Ostatni policjant - Ben H. Winters

RECENZJE PRASOWE „Akcja tej książki jest sprawna i zaskakująca […] Ben H. Winters okazał się pisarzem - pdf za darmo

1 downloads 56933 Views 1MB Size

Recommend Stories


1919 Policjant nr 8
1919 Policjant nr 8 - pdf za darmo

1919 Policjant nr 13
1919 Policjant nr 13 - pdf za darmo

1919 Policjant nr 10
1919 Policjant nr 10 - pdf za darmo

1919 Policjant nr 11
1919 Policjant nr 11 - pdf za darmo

1919 Policjant nr 18
1919 Policjant nr 18 - pdf za darmo

Story Transcript


RECENZJE PRASOWE „Akcja tej książki jest sprawna i zaskakująca […] Ben H. Winters okazał się pisarzem z dobrym okiem do szczegółów”. – Slate

„Ben H. Winters czyni czarny kryminał jeszcze mroczniejszym. W swoim Ostatnim policjancie wysyła zniechęconego detektywa na dochodzenie w sprawie podejrzanego samobójstwa – podczas gdy asteroida zmierza w stronę Ziemi”. – Wired

„Wspaniała książka. Nie spałam do siódmej rano, ponieważ nie mogłam jej odłożyć. Pełna frapujących zwrotów akcji, postaci, które dają się lubić, i smutnego piękna, powieść ta jest prawdziwym klejnotem. Jako że to pierwsza część trylogii, już się nie mogę doczekać części drugiej”. – Audrey Curtis, San Francisco Book Review

„Chętnie przeczytam dalsze części, pewien, że oczarują mnie nie mniej niż pierwsza część”. – Mark Frauenfelder, Boing, Boing

„Od dość dawna nie muszę się tłumaczyć z fascynacji literaturą science fiction, lecz ilekroć to robię, przywołuję książki takie jak Ostatni policjant. Pozycja ta pochyla się nad człowieczymi emocjami i relacjami w okolicznościach, które w normalnej literaturze byłyby niemożliwe lub co gorsza, metaforyczne. Ta powieść zadaje istotne pytania na temat naszej cywilizacji, naszego społeczeństwa, rozpaczy i nadziei. Nie przedstawia jednak łatwych odpowiedzi”.

– Michael Ann Dobbs, io9

„Porządny kryminał z ciekawą fabułą, wyrazistymi bohaterami i rewelacyjnymi dialogami […] w którym nadciągająca katastrofa nie jest tylko sztafażem, stanowi ona istotną część układanki, nad którą pracuje Henry Palace. Ta zapadająca w pamięć historia to zaledwie pierwsza odsłona planowanej trylogii. – Booklist

„Ten zmuszający do myślenia kryminał powinien trafić do każdego miłośnika gatunku dopuszczającego niecodzienne tło dla opowiadanej historii, jak również do tych czytelników, którzy szukają świeżego spojrzenia na powieść katastroficzną”. – Literary Journal

„Obiecujący początek nowej trylogii. W wypadku Wintersa wrażenie robi raczej szczegół niż sama ponura, mocna akcja”. – Kirkus Review

„Ben H. Winters snuje interesującą opowieść, tworząc przy tym wyjątkowe postacie, które muszą sobie radzić w zmieniającej się rzeczywistości […] Ten świetnie napisany kryminał przysporzy autorowi czytelników, którzy nie będą mogli się doczekać na część drugą”. – The New York Journal of Books

„Nieprzeciętna książka: genialna, zaskakująca i paradoksalnie podnosząca na duchu”. – Mystery Scene Magazine

„Emocjonująca […] nie warto czekać na film!”. – E! Online

SPIS TREŚCI Miasto wisielców Nie​po​mi​jal​ne praw​do​po​do​bień​s twa Pobożne życzenia Nie​dłu​go to się zmie​ni Epilog

Ostatni policjant Ben H. Winters Tłumaczenie: Robert J. Szmidt Original title: The Last Policeman Copyright © 2012 by Ben H. Winters Illustrations by Eugene Smith All rights reserved. First published in English by Quirk Books, Philadelphia, Pennsylvania. This Book was negotiated through Livia Stoia, Livia Stoia Agency. © Copyright for the Polish translation by Robert J. Szmidt, 2017 © Copyright for this edition by Wydawnictwo RM, 2017 All rights reserved. Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 [email protected] www.rm.com.pl Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy. Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli. Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód. Redaktor prowadzący: Agnieszka Trzebska-Cwalina Redakcja: Urszula Gardner Korekta: Bożena Sęk Nadzór graficzny: Grażyna Jędrzejec Projekt okładki: Mariusz Banachowicz Edytor wersji elektronicznej: Tomasz Zajbt Opracowanie wersji elektronicznej: Marcin Fabijański ISBN 978-83-7773-613-5 ISBN 978-83-7773-861-0 (ePub) ISBN 978-83-7773-862-7 (mobi) W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: [email protected]

