Weber D. - Honor Harrington 13. Zwiastun Burzy

DAVID WEBER ZWIASTUN BURZY A Rising Thunder Tłumaczenie Radosław Kot Dla Bruce ’a, Treysy, Mackenziego ora - pdf za darmo

22 downloads 16380 Views 3MB Size

Story Transcript


DAVID WEBER ZWIASTUN BURZY A Rising Thunder Tłumaczenie Radosław Kot

Dla Bruce ’a, Treysy, Mackenziego oraz, a nawet przede wszystkim, Indiany Grahama. Dobra walka jest bardzo trudna, ale przykutemu do ziemi śmiertelnikowi wyrastają skrzydła, gdy widzi coś takiego. Niech Was Bóg błogosławi.

MARZEC 1922 ROKU PO DIASPORZE „Wolałabym nie podążać tą drogą, ale jeśli nie będzie wyboru, pójdziemy nią do końca” Elżbieta III, królowa Manticore

Rozdział I - Wypadaj z tymi okrętami z mojej przestrzeni! - warknął potężnie zbudowany ciemnoskóry mężczyzna widoczny na ekranie modułu łączności komandora Yau-pau. - Obawiam się, że to niemożliwe, komodorze Chalker - odparł Pang, starając się utrzymać nerwy na wodzy i nie wyjść z roli uprzejmego

oficera. - Zgodnie z otrzymanymi rozkazami mam ochraniać jednostki Manticore wracające przez ten terminal do naszego układu. - Gówno mnie obchodzą pańskie rozkazy, komandorze! - wyrzucił z siebie czerwony na twarzy z wściekłości komodor Jeremy Chalker. Jego sześć niszczycieli znajdowało się w odległości 2,4 miliona kilometrów, czyli ośmiu sekund świetlnych, od krążownika Panga, co zasadniczo utrudniało ożywioną konwersację, jednak Chalker nie przejmował się

byle drobiazgami. - Naruszył pan suwerenność mojego układu planetarnego, uniemożliwiając solarnemu personelowi kontroli astro wykonywanie obowiązków, w związku z czym oczekuję, że zabierze pan stąd swoją szanowną dupę. Zaraz, albo nawet jeszcze szybciej. - Naruszanie czyjejkolwiek suwerenności nie było w żadnym razie moim zamiarem, sir - stwierdził Pang, na wszelki wypadek pomijając delikatny temat zastąpienia miejscowego personelu terminalu

swoimi ludźmi. - Jestem tu wyłącznie po to, by zapewnić bezpieczeństwo jednostkom handlowym Gwiezdnego Imperium. Po szesnastu sekundach doczekał się odpowiedzi… - Zamiast pieprzyć od rzeczy, niech pan natychmiast uwolni personel stacji i wynosi się stąd w podskokach! Jeśli pan tego nie zrobi, Bóg mi świadkiem, że rozwalę pierwszy frachtowiec Manticore, który nawinie mi się pod wyrzutnie! W pogodnych zwykle oczach

komandora coś błysnęło niepokojąco. Wciągnął głęboko powietrze. - Skipper - rozległ się cichy głos. Pełen szacunku, ale ostrzegawczy. Pang wyłączył mikrofon i spojrzał na mniejszy ekran zamontowany przy fotelu dowódcy. Widniała na nim komandor porucznik Myra Sadowska, pierwszy oficer okrętu. - Wiem, że to kutas - powiedziała tym samym ściszonym głosem. - Ale naszym zadaniem jest załatwić sprawę możliwie jak najspokojniej. Jeśli da mu pan popalić, jak na to

zasłużył, przypuszczam, że zapewne będzie jednak z tego trochę zamieszania. Myra miała rację i Pang świetnie o tym wiedział, ale z drugiej strony nie mógł nie zareagować. Admiralicja nie przysłała Onyksa do terminalu Nolan po to, by oficerowie w rodzaju Chalkera zyskali okazję do bezkarnego wygłaszania podobnych gróźb. Komandor był pewien, że nie o to Admiralicji chodziło, chociaż z drugiej strony, łatwo mu było

