PORYWACZ I DAMA

Stephanie LaurensPORYWACZ I DAMAAngelica, najbardziej niezależna i uparta z sióstr Cynster, na balu w - pdf za darmo

7 downloads 58873 Views 2MB Size

Story Transcript


Stephanie Laurens

Porywacz i dama Angelica, najbardziej niezależna i uparta z sióstr Cynster, na balu w grupce mężczyzn dostrzega pewnego przystojnego arystokratę, na którego widok serce szybciej bije jej w piersi. Nie zwleka ani chwili, by go poznać. Przekonana, że spotkała właśnie swego bohatera, prowokuje go do rozmowy na osobności, nie podejrzewając nawet, że mężczyzna planuje porwanie. Angelica wprawdzie nie wydaje mu się wymarzoną wybranką, musi jednak przekonać ją do małżeństwa, by ocalić swe ziemie i honor rodziny. Czy porywacz okaże się bohaterem z marzeń Angeliki? Rozdział pierwszy 1 lipca 1829 Cavendish House Londyn - O. Mój. Boże. Angelica Rosalind Cynster stała na obrzeżach salonu lady Cavendish, mając za plecami gawędzący tłum gości szacownej damy, i wpatrywała się w wysokie okna od strony nieoświetlonego tarasu oraz tonących w mroku ogrodów. Widziała w nich odbicie dżentelmena, który przyglądał się jej z przeciwnego krańca pomieszczenia. Po raz pierwszy poczuła na sobie to niepokojące spojrzenie jakieś pół godziny wcześniej. Obserwował ją, gdy tańczyła walca, gdy śmiała się i gawędziła, lecz bez względu na to, jak dyskretnie go poszukiwała, uparcie

nie chciał się ujawnić. Poirytowana, kiedy muzycy odpoczywali, urządziła rundkę po salonie, przemieszczała się od jednej grupy gości do drugiej, wymieniała powitania i komentarze, sunąc płynnie, aż wreszcie ów mężczyzna znalazł się w jej polu widzenia. - To on! - wyszeptała z rozwartymi szeroko oczami, ledwie śmiąc w to uwierzyć. Tym źle skrywanym podekscytowaniem zaintrygowała swoją kuzynkę, Henriettę, stojącą tuż obok. Pokręciła głową, a ktoś z grupki, na skraju której się znajdowały, odciągnął uwagę Henrietty, dzięki czemu Angelica mogła dalej wpatrywać się w najbardziej fascynującego mężczyznę, jakiego kiedykolwiek spotkała. Uważała się za ekspertkę w dziedzinie oceny dżentelmenów. Od najmłodszych lat pozostawała świadoma odmienności tychże, a długotrwała obserwacja przyniosła jej dogłębne zrozumienie ich charakterystycznych cech i słabostek. W odniesieniu do dżentelmenów Angelica miała bardzo wysokie wymagania. Pod względem wyglądu dżentelmen po drugiej stronie pokoju spełniał je wszystkie z nawiązką. Znała pozostałych sześciu mężczyzn z grupki, w której stał, ale nie jego. Nigdy wcześniej go nie spotkała, nawet przelotnie nie widziała. Gdyby go zobaczyła, od razu wiedziałaby, jak wiedziała to teraz, że to jej jedyny, dżentelmen, na którego czekała. Zawsze żywiła niezachwiane przekonanie, że rozpozna swego bohatera, mężczyznę jej pisanego, kiedy tylko go ujrzy. Nie spodziewała się, że zobaczy go po raz pierwszy jako odbicie w szkle, zagubionego w tłumie po odległej stronie pokoju, niemniej rezultat był ten sam

