T a j e m n i c z y M e z c z y z n a

Tytuł oryginału: Mystery Man Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN Redakcja: Mar - pdf za darmo

6 downloads 10839 Views 1MB Size

Recommend Stories

Story Transcript


Tytuł oryginału: Mystery Man Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN Redakcja: Maria Śleszyńska Redakcja techniczna: Karolina Bendykowska Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski Korekta: Dorota Kielczyk, Monika Frączak Copyright © 2011 by Kristen Ashley All rights reserved For the cover illustration © iStockphoto/feedough © for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2018 © for the Polish translation by Anna Lisowska ISBN 978-83-287-0595-1 Wydawnictwo Akurat Wydanie I Warszawa 2018

Spis treści Prolog Tajemniczy Mężczyzna Rozdział pierwszy Załatwię cię Rozdział drugi Podsłuch Rozdział trzeci Epifania Rozdział czwarty Przydałby się łom Rozdział piąty Przystojniacy Rozdział szósty Na ratunek Rozdział siódmy Szósty zmysł Rozdział ósmy Tak się poznaliśmy Rozdział dziewiąty Skurcz żołądka Rozdział dziesiąty Wady i zalety Rozdział jedenasty Mała czarna i szpilki Rozdział dwunasty Tacy mieliśmy być Rozdział trzynasty Zupełnie zmarnowane Rozdział czternasty Awaryjna Rozdział piętnasty Będę ratować fretki Rozdział szesnasty Nie na mojej zmianie Rozdział siedemnasty Obowiązki obrońcy Gwendolyn Kidd Rozdział osiemnasty Tasak Rozdział dziewiętnasty Ciągle się zasłaniasz Rozdział dwudziesty Musiałem przerwać Rozdział dwudziesty pierwszy Mistrzyni w dawaniu kosza Rozdział dwudziesty drugi O nic więcej nie proszę Rozdział dwudziesty trzeci Cierpliwości Rozdział dwudziesty czwarty Czacha Rozdział dwudziesty piąty Obiecałeś Rozdział dwudziesty szósty Nie jestem tego warta Rozdział dwudziesty siódmy Zawiodłam się Rozdział dwudziesty ósmy Boston Rozdział dwudziesty dziewiąty Myliłam się Rozdział trzydziesty Za dużo naraz

Rozdział trzydziesty pierwszy To moja siostra Rozdział trzydziesty drugi Wszystko będzie dobrze? Rozdział trzydziesty trzeci Piłkarzyki Rozdział trzydziesty czwarty Tonę Rozdział trzydziesty piąty Umowa stoi? Rozdział trzydziesty szósty Podręcznik kobiety komandosa. Lekcja pierwsza Epilog Pokaż mi te dołeczki

Prolog

Tajemniczy Mężczyzna Poczułam, że kołdra zsuwa się ze mnie, a jego dłoń muska dół moich pleców. Ta dłoń była ciepła, gorąca wręcz; jak gdyby w jego żyłach krew pulsowała szybciej niż u przeciętnego mężczyzny. Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było naprawdę. Otworzyłam oczy, wokół panowała ciemność. Zawsze było ciemno, gdy się zjawiał. Wtedy odezwał się mój zdrowy rozsądek, jak zawsze, gdy przychodził do mnie on. Zażądał, bym zamknęła oczy i kazała mu odejść. Wiem, że by mnie posłuchał. Nie protestowałby. Odszedłby równie bezszelestnie, jak się pojawił. I nigdy już nie wrócił. Powinnam była tak zrobić. To byłoby roztropne. To byłoby rozsądne. Chciałam tak zrobić. Naprawdę. Ta myśl wracała za każdym razem. Wtedy poczułam, jak łóżko ugina się pod ciężarem jego ciała. Położył się tuż obok. Przyciągnął mnie do siebie. Już miałam się odezwać, jednak zanim zdołałam dopuścić rozsądek do głosu, on zamknął mi usta pocałunkiem. Przez następne dwie godziny nie byłam w stanie myśleć o niczym. Zalała mnie fala doznań. I było mi tak dobrze. *** W pokoju nadal panował mrok, gdy jego cień się przesunął. Leżałam w łóżku i przyglądałam mu się. Poruszał się cicho jak kot. Dziwne. Słyszałam tylko szelest jego ubrania, poza tym panowała cisza. Nawet jego cień miał w sobie męski wdzięk, męską siłę. To też było dziwne. Przyglądając się, jak mój Tajemniczy Mężczyzna się ubiera, miałam wrażenie, że oglądam taniec twardziela czy macho, jeżeli coś takiego w ogóle istniało. Nie, z całą pewnością nie istniało poza ścianami mojej sypialni, kiedy mnie odwiedzał. A dokładniej, poza tymi chwilami, gdy szykował się do wyjścia. To było tak fascynujące, że zasługiwało na większą widownię. Ale gdybym miała go komuś pokazać, tym samym musiałabym się nim podzielić. Choć pewnie i tak się nim dzieliłam z połową kobiet w Denver, tyle że każda z nich dostawała swój prywatny show. Takie pomysły wystarczająco namieszały mi już w głowie, podobnie jak sam fakt, że do mnie przychodził. Wpuszczałam go do środka, a on cudownie mnie doprowadzał do rozkoszy, po czym sam dochodził. A potem, tak jak tej nocy, zaczynaliśmy od nowa.

