R%c3%b3%c5%bca p%c3%b3%c5%82nocy - Lucinda Riley

O książce Ze wspaniałych pałaców indyjskich maharadżów do majestatycznych angielskich rezydencji… Niezwykł - pdf za darmo

16 downloads 32819 Views 2MB Size

Recommend Stories


Alexa Riley - Their stepsister
Download PDF/ Epub Their Stepsister by Alexa Riley Book [Bestsellers] Their Stepsister by Alexa Riley - pdf za darmo

Riding Red - Riley, Alexa
RIDING RED AmazingBooks ALEXA RILEY Contents Riding Red Copyright Dedication 1. Ruby 2. Dominic 3. Ruby - pdf za darmo

Blackmailing the Virgin (Alexa Riley Promises 2) - Alexa Riley(ang.)
BLACKMAILING THE VIRGIN ALEXA RILEY CONTENTS An Alexa Riley Promise Blackmailing the Virgin Copyright - pdf za darmo

Riley, Alexa -Riding Red -
RIDING RED AmazingBooks ALEXA RILEY Contents Riding Red Copyright Dedication 1. Ruby 2. Dominic 3. Ruby - pdf za darmo

Alexa Riley - Buy me
BUY ME BY ALEXA RILEY Contents BUY ME Copyright Dedication Welcome 1. STELLA 2. AARON 3. JUSTIN 4. STELLA 5. - pdf za darmo

Story Transcript


O książce Ze wspaniałych pałaców indyjskich maharadżów do majestatycznych angielskich rezydencji… Niezwykłe życie nadzwyczajnej dziewczyny, Anahity Chaval, od 1911 roku do dnia dzisiejszego… Sędziwa Hinduska, Anahita Chaval, w dniu setnych urodzin przekazuje prawnukowi manuskrypt, w którym opisała historię swojego życia. Młody Ari Malik, skoncentrowany na pracy i karierze, chowa babcine opowieści do szuflady. Po latach, spełniony w życiu zawodowym, ale rozczarowany życiem osobistym, sięga po wspomnienia Anahity. Podążając tropami tajemnic przeszłości, trafia z upalnych, kolorowych Indii do ponurej i mrocznej rezydencji Astbury w angielskim hrabstwie Devon. Tam poznaje jej tajemniczego właściciela i… gwiazdę filmową z Hollywood. Mroczne sekrety, które kładą się cieniem na historii szlachetnego rodu Astbury, połączą ich losy. Wielowątkowa, wzruszająca opowieść o ludziach zmagających się z historią. „Róża północy” jest bez wątpienia najbardziej wciągającą powieścią Lucindy Riley.

Tej autorki DOM ORCHIDEI DZIEWCZYNA NA KLIFIE TAJEMNICE ZAMKU RÓŻA PÓŁNOCY

www.lucindariley.com

Spis treści

Dardżyling, Indie, luty 2000 Londyn, lipiec 2011 Dźajpur, Indie, 1911 Rezydencja Astbury, 2011 Anglia, rok 1917 Rezydencja Astbury, lipiec 2011 Donald, luty 1919 Rezydencja Astbury, lipiec 2011 Anahita, 1920 Rezydencja Astbury, lipiec 2011 Chatka nad strumykiem, sierpień 1922 Rezydencja Astbury, lipiec 2011 Epilog Podziękowania Bibliografia

Dla Leonory

Niechaj moje myśli przyjdą do ciebie, kiedy mnie już nie będzie, jako łuna zachodu na skraju gwiaździstego milczenia. Rabindranath Tagore, Zbłąkane ptaki, przekł. Robert Stiller, PIW 1961

