Pożeraczka serc-Grazer Gigi Levangie

GIGI LEVANGIE GRAZER Pożeraczka serc Z angielskiego przełożyła Małgorzata Grabowska Świat Książki Mojemu mężowi, - pdf za darmo

9 downloads 59683 Views 2MB Size

Recommend Stories

Story Transcript


GIGI LEVANGIE GRAZER

Pożeraczka serc Z angielskiego przełożyła Małgorzata Grabowska

Świat Książki

Mojemu mężowi, o jakim mogłaby marzyc każda pożeraczka serc

Podziękowania Dziękuję profesjonalistom: Davidowi Rosenthalowi, Marysue Rucci, Jennifer Rudoph-Walsh, Sylvie Rabineau, Stephanie Davis, Tarze Parsons i Scottowi Grayowi. Dziękuję także przyjaciółkom, Julie Jaffe, Leslee Newman i Julii Sorkin. Na koniec składam podziękowanie rodzicom, Frankowi Levangie i Phillipie Brown, których z góry przepraszam.

Rozdział pierwszy

Spotkanie Mój Boże, jaki to był piękny ślub. I co z tego, że panna młoda o świetlistej cerze i włosach w kolorze białego złota (dzieło fryzjera, który grał kiedyś w filmach porno dla gejów, a teraz jego żona znad Amazonki spodziewała się dziecka) pieprzyła się z każdym z drużbów w którymś momencie swojego krótkiego życia. Poprawka. Życie Clarissy Alpert nie było takie krótkie, jak się do tego przyznawała. Clarissa uważała się za dwudziestoośmiolatkę, co zaskakiwało każdego, kto wzrastał razem z nią we względnej biedzie (dolnego) Beverly Hills, gdzie dopiero niedawno bungalowy zaczęły jeden po drugim przekraczać cenowy próg pół miliona dolarów. Ściśle biorąc, miała trzydzieści jeden lat, ale dla pana młodego, który liczył sobie lat dwadzieścia siedem i pół („połówki” miały jeszcze dla chłopaka znaczenie) i był lekko uszkodzonym potomkiem starego majętnego rodu - dwadzieścia osiem. Nawet matka Żydówka, anorektyczka o kruchych kościach, wypalająca cztery paczki papierosów dziennie, uległa jej niezachwianej pewności siebie i uwierzyła, że wydała na świat ten dziw natury dwadzieścia osiem lat temu. Clarissa upatrzyła sobie Aarona niedługo po tym, jak rzuciła Seana Penna. Tak naprawdę nigdy nie chodziła z Seanem Pennem. Ale Sean Penn był idolem Aarona Masona od Domów Towarowych Masonów, największej 9

sieci sklepów dla średnio zamożnych na Południu. Aaron, absolwent wydziału filmowego na Południowym Uniwersytecie Metodystów, był początkującym producentem, dopiero co przybyłym do Hollywood i nieznającym tutejszych zwyczajów. Clarissa odkryła go, gdy wysiadał, kuśtykając, z autobusu (a raczej z bentleya 2002 na parkingu z obsługą przed „Ivy”). Zawsze miała słabość do mężczyzn z jakimś fizycznym defektem, a kiedy trafiła na takiego, który jeździł jej ulubionym luksusowym autem, gotowa była - ona, zaprzysięgła ateistka - zostać sunnitką. Clarissa umawiała się z mężczyznami o rozmaitych przypadłościach byli wśród nich dyslektycy, niewidomy piosenkarz z kapeli techno naśladujący Moby'ego i scenarzysta na wózku inwalidzkim, laureat nagrody Emmy. Niestety, Clarissa zauważyła u siebie większy niż zwykle przypływ sympatii do scenarzysty: sprawiało jej przyjemność obcieranie mu śliny z twarzy, budziła zachwyt jego bełkotliwa czułość. Ale scenarzysta? I do tego telewizyjny? Clarissa miała dopiero (jak uparcie twierdziła) dwadzieścia osiem lat; jeszcze nie była gotowa zrezygnować z szansy na prawdziwy sukces (platynowy pierścionek od Tiffany'ego). Przypadłością Aarona była zdeformowana stopa. Clarissa obserwowała go niczym tygrys śledzący spasioną antylopę gnu, przez całą drogę od granatowego bentleya, po podobnych do zigguratu stopniach „Ivy”, aż do czekającego nań stolika, przy którym trzech mężczyzn o pulchnych ego miotało przekleństwa do maleńkich telefonów komórkowych. Kuśtykanie przesądziło sprawę. Romans trwał krótko. Jeszcze dwa tygodnie, a można by go nazwać trąbą powietrzną. Clarissa obwoziła swój egzemplarz pokazowy od pokrytych graffiti, wyłożonych ecstasy brzegów „Silverlake” do pozłacanych, inkrustowanych koką wybrzeży Malibu. Aaron nie mógł wiedzieć, co go trafiło, chociaż mógł wiedzieć (jak się później przekonamy), że Clarissa przemierzyła wielkie Los Angeles, przeskakując z łóżka do łóżka 10

