Morrell David - Rambo - Pierwsza krew t.3

David Morrell RAMBO 3 Przełożył Maciej Pertyński Od autora W mojej książce Pierwsza krew Rambo umier - pdf za darmo

6 downloads 39505 Views 959KB Size

Story Transcript


David Morrell

RAMBO 3 Przełożył Maciej Pertyński

Od autora W mojej książce Pierwsza krew Rambo umiera. W filmie żyje nadal. Z podziękowaniami dla Andy'ego Vajny, Mario Kassara i ich zespołu w wytwórni Carolco (tu specjalny ukłon w stronę Jeanne Joe, Xochitl Contis, Stephanie PondSmith, Toma Graya, Rolanda Neveu i Yonny'ego Lucasa, bez których przygotowania do napisania tej książki trwałyby wieki). Nóż używany przez Rambo w tej książce został stworzony przez Gila Hibbeńa, P.O. Box 24213, Louisville, Kentucky 40224. Trzysta pięćdziesiąt sztuk takich noży, opatrzonych jego podpisem i numerem seryjnym rozprowadzono wśród kolekcjonerów. W sprzedaży osiągalna jest bliżej nieokreślona liczba lekko różniących się egzemplarzy. Łuk i strzały z tej książki, zmodyfikowane wersje opisywanych w książce Rambo. Pierwsza krew II są dziełem Pracowni Łucznictwa Hoyt Easton, 605 North Challenger Road, Salt Lakę City, Utah 84116. Składam tu podziękowania Joe Johnstonowi za uświadomienie mnie, jak bardzo wymyślne to twory. Walka duchowa jest równie brutalna, jak walka ludzi. Ale wizja sprawiedliwości jest czystą przyjemnością dla Boga. Arthur Rimbaud

CZĘŚĆ PIERWSZA

Rozdział 1 Życie to cierpienie, Pogrążając się w medytacji nad tą pierwszą z Czterech Prawd Buddy, Rambo zacisnął dłoń na gładkiej bambusowej powierzchni wspaniałego kilkusetletniego łuku. Opuścił go nisko przy lewym boku, zamknął oczy i głęboko oddychając, usiłował zapanować nad zamętem w duszy. Przez jego muskularny tors przebiegały fale napięcia, potężna klatka piersiowa i szerokie mięśnie grzbietu naprężały się i rozluźniały. Po chwili szpiczaste dachy buddyjskiego klasztoru w Bangkoku, w Tajlandii, zniknęły z jego myśli tak, jak zniknęły mu z oczu, kiedy je zamknął. Przestały dla niego istnieć zdobne złoceniami iglice świątyni i poblask zachodzącego słońca, odbijający się od terakoty i marmuru. Ale inne zmysły wciąż reagowały. Rambo słyszał pobrzękiwanie poruszanych wiatrem dzwonków modlitewnych, a nozdrza drażnił mu aromat kadzideł. Łuk wciąż przypominał o swym istnieniu niezwykłą twardością uchwytu. Rozdrażniony, że nie jest w stanie odciąć się od wszystkich rozpraszających go bodźców, Rambo otworzył oczy i skupił się tylko na celu. Był to oddalony o trzydzieści metrów piętnastocentymetrowy kwadratowy kawałek drewna, przymocowany do grubej, ciasno splecionej wiązki słomy, opartej o gładki kamienny mur po drugiej stronie dziedzińca klasztornego. Rambo wpatrywał się w drewno, aż wreszcie wydało mu się, że cel rośnie i podpływa do niego, zasłaniając całe pole widzenia. Nie słyszał już dzwonków, nie czuł kadzideł ani twardości łuku. Znikły dachy i iglice klasztoru, nie istniało już zachodzące słońce, nie było mnichów, rozpoczynających wieczorne modlitwy. Był tylko cel. I jego targana niepokojami dusza. Całe życie jest cierpieniem, nauczał Budda. Rambo nauczył się tego dobrze. Krzyżujące się, długie, głębokie blizny na jego plecach i piersi, poszarpane brzegi szramy na jego prawym bicepsie, nierówne rozcięcie lewej kości policzkowej, te i inne ślady po ostrzach bagnetów i noży, pocisków karabinowych i odłamkach szrapnela, torturach zadawanych drutem kolczastym i ogniem, wszystkie one były potwierdzeniem prawdziwości nauk Buddy: Życie to ból. Wpatrując się w cel, Rambo na nowo przeżywał Wietnam... upał, robactwo, pełną pijawek dżunglę... niezliczone strzelaniny... nie kończący się chaos wrzasków i wybuchów, ryku śmigłowców i wizgu pocisków smugowych; gwizdu moździeży i suchych eksplozji min, tryskającej krwi i rozrywanych ciał. Ponownie czuł cierpienie swego uwięzienia i sześciomiesięcznych tortur, morderczą ucieczkę. Ale jedną wojnę zastąpiła druga. W Ameryce.

