Pragnienie 1 (1)

WROCŁAW 2017 SPIS TREŚCI Prolog CZĘŚĆ I 1. Środa, wieczór 2. Czwartek, przedpołudnie 3. Czwartek, popołud - pdf za darmo

22 downloads 65064 Views 2MB Size

Story Transcript


WROCŁAW 2017

SPIS TREŚCI Prolog CZĘŚĆ I 1. Środa, wieczór 2. Czwartek, przedpołudnie 3. Czwartek, popołudnie 4. Czwartek, popołudnie 5. Czwartek, wieczór i noc 6. Piątek, rano 7. Piątek, przedpołudnie 8. Piątek, w ciągu dnia 9. Piątek, popołudnie 10. Sobota, rano 11. Sobota, popołudnie 12. Sobota, wieczór 13. Sobota, późny wieczór 14. Niedziela, rano 15. Niedziela, wieczór 16. Niedziela, noc 17. Poniedziałek, rano 18. Poniedziałek, w ciągu dnia 19. Poniedziałek, wieczór 20. Noc z poniedziałku na wtorek CZĘŚĆ II 21. Wtorek, rano 22. Wtorek, popołudnie 23. Wtorek, późne popołudnie 24. Wtorek, wieczór 25. Wtorek, noc 26. Wtorek, noc 27. Środa, rano 28. Środa, popołudnie 29. Środa, wieczór 30. Środa, noc 31. Środa, noc

32. Środa, noc 33. Czwartek, rano CZĘŚĆ III 34. Sobota 35. Niedziela, przedpołudnie 36. Niedziela, wieczór 37. Środa, popołudnie 38. Czwartek, rano 39. Czwartek, noc 40. Piątek, przedpołudnie 41. Piątek, przedpołudnie Epilog Przypisy

PROLOG Wpatrywał się w białą nicość. Tak jak od blisko trzech lat. Nikt go nie widział, a on nie widział nikogo. Wyjątkiem były chwile, kiedy drzwi się otwierały, wypuszczając dość pary, by przez mgnienie oka dało się dostrzec nagiego mężczyznę, ale za moment na powrót wszystko spowijała mgła. Łaźnię już wkrótce zamykano. Był sam. Mocniej owinął się w pasie białym szlafrokiem frotté, wstał z drewnianej ławy i mijając pusty basen, przeszedł do szatni. Żadnych pluskających pryszniców, żadnych konwersacji po turecku, żadnego człapania bosych stóp po wyłożonej kafelkami podłodze. Przejrzał się w lustrze. Przeciągnął palcem wzdłuż blizny, wciąż widocznej po ostatniej operacji. Potrzebował czasu na przyzwyczajenie się do nowej twarzy. Palec przesunął się po szyi przez pierś, zatrzymał się tam, gdzie zaczynał się tatuaż. Otworzył kłódkę przy szafce, wciągnął spodnie, a na wciąż wilgotny szlafrok włożył płaszcz. Zawiązał sznurowadła. Jeszcze raz upewnił się, że jest sam, i podszedł do szafki z kłódką szyfrową, na której widoczna była plamka niebieskiej farby. Ustawił cyfry szyfru – 0999. Zdjął kłódkę i otworzył szafkę. Przez chwilę przyglądał się leżącemu w środku dużemu pięknemu rewolwerowi, w końcu chwycił za czerwoną rękojeść i schował broń do kieszeni płaszcza. Potem wyjął i otworzył kopertę. Klucz. Adres i więcej szczegółowych informacji. W szafce leżało coś jeszcze. Pokryte czarną farbą, zrobione z żelaza. Jedną ręką uniósł to do światła, z zafascynowaniem przyglądając się kowalskiej robocie. Wiedział, że przedmiot wymaga umycia, starannego wyszorowania, ale już na samą myśl o tym, że będzie go używał, poczuł podniecenie. Trzy lata. Trzy lata w białej nicości, na pustyni pozbawionych treści dni. Już najwyższy czas. Pora, by wreszcie napić się życia. Pora wrócić. Harry obudził się, gwałtownie drgając. Zapatrzył się w półmrok sypialni. To znowu tamten, wrócił, był tutaj. – Koszmar, kochany? – Szept, który rozległ się tuż obok, brzmiał spokojnie i ciepło. Harry odwrócił się do niej. Piwne spojrzenie zajrzało mu w oczy, a upiór zblakł i zniknął. – Jestem tutaj – powiedziała Rakel.