- wiedziała, że to on. Talizman, który Lady, szkocka bogini, podarowała dziewczętom Cynsterów, aby pomógł im odnaleźć prawdziwą miłość, trafił od Heather, najstarszej siostry Angeliki, do ich środkowej siostry, Elizy, ta zaś, wróciwszy niedawno do Londynu ze swoim narzeczonym, wręczyła go Angelice, następnej w kolejności. Pradawny i tajemniczy talizman, wisior z różowego kwarcu na starym złotym łańcuchu przeplatanym ametystowymi koralikami, krył się teraz pod koronkową chustą Angeliki, ogniwa i koraliki grzały jej skórę, kryształ wtulał się w dekolt. Trzy noce temu Angelica, uznawszy, że nastał jej czas, jej kolej, uzbrojona w naszyjnik, intuicję i wrodzoną determinację, rozpoczęła intensywną kampanię w celu znalezienia swego bohatera. Przybyła na wieczorne przyjęcie u lady Cavendish, które zgromadziło wyselekcjonowanych przedstawicieli wyższych sfer, skorych do towarzyskich rozrywek i konwersacji, z zamiarem dokładnego zbadania wszystkich mężczyzn, jakich gospodyni, dama o rozległych znajomościach, zdołała tu zwabić. Talizman zadziałał w przypadku Heather, zaręczonej teraz z Breckenridge'em, połączył też Elizę i Jeremy'ego Carlinga. Angelica żywiła nadzieję, że jej również pomo​ że, aczkolwiek nie spodziewała się tak błyskawicznego efektu. Skoro wszakże wypatrzyła już swego bohatera, nie zamierzała tracić ani minuty. Nie zorientował się. Ze swego miejsca po drugiej stronie pokoju przypuszczalnie nie miał szans zauważyć, że ona mu się przygląda. Wpatrzona w jego odbicie, pożerała go wzrokiem. Imponującej postury, górował nad towarzyszącymi mu mężczyznami, przerastając ich o pół głowy, choć żaden nie był niski. Ubrany elegancko, w czarny wieczorowy surdut, nieskazitelnie białą koszulę z halsztukiem i czarne spodnie, od szerokich pleców po długie nogi

sprawiał wrażenie zbudowanego w idealnych proporcjach do swego wzrostu. Włosy, jak się zdawało, miał smoliście czarne, dość długie, ale modnie ułożone, z delikatnie zmierzwionymi lokami. Angelica usiłowała przyjrzeć się jego twarzy, lecz w odbiciu okazało się to trudne - nie widziała detali, a jedynie surowe, ostro zarysowane płaszczyzny. Niemniej jednak szerokie czoło, ostry nos i kwadratowy podbródek nadawały temu mężczyźnie znamiona potomka arystokratycznego rodu; tylko arystokraci mają takie surowe, pełne chłodnego piękna oblicza o wyrazistych rysach. Serce tłukło jej się w piersi. Z niecierpliwości. Teraz, kiedy już go znalazła, co dalej? Gdyby takie zachowanie uchodziło za choć w minimalnym stopniu do przyjęcia, okręciłaby się na pięcie, przemaszerowała przez pokój i przedstawiła się mu - lecz to byłoby zbyt śmiałe, nawet jak na nią. Zarazem jeśli po ponadpółgodzinnej obserwacji on nadal nie próbował podejść do Angeliki, raczej nie zamierzał tego zrobić, w każdym razie nie tutaj, nie tej nocy. A to było absolutnie nie po jej myśli. Omiotła wzrokiem pozostałych mężczyzn w luźnym kręgu, w którym stał. Przez cały czas przysłuchiwał się rozmowom, lecz rzadko się do nich włączał, wykorzystując je zaledwie jako przykrywkę dla swego zainteresowania Angelicą. Kiedy tak się przyglądała, jeden z mężczyzn pozdrowił gestem pozostałych i opuścił grupkę. Angelica się uśmiechnęła. Bez słowa opuściła Henriettę i wślizgnęła się w tłum w centralnej części salonu. Złapała Theodore'a Curtisa za rękaw na moment przed tym, nim dołączył do kręgu młodych dam i dżentelmenów. Mężczyzna się odwrócił. - Angelica! - rzekł z uśmiechem. - Gdzie się chowałaś? - Tam. - Machnęła ręką ku oknom. - Theo, kim jest