Dardżyling, Indie luty 2000

Prolog

Anahita Dziś skończyłam sto lat. Udało mi się przeżyć wiek, a nawet więcej – zajrzeć w kolejne tysiąclecie. Wstaje świt, słońce powoli wznosi się nad szczytem Kanczendzongi, który widnieje za moim oknem, a ja leżę wsparta na poduszkach i uśmiecham się do siebie, przyszła mi bowiem do głowy absurdalna myśl. Gdybym była meblem, na przykład eleganckim krzesłem, uchodziłabym za antyk. Wypolerowana i zakonserwowana, stałabym gdzieś na poczesnym miejscu i pokazywano by mnie z dumą jako piękny zabytek. Niestety, moja ludzka powłoka rządzi się innymi prawami i długie życie nie nadało jej patyny szlachetnego mebla z mahoniu. Z przykrością muszę stwierdzić, że moje ciało upodobniło się raczej do wypełnionego kośćmi jutowego worka. Jeśli jest we mnie piękno, które można by uznać za wartościowe, ukryło się gdzieś głęboko w moim wnętrzu. To piękno mądrości stu lat przeżytych na ziemi i serca, które wiernie biło w takt wszystkich ludzkich zachowań i emocji, jakie tylko można sobie wyobrazić. Dokładnie sto lat temu moi rodzice, według hinduskiej tradycji, zwrócili się do astrologa z prośbą, by przepowiedział przyszłość ich nowo narodzonej córeczki. Wydaje mi się, że jedną z niewielu rzeczy, jakie zachowały się do tej pory po mojej matce, jest właśnie wyrocznia owego mędrca. Pamiętam, że przewidział dla mnie długie życie, ale zdaję sobie sprawę, że w roku 1900 rodzice uważali, że długowieczność oznacza dożycie pięćdziesięciu kilku lat, a i to z błogosławieństwem bogów. Słyszę delikatne pukanie do drzwi. To Keva, moja wierna służąca, niesie tacę z herbatą English Breakfast i dzbanuszkiem mleka. Picie herbaty po angielsku jest zwyczajem, którego nie udało mi się pozbyć, chociaż w Indiach, a w zasadzie w Dardżylingu, mieszkam od siedemdziesięciu ośmiu lat. Nie reaguję na pukanie Kevy, gdyż w tak szczególny poranek wolę jeszcze chwilę pobyć sama, a ona na pewno zechce omówić dzisiejsze obchody i pilno jej będzie, bym do przyjazdu kolejnych członków rodziny była już na nogach, umyta i ubrana. Słońce powoli wysysa chmury zasłaniające ośnieżone szczyty, a ja wpatruję się w błękitne przestworza w poszukiwaniu odpowiedzi, o którą od siedemdziesięciu ośmiu lat co rano błagam niebiosa. Dzisiaj, proszę, zaklinam bogów, gdyż od czasu, kiedy ostatni raz widziałam moje dziecko, każda godzina, którą wybił zegar, mówiła mi, że mój syn oddycha gdzieś na tej ziemi. Gdyby umarł, wyczułabym moment jego śmierci, podobnie jak w przypadku wszystkich innych ludzi, których w życiu kochałam. Oczy wypełniają mi się łzami. Odwracam głowę w stronę szafki nocnej przy łóżku, ku jedynemu zdjęciu mojego synka. Mały cherubinek siedzi uśmiechnięty u mnie na

kolanach. Zdjęcie dała mi przyjaciółka, Indira, razem ze świadectwem jego śmierci kilka tygodni po tym, jak mnie o niej powiadomiono. Czuję się, jakby to wszystko zdarzyło się w jakimś innym życiu. Prawda zaś jest taka, że dziś także mój syn jest już starcem. W tym roku, w październiku, będzie obchodził osiemdziesiąte pierwsze urodziny. Ale nawet moja potężna wyobraźnia nie potrafi mi tego nakreślić. Zdecydowanym ruchem odwracam głowę od wizerunku syna, ponieważ wiem, że dzisiaj jest mój dzień i powinnam cieszyć się uroczystościami, które przygotowała dla mnie rodzina. Niestety, za każdym razem, kiedy spotykam się z córką, jej dziećmi i dziećmi jej dzieci, nieobecność syna przepełnia mnie jeszcze większym bólem, gdyż wciąż o nim pamiętam i brakuje mi go. Oczywiście wszyscy oni żyją w przekonaniu, że mój syn umarł siedemdziesiąt osiem lat temu. – Popatrz, maaji, masz nawet akt jego zgonu! Zostaw go w spokoju. – Wzdycha moja córka, Muna. – Ciesz się rodziną, która żyje. Rozumiem, dlaczego Muna jest rozdrażniona. Ma do tego prawo. Pragnie mi wystarczyć, ona sama, jedna. Ale w sercu matki nic nie jest w stanie zastąpić utraconego dziecka. Dzisiaj moja córka dostanie, czego chce. Usiądę w fotelu i oddam się przyjemności przyglądania się rodowi, któremu dałam początek. Nie będę ich zanudzać opowieściami z historii Indii. Kiedy przyjadą szybkimi zachodnimi dżipami, z dziećmi bawiącymi się gadżetami na baterie, nie będę im przypominać, jak razem z Indirą wjeżdżałyśmy konno po stromych zboczach wokół Dardżylingu, a mało kto miał w domu elektryczność i bieżącą wodę, ani też nie będę mówić o tym, jak pochłaniałam każdą sfatygowaną książkę, która wpadła mi w ręce. Młodych irytują historie z przeszłości; chcą żyć tu i teraz, podobnie jak i ja w ich wieku. Przypuszczam, że większość rodziny nie jest zachwycona perspektywą lecenia przez pół Indii, by odwiedzić prababkę w jej setne urodziny, ale może jestem dla nich zbyt surowa. W ciągu ostatnich kilku lat wiele rozmyślałam nad tym, dlaczego młodzi źle się czują w towarzystwie starych; przecież tyle ważnych rzeczy mogliby się od nas nauczyć. Doszłam do wniosku, że powodem ich dyskomfortu jest nasza krucha fizyczność, którą uświadamiamy im, co czeka ich w przyszłości. W pełnej chwale swojej siły i piękna widzą tylko, że i oni pewnego dnia się skurczą. Nie wiedzą, jak wiele zyskają w zamian. W jaki sposób mogą choć w przybliżeniu poznać nasze wnętrze? Zrozumieć, jak wzbogacą się ich dusze, jak ujarzmi buńczuczność, a samolubne myśli zostaną przyćmione doświadczeniami lat? Godzę się jednak z faktem, że właśnie na tym polega nieskończenie złożony splendor młodości. Kiedy Keva puka do drzwi po raz drugi, pozwalam jej wejść. Opowiada mi coś szybko w hindi, a ja sączę herbatę, powtarzając imiona czwórki moich wnuków i jedenaściorga prawnuków. W wieku stu lat człowiek chce udowodnić, że przynajmniej umysł działa mu sprawnie. Każde z czwórki wnuków, którymi obdarzyła mnie córka, też zostało dobrymi, kochającymi rodzicami. Rozkwitli w nowym świecie, który przyniosła nam

