełna nazwa: Almack's Assembly Rooms - miejski klub towarzyski dla przedstawicieli wyższych sfer z siedzibą w Londynie. Działał w latach 1765-1871. Jako jeden z pierwszych przyjmował także kobiety. Najpopularniejsze miejsce spotkań podczas londyńskiego sezonu (przyp. tłum.).

wdowy po swym jedynaku. Ich spełnienie uważa za równie mało prawdopodobne jak jej własna przeprowadzka do Bath. Synowa namawia ją do niej od dłuższego czasu, ale harda seniorka ani myśli, ,zostawić wszystkich w spokoju'' i zamieszkać z podstarzałą i nudną kuzynką Maude. Starsza pani Clifford jest odrobinę niepokorną duszą, choć „odrobina" to chyba nie najtrafniejsze określenie stopnia jej niezależności. Nadmienimy tylko, że w porównaniu ze standardami panującymi w czasach regencji, lata jej młodości przypadły na okres znacznie większej swobody obyczajowej. Z tej właśnie przyczyny Fanny zawsze mówi to, co myśli, i robi to, na co przyjdzie jej ochota. Jej zdaniem pełne afektacji, pruderyjne panienki, a także...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.