Powers Tim - Wrota Anubisa 2

207 Rozdzia³ 8 Powiedzia³, ¿e w 1810 spotka³ mnie, jak s¹dzi³, na St.James Street, ale mi- nêliœmy siê, nie - pdf za darmo

9 downloads 48430 Views 630KB Size

Story Transcript


Rozdzia³ 8 Powiedzia³, ¿e w 1810 spotka³ mnie, jak s¹dzi³, na St.James Street, ale minêliœmy siê, nie zamieniaj¹c ze sob¹ s³owa. Wspomnia³ o tym, lecz zosta³o to uznane za niemo¿liwe, jako ¿e przebywa³em wtedy w Turcji. Dwa dni póŸniej pokaza³ bratu pewn¹ osobê po drugiej stronie ulicy – „Tam – rzek³ – idzie cz³owiek, którego wzi¹³em za Byrona”. Jego brat odpar³ z miejsca: „Ale¿ to Byron, nikt inny”. – Lecz to nie wszystko. Ktoœ mnie widzia³, jak umieszcza³em swe nazwisko na liœcie pytaj¹cych o zdrowie króla, nawiedzonego wówczas atakiem szaleñstwa. Jednak¿e w tym czasie, o ile mogê siê zorientowaæ, le¿a³em powalony ciê¿k¹ gor¹czk¹ w Patras… Lord Byron, w liœcie do Johna Murraya, 6 paŸdziernika, 1820 roku

C

hoæ trudno by³o znaleŸæ wszystkie silniczki i nakrêciæ je w³aœciwie, a tak¿e ustawiæ wentyle wokó³ licznych, ukrytych œwiec, siêgaj¹ca piersi village Bavarois, wioska bawarska, niezwykle kosztowna zabawka, jak¹ opisa³ Monsieur Diderac, wydawa³a siê gotowa do dzia³ania. Trzeba by³o jedynie zapaliæ œwiece, a g³ówny prze³¹cznik, pod postaci¹ miniaturowego pnia drzewa, przesun¹æ w prawo. Doktor Romany opar³ siê o krzes³o i wlepi³ posêpny wzrok w mechanizm. Niecny Ryszard chcia³ zabawkê uruchomiæ, by jego ma³pka mog³a j¹ zobaczyæ, nim przybêd¹ jagowie, ale Romany ba³ siê, ¿e rzecz tak skomplikowana zadzia³a byæ mo¿e tylko raz, i nie zgodzi³ siê. Wyci¹gn¹³ d³oñ i dotkn¹³ delikatnie g³owy ma³ego, wyciêtego z drewna cz³owieczka, po czym westchn¹³ niezadowolony, gdy maleñka figurka przemaszerowa³a kilka centymetrów po swojej