Dla Andrew Wintersa z tych Wintersów z Concord

Nawet dla Voltaire’a, najbardziej racjonalnego wśród racjonalistów, czysto racjonalne samobójstwo było czymś osobliwym i trochę groteskowym, tak jak kometa czy dwugłowa owca. Alvarez Bóg Bestia: studium samobójstwa (przeł. Łukasz Sommer)

Nadjeżdża powolny, powolny pociąg, już jest za zakrętem. Bob Dylan Slow Train

CZĘŚĆ PIERWSZA

Miasto wisielców Wtorek, 20 marca Rektascensja 19 02 54,5 Deklinacja -34 11 39 Elongacja 78,0 Delta 3,195 j.a.

1. Spo​glą​dam na agen​ta ubez​pie​cze​nio​we​go, a on gapi się na mnie. Para sza​rych oczu ukry​tych za oku​la​ra​mi w sta​ro​mod​nej szyl​kre​to​wej opra​wie po​wo​du​je, że na​gle do​zna​ję olśnie​nia: cho​le​ra, to wszyst​ko praw​da, a ja na​dal nie wiem, czy je​stem na nią go​to​wy. Oj, chy​ba nie. Mru​żę po​wie​ki, bio​rę się w garść i po​chy​lam się, by przyj​‐ rzeć się męż​czyź​nie bli​żej. Oczy i oku​la​ry, wą​tła szczę​ka i ły​si​‐ na, na szyi za​ci​śnię​ta pę​tla zro​bio​na z cien​kie​go czar​ne​go pa​‐ ska. Tak, to praw​da. A może nie? Sam już nie wiem. Na​bie​ram po​wie​trza do płuc, sku​piam się jesz​cze bar​dziej, by wy​rzu​cić z gło​wy wszyst​kie my​śli nie​do​ty​czą​ce zwłok. Wy​‐ pie​ram nie​mo​żeb​nie brud​ne pod​ło​gi i roc​kand​rol​lo​wy ka​wa​łek są​czą​cy się z ta​nich gło​śni​ków w su​fi​cie. Ten smród mnie do​bi​ja, wszech​obec​ny i na​praw​dę obrzy​dli​wy odór, jak​by ktoś wy​lał przy​pa​lo​ny olej z fryt​kow​ni​cy w sa​mym środ​ku obo​ry. Jest jesz​cze kil​ka za​wo​dów na tym świe​cie, któ​‐ re lu​dzie na​dal wy​ko​nu​ją z lep​szym lub gor​szym skut​kiem, nie​‐ mniej po​sa​da noc​nej sprzą​tacz​ki w ca​ło​do​bo​wych ba​rach szyb​kiej ob​słu​gi z pew​no​ścią do nich nie na​le​ży. Z tego też po​‐ wo​du agent ubez​pie​cze​nio​wy le​żał so​bie kil​ka dłu​gich go​dzin po​mię​dzy se​de​sem a de​pre​syj​nie sza​rą ścian​ką ka​bi​ny, za​nim po​ste​run​ko​wy Mi​chel​son wpa​ro​wał przy​pad​kiem do tej wła​‐ śnie to​a​le​ty, by od​ce​dzić kar​to​fel​ki. Mi​chel​son zgło​sił to zda​rze​nie jako kla​sycz​ne 10-54S, co wy​‐ da​je się zro​zu​mia​łe, po​nie​waż mnie też wła​śnie na to wy​glą​da. Jed​no, cze​go na​uczy​łem się ostat​ni​mi cza​sy – cze​go wszy​scy się na​uczy​li​śmy – to że sa​mo​bój​cy wy​bie​ra​ją​cy śmierć przez

