Norton Andre - Świat Czarownic Tom 17 - Tkaczka Pieśni

Nanoszony latami przez wichury pył wodny od morza pokrył skorupą soli mury, strzegące stromej alei pro - pdf za darmo

4 downloads 19947 Views 1MB Size

Story Transcript


Nanoszony latami przez wichury pył wodny od morza pokrył skorupą soli mury, strzegące stromej alei prowadzącej z nabrzeża do miasta, malując brudnobiałe plamy na pociemniałych ze starości kamieniach. W ostatnich blaskach zachodu Droga-Rybaka-Powracającego-z-Pustymi-Sieciami była pusta, znaczyły ją tylko gęsto kładące się cienie. Szczupła postać w ciemnej opończy słaniała się na nogach po dwumiesięcznej morskiej podróży. Pod nagłym, gwałtownym uderzeniem zawieruchy zachwiała się i poślizgnęła na kocich łbach zaśmieconej, śmierdzącej uliczki. Przed upadkiem ocaliła nieszczęsnego wędrowca długa, zwieńczona głową gryfa pałka, która służyła mu za laskę i w razie potrzeby jako broń. Podróżny wcisnął się do starożytnej bramy, żeby schronić się przed nadciągającą burzą. W smukłych dłoniach o długich palcach ściskał zniszczony futerał ręcznej harfy i połataną sakwę. W głębi ulicy migotało słabe światełko obiecując schronienie przed wichurą i nadciągającą śnieżną burzą. Kiedy harfiarz podszedł bliżej do .migotliwego blasku, przekonał się, iż była to latarnia ze statku, wystarczająco osłonięta, żeby jej płomyk nie zgasł. Wisiała na zewnątrz niezgrabnego budynku z ciemnych bali. Nawet przez świst wichury dobiegały tu odgłosy pijackiej hulanki. Podróżny uważnie przyjrzał się zajazdowi i zdał sobie sprawę, że żaden człowiek ze względnie pełną sakiewką nie będzie szukał tutaj posiłku, a tym bardziej noclegu. Pod wyblakłymi literami na kołyszącym się szyldzie jakiś nieprawdopodobny kształt baraszkował wśród rozkołysanych fal. Bard skrzywił się, ale wspomniał prawie pusty mieszek ukryty przezornie za pazuchą poplamionego morską wodą skórzanego kaftana. Walcząc z wichurą zdołał otworzyć drzwi i potykając się wszedł do środka. Ogłuszyła go wrzawa, ochrypłe śmiechy i pijacka kłótnia. Nie odrywając wzroku od pleców karczmarza ostrożnie przemierzył podłogę szynku, równie zdradliwą jak ciemna uliczka na zewnątrz, pozalewaną winem i pokrytą walającymi się poobgryzanymi kośćmi. Karczmarz, chudy, łysiejący mężczyzna (tylko nad uszami sterczały mu kępki włosów) o czerwonym nosie odwrócił się, gdy nowo przybyły pociągnął go za rękaw. - Proszę o wybaczenie, panie - wymamrotał obcy. - Czy będziesz miał coś przeciwko kilku pieśniom przy ognisku dla swoich gości? Szynkarz dorównywał wzrostem bardowi, tak że ich oczy były na tym samym poziomie, gdy mierzył go spojrzeniem. Później nagle skinął głową. - Nie będę, jeżeli zapłacisz za posłanie i posiłek tak jak wszyscy inni, minstrelu. - To się rozumie. - Przybysz potrząsnął głową i zrzucił kaptur, odsłaniając masę ciemnych, krótko obciętych kędzierzawych włosów. Małe kolczyki zalśniły w blasku ogniska. - Zaraz zacznę... - Dziewka! I to urodna! Mylt, na Kły Psów z Alizo-nu, skąd ją wytrzasnąłeś? - Ciężka dłoń opadła na ramię podróżnej, odwracając ją twarzą do barczystego rybaka o zaczerwienionym od wina i wiatrów obliczu. Ten gwałtowny ruch rozsunął fałdy opończy, odsłaniając srebrny wisior spoczywający na piersiach dziewczyny. Na widok symbolu mężczyzna cofnął się i opuścił rękę. - Ja nie wiedziałem... Nie zauważyłem... -Niezdarnie dotknął palcami czoła w przepraszającym geście. - Proszę o wybaczenie... Tkaczka pieśni z wdziękiem pochyliła głowę i zacisnęła dłoń na oznace swego zawodu, trzech przeplatających się kołach o spłaszczonych, ostro zakończonych brzegach. - Zacznę teraz - powiedziała do karczmarza, jak gdyby nic się nie stało. Podeszła do ustawionej przy ogniu ławki, otworzyła futerał i wyjęła z niego podniszczony już instrument o starodawnym kształcie, sporządzony z wiekowego drzewa wiśni. Zdobiące go zawijasy i wypukłe prostokąty, pokryte srebrzystoniebieskim metalem, połyskiwały słabo w migotliwym blasku. Oparłszy harfę na kolanach wydobyła trzy prztyki z wewnętrznej kieszeni czerwonej tuniki, po czym nasunęła je na kciuk, palec wskazujący i środkowy. Zaczęła stroić instrument. Usłyszawszy miękkie dźwięki, obecnych w izbie dwunastu rybaków, sulkar-skich żeglarzy oraz dwóch siwych Sokolników służących jako żołnierze na statkach