Nie miałam najmniejszej chęci się nim dzielić, choć pewnie niestety tak było. Podszedł do łóżka. Wciąż mu się przyglądałam. Nachylił się. Poczułam ciepło jego dłoni, gdy palcami delikatnie objął moje kolano. Z czułością pocałował mnie w udo, jego gorące wargi musnęły moją skórę, wywołując słodkie deszcze. Naciągnął kołdrę, przykrywając mnie aż do talii. Leżałam na brzuchu. Przekręciłam głowę, żeby nie spuścić go z oczu ani na chwilę, dłoń wsunęłam pod policzek ułożony na poduszce. Przesunął się i zanurzył palce w moich włosach, delikatnie je odgarnął, jego wargi znalazły się tuż przy moim uchu. – Na razie, mała – szepnął. – Na razie – szepnęłam w odpowiedzi. Odrobinę się jeszcze przysunął i ustami podrażnił czułe miejsce tuż za uchem, potem musnął je językiem. Kolejny dreszcz rozkoszy przebiegł po całym moim ciele. Naciągnął wyżej kołdrę i przykrył mi ramiona. Na koniec odwrócił się i już go nie było. Wszystko w zupełnej ciszy, nie skrzypnęły nawet drzwi. Po prostu zniknął. Jakby nigdy go tu nie było. Strasznie dziwne. Przez chwilę wpatrywałam się w drzwi sypialni. Moje ciało było wciąż rozgrzane, upojone i zmęczone. W głowie mi huczało. Obróciłam się na plecy i szczelnie otuliłam kołdrą swoje nagie ciało. Leżałam, wpatrując się w sufit. Nie wiedziałam nawet, jak ma na imię. – Boże – szepnęłam. – Ale ze mnie szmata.