niepodległość od Brytyjczyków, a ich dzieci zdobyły jeszcze więcej. O ile dobrze pamiętam, co najmniej sześcioro z nich albo ma własne firmy, albo zdobyło ceniony zawód. Choć to samolubne, żałuję, że żaden z moich potomków nie zainteresował się medycyną i nie poszedł w moje ślady, jednak wiem, że nie mogę mieć wszystkiego. Kiedy Keva pomaga mi pójść do łazienki, rozmyślam o tym, że moim bliskim sprzyjało niezwykłe połączenie szczęścia, inteligencji i rodzinnych powiązań. Tymczasem moje ukochane Indie czeka jeszcze pewnie ze sto lat pracy, zanim głodujące na ulicach miliony choć w skromnym stopniu będą w stanie zaspokoić swoje podstawowe ludzkie potrzeby. Bardzo długo robiłam, co w mojej mocy, by im pomóc, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że mój trud stanowi tylko drobną kroplę we wzburzonym oceanie zalewającej nas biedy i bezsilności. Siedzę cierpliwie, podczas gdy Keva ubiera mnie w nowe sari – prezent urodzinowy od mojej córki, Muny. Postanawiam, że dziś nie będę zatruwała się smutnymi myślami. Tam gdzie mogłam, starałam się pomóc ludziom, z którymi się zetknęłam, i muszę się tym zadowolić. – Pięknie pani wygląda, pani Chavan. Przyglądam się swemu odbiciu w lustrze i wiem, że kłamie, ale za to właśnie ją kocham. Palcami sięgam pereł, które od niemal osiemdziesięciu lat noszę na szyi. W testamencie zapisałam je Munie. – Pani córka przyjeżdża o jedenastej, a reszta rodziny będzie tu godzinę później. Gdzie chciałaby pani usiąść, czekając na ich przyjazd? Uśmiecham się, ale czuję się prawie jak mahoniowe krzesło. – Posadź mnie przy oknie. Chcę popatrzeć na moje góry – mówię. Pomaga mi wstać, delikatnie prowadzi w stronę fotela i tam sadza. – Przynieść pani coś jeszcze? – Nie. Idź do kuchni i sprawdź, czy kucharz radzi sobie z przygotowaniami do obiadu. – Tak, proszę pani. – Zabiera dzwonek z szafki nocnej, kładzie na stoliku koło mnie i cichutko opuszcza pokój. Odwracam twarz ku słońcu, które coraz szerszym strumieniem wlewa się do środka przez ogromne okna mojego bungalowu na szczycie góry. Jak kot wygrzewam się na słońcu i wspominam przyjaciół, którzy już odeszli i nie wezmą udziału w dzisiejszej uroczystości. Moja najukochańsza przyjaciółka, Indira, zmarła ponad piętnaście lat temu. Przyznam, że był to jeden z nielicznych momentów w moim życiu, kiedy się załamałam i zanosiłam spazmatycznym płaczem. Nawet bardzo oddana mi córka nie była w stanie dorównać miłości i przyjaźni, którą okazywała mi Indira. I chociaż Indira aż do śmierci była bardzo skupiona na sobie i roztrzepana, zawsze była przy mnie, kiedy jej potrzebowałam. Patrzę na drugą stronę poko...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.