Oslepiajacy Noz - Brent Weeks

BRENT WEEKS OŚLPIAJĄCYNÓŻ POWIERNIK ŚWIATŁA - KSIĄGA 2 PRZEŁOŻYŁA MAŁGORZATA STRZELEC 2013 SPIS TREŚC - pdf za darmo

14 downloads 75561 Views 5MB Size

Story Transcript


BRENT WEEKS OŚLPIAJĄCY NÓŻ POWIERNIK ŚWIATŁA - KSIĄGA 2 PRZEŁOŻYŁA MAŁGORZATA STRZELEC

2013 SPIS TREŚCI SPIS TREŚCI ROZDZIAŁ 1 ROZDZIAŁ 2 ROZDZIAŁ 3 ROZDZIAŁ 4 ROZDZIAŁ 5 ROZDZIAŁ 6

ROZDZIAŁ 7 ROZDZIAŁ 8 ROZDZIAŁ 9 ROZDZIAŁ 10 ROZDZIAŁ 11 ROZDZIAŁ 12 ROZDZIAŁ 13 ROZDZIAŁ 14 ROZDZIAŁ 15 ROZDZIAŁ 16

ROZDZIAŁ 17 ROZDZIAŁ 18 ROZDZIAŁ 19 ROZDZIAŁ 20 ROZDZIAŁ 21 ROZDZIAŁ 22 ROZDZIAŁ 23 ROZDZIAŁ 24 ROZDZIAŁ 25 ROZDZIAŁ 26

ROZDZIAŁ 27 ROZDZIAŁ 28 ROZDZIAŁ 29 ROZDZIAŁ 30 ROZDZIAŁ 31 ROZDZIAŁ 32 ROZDZIAŁ 33 ROZDZIAŁ 34 ROZDZIAŁ 35 ROZDZIAŁ 36

ROZDZIAŁ 37 ROZDZIAŁ 38 ROZDZIAŁ 39 ROZDZIAŁ 40 ROZDZIAŁ 41 ROZDZIAŁ 42 ROZDZIAŁ 43 ROZDZIAŁ 44 ROZDZIAŁ 45 ROZDZIAŁ 46

ROZDZIAŁ 47 ROZDZIAŁ 48 ROZDZIAŁ 49 ROZDZIAŁ 50 ROZDZIAŁ 51 ROZDZIAŁ 52 ROZDZIAŁ 53 ROZDZIAŁ 54 ROZDZIAŁ 55 ROZDZIAŁ 56

ROZDZIAŁ 57 ROZDZIAŁ 58 ROZDZIAŁ 59 ROZDZIAŁ 60 ROZDZIAŁ 61 ROZDZIAŁ 62 ROZDZIAŁ 63 ROZDZIAŁ 64 ROZDZIAŁ 65 ROZDZIAŁ 66

ROZDZIAŁ 67 ROZDZIAŁ 68 ROZDZIAŁ 69 ROZDZIAŁ 70 ROZDZIAŁ 71 ROZDZIAŁ 72 ROZDZIAŁ 73 ROZDZIAŁ 74 ROZDZIAŁ 75 ROZDZIAŁ 76

ROZDZIAŁ 77 ROZDZIAŁ 78 ROZDZIAŁ 79 ROZDZIAŁ 80 ROZDZIAŁ 81 ROZDZIAŁ 82 ROZDZIAŁ 83 ROZDZIAŁ 84 ROZDZIAŁ 85 ROZDZIAŁ 86

ROZDZIAŁ 87 ROZDZIAŁ 88 ROZDZIAŁ 89 ROZDZIAŁ 90 ROZDZIAŁ 91 ROZDZIAŁ 92 ROZDZIAŁ 93 ROZDZIAŁ 94 ROZDZIAŁ 95 ROZDZIAŁ 96

ROZDZIAŁ 97 ROZDZIAŁ 98 ROZDZIAŁ 99 ROZDZIAŁ 100 ROZDZIAŁ 101 ROZDZIAŁ 102 ROZDZIAŁ 103 ROZDZIAŁ 104 ROZDZIAŁ 105 ROZDZIAŁ 106

ROZDZIAŁ 107 ROZDZIAŁ 108 ROZDZIAŁ 109 ROZDZIAŁ 110 ROZDZIAŁ 111 ROZDZIAŁ 112 ROZDZIAŁ 113 ROZDZIAŁ 114 ROZDZIAŁ 115

SPIS POSTACI SŁOWNICZEK

DODATEK PODZIĘKOWANIA

O AUTORZE Mojej żonie, Kristi i wszystkim innym, którzy nie tracili wiary nawet wtedy, kiedy wydawało się, że już dawno temu należało się poddać. ROZDZIAŁ 1 Gavin Guile leżał na plecach na wąskim ślizgaczu dryfującym pośrodku morza. To

