Syn cyrku - John Irving

John Irving Syn cyrku Tytuł oryginału: A Son of the Circus Tłumaczenie: Zbigniew Batko Rok pierwszego wydania: 1995 Ro - pdf za darmo

9 downloads 47095 Views 3MB Size

Story Transcript


John Irving

Syn cyrku

Tytuł oryginału: A Son of the Circus Tłumaczenie: Zbigniew Batko

Rok pierwszego wydania: 1995 Rok pierwszego wydania polskiego: 1996

l. KRUK NA WENTYLATORZE

Krew karłów

To karły kazały mu zazwyczaj wracać - wracać do cyrku i do Indii. Uczucie, że opuszcza Bombaj „na zawsze", było doktorowi doskona​le znane; niemal za każdym razem, gdy wyjeżdżał z Indii, przysięgał sobie, że nigdy tu nie wróci. Potem mijało kilka lat - z reguły nie więcej niż cztery, pięć - i znów decydował się na długi lot z Toronto. I nie miało tu nic do rzeczy to, że urodził się w Bombaju; tak przynajmniej utrzymywał. Matka i ojciec nie żyli, siostra mieszkała w Londynie, brat w Zurychu. Żona doktora była Austriaczką, a ich dzieci i wnuki mieszkały w Anglii bądź w Kanadzie; żadne z nich nie chciało przenieść się do Indii - rzadko ten kraj odwiedzały ani też żadne się tam nie urodziło. Ale przeznaczeniem doktora było wracać do Bombaju, wracał więc nieustannie - jeśli nie na zawsze, to przynajmniej na tak długo, jak długo w cyrkach występowały karły. Achondroplastyczne karły to w indyjskich cyrkach trzon zespołu klownów; nazywa się ich liliputami, ale one liliputami nie są - są karłami. Achondroplazja jest najbardziej pospolitym typem kar​łowatości. Karzeł achondroplastyczny może być potomkiem nor​malnych rodziców, istnieje jednak pięćdziesiąt procent prawdopo​dobieństwa, że dzieci karłów będą też karłami. Karłowatość tego rodzaju jest najczęściej rezultatem rzadkiego genetycznego zjawiska, samoistnej mutacji, która później staje się dominującą cechą karlego potomstwa. Nikt nie znalazł dotychczas kodu genetycznego tej cechy i nawet najtęższe umysły w dziedzinie genetyki nie próbo​wały go poszukiwać. Niewykluczone, że fantastyczna zgolą idea wykrycia genetycz​nego kodu tego typu karłowatości ożywiała wyłącznie doktora Farrokha Daruwallę. Namiętne pragnienie dokonania tego odkrycia skłaniało go do ciągłego pobierania próbek karlej krwi. To, że jego idea była czystą fanaberią, nie ulegało żadnej wątpliwości; cały ten pomysł z krwią karłów nie miał nic wspólnego z ortopedią, doktor zaś był chirurgiem-ortopedą, a genetyka stanowiła tylko jeden z jego koników. A jednak, mimo że Farrokh odwiedzał Bombaj rzadko i nigdy nie bawił tam długo, nikt inny nie utoczył tyle krwi z tak wielu karłów, nikt inny nie wykrwawił ich tylu, co on, doktor Daruwalla. W indyjskich cyrkach trafiających do Bombaju, a także w tych, które często odwiedzały mniejsze miasta Gudźaratu i Maharasztry, nazywano Farrokha, nie bez pewnej dozy