Rozdział pierwszy

Załatwię cię Następny dzień spędziłam w domu przed komputerem. Powinnam wziąć się do roboty. W ciągu dwóch tygodni musiałam skończyć trzy zlecenia, a ledwie zaczęłam. Byłam redaktorką pracującą na zlecenia. Płacono mi od godziny i jeśli jej faktycznie nie przepracowałam, nie zarabiałam nic. A zarabiać musiałam, żeby mieć co jeść i co na siebie włożyć. Moje ciało tak lubiło wszelakie ciuszki, tak ich pragnęło, że musiałam co jakiś czas ulegać zakupowej pokusie, inaczej sprawy mogłyby wymknąć się spod kontroli. Mój nałóg miał wiele twarzy, lubiłam różne stroje, niestety nie należały do nich te tańsze. Do tego remontowałam jeszcze dom. Nie miałam innego wyjścia, musiałam zarabiać. No dobrze, to nie do końca prawda. Nie ja remontowałam dom. Część prac wziął na siebie mój ojciec, a resztą zajął się mój przyjaciel Troy. Powinnam raczej powiedzieć, że mam dom, który dzięki błaganiom i szantażom emocjonalnym remontują dla mnie inni. Tak czy siak, konieczne były naprawy, nowe szafki i kafelki, które jakoś nie chciały same przywędrować do mnie ze sklepów budowlanych i oznajmić: „Chciałybyśmy z tobą zamieszkać, Gwendolyn Kidd, poprzyczepiaj nas do swoich ścian!”. Takie rzeczy dzieją się niestety tylko w moich marzeniach, którym zresztą uwielbiam się oddawać, w moich snach na jawie. Zupełnie jak wtedy, gdy siedziałam przed komputerem, wpatrzona w coś za oknem. Jedną stopę oparłam na siedzeniu krzesła, brodę ułożyłam na kolanie. Rozmyślałam o moim Tajemniczym Mężczyźnie, moim Boskim TM. Marzyłam, żeby przeżyć nasze spotkanie jeszcze raz. Byłabym inteligentniejsza, zabawniejsza, bardziej tajemnicza. Bardziej ponętna i błyskotliwa. Podbiłabym go poczuciem humoru, oczarowała wartką rozmową, znajomością polityki i światowych spraw. Opowiedziałabym mu o swojej działalności charytatywnej, przeszywając go przy tym spojrzeniem obiecującym życie pełne niekończących się orgazmów. Od razu poprzysiągłby mi wieczną miłość. Albo przynajmniej wyjawił mi swoje imię. W rzeczywistości byłam pijana i tyle. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Melodyjkę przerwał warkot, a ja otrząsnęłam się ze swojego wyrafinowanego snu na jawie, który zaczynał mi się już naprawdę podobać. Poderwałam się, obiecując sobie, że zadzwonię do Troya i może uda mi się go przekonać, żeby za zgrzewkę piwa i pizzę domowej roboty naprawił mi dzwonek. Choć wówczas mógłby przyprowadzić tę swoją nową wkurzającą dziewczynę, która ciągle tylko marudziła albo kogoś obgadywała. Postanowiłam, że jednak zadzwonię w tej sprawie do ojca. Zeszłam po schodach i przecięłam przestronny salon, ignorując zupełnie jego obecny stan. Pełno tam było pędzli i farb, szmat do czyszczenia, narzędzi elektrycznych i narzędzi nie całkiem elektrycznych, puszek, tubek, już sama nie wiem czego, a wszystko to fantazyjnie

porozrzucane i przykryte warstwą pyłu. Udało mi przejść przez pokój, nie rwąc sobie włosów z głowy i nie wyjąc z rozpaczy. Robiłam postępy. Dotarłam do drzwi wejściowych. Z obu stron ozdabiały je przepiękne wąskie witraże. Dwa lata temu to właśnie one mnie skusiły. Dwa lata temu, czyli jakieś sześć i pół miesiąca przed moim pierwszym spotkaniem z Tajemniczym Mężczyzną, weszłam do tego rozpadającego się domu i zobaczyłam witraże. „Biorę go” – oznajmiłam bez zastanowienia pośrednikowi, który aż cały się rozpromienił. Mój ojciec, który nie zdążył jeszcze nawet wejść do środka, wzniósł tylko oczy do nieba. Długo mnie błagał. Przestrzegał jeszcze dłużej. Ale i tak kupiłam ten dom. Jak zwykle okazało się, że to ojciec miał rację. Wyjrzałam przez wąskie boczne okienko i zobaczyłam Darlę, przyjaciółkę mojej siostry. Cholera. No, jasna cholera. Nie znosiłam Darli, a Darla nie znosiła mnie. Po jakie licho do mnie przyszła? Sprawdziłam, czy nie widać gdzieś za nią mojej siostry albo czy nie ukryła się w krzakach. Nie zdziwiłabym się, gdyby Ginger z Darlą rzuciły się na mnie, przywiązały do schodów i obrabowały mi dom. W moich mroczniejszych snach na jawie tak właśnie spędzały swój wolny czas. Byłam pewna, że nie jestem daleka od prawdy. Serio. Nasze spojrzenia się spotkały. Darla wykrzywiła się, próbując wyglądać ładnie, ale do tego najpierw musiałaby nauczyć się delikatniej używać czarnej kredki do oczu. No i jeszcze błyszczyk mogłaby dobrać do koloru konturówki. Makijaż, który sobie zrobiła, raczej uroku jej nie dodawał. – Widzę cię! – krzyknęła. Westchnęłam. Sięgnęłam do klamki, bo inaczej dziewczyna darłaby się wniebogłosy, a ja lubiłam swoich sąsiadów. Nie było powodu, żeby wysłuchiwali motocyklistki z piekła rodem, wydzierającej się pod moimi dr...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.