bez litości, żalu, smutku czy wyrzutów sumienia. Nie mógł natomiast wiedzieć, że kłamała w kwestii wieku, wyznania (Kościół episkopalny w elitarnym klubie w Bel Air, wyznanie mojżeszowe w „Hillcrest”), swoich zwyczajów godowych, koloru włosów, operacji plastycznych, wykształcenia, poprawionego nosa po matce, wychowania, upadku, pobytów na rehabilitacji, liczby ciąż, w które zaszła - trzech - chociaż nigdy nie rodziła, że ogólnie kłamała wszystkim, o każdej porze i pod dowolnym pretekstem. Przynajmniej na początku nie mógł wiedzieć, że Clarissa jest socjopatką na przyuczeniu, zjawiskiem tak powszechnym w Los Angeles jak palmy i zazdrość. Nie mógł wiedzieć, pochodząc ze względnie normalnego środowiska podmiejskiej Georgii, że socjopaci występują w Los Angeles częściej niż w Waszyngtonie - i są bardziej doceniani. Clarissa Alpert była tutaj doprawdy bardzo wysoko ceniona. Prolog, czyli jak się to wszystko zaczęło 22.42, sylwester. Na lnianej serwetce z „Le Domaine” napisane były następujące słowa: 1 stycznia 2003, Lista Życzeń: mężczyźni. Ja, Clarissa Alpert, będąc względnie w pełni władz umysłowych oraz posiadając niewiarygodne (naturalne!) ciało, pragnęłabym w tym roku zdobyć: 1.Bruce'a Springsteena (za stary, żonaty, dzieciaty [uch], pewnie szczęśliwy. Stopień trudności: 9+). 2. Petera Mortona (bogaty, restauracje „Hard Rock” [„Planet Hollywood”?] itd., rozwiedziony... bogaty, bogaty, bogaty, zaręczony. Stopień trudności: 6). 3. Teda Fielda (bogaty, spadkobierca, wyj, bogaty, lubi wysokie, chude, piękne blondynki. Osiemnastki. Które mogą dowieść, że mają 18 lat. Może być trudno: 10). 11

4. Graydona Cartera (jeszcze nie wysechł atrament na papierach rozwodowych, kilkanaścioro dzieci. Silny, podkreślone. Na wpół brytyjski akcent - rozkoszny i dziwaczny. Stopień trudności: 8+. PS. Lubi dziewczyny z klasą, o nadzwyczajnym guście... UCH). Clarissa Regina Alpert, jak co roku, sporządzała listę zadań do wykonania. Wiedziała, że takie listy są ważne dla kogoś, kto chce realizować życiowe cele; sporządzanie list zmuszało do skupienia energii i nadania jej kierunku. Nauczyła się tego od byłego byłego byłego... byłego chłopaka, barmana/aktora/kaskadera, z wargą wywiniętą w utrwalonym wyrazie pogardy. On z kolei nauczył się tego na kursie dianetyki* w ogromnym, smerfowoniebieskim Kościele Scjentologii (do którego wstąpił, żeby poznać Toma Cruise'a, Johna Travoltę lub przynajmniej Jennę Elfman, zwaną Dharmą). * Kontrowersyjny system technik samodoskonalenia, stworzony w latach pięćdziesiątych przez Rona Hubbarda (wszystkie przypisy tłumaczki).