czułości, wampirem. Nie znaczy to bynajmniej, że innym indyjskim lekarzom jego specjalności nie trafiali się pacjenci-karły; wielu z nich cierpiało na przewlekłe ortopedyczne schorzenia - nękały ich bóle w kolanach i kostkach, nie mówiąc już o krzyżu. Objawy te nasilały się z wiekiem, miały też związek z przybieraniem na wadze; w miarę jak karły starzały się i tyły, ból zaczynał promieniować na pośladki, uda i łydki. W Toronto doktor nie spotykał zbyt często małych pacjentów--karzełków, ale w szpitalu dla ułomnych dzieci w Bombaju - gdzie podczas swych kolejnych wizyt w kraju pełnił honorowo funkcję konsultanta — miał okazję badać ich wielu. Choć jednak karły te chętnie raczyły doktora Daruwallę opowieściami o swych sprawach rodzinnych, nie były zbyt skore do oddawania mu krwi. Byłoby nieetyczne z jego strony pobierać krew karzełków wbrew ich woli; większość schorzeń ortopedycznych nękających achondroplastyczne karły nie wymagała badania ich krwi. Było zatem ze strony Farrok​ha rozwiązaniem najuczciwszym wyjaśnić im naukowy charakter swego programu badawczego i prosić o krew. Na co karły prawie zawsze odpowiadały: nie. Przykładem pod tym względem modelowym był karzeł, z którym łączyła doktora największa zażyłość; posługując się metaforycznym językiem przyjaźni, można by powiedzieć, że Farrokh i Vmod przebyli wspólnie szmat drogi. Karzeł był jak pępowina łącząca doktora z cyrkiem. Był także pierwszym karłem, którego doktor Daruwalla poprosił o krew. Poznali się w gabinecie doktora w szpi​talu dla ułomnych dzieci; ich rozmowa zbiegła się w czasie ze świętem bogini Diwali, które zwabiło do Bombaju, na Cross Maidan, cyrk pod nazwą Wielki Błękitny Nil. Karłowaty klown (Yinod) i jego normalna żona (Deepa) przyprowadzili wtedy syna--karzełka (Shivajiego) do szpitala, na przebadanie uszu. Yinod nie miał pojęcia, czy szpital dla ułomnych dzieci zajmuje się także uszami - uszy raczej trudno skojarzyć z ortopedią ale karzeł rozumował prawidłowo, że ułomne są ze względu na swą karłowa​tość wszystkie karły, a więc także i jego syn. A jednak doktor nie mógł za nic przekonać Yinoda, że to genetyczne czynniki zadecydowały o jego - i ich synka — karłowato​ści. To, że choć spłodzony przez normalnych rodziców, urodził się karłem, nie było zdaniem Yinoda skutkiem żadnej mutacji. Karzeł wierzył w wersję swej matki: nazajutrz po jego poczęciu wyjrzała rankiem przez okno i pierwszą istotą, jaką zobaczyła, był karzeł. To, że małżonka Yinoda, Deepa, była normalną kobietą - „prawie piękną", jak sam o niej mówił - nie uchroniło ich syna, Shivajiego, przed karłowatością. Jednakże zdaniem Yinoda n i e było to spra​wą żadnego dominującego genu, lecz pecha Deepy, która zapom​niała, przed czym on, Yinod, ją przestrzegał. Rankiem, nazajutrz po poczęciu dziecka, pierwszą żywą istotą, jaką zobaczyła, otworzyw​-

