Stephen King- 2- Znalezione nie kradzione

O książce GDY FASCYNACJA LITERATURĄ ZMIENIA SIĘ W OBSESJĘ… Genialny autor i psychofan, który nie cof - pdf za darmo

3 downloads 86067 Views 2MB Size

Story Transcript


O książce GDY FASCYNACJA LITERATURĄ ZMIENIA SIĘ W OBSESJĘ… Genialny autor i psychofan, który nie cofnie się przed niczym… Detektywi znani z powieści Pan Mercedes znowu ruszają na ratunek! Rok 1978. Morris Bellamy napada na farmę, gdzie przed światem ukrywa się genialny pisarz, John Rothstein. Naraził się Bellamy’emu nie tylko tym, że od lat niczego nie wydał. Zrobił coś gorszego: zmienił swojego zbuntowanego bohatera – idola Morrisa i jego pokolenia – w oportunistę. Czyż nie zasłużył na śmierć? Znalezione pieniądze są tylko dodatkiem do łupu. Prawdziwy skarb to sejf pełen rękopisów Rothsteina. Ale Morris długo nie będzie mógł ich przeczytać, bo trafia do więzienia – i to z całkiem innego powodu. W 2010 roku Peter Saubers, syn jednej z ofiar ataku Pana Mercedesa, przypadkiem znajduje kufer, a w nim gęsto zapisane notesy i… 20 000 dolarów. Kiedy wkrótce Bellamy wychodzi na wolność, Peterowi zaczyna grozić śmiertelne niebezpieczeństwo. Detektyw Bill Hodges i jego dwoje pomocników muszą znowu stanąć oko w oko z szaleńcem, w dodatku mocno zdesperowanym. Tymczasem Zabójca z Mercedesa wciąż żyje…

STEPHEN KING Wybitny pisarz amerykański, nazywany Królem Horroru, został w 2003 r. uhonorowany prestiżową nagrodą literacką National Book. Światową sławę przyniosła mu wydana w 1973 r. powieść Carrie. Kolejne utwory – powieści, zbiory opowiadań i komiksy – opublikowano w setkach milionów egzemplarzy i przełożono na kilkadziesiąt języków. Są wśród nich tak znane książki, jak: Lśnienie, Sklepik z marzeniami, Bastion, Zielona Mila, Desperacja, Komórka, Uciekinier, Pod kopułą, Czarna bezgwiezdna noc, To, Cujo, Pan Mercedes i ośmiotomowy cykl fantasy Mroczna Wieża. Proza Kinga należy do najczęściej ekranizowanych, a wśród reżyserów, którzy podejmowali się tego zadania, znaleźli się Brian de Palma, Stanley Kubrick czy David Cronenberg. Pod pseudonimem Richard Bachman King opublikował siedem powieści. Na podstawie Pana Mercedesa – odznaczonego Edgar Allan Poe Award dla najlepszego kryminału 2014 r. – powstaje miniserial w reżyserii Jacka Bendera (twórcy Lost).

www.stephenking.com www.stephenking.pl

Tego autora w Wydawnictwie Albatros ROSE MADDER DOLORES CLAIBORNE GRA GERALDA DESPERACJA REGULATORZY SKLEPIK Z MARZENIAMI BEZSENNOŚĆ ZIELONA MILA MARZENIA I KOSZMARY KOMÓRKA CZWARTA PO PÓŁNOCY CHUDSZY TO BASTION OCZY SMOKA PO ZACHODZIE SŁOŃCA CZTERY PORY ROKU UCIEKINIER CZARNA BEZGWIEZDNA NOC CUJO PODPALACZKA ROK WILKOŁAKA MROCZNA POŁOWA WOREK KOŚCI DZIEWCZYNA, KTÓRA KOCHAŁA TOMA GORDONA NOCNA ZMIANA ŁOWCA SNÓW OSTATNI BASTION BARTA DAWESA BLAZE PAN MERCEDES ZNALEZIONE NIE KRADZIONE