Clarissa starała się przyswoić jakiś okruch wiedzy od każdego mężczyzny, z którym się umawiała; nie była wybitną uczennicą ani w szkole, ani w życiu, ale wyspecjalizowała się w Żegnaniu Mężczyzn. Odkąd skończyła osiemnaście (dwadzieścia jeden) lat, w Nowy Rok sporządzała Listę Życzeń. Prawie każdą wolną chwilę spędzała w towarzystwie przyjaciółek, jednak tę jedną tradycję podtrzymywała w samotności; planowanie przyszłości wymagało pełnej, niczym nierozproszonej koncentracji. Pisała dalej obgryzionym piórem Larry'ego Kelnera. Piła trzeci kir royale, a tyle jeszcze miała roboty... - Pisze pani scenariusz? - spytał męski głos. (Jeżeli w Los Angeles ktoś wyglądał na pisarza, musiał być scenarzystą. Poeci i powieściopisarze, niczym wampiry, nie znoszą słońca. Nawet okrytego burką smogu). 12

Przed Clarissa stanął wspaniały „Gołowąs”. Gołowąsem, Leonem albo Przedszkolakiem Clarissa i jej przyjaciółki nazywały mężczyznę poniżej dwudziestu pięciu lat. Clarissa nie patrzyła jednak na jego pełną zapału, gładką twarz, lecz na buty. Ani od Prady. Ani od Gucciego. Ani nawet od Kennetha Cole'a. Wyglądały podejrzanie, jak zwykłe zamszaki. Chyba się porzygam, pomyślała Clarissa. Mieszkanie-studio w dzielnicy Sherman Oaks, sortownia poczty przemysłu muzycznego - albo jeszcze gorzej, początkujący agent... - Może pan odejść - rzuciła Clarissa i pochyliła się, pisząc zawzięcie. - Słucham? Pani nawet nie wie... - Idź sobie. I to już. Zabieraj swoją piłkę, no dalej... - ponaglała go ciepło jak zraniona kobra. Biedaczek był wstrząśnięty. Omal nie zmarszczył czoła, ale w końcu, nienawykły do takiej miny, odął wargi. Popełnił błąd, próbując od nowa nawiązać rozmowę. - Słuchaj, już jadłam przy twoim stole, comprendez-vous! Nie jestem zainteresowana - ucięła Clarissa. - Suka — szepnął ledwie słyszalnie; a więc „Leon” się bał. Clarissa syknęła jak ryś, odsłaniając na mgnienie równe, zadbane zęby. Wróciła do listy, która w tym roku nabrała większego niż dawniej znaczenia. - Pomyśl, księżniczko - powiedziała do siebie. Spojrzała na zegarek. Miała mnóstwo przyjaciółek, jednak nie mogła im pokazać swojej tajnej listy. Wprawdzie bardzo je kochała i podziwiała, ale po co miałaby zdradzać swoje pomysły? Obiecała spotkać się później z dziewczynami w Playboy Mansion (Dolina Krzemowa, Cyce Centralne, Dom Wolnych i Wykorzystanych). Można się tam było nieźle zabawić, bo atrakcji nie brakowało: serowe dania, zgasłe gwiazdy sitcomów, osławiona wilgotna grota zajeżdżająca męskim nasieniem, 13

rozpaczliwy śmiech, pieniądze, no i niekończący się strumień fantastycznych kobiet, chyba dowożonych autobusami - te kobiety były tak agresywnie piękne, że brzydota stawała się mile widzianym towarem. Teraz jednak czekała ją praca. 5... 5. Musiało ich być więcej niż czterech. - Czy umawiałam się ze wszystkimi ze Wschodniego i z Zachodniego Wybrzeża? - pomyślała Clarissa na głos. Podszedł Larry Kelner, chudy jak gumka recepturka. - Si, oui, yes, to znaczy tak - rzekł i postawił przed nią kolejny koktajl z szampanem. Nawet nie trzeba go było o to prosić. Wszyscy mężczyźni powinni być kelnerami pedałami, pomyślała Clarissa. - Ty wiesz najlepiej, mateczko - przyznała mu rację. Zapisała jedno nazwisko. - Larry Kelner wie wszystko, panno o niewyczerpanych możliwościach. Wślizgiwałaś się tutaj, odkąd osiągnęłaś pełnoletniość. 5. John F. Kennedy, Jr (bogaty, z dobrej rodziny, żonaty [nieszczęśliwie?]. Nie żyje. Stopień • trudności: ...8) - Poprawka. Zanim osiągnęłam pełnoletniość. Clarissa przepadała za Larrym Kelnerem. Był inteligentnym gejem, miał cięty język i świecił łysiną. Rozkoszna kombinacja. - Posłuchaj, złotko, jeżeli w...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.