szy oczy, był Yinod i to właśnie dlatego Shiyaji urodził się także karłem. Prawda, Yinod mówił jej, żeby rano nie patrzyła na niego, ale ona o tym zapomniała. To, że Deepa była „prawie piękna" (a w każdym razie normalna), a jednak poślubiła karła, wynikało z faktu, że nie miała posagu. Sprzedała ją do cyrku Wielki Błękitny Nil jej rodzona matka. A ponieważ Deepa nie robiła w akrobacji na trapezie żadnych postępów, zarabiała grosze. „Tylko karzeł zechce się z taką ożenić" - orzekł Yinod. Choroba ich synka, przewlekłe zapalenie ucha środkowego, jest dolegliwością pospolitą wśród achondroplastycznych karłów w wie​ku do lat ośmiu, dziesięciu; nie leczone, infekcje takie prowadzą często do znacznego upośledzenia słuchu. Sam Yinod był na pół głuchy. Jednak Farrokh nie potrafił po prostu wyklarować mu ani tego, ani zresztą żadnej innej kwestii związanej z genetycznym podłożem typu karłowatości reprezentowanego czy to przez samego Yinoda, czy Shivajiego - na przykład sprawy tak zwanych płetwia-stych dłoni o serdelkowatych, wykoślawionych palcach. Doktor zwrócił także uwagę na krótkie, szerokie stopy karła i przykurcz rąk w łokciach, uniemożliwiający wyprostowanie ramion. Daremnie próbował nakłonić Yinoda, by przyznał, że podobnie jak jego syn - sięga czubkami palców zaledwie bioder, że jego tyłek jest nienaturalnie wypięty i że nawet wtedy, gdy karzeł leży na plecach, nie znika typowe dla karłów wygięcie kręgosłupa ku przodowi. Ta lędźwiowa lordoza i związane z nią boczne skrzywienie miednicy tłumaczyły niejako kaczkowaty chód wszystkich karłów. - Karły po prostu kolebią się przy chodzeniu, bo taka ich natura - twierdził Yinod. Był uparty jak wół i niechętny użyczeniu choćby jednej próbki swej krwi. Siedział na kozetce i kręcił przecząco głową, słuchając wywodów doktora Daruwalli na temat karłowatości. Głowa Yinoda, tak jak głowy wszystkich karłów achondro-plastycznych, była niezwykle duża. Jego twarz nie zdradzała oznak szczególnej inteligencji, chyba że dowodem potęgi umysłu miałoby być bulwiaste czoło. Środek twarzy - co również typowe przy achondroplazji - miał cofnięty, kości policzkowe i nos spłaszczone, chociaż sam czubek nosa sterczał lekko, mięsisty i zadarty, żuchwa zaś wysunięta była tak, że można było uznać podbródek Yinoda za wydatny. O ile podana ku przodowi głowa karła nie posiadała żadnych cech, które świadczyłyby o nadmiarze inteligencji, o tyle jego sposób bycia zdradzał osobowość o wielkiej determinacji. Wrażenie agresywności wzmacniała jeszcze jedna cecha pospolita wśród karłów achondroplastycznych: ponieważ ich kanalikowate kości są krótkie, masa mięśniowa jest skoncentrowana, co daje wrażenie niezwykłej krzepy. W przypadku Yinoda sam jego żywot wypełniony fikołkami i innymi akrobacjami ukształtował pięknie linię jego muskularnych barków, a mięśnie przedramion i bicepsy zdawały się wręcz rozsadzać skórę.

Był klownem-weteranem, ale wyglądał jak miniaturka osiłka z obstawy i Farrokh trochę się go nawet obawiał. - A na co panu właściwie moja krew? - dopytywał się mały klown. Poszukuję tego tajemniczego czynnika, który sprawił, że jesteś karlem odparł doktor Daruwalla. Nie ma w tym nic tajemniczego! żachnął się Yinod. Kiedy znajdę to coś w twojej krwi, ludzie będą się mogli ustrzec przed płodzeniem karłów - wyjaśnił doktor. - Ale dlaczego chce pan likwidować karły? - nie ustępował Yinod. - Pobieranie krwi nic boli - argumentował doktor. - Ukłucie igły jest bezbolesne. - Ukłucie igły zawsze boli - odparł Yinod. - Czyżbyś się bał? - zapytał Farrokh. - Po prostu krew jest mi teraz potrzebna - odrzekł Yinod. Prawie piękna Deepa również nie pozwoliła kłuć igłą swojego karłowatego dziecka, ale zarówno ona, jak i Yinod sugerowali, że cyrk Wielki Błękitny Nil, który pozostawał jeszcze tydzień w Bom​baju, pełen jest innych karłów, które mogą oddać doktorowi Daruwalli swoją krew. Yinod oświadczył, że z wielką przyjem​nością pozna doktora z klownami z Błękitnego Nilu. Co więcej, poradził Farrokhowi, żeby ten przekupił ich alkoholem i papiero​sami; także za namową Yinoda zmienił doktor stałą argumentację, za pomocą której przekonywał potencjalnych dawców. - Pan im mówi, że ich krew potrzebna do ratowania umierają​cych karłów zasugerował Yinod. W taki właśnie sposób zaczęła się realizacja badawczego pro​gramu doktora. Minęło piętnaście lat od czasu, gdy Daruwalla zajechał na plac przy Cross Maidan, gdzie cyrk rozbił swój namiot. Miał ze sobą igły w plastikowym etui i pojemniki próżniowe na krew. Aby przekupić karły, przywiózł dwie skrzynki piwa Kingfis-her i dwa kartony marlboro; według Yinoda te ostatnie były popularne wśród jego ko...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.