MROCZNA WIEŻA ROLAND (oraz SIOSTRZYCZKI Z ELURII) POWOŁANIE TRÓJKI ZIEMIE JAŁOWE CZARNOKSIĘŻNIK I KRYSZTAŁ WIATR PRZEZ DZIURKĘ OD KLUCZA WILKI Z CALLA PIEŚŃ SUSANNAH MROCZNA WIEŻA Powieści graficzne MROCZNA WIEŻA NARODZINY REWOLWEROWCA DŁUGA DROGA DO DOMU ZDRADA UPADEK GILEAD BITWA O JERICHO HILL POCZĄTEK PODRÓŻY Wkrótce SIOSTRZYCZKI Z ELURII BITWA O TULL Wyłącznie jako audiobook i e-book Stephen King, Joe Hill W WYSOKIEJ TRAWIE Stephen King, Stewart O’Nan TWARZ W TŁUMIE

Tytuł oryginału: FINDERS KEEPERS

Copyright © Stephen King 2015 All rights reserved Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz s.c. 2015 Polish translation copyright © Rafał Lisowski 2015

Redakcja: Monika Strzelczyk Ilustracja na okładce: © Rhett Podersoo Projekt graficzny okładki: Mark Read Opracowanie graficzne okładki polskiej: Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz s.c. Projekt graficzny serii: Andrzej Kuryłowicz

ISBN 978-83-7985-196-6

Wydawca WYDAWNICTWO ALBATROS ANDRZEJ KURYŁOWICZ S.C. Hlonda 2a/25, 02-972 Warszawa www.wydawnictwoalbatros.com

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że publiczne udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom. Przygotowanie wydania elektronicznego: Michał Nakoneczny, 88em

Spis treści Część 1. Zakopany skarb Część 2. Starzy kumple Część 3. Piotruś i wilk Potem Od autora

Z myślą o Johnie D. MacDonaldzie

Tylko schodząc w otchłań, możemy odnaleźć skarby życia. Joseph Campbell Wszystko gówno znaczy. Jimmy Gold

CZĘŚĆ 1 ZAKOPANY SKARB

1978

– Pobudka, geniuszu. Rothstein nie chciał się obudzić. Miał zbyt przyjemny sen. Śniła mu się pierwsza żona parę miesięcy przed tym, zanim została jego pierwszą żoną: siedemnastoletnia, idealna od stóp do głów. Naga i lśniąca. Oboje byli nadzy. On miał dziewiętnaście lat i brud za paznokciami, ale jej to nie przeszkadzało, przynajmniej jeszcze wtedy, bo w głowie roiło mu się od marzeń i tylko to ją interesowało. Wierzyła w te marzenia jeszcze mocniej niż on, i miała rację. We śnie śmiała się i chwytała go za tę część ciała, za którą najłatwiej złapać. Chciał się zagłębić w tym śnie, ale jakaś ręka zaczęła go szarpać za ramię i sen prysł jak bańka mydlana. Nie miał już dziewiętnastu lat i nie mieszkał w dwupokojowym mieszkaniu w New Jersey. Brakowało mu pół roku do osiemdziesiątych urodzin. Żył na farmie w New Hampshire, gdzie chciał zostać pochowany. W jego sypialni byli jacyś mężczyźni. Mieli na twarzach kominiarki: jeden czerwoną, drugi niebieską, a trzeci kanarkową. Gdy ich zobaczył, próbował uwierzyć, że to kolejny sen – że tamten uroczy zmienił się w koszmar, jak to czasem bywa – wtedy jednak ręka puściła jego ramię, chwyciła za bark i ściągnęła go na podłogę. Uderzył się w głowę i krzyknął. – Zamknij się – powiedział ten w żółtej masce. – Może go ogłuszymy? – Patrzcie, jak dziadkowi sterczy pałka. – Ten w czerwonej wskazał palcem. – Musiał mieć niezły sen. – To na sikanie – stwierdził ten w niebieskiej, który wcześniej potrząsnął Rothsteinem. – W tym wieku tylko wtedy staje. Mój dziadek… – Stul pysk – odparł ten w żółtej. – Nikogo nie obchodzi twój dziadek. Chociaż Rothstein był oszołomiony i wciąż otulony rzedniejącą kotarą snu, wiedział, że ma kłopoty. W jego myślach pojawiło się jedno słowo: napad. Spojrzał z podłogi na trio, które zmaterializowało się w jego sypialni. Bolała go głowa (z powodu leków przeciwzakrzepowych będzie miał wielki siniak na prawej skroni), a serce o niebezpiecznie cienkich ściankach waliło o lewy bok klatki piersiowej. Górowali nad nim trzej mężczyźni w rękawiczkach, ciepłych kraciastych