– I ja jestem tutaj – odparł. – Kto to był tym razem? – Nikt – skłamał, dotykając dłonią jej policzka. – Śpij już. Opuścił powieki. Odczekał, aż zyskał pewność, że Rakel naprawdę zamknęła oczy, i dopiero wtedy otworzył swoje. Spojrzał na jej twarz. Tym razem widział go w lesie, na bagnach spowitych w białą mgłę. Tamten podniósł rękę, wycelował czymś w Harry’ego, który dostrzegł wytatuowaną na nagiej piersi twarz demona. Potem mgła zgęstniała, a tamten zniknął. Znów zniknął. – Jestem tutaj – szepnął Harry Hole.

CZĘŚĆ I

1 ŚRODA, WIECZÓR Bar Jealousy świecił pustkami, a mimo to nie było czym oddychać. Mehmet Kalak obserwował mężczyznę i kobietę przy kontuarze, nalewając im wino do kieliszków. Czworo gości. Trzecim był siedzący samotnie przy stoliku facet, który popijał swoje piwo małymi łyczkami, a do czwartego należała para kowbojskich butów, wystających z jednego z boksów, którego ciemność od czasu do czasu rozpraszało światło ekranu telefonu. Czworo gości o wpół do dwunastej we wrześniowy wieczór w najlepszej barowej okolicy na Grünerløkka. Było niedobrze, to nie mogło tak trwać. Mehmet czasami zadawał sobie pytanie, dlaczego zrezygnował z posady szefa baru w najmodniejszym hotelu w mieście po to, by w pojedynkę przejąć ten zniszczony lokal z zapijaczoną klientelą. Może sądził, że podnosząc ceny, wymieni starych gości na tych, na których zależało wszystkim – tych z płynnością finansową, niestwarzających problemów, młodych, ale już dojrzałych ludzi z sąsiedztwa. Może dlatego, że po zerwaniu z dziewczyną potrzebował miejsca, w którym mógłby się zaharować na śmierć. Może dlatego, że oferta lichwiarza Daniala Banksa wydała mu się bardzo korzystna, kiedy bank odrzucił jego wniosek o kredyt. A może po prostu dlatego, że w barze Jealousy to on decydował o doborze muzyki, a nie jakiś pieprzony dyrektor hotelu, który znał tylko jedną melodię: brzęk wydobywający się z kasy. Przepędzenie starej klienteli poszło łatwo, dawni bywalcy już od dłuższego czasu zagrzewali miejsce w tanim barze trzy kwartały dalej. Trudniejsze okazało się przypędzenie nowej. Może powinien zrewidować koncept. Może jeden telewizor pokazujący turecką piłkę nożną nie wystarczy, żeby nazwać lokal barem sportowym. A w kwestii muzyki może powinien postawić raczej na klasyczne pewniaki – U2 i Springsteen dla chłopaków, a Coldplay dla pań. – Co prawda zaliczyłem niewiele randek z Tindera – Geir odstawił kieliszek białego wina z powrotem na bar – ale i tak zauważyłem, że można się zetknąć z mnóstwem dziwactw. – Naprawdę? – Kobieta stłumiła ziewnięcie. Miała jasne, krótko ostrzyżone włosy. Szczupła. Mehmet ocenił ją na trzydzieści pięć lat. Szybkie, trochę nerwowe ruchy. Zmęczone oczy. Pracuje za dużo i ćwiczy, bo ma nadzieję,