Ten gliniarz! Dlaczego on mi nie dał spokoju? Chciałem tylko tego, co osiągnąłem, wolności wyboru dokąd iść i co robić, nie wchodząc nikomu w drogę. Dlaczego musiał być taki wredny? Ale przecież ty byłeś jeszcze wredniejszy! Nie miałem wyboru! Na początku miałeś! Mogłeś przecież zrobić to, czego chciał. Mogłeś się wynieść. Ale czy właśnie po to walczyłem w Wietnamie? Żeby mnie przepędzali, kiedy wreszcie wróciłem do domu? Przecież mam jakieś prawa! Jak cholera! I na pewno nauczyłeś tego gliniarza, że je masz. Ale rzecz polega na czym innym. Kiedy już rozpieprzyłeś jego miasto na strzępy i kiedy cię wreszcie zamknęli w więzieniu, jakie tam miałeś prawa? Prawo do walenia młotem w kamieniołomie? Prawo do czucia, jak ściany twojej celi spadają ci na głowę? Gdyby pułkownik nie dotrzymał słowa i cię nie wyciągnął... Pułkownik. Tak. Rambo uśmiechnął się. Pułkownik. Trautman, który go szkolił, który był jego dowódcą w Wietnamie, który był dla niego jak ojciec. Jedyny człowiek, któremu Rambo ufał. Dzięki interwencji Trautmana u władz, Rambo odkupił swą wolność za cenę zgody na powrót do piekła, na powtórny wyjazd do Wietnamu i obozu jenieckiego, gdzie kiedyś był więziony i torturowany. Wciąż trzymano tam amerykańskich żołnierzy, których Rambo miał uratować. Zrobił to. Wiele lat po zakończeniu wojny wreszcie ją wygrał. Zrobił to, a przy okazji zdołał pokonać jeszcze jednego wroga - ucieleśniony w jednym człowieku, odrażający i pełen hipokryzji system, który wysyłał na tę wojnę amerykańskich żołnierzy, ale nie zawracał sobie głowy zapewnieniem im środków do jej wygrania. O tak, wypełnił misję. Ale jakim kosztem! Nie tylko dla swego ciała. Prawdziwe rany odniosła jego dusza, bo za każdym razem, kiedy kogoś zabijał, kiedy widział czyjąś śmierć, część jego duszy także umierała. Bóg jeden wie, ile razy umarł. Szczególnie jedna śmierć niemal go zabiła. Jej imię samo wspomnienie było torturą brzmiało Co. Wietnamska dziewczyna, dwadzieścia kilka lat. Niebywałe delikatna. Prześliczna. Była jego łącznikiem, kiedy zrzucono go na spadochronie w Wietnamie. Pomogła mu uratować więźniów. Jemu też uratowała życie. A po drodze nauczyła go czegoś, co uważał za niemożliwe. Kochać. Ale nie było czasu na miłość. Bo Co zginęła. A Rambo przeżył. Przeżył, bo furia i wściekłość po jej śmierci dała mu siły. Choć nieżywa, Co znów uratowała mu życie.

Rozpacz i ból szarpały jego duszą. Jego potężna pierś unosiła się w szybkim oddechu, kiedy tak stał na dziedzińcu klasztoru, ściskał łuk i wpatrywał się w oddalony o trzydzieści metrów cel. Medytacja odniosła skutek. Cel był wszystkim. Z jednym wyjątkiem. Rzemyk wokół jego szyi. A na nim miniaturowy Budda. Ten wisiorek należał do Co. Zdjął go z jej zwłok. A teraz rzemyk parzył jego szyję jak rozżarzony węgielek.