była maleńka łódka o niskich burtach. Kiedyś, gdy tak leżał na plecach, niemal wierzył, że stanowi jedność z morzem. Teraz kopuła nieba nad nim była pokrywą, a on sam krabem w kotle… w którym robiło się coraz goręcej. Dwie godziny przed południem tu, na południowym obrzeżu Morza Lazurowego, wody powinny mieć olśniewający, głęboki niebieskozielony odcień. Niebo w górze - czyste,

bo słońce wypaliło już poranną mgiełkę - powinno mieć spokojną barwę intensywnego szafiru. Tylko że on nie mógł tego zobaczyć. Odkąd cztery dni temu przegrał bitwę o Garriston, wszędzie zamiast błękitu widział szarość. Nie potrafił dojrzeć nawet tego, o ile się nie skupił. Okradzione z błękitu morze wyglądało jak cieniutki, szaro-zielony bulion. Jego flotylla czekała. Trudno się rozluźnić, kiedy tysiące ludzi czekają na

ciebie i tylko na ciebie, on potrzebował jednak tej odrobiny spokoju. Patrzył na nieboskłon z rozłożonymi rękami, dotykając palcami fal. Lucidoniusie, byłeś tutaj? Czy naprawdę istniałeś? Czy tobie też to się przytrafiło? Coś zasyczało w wodzie - ów odgłos przywodził na myśl łódź tnącą fale. Gavin usiadł w ślizgaczu. A potem wstał. Pięćdziesiąt kroków za nim coś zniknęło

pod falami, coś na tyle dużego, żeby wywołać falę. To mógł być wieloryb. Tyle że wieloryby zwykle wynurzają się, żeby zaczerpnąć powietrza, a nad wodą nie wisiała mgiełka wodna, nie rozległ się świst wypuszczanego powietrza. Skoro już z odległości pięćdziesięciu kroków Gavin słyszał syk, z jakim morskie stworzenie przecina wodę, musiało być ogromne. Gavinowi serce podeszło do gardła.

Zaczął wciągać światło, żeby wykrzesać mechanizm wiosłowy… i nagle zamarł. Coś przesuwało się w wodzie dokładnie pod maleńką łódką. Zupełnie jakby, jadąc w powozie, patrzył na krajobraz, który śmiga za oknem. Tyle że Gavin się nie poruszał. Przesuwające się cielsko było olbrzymie, wiele razy większe od szerokości ślizgacza i falując, zbliżało się do powierzchni, do jego maleńkiej łódeczki. Morski demon.

W dodatku się jarzył. Spokojnym, ciepłym blaskiem jak słońce w chłodny ranek. Gavin nigdy nie słyszał o czymś podobnym. Morskie demony były potworami, najczystszym i najbardziej szalonym ucieleśnieniem furii znanym rodzajowi ludzkiemu. Płonęły czerwienią, zagotowywały morza, zostawiały za sobą unoszące się na wodzie płomienie. Nie były mięsożerne przynajmniej tak obstawiano w starych książkach - ale

bezwzględnie broniły swojego terytorium i każdy intruz, który się na nim znalazł, musiał zostać zniszczony. Mowa o takich intruzach jak statki. Jednakże to światło różniło się od tamtej wściekłości. To była spokojna poświata, a morski demon nie był zaciekłym niszczycielem, tylko lewiatanem przemierzającym morza i jedynie drobna fala znaczyła drogę, którą przebył. Kolory migotały na fałach i stawały się

coraz żywsze, w miarę jak falowanie unosiło cielsko coraz bliżej powierzchni. Niewiele myśląc, Gavin ukląkł, kiedy grzbiet stworzenia wynurzył się z wody tuż pod jego ślizgaczem. Zanim łódka ześlizgnęła się z fali, Gavin wyciągnął rękę i dotknął skóry morskiego demona. Spodziewał się, że stwór, który sunie po falach, będzie oślizgły, ale ciało okazało się zaskakująco chropowate, muskularne i ciepłe.

Na jedną bezcenną chwilę Gavin przestał istnieć. Nie było Gavina Guile ani Dazena Guile, nie było Najwyższego Światłowładcy Pryzmata, biadolących i szurających nóżętami, pozbawionych godności dygnitarzy, kłamstw, satrapów, których trzeba sterroryzować, członków Spektrum, którymi trzeba manipulować, kochanek, bękartów i żadnej potęgi poza tą przed jego oczami. Poczuł się mały, kiedy patrzył na ten niepojęty bezmiar.

Pod wpływem chłodu delikatnej, porannej bryzy i ciepła bliźniaczych słońc, jednego na niebie i drugiego w toni, Gavina ogarnął błogi spokój. To była najbliższa świętości chwila, jakiej doświadczył w życiu. A potem dotarło do niego, że morski demon płynie prosto ku jego flotylli. ROZDZIAŁ 2 Zielone piekło przyprawiało go o szaleństwo. Martwy człowiek znowu powrócił na

odbijającą światło ścianę, wyrazisty, szczerzący zęby do Dazena. Jego rysy skurczyły się na zakrzywionych ścianach kulistej zielonej celi tak, że wyglądał jak szkielet. Najważniejsze było, żeby nie krzesać. Po szesnastu latach krzesania tylko niebieskiego, wypaczania umysłu i niszczenia ciała obmierzłym błękitnym spokojem teraz, kiedy uciekł z niebieskiej celi, Dazen niczego nie pragnął tak bardzo, jak obeżreć się innym kolorem. Zupełnie jakby codziennie

rano, w południe i wieczorem przez sześć tysięcy dni jadł kleik i teraz ktoś proponował mu plasterek bekonu. Za czasów, kiedy był wolny, nawet nie przepadał za bekonem. Teraz propozycja brzmiała cudownie. Zastanawiał się, czy to gorączka zamieniała jego myśli w emocjonalną papkę. Zabawne, że pomyślał „za czasów kiedy był wolny”, a nie „kiedy był Pryzmatem”.