władców morza, przestało rozmawiać i w pełnym szacunku milczeniu zgromadziło się wokół ogniska. - Podejdźcie bliżej, panowie! - ponaglił ich głośno Mylt karczmarz. - Posłuchajcie wędrownej minstrelki, która łaskawie zechciała dostarczyć nam rozrywki w ten sztormowy wieczór. Posłuchajcie pani... - Zawahał się, uświadomiwszy sobie własne niedopatrzenie. Dziewczyna dokończyła z wymuszonym uśmiechem: - Eydryth z Kar Garudwyn. - ...pani Eydryth z Kar Garudwyn! - dokończył szumnie. Zapadła głęboka cisza. Eydryth zaczęła grać wesołą, zachęcającą do przytupywania melodię, ćwicząc zgrabiałe palce, a jednocześnie oceniając audytorium. Sami mężczyźni i większość z nich to żeglarze lub rybacy. Morskie pieśni powinny im się spodobać, podobnie jak opowieści o szlachetnych czynach, zaginionych kochankach i syrenach o słodkim głosie. Może jakaś sprośna piosenka na koniec, żeby pobudzić ich do śmiechu, gdy będą wrzucali monety do futerału. - Łaskawi panowie, posłuchajcie pieśni, której nauczyłam się na sulkarskim statku "Rybołów" powiedziała z cichą nadzieją, że nie zachrypła podczas tego zimnego, słotnego dnia. - Opowiada o żołnierzach, którymi dowodził jeden z waszych legendarnych bohaterów Wojny Kolderskiej, Simon Tregarth. Zaśpiewam wam Krwawiącą granicę. Eydryth zaczęła śpiewać, najpierw cicho, a potem coraz głośniej, aż jej kontralt napełnił zadymioną izbę dźwiękami czystymi jak srebro. My, Tregarthowy stawny huf, Estcarpu strzeżem granic, Za krzywdę sierot i Izy wdów Dziś pomstę przysięgamy. Z krwi Sokolników wiedziem ród - Przed nami jedna droga; Jeden nas czeka krwawy trud: Z ojczyzny wygnać wroga. Kiedy skończyła drugą zwrotkę i zaczęła trzecią, szybko omiotła spojrzeniem twarze słuchaczy. Mężczyźni pochylili się do przodu, zupełnie zapomniawszy o rozmowach. Eydryth odprężyła się. Ludzie z portu Eslee byli równie wrażliwi na "czary" rzucone przez zręczne palce i wyćwiczony głos, jak mieszkańcy zamorskiego High Hallacku czy przesłoniętego czarodziejską mgłą jej ojczystego Arvonu. Miała nadzieję, iż tak samo szczodrze zapłacą jej za występ, gdyż długa podróż na pokładzie "Rybołowa" pochłonęła prawie wszystko, co zarobiła podczas wędrówki przez Krainę Dolin. Czwarta i piąta zwrotka poszły jej jeszcze lepiej. Wówczas już wszyscy kołysali się w rytm pieśni. Eydryth zakończyła balladę ostatnią triumfalną nutą i mężczyźni z uznaniem stuknęli kubkami w stół. - Jeszcze jedną, tkaczko pieśni! Jeszcze jedną! Jakiś Sulkarczyk, barczysty i jasnowłosy jak wszyscy z jego rasy, ryknął zagłuszając pozostałych: - Sulkarską melodię, tkaczko! Zaśpiewaj pieśń dla Synów Sula! Na szczęście nasłuchała się wielu pieśni od żeglarzy z "Rybołowa", którzy bez przerwy śpiewali przy pracy, a ich melodia łatwo wpadała w ucho. Eydryth zamknęła oczy. Przygrywając sobie cicho, szukała właściwego klucza... Tak, znalazła go. - Dobrze, łaskawi panowie. Posłuchajcie ballady Zagłada Sulkaru, która opowiada o tym, jak wielki bohater Magnis Osberik wolał raczej zniszczyć swoją twierdzę niż dopuścić, żeby wpadła w ręce Kolderczyków. Tym razem melodia była smutna i przygnębiająca, jak przystało na tragiczną opowieść. Eydryth zaczęła: Ogień i woda, i niebo blade - Sprzęgly żywioły się wraże Na twoją klęskę, twoją zagładę, Sulkarze, dumny Sulkarze. Gdy nawałnica grom śle za gromem, Osberik podwaja straże: "Ty jesteś miasto niezwyciężone, Sulkarze, mężny Sulkarze!"