zrozumieć, dlaczego tamten się tak wkurza. I to też komplikowało sprawę. W obecnej chwili Onyx znajdował się w odległości 650 lat świetlnych od podwójnego układu Manticore i ledwie 200 lat świetlnych od Układu Słonecznego. Towarzyszyła mu siostrzana jednostka o nazwie Smilodon oraz dwa niszczyciele: należący do typu Roland Tornado oraz znacznie starszy Othello. Nie była to wystarczająca siła, by zapuszczać się z nią tak głęboko na

teren przeciwnika, i Pang świetnie zdawał sobie z tego sprawę. Co więcej, układ Nolan należał do Protektoratu Ligi Solarnej, a Chalker był oficerem liniowym Floty Granicznej. Wydawał się trochę za stary na swoją rangę, co sugerowało, że nie miał dość dobrych znajomości w dowództwie SLN, chociaż jakieś posiadać musiał, skoro dostał dowództwo tej właśnie placówki. Znajdowała się ona blisko prowadzącego do Kathariny terminalu Nolan, dlatego Biuro

Bezpieczeństwa Granicznego zwróciło na nią uwagę już blisko sto standardowych lat temu. Usadziwszy się w okolicy, zaczęło natychmiast zgarniać pokaźną część opłat wnoszonych przez użytkowników przejścia. Sądząc po nerwowej reakcji mianowanego przez Biuro kapitana, dowodzącego obsadą stacji kontroli przestrzeni, ta grupa też musiała mieć swój udział w tym procederze i należało oczekiwać, że ostatecznie do władz układu trafia tylko niewielka część pobieranych pieniędzy.

Tyle dobrego, że przynajmniej nie napadamy na niewinnych, pozbawiając ich ciężko zarobionych pieniędzy, pomyślał Pang. No i nie zamierzali przejmować infrastruktury na zawsze. Mieli wycofać się stąd po bezpiecznym przeprowadzeniu wszystkich jednostek Manticore. Jeśli ktoś w rodzaju Chalkera odnotuje w tym czasie trochę mniejsze wpływy na konto, chyba da się z tym żyć. Oczywiście Pang nie wątpił, że cała Marynarka Ligi dostanie piany

na pysku, ledwie się dowie o „aroganckim” postępowaniu Manticore, i mało komu zrobi różnicę, że chodzi tylko o czasowe przejęcie należących do Ligi terminali. Jeśli ktokolwiek sądził, że rezygnacja z przejścia do drugiej fazy planu Laokoon mogłaby udobruchać jakoś władze Ligi Solarnej, musiał chyba cierpieć na nieuleczalne napady optymizmu. Komandor nie mógł sobie pozwolić na hołdowanie podobnej ignorancji. - To nie ja tutaj mieszam -

powiedział głośno i spojrzał na porucznika komandora Jacka Fraziera, który był oficerem taktycznym niszczyciela. - Mam nadzieję, że nie będę miał dla ciebie roboty, ale gdyby jednak, zależy mi na ograniczeniu zniszczeń do minimum. - Dobrze myślę, że chciałby pan nawiązać raczej do tego, co admirał Gold Peak zrobiła w New Tuscany, niż do jej robótki w układzie Spindle, sir? - Właśnie - potwierdził z lekkim uśmiechem Pang. - Masz namiary na okręt Chalkera?

- Tak sir - odparł skwapliwie Frazier. - Całkowitym przypadkiem udało się nam go zidentyfikować i wziąć namiary ogniowe. Oczywiście ćwiczebne, sir. - I dobrze. Pang odczekał jeszcze chwilę, by naprawdę się uspokoić, i włączył ponownie główny mikrofon. - Komodorze Chalker - zaczął znacznie bardziej oficjalnym tonem, rezygnując całkowicie z utrzymywanych dotąd pozorów uprzejmości. - Pozwoli pan, że zwrócę

jego uwagę na dwie istotne kwestie. Po pierwsze, wspomniany terminal nie znajduje się tak naprawdę w przestrzeni układu Nolan. O ile moja astrogacja jest coś warta, leży on w odległości pięciu godzin świetlnych od planety stołecznej, czyli znacznie poza granicą dwunastominutowej strefy terytorialnej. Liga Solarna rości sobie prawo tylko do tej właśnie strefy. Po drugie zaś, skoro o różnych roszczeniach mowa, sugerowałbym nieśmiało zwrócić uwagę na skromność sił przypisanych obecnie

do układu Nolan. Biorąc to pod uwagę, skłonny jestem przypuszczać, iż wysuwanie gróźb pod adresem żeglugi handlowej Manticore nie jest działaniem szczególnie roztropnym. O próbie ich realizacji nawet nie wspominając. - Mam pana gdzieś, komandorze! Pana i całe to wasze „Gwiezdne Imperium”, któremu się wydaje, że może rozstawiać wszystkich po kątach. Niebawem zderzycie się z rzeczywistością, wcześniej niż się panu wydaje!