że to jej da energię, której stale jej brakuje. Mehmet patrzył, jak Geir unosi kieliszek, trzymając go trzema palcami za nóżkę, w taki sam sposób jak jego towarzyszka. Na niezliczonych tinderowych randkach konsekwentnie pił to samo co kobiety, z którymi się umawiał, wszystko jedno, czy chodziło o whisky, czy o zieloną herbatę. Chyba chciał zasygnalizować, że i w tej kwestii do siebie pasują. Geir chrząknął. Od wejścia kobiety do baru minęło sześć minut i Mehmet wiedział, że Geir właśnie teraz postanowił ruszyć do ataku. – Jesteś ładniejsza niż na profilowym zdjęciu, Elise – powiedział Geir. – Już to mówiłeś, ale jeszcze raz dziękuję. Mehmet polerował szklankę, udając, że nie słucha. – No to powiedz mi, Elise, czego pragniesz w życiu? Uśmiechnęła się lekko, zrezygnowana. – Mężczyzny, który nie kieruje się wyłącznie wyglądem. – Oczywiście nie mogę się z tobą nie zgodzić, Elise. Liczy się to, co w środku. – To był żart. Na zdjęciu jestem ładniejsza i prawdę mówiąc, ty też, Geir. – Ho, ho. – Geir zdezorientowany zajrzał do swojego kieliszka. – Chyba większość ludzi wybiera swoje najlepsze zdjęcia. Więc pragniesz mężczyzny. Jakiego mężczyzny? – Takiego, który zamiast pracować, zajmie się w domu trójką dzieci. – Elise spojrzała na zegarek. – Ho, ho. – Geirowi pot wystąpił nie tylko na czoło, ale na całą dużą, ogoloną na łyso głowę. A wkrótce wielkie plamy potu miały się ukazać pod pachami czarnej koszuli typu slim fit, będącej zresztą dziwnym wyborem, ponieważ Geir nie był ani slim, ani fit. Obrócił kieliszek w palcach. – To dokładnie moje poczucie humoru. Chociaż na razie za rodzinę wystarczy mi pies. Lubisz zwierzęta? Tanrim, dlaczego on nie powie pas?, zdumiał się Mehmet. – Jeśli spotkam tego właściwego, jeśli poczuję, że do siebie pasujemy, zarówno tu... – Jak i tu... – Geir uśmiechnął się, zniżył głos i wskazał na krocze. – No, ale najpierw trzeba się przekonać, jak to jest z tym dopasowaniem. Co ty na to, Elise? Mehmetowi ciarki przebiegły po plecach. Geir zagrał all in, a na jego poczuciu własnej wartości zapewne wkrótce pojawi się kolejne wgniecenie. Kobieta odsunęła swój kieliszek na bok i nachyliła się do Geira, więc Mehmet musiał nastawić uszu, żeby ją usłyszeć. – Możesz mi obiecać jedno, Geir? – Oczywiście. – W jego spojrzeniu i głosie pojawił się wręcz psi zapał. – Kiedy stąd wyjdę, nigdy więcej nie będziesz próbował się ze mną kontaktować. Mehmet z trudem ukrył podziw dla Geira za to, że gość zdobył się na uśmiech. – Oczywiście. Kobieta się wyprostowała.

– Nie wyglądasz mi na stalkera, ale mam już za sobą parę złych doświadczeń. Jeden facet zaczął za mną łazić. Groził też osobom, z którymi się spotykałam. Mam nadzieję, że rozumiesz, skąd moja ostrożność. – Rozumiem. – Geir sięgnął po kieliszek i opróżnił go do dna. – Sam ci mówiłem, że jest mnóstwo dziwaków. Ale nie bój się, jesteś całkiem bezpieczna. Statystycznie mężczyzna ma cztery razy większe szanse na to, żeby zostać zamordowanym, niż kobieta. – Dziękuję za wino, Geir. – Gdyby ktoś z nas trojga... Mehmet czym prędzej odwrócił wzrok, kiedy Geir wskazał na niego. – ...miał dziś wieczorem stać się ofiarą zabójstwa, szansa na to, że padłoby na ciebie, jest jak jeden do ośmiu. Chociaż... chwileczkę, trzeba to podzielić przez... Elise wstała. – Mam nadzieję, że uda ci się to policzyć. Wszystkiego dobrego. Po jej wyjściu Geir jeszcze przez chwilę wpatrywał się w swój kieliszek, kiwając głową do rytmu Fix You, jakby chciał przekonać Mehmeta i ewentualnych innych świadków, że już się otrząsnął z porażki, że Elise była jak trwająca trzy minuty popowa piosenka, która równie szybko poszła w zapomnienie. Potem także wstał bez słowa i wyszedł. Mehmet rozejrzał się po lokalu. Kowbojek i faceta, który dręczył piwo, też już nie było. Został sam. I tlen wrócił. Mehmet zmienił w komórce listę utworów. Na swoją listę. Bad Company. Z muzykami z Free, Mott The Hoople i King Crimson raczej nie powinno być źle. A z Paulem Rodgersem na wokalu nie mogło być źle. Podkręcił głośność tak, że szklanki za ladą zaczęły o siebie podzwaniać. Elise szła przez Thorvald Meyers gate wśród trzypiętrowych kamienic, niegdyś zamieszkanych przez klasę robotniczą żyjącą w biednej części...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.