207

wymalowanej œcie¿ce, wymachuj¹c toporem, którego trzonek wykonano z wyka³aczki, i wydaj¹c odg³os tykania starego zegara. Niech mnie Apofis po¿re, pomyœla³ niespokojnie, mam nadziejê, ¿e go nie zepsu³em. Dlaczego wszyscy musieliœmy ponieœæ pora¿kê? Pamiêtam czasy, gdy jagowie ¿¹dali do swych celów kompletu wyœmienitych szachów, sekstansów i teleskopów. A teraz? Przeklêtych zabawek. Przysz³o mu jeszcze do g³owy, ¿e nie wykazuj¹ szacunku, a s¹ wrêcz niegrzeczni. Wsta³ i potrz¹sn¹³ g³ow¹. W namiocie by³o ciemno od dymu kadzid³a, podszed³ wiêc, huœtaj¹c siê na podeszwach, do wyjœcia, uniós³ po³ê i umocowa³ z boku. Zamruga³ oœlepiony nag³¹ jasnoœci¹ nad wrzosowiskami Islington. Niedaleko st¹d, pomyœla³, przed oœmioma laty, biedny, stary Amenofis Fikee odda³ siê we w³adanie bogowi wrót o g³owie szakala. Utraci³ wtedy sztukê magii i niemal ca³¹ w³adzê nad swoim umys³em, z wyj¹tkiem przeklêtej umiejêtnoœci wymiany cia³. Z kul¹ pistoletu w brzuchu i sierœci¹ Anubisa na ca³ym ciele… umkn¹³ ku w¹tpliwej s³awie Joego Psiej Twarzy, owego „wilko³aka”, którym matki w Londynie straszy³y niegrzeczne dzieci… pozostawiaj¹c doktora Romany, ka, który powinien wycofaæ siê ju¿ dawno temu, na swoim posterunku, jakim by³a ca³a Wielka Brytania. No có¿, pomyœla³ zadowolony z siebie; Mistrz z pewnoœci¹ wykona³ dobr¹ robotê, tworz¹c tego ka; nie s¹dzê, by Fikee, czy nawet Romanelli, zdo³ali lepiej wywi¹zaæ siê z zadania, jakim by³a ochrona brytyjskich interesów Mistrza. S¹dzê, ¿e po przewrocie, który siê w tym tygodniu tu dokona, zdymisjonuje mnie i sprowadzi do postaci pierwotnego pautu. Nie bêdzie mi ¿al odchodziæ. Osiem lat to d³ugo, jak dla ka. ¯a³ujê jednak, myœla³, mru¿¹c swe oczy drapie¿nika, ¿e nie zdo³a³em rozwi¹zaæ tajemnicy owej niepokoj¹co m¹drej grupy magów, którzy wykorzystali do swej podró¿y przypadkowe wrota Fikeego. Jeden, którego mia³em, ten Doyle, otworzy³by siê, niczym skorupa orzecha, gdybym móg³ poœwiêciæ mu odrobinê czasu. Zastanawiam siê, sk¹d, u licha, oni przybyli. Uniós³ brwi. Nie powinno to byæ trudne, uœwiadomi³ sobie. Obliczyæ po prostu, jakie to inne wrota by³y otwarte wtedy, gdy uchyli³y siê te w Kensington. Mam najwidoczniej do czynienia z wrotami, które istniej¹ parami, wielkie, d³ugie wrota tutaj i ma³e, krótkie gdzie indziej, funkcjonuj¹ce w czasie istnienia tych wiêkszych. Nie s¹ zbyt czêste, i w takich wypadkach zawsze wola³em obserwowaæ te wielkie, ale czasem siê pojawiaj¹, i najwidoczniej tak by³o wówczas. Bez trudu mo¿na by obliczyæ, sk¹d wyruszyli, po czym przekazaæ tê u¿yteczn¹ wiedzê memu nastêpcy.