ten dżentelmen z grona, które właśnie opuściłeś? Ten bardzo wysoki mężczyzna, pierwszy raz go widzę. Theo, przyjaciel rodziny, który znał Angelicę aż nazbyt dobrze, aby samemu żywić wobec niej określone zamiary, zaśmiał się cicho. - Uprzedzałem go, że młode damy wkrótce go zauwa​ żą i otoczą wdzięcznym wianuszkiem. Angelica podjęła jego grę i zrobiła nadąsaną minę. - Nie drocz się ze mną. Kto to taki? - Debenham. - Theo wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Wicehrabia Debenham. - Który jest...? - Gestem zażądała dalszych informacji. - Kapitalnym facetem. Znam go od lat: w moim wieku, w tym samym czasie przybył do miasta, podobne zainteresowania, wiesz, jak to leci. Ma ziemie niedaleko Peterborough, ale trzymał się z dala od towarzystwa przez... to chyba będą cztery lata. Wyjechał ze względu na sprawy rodzinne i związane z majątkiem, a teraz dopiero co znów zaczął bywać. - Hm... Nie widzę zatem powodu, dla którego nie miałbyś nas sobie przedstawić. Nadal szeroko uśmiechnięty Theo wzruszył ramionami. - Jeśli tego sobie życzysz. - Owszem. - Angelica ujęła go pod ramię i zwróciła w stronę grupki, w której nadal stał jej bohater, Debenham. - Obiecuję się zrewanżować, kiedy następnym razem będziesz chciał wyprzedzić na starcie konkurentów w wyścigu do jakiejś nowej ślicznotki. - Trzymam cię za słowo - odparł ze śmiechem Theo. Przytrzymując sobie jej dłoń na ramieniu, poprowadził

Angelicę przez tłum. Kiedy lawirowali między rozmaitymi grupkami, wymieniali uśmiechy i ukłony, zatrzymując się jedynie wtedy, gdy nie dało się tego uniknąć, Angelica przeprowadziła pośpieszną inspekcję swego wyglądu, upewniając się, że suknia z jedwabiu barwy jasnej morskiej zieleni układa się jak należy, a częściowo przesłaniająca dekolt koronkowa chusta nie przekrzywiła się i stosownie skrywa naszyjnik. W pewnej chwili przystanęła, aby bardziej elegancko udrapować w zagięciach łokci jedwabny szal pod kolor sukni, z dodatkiem srebrnych motywów. Przybyła na przyjęcie bez torebki czy wachlarza, o nie zatem nie musiała się troszczyć. Włosów nie odważyła się dotknąć. Jedwabiste, rudozłote pasma zostały upięte na czubku głowy w skomplikowany węzeł za pomocą niezliczonych szpilek oraz inkrustowanego masą perłową grzebienia; Angelica z doświadczenia wiedziała, że nawet delikatne poruszenie może doprowadzić do tego, że cały ten ogrom runie kaskadą w dół. Jakkolwiek żaden dżentelmen nie zgłaszał nigdy zastrzeżeń co do jej transformacji w odzianą wersję Wenus wyłaniającej się z morskiej piany, nie tak pragnęła zaprezentować się swemu bohaterowi po raz pierwszy. Wiedział, że Angelica się zbliża - mimo tłoku zdołała przelotnie nań spojrzeć. Nadal na nią patrzył, jednak nawet z bliższej odległości nie potrafiła niczego wyczytać z jego twarzy. Potem Theo przepchnął się między ostatnimi gośćmi i szerokim gestem zaprezentował Angelicę zebranym w kręgu mężczyznom. - Hej! Spójrzcie, kogo znalazłem. - Panna Cynster! - wykrzyknęło kilku z nich, przyjemnie zaskoczonych. - Urocze, wytworne damy zawsze są mile widziane. - Millingham ukłonił się jej, podobnie jak i wszyscy inni mężczyźni w tej grupie, z jednym wyjątkiem.

Wymieniwszy z pozostałymi powitania, Angelica odwróciła się ku Debenhamowi; dzięki uczynności Theo zajęła miejsce w kręgu u boku wicehrabiego. Podniosła wzrok na jego twarz, pilno jej bowiem było zobaczyć, przyjrzeć się, poznać... - Debenham, staruszku - odezwał się stojący obok Theo - pozwól, że przedstawię ci pannę Angelicę Cynster. Panno Cynster, wicehrabia Debenham. Angelica ledwie odnotowała te słowa, schwytana w pułapkę przez dwoje dużych, pięknie rozstawionych, jasnych oczu o ciężkich powiekach i niepokojącej, zielonkawoszarej barwie. Te oczy wprawiły ją w trans, na ich dnie czaiła się bystrość, oceniały Angelicę z chłodnym, trzeźwym cynizmem. J...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.