po​wie​sze​nie rzad​ko kie​dy wy​ko​rzy​stu​ją bel​ki stro​po​we albo haki na ży​ran​do​le. Je​śli pod​cho​dzą do rze​czy po​waż​nie, a dzi​‐ siaj nikt nie trak​tu​je tych spraw lek​ko, naj​czę​ściej uży​wa​ją ga​‐ łek przy drzwiach bądź wie​sza​ków na odzież lub też, jak zro​‐ bił to mój agent ubez​pie​cze​nio​wy, pod​wie​sza​ją się pod wszel​‐ kie po​zio​me ele​men​ty – w tym wy​pad​ku jest to po​ręcz w ka​bi​‐ nie dla nie​peł​no​spraw​nych. Po​tem wy​star​czy osu​nąć się na zie​mię i po​zwo​lić, by gra​wi​ta​cja zro​bi​ła swo​je, za​ci​ska​jąc pę​‐ tlę na szyi i od​ci​na​jąc do​stęp tle​nu. Po​chy​lam się bar​dziej, a po​nie​waż wciąż ku​cam, mu​szę prze​‐ su​nąć jed​ną nogę, by utrzy​mać rów​no​wa​gę. Chcę zna​leźć od​‐ po​wied​nią po​zy​cję, po​zwa​la​ją​cą mi na kom​for​to​we dzie​le​nie prze​strze​ni z agen​tem ubez​pie​cze​nio​wym i za​ra​zem na unik​‐ nię​cie upad​ku, przez któ​ry zo​sta​wił​bym od​ci​ski pal​ców na miej​scu zda​rze​nia. To mój dzie​wią​ty sa​mo​bój​ca w cią​gu trzech i pół mie​sią​ca, czy​li od chwi​li, gdy zo​sta​łem de​tek​ty​wem. Wciąż jed​nak nie przy​wy​kłem do tego, co śmierć przez udu​‐ sze​nie robi z twa​rzą czło​wie​ka; ten tu​taj też ma oczy wy​ba​łu​‐ szo​ne jak​by z prze​ra​że​nia i po​kry​te czer​wo​ną pa​ję​czy​ną na​‐ czyń krwio​no​śnych, ję​zyk wy​wa​lo​ny na bok, war​gi na​brzmia​łe, za​si​nia​łe w ką​ci​kach. Opusz​czam po​wie​ki, prze​cie​ram je kłyk​cia​mi i znów spo​glą​‐ dam, pró​bu​jąc wy​obra​zić so​bie, jak mój agent ubez​pie​cze​nio​‐ wy mógł wy​glą​dać za ży​cia. Od razu da się za​uwa​żyć, że nie był za przy​stoj​ny. Cerę miał zie​mi​stą, a twarz lek​ko nie​pro​por​‐ cjo​nal​ną: zbyt mała żu​chwa, zbyt wiel​ki no​chal, oczy za gru​by​‐ mi szkła​mi małe jak ko​ra​li​ki. Wy​glą​da na to, że czło​wiek ten za​bił się, wy​ko​rzy​stu​jąc dłu​gi czar​ny pa​sek. Je​den ko​niec przy​wią​zał do po​rę​czy, a na dru​‐ gim zro​bił coś w ro​dza​ju pę​tli, któ​ra te​raz wrzy​na się bru​tal​‐ nie w jego jabł​ko Ada​ma. – Cześć, mło​dy. Kim jest twój nowy przy​ja​ciel?

– Pe​ter An​tho​ny Zell – od​po​wia​dam zni​żo​nym gło​sem, zer​ka​‐ jąc przez ra​mię na Do​tse​tha, któ​ry do​słow​nie przed mo​men​‐ tem otwo​rzył drzwi do ka​bi​ny i szcze​rzy się do mnie z góry, znad ja​skra​we​go kra​cia​ste​go sza​la i kub​ka pa​ru​ją​cej kawy z McDo​nal​da. – Bia​ły męż​czy​zna. Trzy​dzie​ści osiem lat. Pra​co​wał w ubez​‐ pie​cze​niach. – Niech zgad​nę – rzu​ca Do​tseth. – Zo​stał po​żar​ty przez re​ki​‐ na. A nie, za​raz, to prze​cież sa​mo​bój​stwo. Mamy do czy​nie​nia z sa​mo​bój​stwem? – Wszyst​ko na to wska​zu​je. – Za​szo​ko​wa​łeś mnie! To​tal​nie! – Den​ny Do​tseth jest za​stęp​‐ cą pro​ku​ra​to​ra ge​ne​ral​ne​go, jego oga​rem o srebr​nej grzy​wie i sze​ro​kim, za​wsze ra​do​snym ob​li​czu. – Jezu, tak mi przy​kro, Hank. Chcesz może kawy? – Nie, dzię​ku​ję panu. Skła​dam Do​tse​tho​wi ra​port o tym, cze​go się do​wie​dzia​łem, prze​glą​da​jąc za​war​tość zna​le​zio​ne​go w tyl​nej kie​sze​ni ofia​ry czar​ne​go port​fe​la ze sztucz​nej skó​ry. Zell pra​co​wał w fir​mie o na​zwie Mer​ri​mack Life and Fire, któ​rej biu​ra miesz​czą się w Wa​ter West Bu​il​ding przy Eagle Squ​are. W port​fe​lu no​sił plik ska​so​wa​nych bi​le​tów do kina – wszyst​kie da​to​wa​ne na ostat​nie trzy mie​sią​ce – któ​re mó​wi​ły wie​le o jego pra​gnie​niu prze​ży​cia iście mę​skiej przy​g...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.