Nie był pewien czy to dlatego, że nadal wmawiał sobie, że pozostaje Pryzmatem niezależnie od tego, czy nosi królewskie szaty, czy cuchnące szmaty, czy też dlatego, że to już nie miało znaczenia. Dazen próbował odwracać wzrok, ale wszystko było zielone. Otworzyć oczy znaczyło zanurzyć stopy w zieleni. Nie: siedział po szyję w wodzie i próbował wyschnąć. Nie miał najmniejszej nadziei na wyschnięcie. Musiał to wiedzieć i pogodzić się z tym

faktem. Jedyne pytanie nie brzmiało: „czy zamoczy sobie też włosy?”, ale „czy nie utonie?”. Zieleń to dzikość i wolność. Logiczna cząstka Dazena, która pławiła się w uporządkowaniu błękitu, wiedziała, że przyssanie się do czystej dzikości, dopóki pozostaje zamknięty w luksynowej klatce, doprowadzi go do szaleństwa. Po paru dniach rozszarpałby sobie paznokciami gardło. Tutaj dzikość oznaczała śmierć. Wreszcie zrealizowałby cel, jaki

wyznaczył mu brat. Musiał zachować cierpliwość. Musiał pomyśleć, a myślenie było teraz trudną sztuką. Zbadał swoje ciało powoli i ostrożnie. Ręce i kolana miał podrapane od czołgania się przez tunel z piekliszcza. Guzy i siniaki, jakie sobie ponabijał, spadając przez zapadnię do tej celi, mógł zignorować. Były bolesne, ale nieistotne. Większy niepokój budziło zaognione, zakażone rozcięcie na piersi. Już od

samego patrzenia na nie Dazenowi robiło się niedobrze; z rany sączyła się ropa i obietnica śmierci. Najgorsza była gorączka, psująca mu krew, czyniąca go głupim, irracjonalnym, osłabiająca siłę jego woli. Jednakże Dazen uciekł z niebieskiego więzienia, a to więzienie go zmieniło. Brat stworzył cele pośpiesznie i zapewne najwięcej wysiłku włożył w pierwszą, niebieską. Każde

więzienie ma jakąś skazę. Niebieska cela uczyniła z niego idealnego człowieka do odszukania tej skazy. Śmierć albo wolność. W lustrzanej zielonej ścianie martwy człowiek powiedział: - Założymy się? ROZDZIAŁ 3 Gavin wciągnął światło i zaczął tworzyć mechanizm do wiosłowania. Odruchowo spróbował wykrzesać niebieski luksyn.

Chociaż niebieski był kruchy, jako sztywny i gładki idealnie nadawał się na części, które nie podlegają bocznym naprężeniom. Przez chwilę Gavin raz jeszcze spróbował go wykrzesać na siłę. Był żywym ucieleśnieniem Pryzmatu, on jeden spośród wszystkich krzesicieli potrafił rozszczepić w sobie światło. Błękit tam był, Gavin wiedział, że kolor tam jest i może sama ta wiedza wystarczy, nawet jeśli nie mógł go

zobaczyć. Na Orholama, skoro można znaleźć nocnik w środku nocy, chociaż się go nie widzi, bo przecież ta przeklęta rzecz tam stoi, to czemu i z kolorem nie jest tak samo? Nic. Nie poczuł przypływu harmonijnej logiki, chłodnej racjonalności, skóry nie splamił mu błękit. Nici z krzesania. Po raz pierwszy od dzieciństwa poczuł się bezradny. Jak zwykły człowiek. Jak kmiotek. Krzyknął z bezradności. Zresztą i tak

było już za późno na wiosła. Ten sukinsyn płynął za szybko. Gavin wykrzesał łopatki i słomki. Niebieski lepiej nadawał się na dysze do ślizgacza, ale z natury elastyczna zieleń mogła się sprawdzić, o ile wykrzesze dostatecznie grubą warstwę. Chropowaty zielony luksyn był cięższy i wytwarzał większy opór w wodzie, więc Gavin płynął wolniej, ale nie miał ani czasu, ani dość skupienia, żeby krzesać

żółty. Cenne sekundy uciekały, kiedy on przygotowywał ślizgacz. Po chwili łopatki były już gotowe i Gavin zaczął strzelać luksynem w dysze, przez co...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.