Rozdział 2 Cierpienie wywołane jest żądzą posiadania rzeczy nietrwałych. To Druga Prawda Buddy. Rambo przyłożył długą na metr strzałę do blisko dwumetrowego łuku. Postępując ściśle według wielowiekowego rytuału, jakiemu podlegało napinanie łuku przez strzelca zen, wyprostował przed sobą obie ręce. Lewa dłoń trzymała łuk, a prawa strzałę. Z jednakową siłą zaczął rozciągać ramiona, zginając łuk, napinając cięciwę i ciągnąc strzałę. Nawet gdyby zastosował normalny sposób napinania łuku, ten, którego nauczył go czarownik, kiedy Rambo jeszcze jako mały chłopiec mieszkał w rezerwacie Navajów w Arizonie, to i tak byłoby to niezwykle trudne zadanie, ponieważ wymagało zastosowania siły wynoszącej czterdzieści pięć kilogramów. Do czegoś takiego był zdolny tylko ktoś o fizycznych możliwościach Rambo. Ale napinanie łuku w niekonwencjonalny sposób tylko utrudniało całe zadanie. Mięśnie ramion Johna zaczęły drżeć. Czoło pokryło się potem. Wszystko, co żyje, umiera, pomyślał. Wszystko, co fizyczne, rozpada się w pył. Wojna potwierdzała mądrość Buddy. W tym świecie przemocy poszukiwanie szczęścia w innej osobie lub rzeczy oznaczało skazywanie się na gorycz rozczarowania. Bo rzeczy wybuchały, a ludzie ginęli od strzałów karabinowych. Tak, jak zginęła Co. Wytężył siły do maksimum, napinając wyciągnięte przed siebie ramiona i ciągnąc łuk w lewo, a strzałę w prawo. W normalnych okolicznościach nie dałby rady; ale skupienie i medytacja splotły ducha z ciałem i podwoiły jego moc. A może była to czysta siła duchowa? Jeśli Budda miał rację, nic, co fizyczne, nie było realne, również łuk. Prawdziwy był tylko duch, zginający wyimaginowany łuk. Drżąc z wysiłku, rozciągnął ramiona na całą długość strzały. Zgięty łuki napięta cięciwa tworzyły teraz niemal koło. Koło, pełnię istnienia, wszechpełność Boga, zupełność Tego, Który Jest Wszystkim. Zastygł w tej zabójczej dla ciała pozycji. Pot już nie kapał mu na czoło, lał się strumieniami na opinającą naprężone mięśnie skórę.

Rozdział 3 Cierpienie się kończy, kiedy to, co nietrwałe, zostaje odrzucone. Trzecia Prawda Buddy. Żaden przedmiot i żadna osoba nie jest w stanie dać szczęścia. W świecie przemocy i bólu, zniszczenia i śmierci, warto dążyć tylko do celów wiecznych. Miłość do Co napełniała go przygnębieniem, bo gdyby Co nie umarła rok temu, i tak umarłaby za jakiś czas. A każde uczucie ma swój odpowiednik w przeciwnym i równorzędnym uczuciu w przyszłości. Ale przecież... jeśli Budda miał racje... Rambo niemal się zdekoncentrował... jeśli Budda miał rację, przyszłość nie istnieje. Jest tylko teraz. Czy to oznacza, że miłość do kogoś, nawet trwająca tylko sekundę, powinna być chwytana i hołubiona, bo ten moment jest wieczny? Miał ochotę krzyczeć. Pod wpływem strasznego wysiłku, z jakim odciągał od siebie łuk i cięciwę, wygięty koniec łuku wpierał się z coraz większą siłą w jego pierś, drżąc od straszliwego napięcia. Strzała skierowana była w lewą stronę, tak jak lewy bark łucznika, wskazujący cel. Wystarczyło teraz tylko zwrócić w lewo również głowę. Wzrok Rambo podążył wzdłuż strzały i skupił się na celu.

Rozdział 4 Poszukuj tego, co wieczne. Tego, co trwa zawsze. Boga. Czwarta Prawda Buddy. Ale Rambo musiał już, natychmiast, pokonać targające nim niepokoje. Czegóż chcesz? Spokoju! Zwolnił cięciwę łuku. Strzała wyleciała w powietrze z przerażającą siłą. Cięciwa jęknęła, wibrując i oddając energię, dostrajając się do pulsu wszechświata. Rambo właściwie nie celował. Raczej prowadził strzałę siłą woli. Jego dusza, cięciwa i strzała zlały się w mistyczną jedność z...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.