208

Odwróci³ siê od blasku s³oñca i usiad³ przy stole, po czym zacz¹³ przegl¹daæ stosy najœwie¿szych obliczeñ, dotycz¹cych po³o¿enia wrót. Znalaz³ jedne – przypada³y pierwszego wrzeœnia – i zabra³ siê ze zmarszczonym czo³em do ich zbadania. Po kilku chwilach zagryz³ niecierpliwie wargê, umoczy³ pióro w ka³amarzu, przekreœli³ szereg liczb i zacz¹³ je z mozo³em korygowaæ. – Nie powinien ufaæ zwyk³emu ka, gdy chodzi o wy¿sz¹ matematykꠖ mrukn¹³. – Szczêœcie, ¿e poprawnie obliczy³em wrota w Kensington… Jednak¿e wyraz jego twarzy nie zmieni³ siê, gdy¿ nowe obliczenia by³y identyczne z przekreœlonymi. Nie pope³ni³ b³êdu, tamtego wieczoru naprawdê istnia³y tylko jedne wrota. Szczelina z pierwszego wrzeœnia nie nale¿a³a do tych rzadkich, które wystêpuj¹ parami. A zatem, sk¹d oni przybyli? – zastanawia³ siê. I odpowiedŸ pojawi³a siê tak szybko, ¿e a¿ siê skrzywi³, niemal obra¿ony na samego siebie, i¿ nie pomyœla³ o tym wczeœniej. Oczywiœcie, ludzie w powozach przeskoczyli z jednych wrót w drugie, ale dlaczego zak³ada³ uparcie, ¿e musz¹ one istnieæ w tym samym czasie? Grupa czarnoksiê¿ników Doyle’a przyby³a pierwszego wrzeœnia 1810 roku, przez wrota umiejscowione w innym czasie. A jeœli oni mog¹ dokonywaæ takiej sztuczki, pomyœla³ podniecony Romany, to i my mo¿emy. Fikee, jeszcze siê oka¿e, ¿e twoja ofiara wcale nie posz³a na marne! Ra i Ozyrysie, có¿ moglibyœmy… czegó¿ to nie moglibyœmy uczyniæ? Skoczyæ do ty³u i nie dopuœciæ, by Brytyjczycy zajêli Kair… Albo skoczyæ do przodu i podkopaæ fundamenty Anglii, by pod koniec tego wieku nie liczy³a siê w ogóle jako naród! I pomyœleæ, ¿e grupa Doyle’a pos³u¿y³a siê t¹ potê¿n¹ moc¹ tylko po to, by wys³uchaæ wyk³adu poety. My wykorzystamy j¹ bardziej… celowo, pomyœla³, a jego twarz wykrzywi³ szeroki, wilczy grymas uœmiechu, który rzadko na niej goœci³. Siêgn¹³ po Œwiecê Dalekiej Mowy i przysun¹³ j¹ bli¿ej. By³o to zbyt wielkie odkrycie, by zachowaæ je wy³¹cznie dla siebie. Zapali³ œwiecê od lampy oliwnej stoj¹cej na stole. Zdawa³o siê, ¿e jej p³omieñ w kszta³cie ³zy zadrga³ i cofn¹³ siê, gdy nad knotem wykwit³ nagle ma³y, kulisty ogieñ. M³ody, uœmiechniêty cz³owiek by³ zadowolony, choæ odczuwa³ to w stopniu jedynie minimalnym, ¿e doktor Romany, dziêki swej dominacji nad nim, pozbawi³ go nie tylko ciê¿aru wolnej woli, ale rów-