Śpiewając zagubiła się w muzyce. Nie widziała już brzydoty otoczenia, pieśń przeniosła ją do starożytnej twierdzy i owej tragicznej nocy. Głos Eydryth nabrał jękliwego brzmienia, gdy opiewała desperacki opór oblężonej fortecy: Mgła nadciągnęła, zakryła niebo, Gród zniknął w białym oparze. Z Kolderu przyszła - ginąć ci trzeba, To twoja zguba, Sulkarze! Już śmierć po ciebie szponami sięga, Wnet twarz swą srogą ukaże. W gruzy obróci się twa potęga, Grodzie nieszczęsny, Sulkarze. Twarz marynarza posmutniała, a Eydryth zastanowiła się przez moment, czy tamtej strasznej nocy nie stracił on ojca albo stryja. Prawie widziała mocarną postać Magnisa Osberika w hełmie w kształcie niedźwiedziego łba i jego wielki miecz ociekający krwią, która plamiła posiekane na strzępy sztandary owej starożytnej fortecy. Śpiewając ostatnie smutne, ale zarazem tryumfalne strofy, podniosła głos: Rąbią topory, błyskają miecze, Dokoła w dzikim rozgwarze Horda szalona morduje, siecze. Ty wciąż się bronisz, Sulkarze. Już się wrogowie wdarli na zamek, Pobici słudzy i straże, Nowe watahy walą przez bramę Daremny opór, Sulkarze! Choć sprzymierzeńcy przyszli z odsieczą, Osberik odejść im każe. "Sam walczyć będę - w te słowa rzecze - Grodzie zgubiony, Sulkarze! Uchodźcie z zamku, wierni obrońcy, Na cóż wam ginąć w pożarze? My zostaniemy tutaj do końca W Sulkarze, drogim Sulkarze." W morzu huczącym ognia, kamieni Za sprawą Magnisa czarów Miasto zniknęlo z powierzchni ziemi. Nie ma już, nie ma Sulkaru. Kiedy zamarła ostatnia słabnąca nuta, w izbie przez długą chwilę panowało milczenie. Później słuchacze poruszyli się, jakby budząc się ze snu. Sulkarczyk odchrząknął i rzekł: - Dobrze się spisałaś, tkaczko pieśni. Nigdy nie słyszałem, by ktoś zaśpiewał to lepiej od ciebie. Srebrna moneta błysnęła w powietrzu i wylądowała w futerale harfy. Po nim, jakby ten gest marynarza otworzył wrota śluzy, posypały się następne. Eydryth w podzięce skinęła głową, a później zaśpiewała im Pakt z Mchową Niewiastą. Lżejszy nastrój zapanował w izbie, gdy uraczyła słuchaczy skoczną, piskliwą melodią Czarodzieja jednego czaru. Orzeźwiwszy się łykiem piwa postawionego przez Sulkarczyka (choć dokuczało jej pragnienie, nie odważyła się wypić więcej - burczało jej w brzuchu z głodu i musiała zachować jasność myśli, żeby uzyskać potrzebne jej informacje, o które nie śmiała pytać otwarcie), zaśpiewała Nie wzywaj mego imienia w boju. Tej pieśni przed laty nauczył ją ojciec... Tylko nie myśleć o nim, powiedziała sobie w duchu, czując ucisk w gardle grożący popsuciem ostatniego wiersza ballady. Kiedy skończę śpiewać, kied...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.