kurtkach i tych strasznych kominiarkach. Włamywacze, a on był tu sam na zadupiu. W promieniu wielu kilometrów ani żywej duszy. Pozbierał myśli, na ile potrafił, odegnał sen i powiedział sobie, że sytuacja ma jeden plus: skoro nie chcą pokazać twarzy, to nie zamierzają go zabić. Chyba. – Panowie – powiedział. Żółty parsknął śmiechem i wyprostował kciuk. – Niezły początek, geniuszu. Rothstein kiwnął głową, jakby to był komplement. Zerknął na zegar przy łóżku, który wskazywał kwadrans po drugiej nad ranem, a potem znowu spojrzał na Żółtego, chyba szefa tej bandy. – Mam niewiele pieniędzy, ale chętnie wam je oddam, tylko nie róbcie mi krzywdy. Powiał wiatr, jesienne liście zaszeleściły, uderzając o zachodnią ścianę domu. Rothstein wiedział, że piec grzeje po raz pierwszy w tym roku. Przecież dopiero co było lato. – Z tego, co wiemy, masz znacznie więcej niż niewiele. – To mówił Czerwony. – Cicho. – Żółty wyciągnął rękę do Rothsteina. – Wstawaj, geniuszu. Rothstein ją chwycił, podniósł się chwiejnie, a potem usiadł na łóżku. Ciężko oddychał, ale był nader świadomy (samoświadomość przez całe życie była zarazem jego przekleństwem i darem), jak wygląda: stary człowiek w luźnej niebieskiej piżamie, który zamiast włosów ma już tylko białe chmurki popcornu za uszami. Tyle zostało z pisarza, który w tym samym roku, kiedy Kennedy został prezydentem, trafił na okładkę „Time’a”: JOHN ROTHSTEIN, GENIALNY SAMOTNIK AMERYKI. Pobudka, geniuszu. – Odsapnij sobie – powiedział Żółty. Z jego głosu przebijała troska, ale Rothstein w nią nie wierzył. – A potem pójdziemy do salonu, gdzie prowadzą dyskusje normalni ludzie. Nie śpiesz się. Otrzeźwiej. Rothstein odetchnął powoli, głęboko, i serce trochę mu się uspokoiło. Usiłował pomyśleć o Peggy, o jej piersiach jak filiżanki do herbaty (małych, lecz idealnych), o jej długich, gładkich nogach, ale sen już zniknął, tak samo jak Peggy, która teraz była starą raszplą i mieszkała w Paryżu. Za jego pieniądze. Przynajmniej Yolande, jego drugie podejście do małżeńskiej szczęśliwości, umarła, więc przestała brać alimenty.

Czerwony wyszedł z pokoju i wkrótce Rothstein usłyszał, jak przetrząsa mu gabinet. Coś upadło. Szuflady otwierały się i zamykały. – Już ci lepiej? – zapytał Żółty, a kiedy Rothstein kiwnął głową, dodał: – No to chodźmy. Rothstein pozwolił zaprowadzić się do niewielkiego salonu. Po jego lewej ręce szedł Niebieski, a po prawej Żółty. Przeszukiwanie gabinetu trwało. Wkrótce Czerwony otworzy szafę, odsunie na bok dwie marynarki oraz trzy swetry i odsłoni sejf. To nieuniknione. W porządku. Byleby zostawili notesy, ale po co mieliby je brać? Takich łobuzów interesują tylko pieniądze. Pewnie nawet nie potrafią czytać nic trudniejszego niż listy do redakcji w „Penthousie”. Tylko że Rothstein nie miał pewności co do tego w żółtej masce. Ten brzmiał jak ktoś wykształcony. W salonie paliły się wszystkie światła, a zasłony nie były zaciągnięte. Sąsiedzi, którzy akurat nie spali, zastanawialiby się, co się dzieje w domu starego pisarza… gdyby miał sąsiadów. Najbliżsi mieszkali trzy kilometry stąd, przy głównej szosie. Rothstein nie miał przyjaciół, nikt go nie odwiedzał. Akwizytorów posyłał do diabła. Był po prostu takim dziwacznym staruszkiem. Pisarzem na emeryturze. Pustelnikiem. Płacił podatki i nikt go nie nachodził. Żółty i Niebieski doprowadzili go do fotela naprzeciwko rzadko włączanego telewizora; Rothstein nie usiadł od razu, więc Niebieski pchnął go na siedzenie. – Spokojnie! – rzucił ostro Żółty i Niebieski cofnął się, coś tam mamroczą...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.