14 – Wrota Anubisa

209

nie¿ przekszta³ci³ wszelkie fizyczne dokuczliwoœci w coœ abstrakcyjnego. Zdawa³ sobie mgliœcie sprawê z uczucia g³odu i bólu wywo³anego skurczem stóp, a jeszcze mgliœciej z owego g³osu, który zdawa³ siê wo³aæ z przera¿enia gdzieœ w najg³êbszej komórce jego mózgu. Lecz czu³ siê tak, jakby ogieñ jego œwiadomoœci t³umi³a woda, by strumieñ pary, która w ten sposób powstawa³a, móg³ napêdzaæ jakiœ niewyobra¿alny silnik; niezwyk³a si³a, podtrzymuj¹ca jego dzia³anie, nie mog³a wywo³aæ ¿adnego uczucia, a jedynie bezbolesn¹ satysfakcjê, ¿e wszystko wydaje siê pracowaæ jak nale¿y. Niczym woŸnica, poinstruowany, ¿e ma obje¿d¿aæ w kó³ko kwarta³ jakichœ ulic, a¿ jego klient, gotowy wreszcie do jazdy, pojawi siê w drzwiach domu i przywo³a go gestem d³oni, uœmiechniêty m³odzieniec znów zacz¹³ czytaæ, poczynaj¹c od górnego wiersza zapamiêtanej stronicy: – Dzieñ dobry, mój dobry cz³owieku – powiedzia³. – Jestem lord Byron. Czy mogê postawiæ ci szklankê jakiegoœ trunku? – bezustannie uœmiechaj¹cy siê m³ody cz³owiek nie us³ysza³ w rzeczywistoœci odpowiedzi mê¿czyzny – wydawa³a siê przyt³umiona, jakby dochodzi³a zza przepierzenia – lecz jakaœ czêœæ jego umys³u us³ysza³a j¹ i zinterpretowa³a jako nakaz odpowiedzi numer trzy: – Jestem bez w¹tpienia, mój przyjacielu – szóstym baronetem Byronem Rochdale; odziedziczy³em tytu³ w 1798, gdy mia³em dziesiêæ lat. Jeœli zastanawiasz siê, co par Anglii robi w takim miejscu, popijaj¹c ze zwyk³ymi robotnikami, to, no có¿, dzieje siê tak dlatego, ¿e, wed³ug mnie, zwykli robotnicy, nie lordowie czy arystokracja, s¹ sol¹ tego kraju. Powiadam… – W tym miejscu nast¹pi³a zwyk³a dygresja, która oznacza³a odpowiedŸ numer jeden: – Szynkarzu! Szklankê ka¿dego trunku, jakiego za¿¹da ten d¿entelmen! – D³oñ m³odego cz³owieka, jak precyzyjna machina, wydoby³a z kieszonki w kamizelce monetê i rzuci³a j¹ na najbli¿sz¹ p³ask¹ powierzchniê, a jego usta podjê³y odpowiedŸ numer trzy dok³adnie w tym samym miejscu, w którym przerwa³y: … – do diab³a z tymi ludŸmi, co to maj¹ nami rz¹dziæ jedynie z racji ³ona, które zrz¹dzeniem losu wyda³o ich na œwiat! Powiadam, ¿e ani król, ani wy, ani ja, ¿e nikt z nas nie jest w niczym lepszy od innych, i nie jest to s³uszne, by niektórzy jedli ze srebrnej zastawy, nie przepracowawszy nawet dnia w swym ¿yciu, podczas gdy inni w dobrej wierze haruj¹ codziennie i ledwie kosztuj¹ miêsa raz w tygodniu! Amerykanie uwolnili siê od tak sztucznego spo³eczeñstwa, Francuzi te¿ próbowali to uczyniæ, i powiadam, ¿e i my…

210

Uœwiadomi³ sobie, ¿e mê¿czyzna, któremu recytowa³, znikn¹³. Kiedy odszed³? Niewa¿ne, inny pojawi siê tu niebawem. Usiad³, a na twarz powróci³ mu têpy uœmiech. Po jakimœ czasie zda³ sobie sprawê, ¿e ktoœ zaj¹³ obok niego miejsce, zacz¹³ wiêc od nowa. – Dzieñ dobry, mój dobry cz³owieku. Jestem lord Byron. Czy mogê postawiæ ci szklankê jakiegoœ trunku? Odpowiedziano mu jednym ze zdañ, które, jak go uprzedzano, mo¿e us³yszeæ, i udzieli³, z nieudawanym niepokojem, odpowiedzi numer osiem: – Tak, mój przyjacielu, podró¿owa³em do niedawna za granic¹. Musia³em powróciæ do kraju w zwi¹zku z chorob¹, gor¹czk¹ mózgow¹, która, co siê niekiedy zdarza, zaciemnia mój umys³. Proszê mi wybaczyæ brak orientacji, którym przeœladuje mnie owa fizyczna dolegliwoœæ – czy my siê znamy? Po d³ugiej przerwie, podczas której wci¹¿ uœmiechniêty m³odzieniec uœwiadamia³ sobie istnienie jakieœ namiastki niepokoju w swym sercu, mê¿czyzna odpowiedzia³ przecz¹co, wiêc m³ody cz³owiek z ulg¹ ci¹gn¹³ dalej. – Jeœli zastanawiasz siê, co par Anglii robi w takim miejscu, popijaj¹c ze zwyk³ymi… N...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.