- Otrzymałem jasne rozkazy, komodorze - odpowiedział z niezmąconym spokojem Pang. - I nie zamierzam roztrząsać kwestii, kto jest odpowiedzialny za obecne napięcie panujące między Gwiezdnym Imperium a Ligą Solarną. Mam szczery zamiar oddać ten terminal pod kontrolę Ligi, umożliwiając pańskiemu personelowi powrót do pełnienia obowiązków, ale uczynię to dopiero wówczas, gdy wszystkie jednostki handlowe Manticore obecne w tym

sektorze skorzystają z szansy powrotu do naszej przestrzeni. Jest mi bardzo przykro z powodu wszelkich kłopotów i trudności, które mogę sprawić przy tej okazji solarnym funkcjonariuszom i cywilom - dodał tonem sugerującym, że naprawdę wolałby tego uniknąć. Zamierzam jednak wykonać otrzymane rozkazy. Zgodnie z ich treścią mam chronić statki handlowe Gwiezdnego Imperium Manticore, gdziekolwiek je napotkam i wszelkimi dostępnymi mi środkami,

co oznacza także użycie siły, jeśli okaże się to konieczne. W tym przypadku „gdziekolwiek” obejmuje również przestrzeń Ligi Solarnej. Jeśli więc zamierza pan otworzyć ogień do frachtowców Manticore, dlaczego nie zacznie pan od tych, które są najbliżej? Znajdzie ich pan kilka przy terminalu. Proszę, niech się pan nie waha! Sugeruję jednak nie zapominać przy tej okazji, że Royal Manticoran Navy ma swoje zdanie na temat ochrony żeglugi handlowej. Musiał znowu odczekać

szesnaście sekund, by sygnał przebył drogę tam i z powrotem. Dokładnie w siedemnastej sekundzie twarz Chalkera okryła się jeszcze głębszą czerwienią. - Co to ma, kurwa, znaczyć? warknął. - A to, że mój oficer ogniowy ma namiary na pańską jednostkę - odparł z jednoznacznym uśmiechem Pang. Przez kolejnych szesnaście sekund Chalker tylko krzywił się kwaśno, po czym jego oblicze na kilka sekund skamieniało.

- Pan mi grozi? - spytał z niedowierzaniem, gdy już się otrząsnął. - Tak - odparł bez ogródek Pang. I owszem. Chalker wbił w niego spojrzenie i komandor zastanowił się przelotnie, czego niby innego tamten mógł oczekiwać. - Naprawdę uważa pan, że może władować się w solarną przestrzeń i miotać groźby pod adresem naszych obywateli? I jeszcze zapowiadać okrętowi Marynarki Ligi, że otworzy

do niego ogień? - Nie przybyłem tutaj, by komukolwiek grozić, admirale powiedział Pang. -Zamierzam jedynie wykonać rozkaz roztoczenia opieki nad jednostkami handlowymi Manticore. Uczyniono mnie odpowiedzialnym za ich bezpieczeństwo, pan zaś poinformował wprost, że gotów jest je ostrzelać. Jeśli trwa pan przy tym pomyśle, i nawet wspomnienie losu admirała Bynga tego nie zmieni, to proszę robić swoje i miejmy już to z

głowy. W przeciwnym razie nalegam, sir, by nie zabierał mi pan więcej czasu. I bez tego mam się czym zajmować. Życzę miłego dnia. Tymi słowami zakończył połączenie i wyprostował się w fotelu dowódcy. Nie był tak całkiem pewien, co się stanie. Teoretycznie Chalker mógł być na tyle wściekły, no i głupi zarazem, by dać się sprowokować, chociaż oznaczałoby to jego szybki koniec. Co do tego nie było żadnych wątpliwości. Czy Pang z kolei miałby później...

Life Enjoy

When life gives you a hundred reasons to cry, show life that you have a thousand reasons to smile

Get in touch

Social

© Copyright 2016 - 2019 AZPDF.PL - All rights reserved.